Czornomoreć Odessa to jeden z największych klubów Ukrainy. Samo miasto jest położone raptem około 140 kilometrów od linii frontu i codziennie narażone na rosyjskie ataki. Tylko w sierpniu pociski uszkodziły ich stadion i bazę treningową, co skomentował słynny hollywoodzki aktor Ashton Kutcher. Jest to zaledwie symbol tragedii tego miejsca, w którym od początku rosyjskiej inwazji straciło życie ponad 140 osób. O tym wszystkim i o kondycji ukraińskiego futbolu w stanie wojny w rozmowie z Weszło opowiedział Andrij Czernow – dyrektor wykonawczy Czornomorcia.
W sierpniu media obiegły zdjęcia uszkodzonego stadionu Czornomorcia. Co tam zastałeś po ataku?
Było bezpośrednie trafienie w stadion. Dziura w dachu nad trybunami. Znacznie ucierpiało elewacyjne i wewnętrzne przeszklenie, na obwodzie stadionu wybito dużą ilość szkła. Jednocześnie wyciąganie ostatecznych wniosków co do skali zniszczeń i skutków trafienia jest na razie przedwczesne. Obecnie pracują odpowiednie komisje i specjaliści. Gdy otrzymamy ich wnioski, będziemy mogli konkretnie mówić o skutkach i skali uszkodzeń. To jest procedura, którą mamy po każdym ostrzale, dlatego nie mogę jeszcze podać kwot.
Russia struck Odesa’s Chornomorets Stadium, injuring several people. pic.twitter.com/NRQGaShLMN
— Clash Report (@clashreport) August 7, 2026
Jakie to są dla was konsekwencje?
Konsekwencji jest kilka. Dla nas obecnie najbardziej przykrym skutkiem jest to, że nie mamy już możliwości wpuszczania kibiców na trybuny. Wcześniej były ogromne starania, żeby móc wpuścić choćby niewielką grupę. Dla chłopaków w drużynie to zupełnie inne doznania. Puste trybuny na naszym stadionie to bardzo przykry widok. To też utrata przychodów z dnia meczowego. Sprzedajemy bilety, gadżety i przez to mamy straty czysto komercyjne. No i jest aspekt psychologiczny. Podobne wydarzenia odbiją się na stanie psychicznym, emocjonalnym drużyny i wszystkich osób pracujących w klubie.
To nie był pierwszy raz, kiedy Rosjanie ładują w infrastrukturę Czornomorcia. Ile tego naliczyłeś?
Niestety stadion nie jest jedynym uszkodzonym obiektem. Doszło też do kolejnego trafienia w naszą bazę treningową i sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, bo teraz drużyna nie tylko jest zmuszona rozgrywać mecze domowe bez kibiców, ale także trenować w dość trudnych warunkach. W naszą bazę treningową trafiono już dwa razy. Pierwszy atak miał miejsce w 2025 roku, przy czym w tamtym momencie cała drużyna przebywała na bazie w budynku. Dron uderzył dosłownie obok. W pewnym stopniu mieliśmy szczęście: betonowe ogrodzenie przyjęło na siebie znaczną część fali uderzeniowej. Ucierpiały pomieszczenia i budynki bazy, ale na szczęście nikt z piłkarzy nie znalazł się w strefie rażenia.
Teraz podczas drugiego trafienia pierwszej drużyny nie było na terenie bazy, bo wyjechała na mecz do innego miasta. Jednak kilku piłkarzy zostało i nie ucierpieli tylko dlatego, że zgodnie z procedurami zeszli do schronu. Jest nam coraz trudniej pracować, ale nie łamiemy się, ponieważ rozumiemy, że nie mamy innego wyjścia. Zachowanie piłki nożnej na Ukrainie w ogóle i w Odessie w szczególności to nasza odpowiedzialność. Dlatego musimy wkładać nadzwyczajny wysiłek: pracować, trenować, odbudowywać infrastrukturę, szukać wszelkich możliwości zarabiania pieniędzy i robić wszystko, aby zachować klub i piłkę nożną we wszystkich jej aspektach.

Baza treningowa Czornomorcia Odessa po rosyjskim ataku.
Hollywoodzki aktor Ashton Kutcher skomentował uderzenie w stadion Czornomorcia, że to pokaz desperacji Putina. Jaki przekaz dla świata biegnie z Odessy?
Dla mnie główne przesłanie polega na tym, że Ukraina nadal żyje. Pomimo ataków ludzie nadal pracują, wychowują dzieci, uprawiają sport, chodzą na futbol i chronią to, co jest dla nich ważne. To jest kwestia naszej wolności. Jesteśmy wdzięczni każdemu człowiekowi poza Ukrainą, który zwraca uwagę na to, co się dzieje i mówi o tym. Świat nie może przyzwyczaić się do tej wojny. Za każdym doniesieniem o uszkodzonym stadionie czy innym obiekcie stoją żywi ludzie, którzy nadal żyją i pracują pod stałym zagrożeniem. Jeśli to, co stało się z naszym stadionem, sprawi, że ktoś jeszcze raz zwróci uwagę na to, przez co dziś przechodzi Ukraina, to znaczy, że trzeba o tym mówić. Nieistotne, czy to jest Ashton Kutcher czy ty, dziennikarz z Polski. Trzeba mówić o tym, co ludzie tutaj przeżywają.
Vladimir Putin bombing a football stadium in Odessa shows one to two things. Incompetence or desperation. The stadium is used by a woman’s soccer team #seastars #ukraine Vlad you are losing. Forfeit!!!!
— ashton kutcher (@aplusk) August 8, 2026
Pamiętam początek rosyjskiej inwazji. Wiedziałem, że na Ukrainie dzieją się rzeczy straszne, a wstając rano zobaczyłem zgruzowany stadion Desny Czernihów i aż mnie dreszcz przeszedł, bo znałem to miejsce. Liga ukraińska grała w Czernihowie co drugi weekend. Słabo się czułem z tym, że poświęcam uwagę tak z pozoru błahej rzeczy. Co byś mi wtedy powiedział?
Oczywiście życia ludzkiego nie można porównywać z żadnym stadionem, bazą treningową czy inną infrastrukturą sportową. Ale wydaje mi się, że to się wzajemnie nie wyklucza. Piłka nożna to także część życia ludzi. Szczególnie teraz. Postrzegamy to jako jedną z ważnych misji klubu. Pomimo wojny, ograniczonych zasobów i wszystkich towarzyszących problemów musimy nadal istnieć. Mamy pozostać punktem odniesienia dla młodszego pokolenia, pokazywać dzieciom, że jest sport, jest piłka nożna, jest drużyna, do której można dążyć. Szczególnie teraz czujemy, jak bardzo piłka nożna jest ważna dla naszych żołnierzy. Wśród nich jest ogromna liczba naszych kibiców. Dla chłopaków z frontu każdy nasz mecz bywa naprawdę rodzajem tlenu. Stale otrzymujemy od nich wiadomości. Czekają na mecze, śledzą drużynę. Dla nich ważny jest każdy kontakt z klubem, każda informacja o Czornomorciu, możliwość obejrzenia meczu. Utrzymujemy piłkę nożną przy życiu dla naszych wojowników i nowego pokolenia.
Putin’s war isn’t just about geopolitics. It’s about human being. Look what happened with the stadium of premier league’s team @DesnaFC in Chernihiv after it was bombed by 500kg aviabombs. It had nothing to do with the army but regular life of regular people who like football pic.twitter.com/YMujqOfTcB
— Serhiy Leshchenko (@Leshchenkos) July 1, 2022
Wśród Polaków znajdują się osoby niezbyt lotne intelektualnie, które mówią, że co to za wojna, skoro ludzie chodzą na plażę. Tymczasem statystyki są nieubłagane (stan w momencie naszej rozmowy). 193 ataki rakietowe i dronowe na Odessę. 145 osób zabitych, w tym 10 dzieci. 635 rannych, w tym 32 dzieci. 1207 uszkodzonych budynków mieszkalnych. Alarm przeciwprzeciwlotniczy od 24 lutego 2022 roku zawył 2790 razy, co składa się na 120 dni spędzonych w schronie. Jak żyć w takich warunkach?
Człowiek potrafi przystosować się do bardzo wielu rzeczy. Ale to wcale nie oznacza, że takie życie staje się normalne. Nie można uważać za normalne nocnych alarmów, wybuchów czy wiadomości o kolejnych ofiarach. Z czasem po prostu uczysz się żyć i pracować w tych warunkach, bo nie ma innego wyboru. Kiedy w Odessie ludzie wychodzą na ulicę, spacerują, siedzą w kawiarniach czy przychodzą na plażę, nie znaczy to, że tutaj nie ma wojny. Znaczy to, że ludzie starają się zachować normalne życie. Kilka godzin po takim zupełnie spokojnym obrazie może rozpocząć się alarm przeciwlotniczy, a w nocy na miasto znowu mogą spaść rosyjskie rakiety. Nie chcemy, żeby nas żałowano. Dużo ważniejsze jest dla nas, żeby nas rozumiano. Kilka godzin zwykłego ludzkiego życia to nie brak wojny. To próba, by nie pozwolić wojnie i strachowi zabrać ci całego twojego życia.
Czy był taki jeden atak na Odessę, który szczególnie zapamiętałeś?
Prawie każdy taki atak jest straszny, bo prawie każdy niesie śmierć i zniszczenie. Ale dla mnie nie ma nic straszniejszego niż chwile, gdy widzę ranne lub zabite dzieci. Gdy rodzice na rękach wynoszą swoje dziecko spod gruzów. Gdy ratownicy wynoszą dzieci ze zrujnowanych domów albo z miejsca kolejnego uderzenia. Do tego nie da się przyzwyczaić. Zapewne właśnie takie momenty wywierają na mnie najsilniejsze wrażenie. Nie da się ich zapomnieć. Zostają w środku na zawsze i za każdym razem łamią ci serce…
To też wojna symboli. Po inwazji Rosji zmieniliście na trybunach i na fasadzie stadionu rosyjską nazwę “Черномо́рец” (pol. Czernomorec) na ukraińską “Чорноморець” (pol. Czornomoreć). Jakie to ma dla was znaczenie?
Przede wszystkim dostosowaliśmy wszystkie napisy i oznaczenia do ustanowionego prawa Ukrainy, ale osobiście dla mnie to nie tylko kwestia przepisów. To kwestia szacunku dla własnego kraju, jego języka i tożsamości. Wojna zmusiła wielu z nas, by na nowo spojrzeć na rzeczy, które wcześniej mogły wydawać się zwyczajne albo drugorzędne. Dla nas ważne jest rozumieć, kim jesteśmy i jaki kraj reprezentujemy Jednocześnie najważniejsze i tak nie są same napisy. Najważniejsze, żeby Czornomoreć pozostał klubem, który jednoczy ludzi wokół futbolu i wokół Odessy.

Zniszczenie obiektu po rosyjskim ataku. Fot. Newspix
Dwa lata po wybuchu pełnoskalowej wojny ukraińskie organy pozwoliły organizować mecze z ograniczoną liczbą ludzi na trybunach. Jak w Odessie wyglądał ten proces?
Bezpieczeństwo jest bezwarunkowym priorytetem. Mamy obowiązkowy protokół bezpieczeństwa podczas każdego meczu i każdego treningu. Żeby w ogóle wpuścić kibiców na trybuny, stadion musi mieć przypisane schrony na wypadek alarmu przeciwlotniczego. Liczba udostępnionych miejsc na trybunach musi być dostosowana do liczby miejsc w schronach. Dokładnie wiemy, jak mamy postępować w razie alarmu lotniczego, zagrożenia rakietowego czy innego niebezpieczeństwa.
Na stadionie obowiązuje zasada: w razie zagrożenia mecz natychmiast się zatrzymuje, a ludzie udają się do schronów. I to nie jest tylko teoria, właśnie tak to się odbywa. Dziś na Ukrainie bywają mecze, które przez liczne alarmy lotnicze i przerwy trwają siedem, a nawet osiem godzin. To rzeczywistość, w której istnieje ukraiński futbol. Takie same zasady obowiązują w bazie treningowej. Jest tam specjalne schronienie. W razie niebezpieczeństwa trening zostaje przerwany i drużyna idzie tam. Jam ci mówiłem – już przekonaliśmy się na własnej skórze, że tych zasad nie wolno ignorować. Podczas uderzeń w naszą bazę treningową właśnie zdyscyplinowane przestrzeganie wymogów bezpieczeństwa pozwoliło uniknąć ofiar wśród ludzi. Z drugiej strony słyszałem historię, że my podobno jadąc na mecz autokarem wracamy inną drogą. To akurat nieprawda. Nie wierzymy w zabobon.
Czornomoreć to jeden z najbardziej historycznych i zasłużonych klubów Ukrainy, ale kryzys ekonomiczny wywołany wojną nie oszczędza nikogo. Worskła Połtawa jeszcze w 2023 roku grała w europejskich pucharach. W tym roku sprzedali klubowy autokar i zgasili światło. W zeszłym roku rozmawiałem z Bohdanem Butko, który wtedy u was grał i przyznał, że mieliście poślizgi w wypłatach. Jak teraz sobie radzicie?
Sytuacja finansowa negatywnie odbija się na pracy klubu. Mamy pewne trudności i zapewne nie jesteśmy jedyni w ukraińskim futbolu, którzy dziś zmagają się z problemami. Ale rozumiemy też coś innego: w niezwykle trudnych warunkach znajduje się teraz bardzo wielu ludzi w naszym kraju. Przedsiębiorcy, zwykli obywatele, nasi kibice. Dlatego nie uważamy, że mamy prawo po prostu powiedzieć: jest nam ciężko. Wszyscy są gotowi to znosić i pracować dalej. Dopóki mamy taką możliwość, niezależnie od okoliczności, będziemy wkładać maksimum wysiłku, żeby futbol w Odessie dalej żył i się rozwijał.

Andrij Czernow
Jak wygląda wasza sytuacja z zakazem transferowym od FIFA? Na liście waszych wierzycieli mieli być byli piłkarze: Luka Guček (później Górnik Łęczna) i Ziguy Badibanga.
Przed rozpoczęciem sezonu mieliśmy naprawdę kilka trudnych międzynarodowych spraw sądowych. Jedna z nich doprowadziła do zakazu transferowego od FIFA i była związana z naszymi niewykonanymi zobowiązaniami wobec Los Angeles Galaxy. To jeszcze przedwojenna historia związana z jednym z zagranicznych piłkarzy, który przeszedł do nas z tego klubu. (Chodzi o Jorge Hernandeza z Meksyku. LA Galaxy złożył pozew do FIFA o 224 tysiące euro z tytułu ekwiwalentu za wyszkolenie. FIFA nakazała wypłatę, jednak Ukraińcy odwołali się do CAS, który również przyznał rację Amerykanom – red.) Po wybuchu pełnoskalowej wojny okoliczności zmieniły się radykalnie, piłkarz był zmuszony opuścić Ukrainę, FIFA zawiesiła kontrakty obcokrajowców, jednak nasze zobowiązania finansowe oczywiście nigdzie nie zniknęły. Bardzo trudno było nam je realizować.
Jednocześnie chciałbym osobno podziękować naszym amerykańskim kolegom za cierpliwość i zrozumienie. Stopniowo wywiązujemy się ze swoich zobowiązań, a tam, gdzie to możliwe, partnerzy idą nam na rękę. Niestety pozostaje jeszcze szereg podobnych spraw finansowych, w których trudno nam terminowo wywiązywać się ze zobowiązań. Dlatego dość często musimy zwracać się do partnerów, zagranicznych klubów albo naszych byłych piłkarzy z prośbą o możliwość restrukturyzacji zadłużenia. To bardzo nieprzyjemna i trudna część naszej pracy. Póki co radzimy sobie z tymi sytuacjami i robimy wszystko, co możliwe, żeby podobne błędy się nie powtarzały i taka praktyka nie stała się dla klubu normą.
Prezes Szachtara Donieck powiedział, że ich dochody to transfery i gra w Lidze Mistrzów, bo na Ukrainie nie da się zarobić na piłce nożnej. Z czego wy czerpiecie dochody w Czornomorciu?
Z tym stwierdzeniem w pewnym stopniu można się zgodzić, jeśli mówimy o klubie poziomu Szachtara, który stawia sobie za cel bycie najlepszym na Ukrainie. Dla takiego klubu regularny udział w Lidze Mistrzów jest naprawdę nieodłączną częścią modelu finansowego, ponieważ tylko takie dochody pozwalają systematycznie zapewniać odpowiedni poziom wydatków. Dla skromniejszych ukraińskich klubów, do których dziś należymy i my, model musi być inny. Na przykład dla nas bardzo ważnym kierunkiem powinna stać się promowanie młodych, wykwalifikowanych piłkarzy. Jeśli będziemy w stanie regularnie wychowywać zawodników, którzy zainteresują czołowe ukraińskie kluby, czyli Szachtar, Dynamo albo dobre kluby europejskie, i realizować dwa, trzy, cztery takie transfery rocznie, może to dawać klubowi bardzo istotny zastrzyk finansowy. Ale to nie wystarczy.
Dziś każdy ukraiński klub, który chce nie tylko istnieć, ale samodzielnie zarabiać, w pewnym sensie musi stać się innowatorem. Nie możemy po prostu wziąć modelu klubu z jednej z wielkich lig europejskich i skopiować go. Mamy zupełnie inne okoliczności i ogromną liczbę ograniczeń związanych z wojną. Dlatego trzeba wymyślać własną drogę: jak powiększać aktywną publiczność, jak na nowo zaistnieć w przestrzeni medialnej, jak stawać się ciekawszymi dla partnerów, w tym poza Ukrainą. Trzeba stworzyć coś takiego, co pozwoli dużej firmie powiedzieć: tak, interesuje nas, żeby nasza marka była obok Czornomorcia. To ogromne wyzwanie, zwłaszcza w warunkach wojny i ograniczonych zasobów. Ale jednocześnie dla mnie to jedno z najciekawszych zadań, które dziś stoją przed klubem.

W 2016 roku na obiekt w Odessie przyjechał sam Manchester United pod wodzą Jose Mourinho. Zmierzył się z Zorią Ługańsk w Lidze Europy i pokonał ją 2:0.
Jaki budżet jest potrzebny, żeby móc egzystować na poziomie ligi ukraińskiej?
Około 5 milionów euro. Myślę, że dziś minimalny dopuszczalny poziom budżetu dla klubu Premier Lihi, który chce normalnie funkcjonować i spróbować utrzymać się na tym poziomie. W dalszej kolejności wszystko zależy od celów klubu. Ale jeśli mówimy właśnie o dolnej granicy, która pozwala istnieć na poziomie Premier Lihi, orientowałbym się mniej więcej na tę kwotę.
Gdy zagraniczny piłkarz trafia na Ukrainę, czytam komentarze w Polsce. Na przykład Bruno Iglesias przeszedł z Realu Madryt do Karpat Lwów. Ludzie się dziwią, że ktoś w ogóle chce tam grać na Ukrainie.
Pierwsze, o co pyta praktycznie każdy zagraniczny piłkarz, to bezpieczeństwo. Jakie środki są podejmowane, gdzie będzie mieszkał, jak przebiegają treningi i mecze, co dzieje się podczas alarmu. Z zewnątrz naprawdę może wydawać się dziwne, że zagraniczni piłkarze są gotowi przyjeżdżać do kraju, w którym trwa wojna. Jednak mimo wszystkiego, co się wydarzyło, poziom ligi ukraińskiej pozostaje dość wysoki. Dla wielu obcokrajowców to wciąż dobra szansa na impuls w karierze i dobry transfer w przyszłości.
Jeśli piłkarz przyjeżdża, widzi sytuację na własne oczy i przekonuje się, że klub robi maksimum dla jego bezpieczeństwa, zaczyna postrzegać wszystko trochę inaczej. Absolutnego bezpieczeństwa dziś nikt obiecać nie może. Ale przy właściwym podejściu i ścisłym przestrzeganiu wszystkich protokołów możemy zapewnić warunki względnego bezpieczeństwa i jednocześnie dać piłkarzowi dobre możliwości rozwoju. Dlatego zagraniczni zawodnicy nadal przyjeżdżają do ukraińskich klubów. Przynajmniej dziś tak jest i bardzo chcemy, żeby sytuacja nie zmieniła się na gorsze.
W składzie Czornomorcia są obcokrajowcy. Chijioke Aniagboso (Nigeria), Moses Jarju (Gambia), Muhammed Jobe (Gambia), Giorgi Robakidze (Gruzja), Jerry Yoka (Kongo). Jak oni sobie radzą?
Wszyscy ci chłopcy są w naszej drużynie już nie pierwszy dzień. Oczywiście nie jest im łatwo. Muszą adaptować się do tych samych okoliczności, do których adaptują się nasi ukraińscy piłkarze. Trudne okoliczności scaliły drużynę, więc jest łatwiej. Poza tym Ukraina w ogóle jest bardzo gościnnym krajem, a Odessa szczególnie. To historycznie wielonarodowe miasto. Wydaje mi się, że człowiek praktycznie z dowolnego miejsca na świecie może dość szybko poczuć się tu jak u siebie. Ludzie wokół są życzliwi i zagraniczni piłkarze to nastawienie czują wobec siebie. Uwierz mi, to bardzo przywiązuje człowieka do miasta. Wielu obcokrajowców, którzy kiedykolwiek grali w Czornomorciu, potem z wielkim ciepłem wspomina ten okres swojego życia. Odessa w ogóle potrafi jakoś otoczyć cię swoją uwagą i nastawieniem. Tu naprawdę bardzo dobrze się żyje, dopóki nie zawyje alarm.
Giorgi Robakidze popisał się piękną akcją w inaugurującym sezon meczu z Polissią Żytomierz.
Pytam o to, ponieważ Andrij Rusoł (były wybitny reprezentant Ukrainy) powiedział, że gdy był dyrektorem sportowym SK Dnipro–1, po nocnym ostrzale przyszli do jego gabinetu z płaczem młodzi Brazylijczycy i chcieli uciekać. On nie miał wyjścia, przecież nie będzie ich trzymał siłą. Podpisali rozwiązanie kontraktu i powodzenia. Musicie być przygotowani na różne okoliczności.
Jasne, musimy być na to gotowi. I tu nie sposób potępiać zagranicznego piłkarza, który przyjechał z zupełnie innej rzeczywistości i po raz pierwszy styka się z alarmami przeciwlotniczymi, wybuchami i realnym zagrożeniem życia. Ale jest też druga strona sprawy.
Niektóre ukraińskie kluby bardzo poważnie ucierpiały finansowo przez decyzje FIFA, które pozwoliły zagranicznym piłkarzom zawieszać kontrakty. Wyszedł podwójny cios. Najpierw rosyjska agresja wyrządziła ogromne szkody wszystkim ukraińskim klubom piłkarskim bez wyjątku. A potem szczególnie ciężko było klubom, w których znaczną część składu stanowili obcokrajowcy, a za nich wcześniej zapłacono duże kwoty. Nikt nas w FIFA nie słuchał i nie dał nam sprzedać tych piłkarzy. Dlatego to bardzo trudne i dyskusyjne pytanie. Z ludzkiego punktu widzenia rozumiesz piłkarza. Z punktu widzenia klubu rozumiesz też, jak ciężkie mogą być finansowe skutki takich decyzji.
Jak wam przeszła ostatnia zima? Czy była tak trudna jak w innych regionach Ukrainy?
Była dość trudna. Uderzenia w infrastrukturę energetyczną przynosiły poważne skutki. Przez znaczną część zimy byliśmy zmuszeni pracować zdalnie, korzystaliśmy z generatorów prądotwórczych. To trudne nie tylko technicznie. Musimy mieć ze sobą kontakt, żeby prowadzić klub. Ale nie powiedziałbym, że warunki były nie do zniesienia. Poradziliśmy sobie. Mimo wszystkich trudności dość owocnie pracowaliśmy przez całą zimę i dalej realizowaliśmy swoje zadania.
Leci piąty rok pełnoskalowej wojny. Rosyjskie ataki nie ustają. A wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Jednocześnie MKOL uchyla furtkę dla sportowców z Rosji, a zachodnie klubu handlują z nimi na potęgę. Gdybyś mógł wystosować apel do świata, co byś powiedział?
Poprosiłbym przede wszystkim, żeby nie zapominać, że za wiadomościami o Ukrainie stoją żywi ludzie. Dla nas futbol jest dziś czymś znacznie więcej niż po prostu dziewięćdziesięcioma minutami na boisku. Trzymamy się go także dlatego, że daje naszym dzieciom, naszym kibicom, naszym wojskowym choć odrobinę normalnego życia. Dalej trenujemy. Dalej wychodzimy na boisko. Dalej wychowujemy dzieci i staramy się zachować klub, który od wielu lat jest częścią życia Odessy. Dla nas naprawdę bardzo ważne jest wsparcie ludzi poza Ukrainą. Nie trzeba codziennie myśleć o wojnie. Po prostu nie zapominajcie o nas. Gramy dalej. Żyjemy dalej i bardzo cenimy to, że nadal jesteście obok.
Czornomoreć Odessa ma cztery punkty po czterech meczach i zajmuje miejsce w dolnej części Primer Ligi. Niektóre kluby mają już jednak po sześć rozegranych meczów.
ROZMAWIAŁ: KAMIL ROGÓLSKI