Barca wygrała, ale mecz był tylko tłem. Camp Nou pożegnało Lewandowskiego

Aleksander Rachwał

17 maja 2026, 23:28 • 4 min czytania 11

Reklama
Barca wygrała, ale mecz był tylko tłem. Camp Nou pożegnało Lewandowskiego

Moglibyśmy trochę ponarzekać na tempo meczu Barcelony z Betisem. Moglibyśmy poutyskiwać na niewielki ładunek emocjonalny w starciu dwóch drużyn nie grających już w tym sezonie o nic. Tego wieczoru nie zapamiętamy jednak ze względu na starcie dwóch uczestników Ligi Mistrzów, mistrza Hiszpanii z piątą drużyną ligi. To spotkanie miało jedno głównego bohatera – Roberta Lewandowskiego. I choć polski napastnik nie nawiązał dziś do najlepszych momentów swojej niesamowitej kariery, chłonęliśmy każdą spędzoną przez niego na boisku minutę ze świadomością, że to ostatni raz, gdy „Lewy” biega w koszulce Barcy po murawie Camp Nou. 

Reklama

Celebra związana z pożegnaniem Lewandowskiego towarzyszyła temu spotkaniu od samego początku. Polak wyprowadził drużynę na boisko jako kapitan, został przywitany owacjami, trybuny w pierwszych minutach skandowały jego nazwisko. Czuć było, że nadchodzi koniec pewnej pięknej epoki. Jednocześnie trzeba podkreślić – sam mecz pomógł w pewnym stopniu oswoić się z myślą, że to dla Polaka odpowiedni moment na zejście z katalońskiej sceny.

Barcelona ograła Betis. Lewandowski pożegnany przez Camp Nou

To po prostu nie było spotkanie, w którym gracze Barcelony szukali zagrań na napastnika w pole karne, niewiele było tych okazji, w których Polak mógłby się wykazać. Na obronę „Lewego” możemy jednak powiedzieć, że był to mecz, w którym ogółem parcie na strzelanie goli było niewielkie.

Za to, że jakiekolwiek zobaczyliśmy, należą się ukłony Raphinhii, bo akurat Brazylijczyk miał naprawdę sporą ochotę do gry. To on w głównej mierze tworzył zagrożenie na połowie Betisu i to on dwukrotnie znalazł sposób na ukąszenie gości. Choć w obu przypadkach gracz Barcelony skorzystał z kuriozalnych błędów rywali.

Skrzydłowy Dumy Katalonii otworzył wynik w pierwszej połowie strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego, przy czym bramkarz Betisu zachował się w tej sytuacji po prostu niezrozumiale. Ciężko powiedzieć co zmyliło Alvaro Vallesa, bo nie dostrzegliśmy przy tym strzale żadnego rykoszetu ani nietypowej trajektorii lotu piłki. W każdym razie Hiszpan ruszył w kompletnie nie tym kierunku, w którym zmierzała futbolówka i ostatecznie nawet nie rzucił się w jej stronę.

Reklama

Gola numer dwa sprezentował Barcy po przerwie Hector Bellerin i jego zachowanie też trudno wytłumaczyć. Zagranie do tyłu, na które się zdecydował było tak lekkie, że wyglądało, jakby gracz Betisu rzeczywiście celowo zagrał do rywala, a nie próbował podawać do bramkarza. Piłka trafiła pod nogi Raphinhii, a Brazylijczyk z takiej okazji nie mógł nie skorzystać.

Reklama

Warto jednak docenić gości, że w ten sposób postanowili zadbać, by w meczu nie wiało nudą, bo na połowie rywala zawodnicy Manuela Pellegriniego pokazali niewiele. Parę razy szarpnął Ez Abde, z jedną jego próbą ładnie poradził sobie Garcia, a po przerwie najgroźniejszą okazję miał Bellerin, którego w sytuacji sam na sam zatrzymał Garcia. Ale to by było na tyle.

A jednak Betis nie skończył bez gola, bo ulitował się nad nim arbiter Guillermo Cuadra Fernandez. Po obejrzeniu powtórki tej sytuacji co najmniej tyle razy co hiszpański sędzia na monitorze, wciąż nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy Gavi faulował Isco. Fernandez stwierdził jednak, że należy się jedenastka, a sam poszkodowany (być może to słowo powinno znaleźć się w cudzysłowie) pewnie ją wykorzystał.

Reklama

Barca jednak nie pozostawiła pola pod żadną niespodziankę w końcówce i chwilę później zabiła mecz trzecim golem. Tym razem już trudniej obwiniać rywali, po prostu Joao Cancelo zrobił to znakomicie – mając mnóstwo miejsca w okolicach dwudziestego metra zdecydował się na strzał i umieścił piłkę idealnie przy prawym słupku. Bramkarz znów nie drgnął, ale tym razem można to usprawiedliwić jakością uderzenia Portugalczyka.

Reklama

Gol przypieczętował niesamowitą serię Barcelony – ekipa Hansiego Flicka zakończy sezon z kompletem zwycięstw na własnym stadionie. Tego nie dokonała jak dotąd żadna drużyna w liczącej dwadzieścia zespołów hiszpańskiej elicie.

I tak dochodzimy do kluczowego momentu tego widowiska. Robert Lewandowski w 83. minucie oddał swój pierwszy i zarazem ostatni strzał w meczu, a chwilę później, przy aplauzie zgromadzonych kibiców, ze łzami w oczach opuścił boisko. Po meczu utonął w uściskach kolegów, którzy następnie podrzucali go, jakby właśnie zdobył dla klubu cenne trofeum. Zanim wygłosił pożegnalną mowę, na boisku pojawiły się jego żona i córki, a Joan Laporta wręczył mu pamiątkową statuetkę z herbem klubu. Wzruszająca chwila, przy której trudno było nie uronić łzy.

Cóż więcej dodać, zakończył się piękny rozdział w karierze najlepszego polskiego gracza wszech czasów. I w historii całej światowej piłki.

FC Barcelona – Real Betis 3:1 (1:0)

  • 1:0 – Raphinha 28′
  • 2:0 – Raphinha 62′
  • 2:1 – Isco 69′ (rzut karny)
  • 3:1 – Cancelo 74′
Reklama

Fot. Newspix

11 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Barcelona pozywa Pereza! W tle słowa o Negreirze

Jan Broda
2
Barcelona pozywa Pereza! W tle słowa o Negreirze
La Liga

Media: Bernardo Silva zdecydował! Wybrał hiszpańskiego giganta

Jan Broda
4
Media: Bernardo Silva zdecydował! Wybrał hiszpańskiego giganta