Grecka tragedia Kloppa. Niemcy dalej bez zwycięstwa w LN

Jan Broda

Autor:Jan Broda

27 września 2026, 23:06 • 3 min czytania 6

Reklama
Grecka tragedia Kloppa. Niemcy dalej bez zwycięstwa w LN

Zdecydowanie inaczej Niemcy wyobrażali sobie erę pod wodzą Jurgena Kloppa. Miała być rewolucja, a tymczasem jest kontynuacja. I to w złym tego słowa znaczeniu. Die Mannschaft po przeciętnym widowisku w Augsburgu uległa 0:1 Grecji. 

Reklama

Na usprawiedliwienie trzeba jednak dodać, że niemiecka reprezentacja przypomina jak na razie jeden wielki plac budowy. Dość powiedzieć, że Klopp zaprosił na swoje debiutanckie zgrupowanie grupę blisko 50 piłkarzy. Nieprzypadkowo. W porównaniu z meczem z Holandią (1:1), selekcjoner naszych zachodnich sąsiadów dokonał aż pięciu zmian w podstawowym składzie. Alexander Nubel zastąpił w bramce Marca Andre ter Stegena, Vagnoman i Bisseck zajęli miejsce Treu i Schlotterberga w obronie, w środku pola Conte zastąpił Amiriego, a na szpicy Klopp postawił na Ebnoutaliba kosztem kontuzjowanego Kaia Havertza.

Czyli, w skrócie – zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany.

– Kiedy buduje się coś od zera, potrzeba czasu i powtarzalności, zanim wszystko zacznie funkcjonować automatycznie. Holandia ma znacznie lepiej utrwalone schematy gry niż my na tym etapie, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę zmian, jakich dokonałem w składzie. Ale praca z tymi chłopakami sprawia mi ogromną frajdę. Dużo rozmawiamy, testujemy różne rozwiązania i dopracowujemy detale. Ostatecznie jednak liczy się to, co pokażemy na boisku – tonował nastroje przed spotkaniem Klopp.

Grecka tragedia Kloppa. Niemcy dalej bez zwycięstwa w Lidze Narodów

Jeśli po meczu z Grecją można powiedzieć coś pozytywnego o grze Niemców, to na pewno to, że mają materiał na wyciągnięcie wniosków. Widać było, że wcześniej nie grali w takim zestawieniu i brakuje im zgranie, schematów, automatyzmów. Wysokie posiadanie piłki (76 proc.) nie przekładało się w żaden sposób bowiem na zagrożenie pod bramką. Była to raczej jałowa wymiana podań bez konkretów.

Reklama

No chyba, że piłkę przy nodze miał Karim Adeyemi. Skrzydłowy FC Barcelony jest ostatnio ewidentnie w gazie, co udowodniał również w Augsburgu, gdzie próbował ciągnąć na swoich barkach niemiecką ofensywę. W pierwszej połowie oddał dwa groźne strzały, ale jeden z nich był niecelny, a z kolejnym uporał się czujny w bramce Tzolakis. Poza tym, bida z nędzą.

Grecy tymczasem schowali się za podwójną gardą i czekali na swoje szanse z kontrataków. Pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłali w 68. minucie, kiedy to Fotis Ioannidis był bliski szczęście, ale minął się z piłką, która przeleciała kilka centymetrów od słupka. Miał szczęście Nubel, którego zabrakło mu już kilka minut później. Dimitrios Kourbelis oddał strzał z pola karnego, futbolówka odbiła się po drodze od stopy Kimmicha, po czym zmieniła trajektorię lotu i zmyliła golkipera Besiktasu.

Reklama

Co ciekawe, dla Greków był to jedyny celny strzał, który oddali przez całe 90 minut. I, co jeszcze ciekawsze, to w zupełności im wystarczyło, by wywieźć z niemieckiej ziemi komplet punktów. Klopp i spółka zagrażali im tylko pozornie i zasłużenie zostali ukarani za swój brak zdecydowania. Podopieczni Ivana Jovanovicia z kolei zostali wynagrodzeni za cierpliwość oraz konsekwencję.

Niemcy wciąż więc pozostają bez zwycięstwa pod wodzą Kloppa. Do trzech razy sztuka? Przekonamy się w czwartek 1 października, kiedy to Die Mannschaft podejmie Serbię. Liderująca w tabeli Grecja w tym samym czasie zmierzy się natomiast z Holandią.

Niemcy – Grecja 0:1 (0:0)

  • 74′ Kourbelis – 0:1

Fot. Newspix

Reklama
6 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Narodów

Reklama