Szwedzi mocniejsi niż w finale baraży. Polacy – niestety nie [KOMENTARZ]

Michał Kołkowski

28 września 2026, 23:22 • 4 min czytania 0

Reklama
Szwedzi mocniejsi niż w finale baraży. Polacy – niestety nie [KOMENTARZ]

– Chcemy grać tak, jak w barażowym meczu ze Szwecją. Zmieniłbym tylko wynik. Jeśli będziemy grać w taki sposób, wszyscy będą zadowoleni – zapewniał ostatnio Jan Urban. Powodów do zadowolenia zatem nie ma. Owszem, Biało-Czerwoni znów potrafili zepchnąć Szwedów do defensywy, ale jedynie w pierwszej połowie spotkania. Najważniejsze jest jednak to, że koniec końców i tak dostali po głowie. Po ponad roku kadencji Urbana, drużyna narodowa nadal ma do zaoferowania najwyżej obiecujące przebłyski.

Reklama

W poniedziałkowym meczu gospodarze zaprezentowali się zdecydowanie korzystniej niż w marcu, co dobrze świadczy o pracy wykonanej przez Grahama Pottera. Trudno natomiast powiedzieć, by Polacy rozegrali w Szwecji lepsze zawody niż w finale baraży. Jak to świadczy o naszym selekcjonerze?

Odpowiedź wydaje się oczywista.

Jest życie bez Lewandowskiego. Tylko co to za życie?

Z pierwszej połowy poniedziałkowego spotkania można było jeszcze wyciągać jakieś optymistyczne wnioski. Szybko stracona bramka nie podcięła Biało-Czerwonym skrzydeł – zdołali przejąć inicjatywę i – można powiedzieć bez cienia przesady – chwilami tłamsili Szwedów na ich terenie. Statystyki były wręcz zdumiewające: polska ekipa oddała przed przerwą aż 13 strzałów na szwedzką bramkę, z których jeden odnalazł drogę do siatki. Nie kreowaliśmy może nie wiadomo jak klarownych okazji, ale przyjemnie się oglądało, jak piłeczka chodzi między Nowakiem, Zieliński, Szymańskim i Zalewskim. A i Żukowski zaliczył parę świetnych zagrań.

Jest więc w reprezentacji życie bez Roberta Lewandowskiego. Z nim na szpicy byłoby bowiem trudno o podobnie dynamiczną ofensywę, z dużą wymiennością pozycji. Kiedy gra się pod „Lewego” w jego obecnej, 38-letniej wersji, ataki trzeba na ogół budować cierpliwie, by dać mu po prostu czas na przemieszczenie się w szesnastkę lub jej okolice. Widać zresztą, że gdy kapitan angażuje się w rozegranie, to zazwyczaj po to, by choć delikatnie spowolnić akcję.

Reklama

Tym razem mindset kadry był zupełnie inny: chcieliśmy dokręcać Szwedom śrubę, wrzucić ich na karuzelę.

Tylko że impetu wystarczyło nam jedynie na 45 minut. No a potem gospodarze już podopiecznych Jana Urbana przeczytali i naprawdę bezlitośnie ich wyjaśnili. I świadczy o tym nie tylko wynik. Wystarczy powiedzieć, że xG Biało-Czerwonych w drugiej połowie rywalizacji zatrzymało się na poziomie 0,08. Krótko mówiąc, nie wykreowaliśmy sobie już praktycznie niczego. A w defensywie było jak (prawie) zawsze – obcinki, drzemki, dziury. I tracone bramki.

Gdyby Viktor Gyökeres w każdym meczu grał na Przemysława Wiśniewskiego, rekord bramkowy Leo Messiego w roku kalendarzowym byłby poważnie zagrożony.

Reklama

Smutna, szara rzeczywistość. Kadra sprzeciętniała

A zatem tak jak druga połowa meczu z Bośnią i Hercegowiną mogła wlać w serca kibiców chociaż ociupinkę otuchy, tak druga odsłona starcia ze Szwecją stanowiła już bolesny powrót do rzeczywistości. Szarej rzeczywistości. Bo życie bez Lewandowskiego jako centralnej postaci reprezentacji Polski, owszem, jest – ale to będzie naprawdę niełatwe życie. Pełne gorzkich rozczarowań. I mówiąc w tej chwili o „Lewym”, traktujemy go jako swego rodzaju symbol. Najbardziej prominentnego przedstawiciela pewnej generacji kadrowiczów. Przez kilka(naście) lat Biało-Czerwoni mogli się cieszyć na Starym Kontynencie statusem „średniaka z plusem”. Teraz tego plusa już nie ma i lepszy kwadrans w jednym meczu czy udane pół godziny w kolejnym tego nie zmienią. Potencjał tej drużyny jest ograniczony.

Oczywiście trzeba sobie też zadawać pytanie, czy Jan Urban uwalnia go w pełni.

Można kwestionować dobór taktyki na poniedziałkowe spotkanie: powrót do systemu z wahadłowymi przyniósł w ostatecznym rozrachunku raczej więcej szkód niż pożytku, a poza tym znów nie wykorzystaliśmy duetu Kiwior – Bednarek w ich naturalnym, klubowym ustawieniu. Można także wrócić do kwestii powołań, można dyskutować o braku optymalnej reakcji na niekorzystny obrót wypadków w drugiej odsłonie spotkania. Wreszcie – można raz jeszcze podkreślić, że Szwedzi względem poprzedniej potyczki zrobili przynajmniej jeden krok do przodu, podczas gdy Polacy w najlepszym razie stanęli w miejscu. A to znaczy, że się cofnęli.

Tylko że trudno już wykrzesać w sobie wiarę, iż kolejna zmiana na stanowisku selekcjonera będzie magicznym ratunkiem dla kadry. Nawet jeśli ewentualny następca Urbana okaże się sprawniejszy w tej roli, co akurat można sobie jak najbardziej wyobrazić, to chyba pora pogodzić się z faktem, iż chude lata dla reprezentacji Polski nie nadchodzą. One już nadeszły. A słowa Roberta Lewandowskiego, że wieloletnie występowanie w dywizji A Ligi Narodów było wynikiem ponad stan, ponieważ nasze prawdziwe miejsce jest w dywizji B, to niekoniecznie był realizm, ale być może… optymizm.

Reklama

Zaprawieni w bojach kibice pamiętają zresztą doskonale, iż kryzysowe okresy w dziejach drużyny narodowej zawsze wiązały się z tym, że tłukli nas Szwedzi. No to przyszło nam po raz kolejny przeżyć ten szwedzki koszmar.

fot. NewsPix.pl

0 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Narodów

Szymański przyznał po porażce ze Szwecją. „Nie powinienem popełniać takich błędów”

Antoni Figlewicz
1
Szymański przyznał po porażce ze Szwecją. „Nie powinienem popełniać takich błędów”

Liga Narodów

Reklama
Liga Narodów

Szymański przyznał po porażce ze Szwecją. „Nie powinienem popełniać takich błędów”

Antoni Figlewicz
1
Szymański przyznał po porażce ze Szwecją. „Nie powinienem popełniać takich błędów”