Dawid Szulczek może stać się tego popołudnia agentem 007. Były szkoleniowiec Warty przegrał bowiem wszystkie sześć dotychczasowych starć z Lechem. Gdyby znów musiał uznać wyższość Kolejorza, Raków po pierwszych sześciu meczach Ekstraklasy miałby na koncie sześć porażek. Byłby to dopiero czwarty taki przypadek w historii tych rozgrywek. Jako ostatnia tak fatalnie w sezonie 2010/11 wystartowała Cracovia. Mimo to się utrzymała. Czy finaliści minionej edycji Pucharu Polski powtórzą tę koszmarną serię? Tego dowiecie się śledząc naszą relację LIVE!
Lech Poznań – Raków Częstochowa 1:0
A tak wyglądało trafienie Bengtssona:
Racovitan uratował teraz tyłek kolegom. Gdyby nie przeciął tego prostopadła podania Rodrigueza, Ishak stanąłby oko w oko z Trelowskim.
Chwilę po Brusbergu na murawie zameldowały się trzy nowe nazwiska - Marko Perović, Adin Molnar i Jakub Jendryka. Zmienili kolejno Pieńkę, Makucha oraz Tudora.
CO ZA PARADA TRELOWSKIEGO!
Lech powinien podwyższyć prowadzenie, ale Trelowski popisał się instynktowną interwencją. Nieco pomógł mu Ishak, ponieważ nieczysto trafił w piłkę. No i Walemark zagrał trochę do tyłu.
Na zegarach już 76. minuta, a Szulczek przeprowadził dopiero drugą zmianę. Cała naprzód, bo Isak Brusberg wszedł kosztem Svarnasa.
GOOOOL! LECH WRESZCIE WYSZEDŁ NA PROWADZENIE
Ależ wejście smoka Bengtssona! Rodriguez dostrzegł niepilnowanego na przedpolu Szweda, a ten miał nieco szczęścia. Piłka odbiła się bowiem od Carlosa, myląc kompletnie Trelowskiego.
Mamy czwartą zmianę w zespole Lecha. Boisko opuścił Allahyar Sayyadmanesh, a w jego miejsce wszedł Leo Bengtsson. Szwed zaliczy najdłuższy występ od pierwszej kolejki i 65 minut z Cracovią. Po niej wypadł z powodu kontuzji stawu skokowego i wrócił dopiero na mecz z Jagiellonią. Tam na boisku pojawił się w 72. minucie.
LECH Z KOLEJNĄ ZMARNOWANĄ SETKĄ!
Tak spektakularne pudło, jak Agnero to nie było, ale śmiało można powiedzieć, że Filip Jagiełło okradł Joela Pereirę z asysty. Dostał ciasteczko zewniakiem od Portugalczyka, lecz uderzył bardziej barkiem niż głową.
Lech z najwyższą frekwencją na swoim domowym meczu w tym sezonie Ekstraklasy!
SZYBKO POSZŁO
Dosłownie kilkadziesiąt sekund po tym pudle Frederiksen zmienił Agnero. W jego miejsce wszedł nie kto inny, jak Mikael Ishak.
CO TERAZ ZROBIŁ YANNICK AGNERO!
Chyba tylko on wie, jakim cudem nie pokonał Kacpra Trelowskiego. Po błędzie Svarnasa minął Bogdana Racovitana, minął bramkarza, ale z kilku metrów uderzył... nad poprzeczką.
Ależ wejście smoka mógł zaliczyć Koczergin. Ukrainiec po wrzutce Carlosa sprzątnął piłkę sprzed nosa kapitanowi Kolejorza, Radosławowi Murawskiemu. Po chwili huknął z powietrza, ale nad bramką.
Dwie roszady przeprowadził za to Niels Frederiksen. Na 45 minutach zakończyły się występy Palmy i grającego z kartką Skrzypczaka. Zastąpili ich Patrik Walemark i Terry Yegbe.
Wracamy po przerwie. W jej trakcie na jedną zmianę zdecydował się trener Szulczek. Na drugą połowę nie wybiegł już Adam Basse. W jego miejsce wszedł Władysław Koczergin.
Bez goli do przerwy. Trzeba przyznać, że to goście byli bliżsi otwarcia wyniku.
Ależ teraz pomysł miał Wojciech Mońka. Nastolatek swoim podaniem do Rodrigueza próbował przeciąć dwie linie. Piłkę sprzed nosa Hiszpanowi sprzątnął jednak wracający do składu Stratos Svarnas.
Sędziowie dorzucili do pierwszej połowy dwie minuty.
Luis Palma zbyt wysoko wrzucił teraz na Yannicka Agnero, więc Iworyjczyk nie mógł wyczarować z tego nic więcej jak uderzenie nad poprzeczką.
Głupią żółtą kartkę zarobił Pieńko. Aut należał się Lechowi, ale były młodzieżowy reprezentant Polski nie chciał oddać piłki.
Bliski gola był teraz Patryk Makuch. Po wrzutce Mahira Emreli z lewego sektora uderzył głową z okolicy punktu karnego, a piłka minimalnie minęła słupek.
I mamy kolejne żółtko po stronie Lecha. Obejrzał je Michał Gurgul za zatrzymanie pędzącego prawym sektorem Jeana Carlosa. Młodzieżowy reprezentant Polski prawie porwał rywalowi gacie!
Tak wyglądało to zajście:
Przez chwilę serca kibiców Lecha stanęły. Najlepszy w meczu z Jagiellonią Joel Pereira ucierpiał przy próbie zatrzymania Tomasza Pieńki. Rywal przypadkowo stanął na jego nodze. Całe szczęście, że Portugalczyk po chwili się pozbierał.
Tak wyglądał faul wychowanka Lecha:
No i mamy remis po stronie napomnień. Damian Kos żółtko pokazał Skrzypczakowi za faul taktyczny na Basse. Można się jednak zastanawiać, czy nie było to czasem DOGSO, czyli pozbawienie rywala realnej szansy na zdobycie bramki.
Taka delegacja z Częstochowy stawiła się dziś przy Bułgarskiej:
Upiekło się teraz Mateuszowi Skrzypczakowi. Gdyby piłka po odbiciu się od Adama Basse została w polu, napastnik gości miałby autostradę do bramki Mateusza Lisa.
Mamy pierwszy strzał po stronie Rakowa. Z prawej strony szesnastki zacentrował Jean Carlos, a strzał głową oddał Adam Basse. Piłka znacząco jednak minęła bramkę.
I jest pierwsze napomnienie. Żółtą kartkę za faul na Pablo Rodriguezie obejrzał kapitan, Fran Tudor.
Mieliśmy pierwszy konkret w tym spotkaniu. Joel Pereira posłał znakomite krzyżowe podanie do Luisa Palmy. Honduranin uderzył z woleja, ale piłkę końcami palców dotknął Kacper Trelowski. Futbolówka i tak szła jednak nad poprzeczką.
Taką oprawę tuż przed pierwszym gwizdkiem zaprezentował Kocioł:
W porównaniu z czwartkowym meczem z Górnikiem mamy aż sześć zmian w podstawowym składzie. Niewątpliwie największym zaskoczeniem jest obecność Adama Basse, który w tym sezonie łącznie zaliczył... 20 minut. Ostatni raz na boisku pojawił się 2 sierpnia we Wrocławiu, który w 2025 roku zamienił na Częstochowę.
A taką jedenastkę wystawił dziś Dawid Szulczek:
W porównaniu z wyszarpanym trzy dni wcześniej zwycięstwem nad Jagiellonią Niels Frederiksen przeprowadził dwie roszady. Gustava Berggrena w środku pola zastępuje Filip Jagiełło, a Yannick Agnero daje odpocząć Patrikowi Walemarkowi.
Tak prezentuje się skład drużyny gospodarzy:
Dzień dobry!
Jak wyliczył Cezary Kawecki z Kanału Sportowego, Raków jest pierwszą od 14 lat drużyną, która zmagania w Ekstraklasie rozpoczęła od pięciu porażek. Jako ostatni tak fatalnie wystartował GKS Bełchatów i nie skończyło się to dla niego dobrze. Ogólnie to ósmy taki przypadek w dziejach Ekstraklasy. Paradoksalnie większość takich historii kończyła się happy-endem. Czterokrotnie ekipom, które tak beznadziejne zaczęły sezon, udało się utrzymać.
fot. Newspix