Chcielibyśmy chwalić Jagiellonię za dojrzałą, odpowiedzialną grę, kapitalnego Ousmane Sowa, bardzo dobrego Kajetana Szmyta czy momentami imponujące funkcjonowanie środka pola. Zespół Adriana Siemieńca przez większość spotkania miał wszystko pod kontrolą, jednak w pewnym momencie przypomniał o sobie Guilherme Montoia. Swoim kolegom zafundował sporo nerwów, a trenerowi rywala niemały ból głowy.
Raz na jakiś czas Montoii zdarzy się zagrać dobre długie podanie czy skutecznie dośrodkowanie, jednak w obronie to z reguły proszenie się o kłopoty. A wystawianie go na środku defensywy to już w ogóle tykająca bomba. Tak było i tym razem. Kompletnie niepotrzebnym faulem zafundował kolegom nerwową końcówkę. A jakby tego było mało ostrym wejściem zapewnił Piotrowi Samcowi-Talarowi przerwę od gry.
Przez jakiś czas nie zobaczymy Samca-Talara na murawie… Na szybko doniesienia o podejrzeniu złamania nadgarstka.#JAGŚLĄ pic.twitter.com/UAeWpEs0RF
— Ekstraklasowiec (@ekstraklasowiec) September 6, 2026
Właściwie z perspektywy Śląska gorszy od samej porażki jest fakt, że w najbliższych meczach prawdopodobnie będzie musiał sobie radzić bez swojego lidera. Mamy nadzieję, że Piotr Samiec-Talar szybko wróci do gry, ale prognozy nie są specjalnie optymistyczne. Wejść w jego buty będzie musiał spróbować wejść Karol Linetty, który dał bardzo dobrą zmianę i rozruszał swój zespół.
Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 2:1. Świetny zespół Adriana Siemieńca zdominował rywala
Patrząc na oba zespoły od razu było widać, że jeden właśnie awansował do Ligi Europy i w ostatnich sezonach walczy o najwyższe cele, a drugi dopiero uczy się ligi po awansie. Nawet nie chodzi o różnicę w grze, a w indywidualnych umiejętnościach poszczególnych zawodników. Gospodarzom potrzeba było naprawdę niewiele, by stworzyć sobie dogodną okazję.
Wystarczy spojrzeć na pierwszego gola. Jedno kapitalne podanie za linię obrony Sergio Lozano, by Kajetan Szmyt znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. A były skrzydłowy Warty nie spanikował tylko na pełnym luzie przelobował Karola Niemczyckiego.
𝐔𝐂𝐈𝐄𝐊Ł 𝐑𝐘𝐖𝐀𝐋𝐎𝐌 𝐊𝐀𝐉𝐄𝐓𝐀𝐍 𝐒𝐙𝐌𝐘𝐓! 😱
Jagiellonia prowadzi ze Śląskiem! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/9z58i0SaAx
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 6, 2026
A to tylko przykład, bowiem piłkarze Śląska naprawdę mieli spory kłopot, by zatrzymywać akcje rywala. Ich podania były na tyle celne i przemyślane, że ciężko było znaleźć sposób na odebranie piłki. Nie lepiej było jak podopieczni Adriana Siemieńca w pojedynkę chcieli przechytrzyć przeciwka. Tak uczynił choćby Ousmane Sow. Efekt? Drugi gol dla Jagiellonii.
SOW Z DYSTANSU! JAGIELLONIA PROWADZI JUŻ 2:0! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/89kPFbqJEU
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 6, 2026
A będąc sprawiedliwym trzeba przyznać, że do przerwy powinno skończyć się znacznie wyżej. Gospodarze nie wykorzystali co najmniej dwóch naprawdę dogodnych okazji. Anders Klynge huknął w poprzeczkę, a Nik Prelec po znakomitym podaniu Sowa minimalnie spudłował z kilku metrów.
Też mimo wszystko trudno powiedzieć, że Śląsk wyszedł jak na skazanie i nawet nie próbował walczyć. Tak nie było, jednak przy tak dysponowanej Jagiellonii zwyczajnie nie był w stanie podjąć równorzędnej rywalizacji. Szczególnie, że skutecznie od gry został odcięty Piotr Samiec-Talar.
Guilherme Montoia zafundował kibicom w Białymstoku nerwową końcówkę
Po przerwie Jagiellonia nie przeprowadzała jakichś huraganowych ataków, ale miała wszystko pod pełną kontrolą. Zwyczajnie przeważała jakością i długo utrzymując się przy piłce nie pozwalała rywalom nawet uwierzyć, że ci będą w stanie jeszcze powalczyć o odwrócenie wyniku.
Śląsk nawet za bardzo nie próbował, zwłaszcza, że nie był to dzień Piotra Samca-Talara bardzo dobrze neutralizowanego przez przeciwników. Sporo pozytywnego w tej kwestii dało wejście Karola Linettego, jednak wciąż mieliśmy poczucie, że to o wiele za mało, by zagrozić ekipie Adriana Siemieńca.
Jego podopieczni w pewnym momencie grali już pełnym luzem i w ich szeregi wkradało się coraz większe rozluźnienie. Choćby Nik Prelec zamiast uderzać w dobrej sytuacji mocno przekombinował. Na Jagiellonii mogło się jednak zemścić to, że nie była szczególnie mocno zainteresowana trzecim golem, który już całkiem zamknąłby to spotkanie.
Wystarczyła jednak wrzutka Karola Linettego, by zrobiło się gorąco. A wszystko zaczęło się od głupiego i kompletnie niepotrzebnego wejścia Guilherme Montoii. Sędzia po analizie VAR nie mógł podjąć innej decyzji niż podyktować rzutu karnego po faulu na Jehorze Macence.
Jest gol kontaktowy dla Śląska z rzutu karnego! Czy starczy czasu na doprowadzenie do remisu? 👀
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/2wnixbmPJ1
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 6, 2026
Oczywiście z 11. metra nie pomylił się Piotr Samiec-Talar i Śląsk uwierzył, że jest jeszcze w stanie powalczyć o jeden punkt. Najbliżej był tego znów dzięki Karolowi Linettemu. Po wrzutce wychowanka Lecha świetnie w swoim debiucie mógł zaprezentować się Ieltsin Camoes, jednak na posterunku był bezbłędny tego wieczoru Sławomir Abramowicz.
Jagiellonia zwycięstwo dowiozła, chociaż na własne życzenie – przede wszystkim swojego stopera – zafundowała sobie sporo nerwów. Przy lepszym rywalu Guilherme Montoia na stoperze mógłby kosztować zwycięstwo.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix