Roma ze sprawnymi negocjacjami ws. napastnika. Blisko 40 milionów euro na stole

Marcin Ziółkowski

27 lipca 2026, 20:16 • 3 min czytania 2

Reklama
Roma ze sprawnymi negocjacjami ws. napastnika. Blisko 40 milionów euro na stole

Po wielu latach oczekiwania, w żółto-czerwonej części Rzymu zagra hymn Ligi Mistrzów. Czekano na to od lutego 2019 roku i meczu z FC Porto, gdy dublet zanotował wielki wtedy talent, 19-letni wówczas Nicolo Zaniolo. Podobnie oczekuje się w Wiecznym Mieście na letnie transfery, celem osiągnięcia w Europie dobrego wyniku. Brakuje już cierpliwości u kibiców, bo liga rusza za mniej niż miesiąc, a nowych zawodników brak.

Reklama

Wygląda jednak na to, że decyzyjni w Rzymie domknęli jeden ważny, dość palący temat.

Santiago Castro ponownie zagra w Lidze Mistrzów

Roma po siedmiu lat oczekiwania awansowała pod koniec do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Wszystko to w pierwszym sezonie pracy Gian Piero Gasperiniego, dzięki wywalczeniu w Serie A trzeciej lokaty. Choć Roma ciągle trzymała się w okolicach strefy TOP4 to na koniec doskonale wykorzystała zwyżkę formy Paulo Dybali oraz inne okoliczności (potknięcia Milanu i Juventusu). Drobny wkład miał w to Jan Ziółkowski, autor gola w rozgrywkach Ligi Europy.

Do tej pory mercato po tej stronie Rzymu jest bardzo niemrawe, bowiem przy dwóch transakcjach większy spryt w działaniu wykazały odpowiednio Fenerbahce oraz Al-Hilal. Mason Greenwood oraz Crysencio Summerville byli najwyżej na liście życzeń Romy, ale po wielu tygodniach negocjacji – to rynkowi rywale byli sprawniejsi w działaniu.

Holender trafił do Arabii Saudyjskiej za astronomiczne pieniądze, a kontrowersyjny Anglik – zadebiutował już w Fenerbahce w spotkaniu eliminacji Ligi Mistrzów z Górnikiem Zabrze. Tym bardziej romanistów ucieszą wiadomości o nowym zawodniku do formacji ataku. Jak poinformował Cesar Luis Merlo, Santiago Castro dołączy do klubu z włoskiej stolicy za 35 milionów euro plus dwa w bonusach.

Reklama

Transakcję domknięto bardzo sprawnie, także jak na rzymskie realia tego lata. Powołany już do kadry Albicelestes wiosną 2025 roku boloński numer dziewięć, na poziomie Serie A trafiał do siatki 16 razy w 2,5 roku. Ma on duży potencjał, co niewątpliwie widać w jego grze.

Warto też dodać, że przez dwa ostatnie sezony ominął jedynie pięć ligowych spotkań, co ważne jest przy grze na kilka frontów. Bolognę przed dwoma laty kosztował ponad 13 milionów euro.

Reklama

Przybycie 21-letniego Castro do Romy jest jednoznaczne z wypożyczeniem w drugą stroną Artema Dowbyka. Król strzelców La Liga sezonu 2023/2024 pauzował całą rundę wiosenną ostatnich rozgrywek. Jeden z największych wydatków w historii Giallorossich okazał się dużym niewypałem, który w dodatku jest surowy technicznie. Bologna będzie miała opcję wykupu Ukraińca. Sprzedaż Argentyńczka wiąże się z kolei z tym, że Rossoblu otrzymają 10 procent od kolejnej sprzedaży.

Argentyńczyk w Romie = dobry omen?

We wtorek 28 lipca Castro przejdzie testy medyczne przed transferem do drużyny grającej w Lidze Mistrzów – tego samego dnia, Ukrainiec przybędzie do regionu Emilia Romania. Argentyńczyk ponownie zagra tym samym w Champions League. W rozgrywkach 2024/25 grał on tam wraz z Bologną. Rossoblu odpadli po fazie ligowej, a Argentyńczyk w siedmiu meczach nie trafił ani razu do siatki.

Reklama

Castro ma szansę napisać kolejną piękną kartę, jeśli chodzi o piłkarzy z kraju aktualnych wicemistrzów świata. Roma, jeśli można to tak nazwać, ma duże szczęście pod kątem sprowadzania do siebie argentyńskich piłkarzy.

W ostatniej mistrzowskiej kadrze (2000/01), było trzech reprezentantów Albicelestes: Walter Samuel, Gabriel Batistuta oraz Abel Balbo. Od tego czasu, było też wielu innych dobrze kojarzących się piłkarzy tej nacji. Począwszy od Leandro Paredesa i Diego Perottiego, po Paulo Dybalę i Erika Lamelę. La Joya w ostatnim czasie po raz kolejny przedłużył umowę, tj. Bryan Cristante i Gianluca Mancini.

 

Reklama

 

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona znalazła zastępstwo za Alvareza? Anglicy chcą aż 130 milionów

Kacper Korpak
0
Barcelona znalazła zastępstwo za Alvareza? Anglicy chcą aż 130 milionów

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Barcelona znalazła zastępstwo za Alvareza? Anglicy chcą aż 130 milionów

Kacper Korpak
0
Barcelona znalazła zastępstwo za Alvareza? Anglicy chcą aż 130 milionów