Ronaldinho przez ładnych parę lat uchodził za jednego z najlepszych, a w pewnym okresie po prostu za najlepszego piłkarza na planecie. Metody na powstrzymanie Brazylijczyka nie potrafili wtedy znaleźć nawet najwybitniejsi defensorzy świata. A wystarczyło poprosić o wskazówkę Marka Koźmińskiego, który w Hejt Parku na antenie Kanału Sportowego wyjawił, w jaki sposób sam schował Ronaldinho do kieszeni. Trzeba jednak zaznaczyć, że były reprezentant Polski miał nieco ułatwione zadanie. Po pierwsze – mówimy o rywalizacji z 2001 roku, kiedy skrzydłowy Paris Saint-Germain dopiero wkraczał w swój prime. Po drugie – Ronaldinho w ogóle przeciwko Koźmińskiemu nie zagrał.
Jest w tym nawet jakaś pokrętna logika. Ronaldinho faktycznie najmniej groźny był właśnie wtedy, gdy w ogóle nie wyszedł na boisko.
Koźmiński opowiada o tym, jak upilnował Ronaldinho. Brazylijczyk wtedy nie zagrał
W rozmowie z Mateuszem Borkiem z Kanału Sportowego 45-krotny reprezentant Polski cofnął się wspomnieniami do okresu swoich występów w Brescii. Latem 2001 roku włoska ekipa z Koźmińskim w składzie wystąpiła w Pucharze Intertoto i dotarła do finału tych niezbyt prestiżowych rozgrywek, gdzie zmierzyła się właśnie z PSG. W Paryżu padł bezbramkowy remis, na Stadio Mario Rigamonti było 1:1. Francuzi wygrali finałowy dwumecz dzięki przewadze goli wyjazdowych.
Koźmiński wystąpił w obu spotkaniach. I jest święcie przekonany, że odwalił kawał dobrej roboty w kryciu 21-letniego wtedy Ronaldinho.
Zacytujmy fragment dyskusji:
Mateusz Borek: – Najbardziej przereklamowany piłkarz, przeciwko któremu grałeś? Co wszyscy mówili: gwiazdor, a ty mówisz: w sumie to „easy” jest?
Marek Koźmiński: – Wiesz co, ja ci powiem tak. To zabrzmi banalnie, a z drugiej strony zabrzmi: co on gada? Ja grałem dwa mecze z Paris Saint-Germain. Przeciwko Ronaldinho. No piłki nie dotknął. Genialny był, ale na niego trzeba było mieć trochę sposób. Ja akurat byłem w dobrej formie. Trzeba było się do niego przykleić. Jak się przyklejałeś do niego, to on taki był trochę… Później po tym dwumeczu mówimy: nie, nie. Taki geniusz, a piłki nie dotknął.
Borek: – Twój kolega mówił to samo, z kadry. Grał na niego i mówił, że nie widział też tego. Wiem, że to dziwnie brzmi.
Koźmiński: – Dziwnie to brzmi, ale to był taki piłkarz, jak się przykleiłeś do niego, to nie grał. Trzeba było być agresywnym i bardzo blisko. Nie można było mu pozwolić na przyjęcie piłki, żeby się rozpędził.
– Najbardziej przereklamowany piłkarz, przeciwko któremu grałeś?
– Ronaldinho. Po meczu mówiłem „taki geniusz, a piłki nie dotknął”.🗣️ @kozminski_marek pic.twitter.com/AanEOAwvxo
— Kanał Sportowy (@Sportowy_Kanal) April 22, 2026
Cóż, jedno się w całej tej opowieści zgadza. Ronaldinho rzeczywiście nie dotknął w tym dwumeczu piłki, tylko że żadna w tym zasługa Koźmińskiego.
Porywająca opowieść Koźmińskiego. Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki
Legendarny Brazylijczyk po prostu w starciach z Brescią nie wystąpił. Grali inni wielcy, choćby Jay-Jay Okocha czy Nicolas Anelka. Jednak Ronaldinho – nie. Zresztą, właściwie dlaczego zawodnicy Brescii mieliby już wtedy uważać Ronaldinho za „geniusza” i traktować go w szczególny sposób? Był on przecież świeżo po transferze do PSG, a wydaje się mało prawdopodobne, by Koźmiński i jego koledzy z uwagą śledzili popisy młodego Brazylijczyka w Grêmio. Owszem, miał on już na koncie udane występy w narodowych barwach, choćby podczas Pucharu Konfederacji 1999, ale to chyba wciąż za mało, by tak podchodzić do spotkania z nim.
No nic się w tej opowieści nie klei.
Panie Marku, nie chcemy psuć znakomitego samopoczucia i okradać z dumy płynącej ze skutecznego „przyklejenia się” do Ronaldinho. Powiadają też, że prawda nie powinna przeszkadzać dobrej opowieści. No ale ta historia się po prostu nie wydarzyła. Gdybyśmy mieli zgadywać, to być może pomylił pan Ronaldinho z innym Brazylijczykiem – Aloísio Chulapą (nazywanym też José Aloísio), który rzeczywiście bronił barw Paris Saint-Germain w Pucharze Intertoto 2001. No i był generalnie graczem nieco mniejszej klasy, choć akurat w rewanżu z Brescią trafił do siatki w wielkim stylu. A może chodziło o Jay-Jaya Okochę, też błyskotliwego dryblera?
Nie ma sensu spekulować.
Ale tak szczerze: nie przyszło panu do głowy, że gdyby do Ronaldinho wystarczyło się przykleić i zagrać agresywnie, to ci wszyscy obrońcy Realu Madryt, Chelsea, Milanu, Olympique Marsylia, Deportivo de La Coruña – i z kogo tam jeszcze Brazylijczyk robił wiatrak – również by na to wpadli?

składy PSG z obu meczów finałowych z Brescią wg archiwów UEFA
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Uśmiech futbolu, czyli 40 wspomnień o Ronaldinho
- „Ronaldinho show” – ładna okładka, gorzej na kolejnych stronach
- Ronaldinho Show na Stadionie Śląskim. Legendarny Brazylijczyk powitany po królewsku
fot. NewsPix.pl