Kiedy Arsenal po raz pierwszy w tym sezonie zameldował się na pozycji lidera Premier League, ledwo rozpoczynał się nowy rok akademicki, a szkoleniowcem Nottingham Forest był jeszcze Ange Postecoglou. Dopiero w najbliższą środę może dojść do nieoczekiwanej zamiany ról. Wystarczy, że Manchester City pokona na wyjeździe pogodzone już z degradacją do Championship – Burnley. Pep Guardiola znów chyba znalazł sposób. Gdy jego zespół wydawał się pogrążony w chaosie, on po cichu budował drużynę, która właśnie rusza po mistrzostwo.
Fakt, że w tym momencie sezonu Arsenal nie jest już jedyną ekipą, która ma w swoich rękach losy mistrzostwa Anglii jest trudny do uwierzenia. W pewnym momencie sezonu Kanonierzy wyglądali bowiem na zespół niedościgniony, ale również taki, który w obliczu różnych kłopotów innych zespołów, nie za bardzo będzie miał z kim przegrać ewentualny wyścig po tytuł.
Manchester City znów ma timing, choć Arsenal miał wszystko na tacy
Szybko wypisał się bowiem z niego Liverpool. Obrońcy tytułu po zdobyciu 15 punktów w pierwszych pięciu kolejkach, zanotowali serię katastrofalnych rezultatów i dziś mogą być zadowoleni z tego, że raczej już nie wypadną z TOP5, czyli miejsc dających awans do Ligi Mistrzów.
Z pewnymi nadziejami do sezonu przystępowała też Chelsea, gdyż chwilę wcześniej wywalczyła przecież tytuł klubowego mistrza świata po rozbiciu w finale PSG. Jesienią przez pewien czas nawet to funkcjonowało i The Blues zajmowali drugie miejsce w tabeli, ale Enzo Maresca przestał dogadywać się z władzami klubu. Wyniki już pod wodzą włoskiego szkoleniowca zaczęły się sypać, a to co dzieje się za kadencji Liama Roseniora, trudno nazwać inaczej niż totalnym rozkładem drużyny.
Na przełomie listopada i grudnia można było odnieść wrażenie, że do walki o tytuł włączy się niespodziewanie Aston Villa. Podopieczni Unaia Emery’ego wygrali osiem meczów z rzędu i pokonali w tym okresie Arsenal oraz Manchester City. Często w tych spotkaniach potrafili jednak triumfować mimo mniejszej liczby sytuacji. W drugiej części sezonu doprowadziło to do ustabilizowania na poziomie 3-4 miejsca w tabeli, co i tak z ich perspektywy jest sporym sukcesem.
Z grupy pościgowej najmocniejszy okazuje się więc stary lis, a więc Pep Guardiola. Sześciokrotny mistrz Anglii doskonale wie, w którym momencie sezonu przyspieszyć i włączyć wyższy bieg. Doskonała forma jego Manchesteru City w kwietniu to już stały element rozgrywek, natomiast zadziwiające jest to, w jaki sposób udało się do tego doprowadzić w obecnym sezonie. The Citizens posiadają w swoich szeregach doświadczonych zawodników, takich jak Rodri, Bernardo Silva czy Erling Haaland, ale to nie tylko oni stali się podstawą tegorocznej odbudowy drużyny z Etihad Stadium.
– Czy czasami tracę rozum? Tak. Miewam gorsze dni i często popełniam błędy. Źle sypiam i mam problemy z trawieniem. Zawsze muszę jeść tylko lekkostrawne posiłki, a wieczorem tylko zupę – słowa szkoleniowca rodem z Katalonii w grudniu 2024 roku obrazowo diagnozowały trudną sytuację, w jakiej znalazł się Manchester City. Fani niepokoili się również o zadrapania na twarzy trenera po meczu Ligi Mistrzów z Feyenoordem Rotterdam.
🗣️| Pep Guardiola:
“I have a skin problem. I have to take antihistamine for two, three years. It’s not a matter of that time [against Feyenoord]. The nails − yes − I caught them on my nose. But the rest was down to that [the skin problem].” pic.twitter.com/EgcpS6PIqE
— City Chief (@City_Chief) December 13, 2024
Drużyna była w trakcie najgorszego okresu pod wodzą obecnego szkoleniowca, a mimo lekkiej poprawy wyników w drugiej części sezonu, ostatecznie przegrała również finał Pucharu Anglii z Crystal Palace. Oznaczało to, że poza zdobytą w sierpniu Tarczą Wspólnoty, do klubowej gabloty po raz pierwszy od 2017 roku nie trafiło żadne inne trofeum. Z klubem pożegnał się legendarny Kevin De Bruyne, a coraz częściej do gabinetów lekarskich zaczął zaglądać zdobywca Złotej Piłki z 2024 roku – Rodri. To jeszcze mocniej akcentowało potrzebę nadania klubowi nowego kierunku.
Guardiola zwracał również uwagę na poszukiwanie nowej tożsamości taktycznej. – Współczesny futbol wygląda tak, jak gra Bournemouth, Brighton czy Newcastle. Dzisiaj w nowoczesnej piłce nożnej nie liczy się pozycja, trzeba dostosować się do rytmu. To jest niewiarygodne, ale po prostu nie mogliśmy tego zrobić, bo nie mieliśmy odpowiednich zawodników – mówił Hiszpan w styczniu 2025 w wywiadzie dla TNT Sports.
To wtedy na Etihad Stadium zaczęli więc trafiać piłkarze stanowiący zapowiedź przemodelowanej drużyny. 33 miliony funtów kosztował Abdukodir Khusanov z Lens, 59 milionów Omar Marmoush z Eintrachtu Frankfurt, a 50 milionów Nico Gonzalez z FC Porto. Właściciele rodem z Emiratów sypnęli groszem i pomogli Guardioli w stworzeniu warunków do testowania nowych koncepcji.
Jeszcze w trakcie nieudanego poprzedniego sezonu, 55-latek podpisał z klubem nowy kontrakt do czerwca 2027 roku. Już wtedy mnóstwo było spekulacji, że niebawem po wielu latach opuści deszczowy Manchester, ale być może transfery obudziły w nim nową energię. Latem przebudowa była bowiem kontynuowana, a na Etihad Stadium trafili Rayan Cherki, Gianluigi Donnarumma, Rayan Ait-Nouri i Tijjani Reijnders. Zimą szeregi jego wojsk wzmocnili jeszcze Marc Guehi oraz Antoine Semenyo.
Personalnie Manchester City rósł więc w siłę, ale długo nie mógł złapać właściwego rytmu. Po trzech kolejkach piłkarze Guardioli mieli już na koncie dwie porażki z Brighton oraz Tottenhamem. W styczniu złapali również serię trzech remisów z rzędu, a później przegrali na dokładkę z Bodo/Glimt w Lidze Mistrzów. Dosyć długo mówiło się choćby o tym, że ofensywa jest zbyt uzależniona od goli Erlinga Haalanda.
Potwierdzały to statystyki, gdyż z pierwszych piętnastu ligowych goli Manchesteru City w tym sezonie, aż dziewięć było autorstwa norweskiego snajpera. Nie był go w stanie odciążyć choćby Phil Foden, który przez ostatnich kilkanaście miesięcy jest cieniem zawodnika, który był bohaterem wygranego sezonu 2023-24. Jego jedyny lepszy moment miał miejsce w listopadzie i grudniu, kiedy na przestrzeni czterech meczów z rzędu strzelił aż sześć goli w lidze. Problem w tym, że we wszystkich pozostałych spotkaniach dołożył tylko jedno trafienie. 25-latek kiepsko zaprezentował się również w marcowych meczach reprezentacji Anglii. Nie brakuje głosów, że Thomas Tuchel może nie zabrać go na pokład samolotu, który już w czerwcu wybierze się do Stanów Zjednoczonych, Meksyku i Kanady na mistrzostwa świata.
🚨 Thomas Tuchel: “Phil Foden was excellent in the camp but he struggles to show it on the pitch”.
“It’s not a guarantee he will come to the World Cup”. pic.twitter.com/gD1hCFWiBK
— Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) April 2, 2026
Guardiola kombinował również z ustawieniem zespołu. Manchester City rozpoczął sezon w taktyce 4-3-3, która przynosiła mu największe sukcesy w minionych latach. Później przeszedł na formację 4-3-2-1, a w lutym po krótkim powrocie do 4-3-3, na mecze z Realem Madryt w Lidze Mistrzów trener zastosował ustawienie 4-3-1-2. Ultraofensywne nastawienie zostało jednak skarcone przez Królewskich, którzy dosyć wyraźnie pokonali The Citizens w dwumeczu, po czym hiszpański szkoleniowiec postawił na schemat 4-2-3-1.
Oczywiście, w każdym z powyższych wariantów niezwykle istotna jest ruchliwość graczy oraz ich wielozadaniowość. Guardiola wielokrotnie w wywiadach wspominał zresztą, że przy sprowadzaniu zawodników jednym z kluczowych kryteriów jest to, na ilu pozycjach może ich wykorzystać. Wydaje się jednak, że nowe ustawienie pomogło wydobyć to, co najlepsze z Rayana Cherkiego.
Reprezentant Francji sprawdza się znakomicie w roli gracza ustawionego za plecami Erlinga Haalanda i jest w ostatnich tygodniach najlepszym zawodnikiem The Citizens w ofensywie. Jego trafienie przeciwko Arsenalowi spokojnie można porównywać do najlepszych akcji Leo Messiego z Barcelony. – To jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy, jakich widziałem w swojej karierze. Kompletnie nie odczuwa presji, gra jakby był na ulicy z kolegami – powiedział o nim po spotkaniu Guardiola.
Cherki ma nieco mniej obowiązków defensywnych, dzięki czemu może swobodniej pokazywać swój potencjał z przodu. Aby jednak tak było, mrówczą pracę w obronie musi wykonywać Bernardo Silva. Po zakończeniu sezonu 31-letni Portugalczyk opuści klub i w starciu przeciwko Kanonierom dokładnie pokazał, za czym fani na Etihad Stadium niebawem zatęsknią. – Pamiętam, jak gonił Havertza, a potem wybił piłkę głową. Pomyślałem sobie: „Wow, co za Cannavaro” – mówił z uznaniem Haaland. Silva był na boisku wszędzie, zanotował mnóstwo przechwytów, sporo otwierających zagrań i masę przebiegniętych kilometrów. Dzięki niemu pomocnicy Arsenalu mogli poczuć się jak pasażerowie wracający z pracy w zatłoczonym metrze.
Bohaterem ostatnich tygodni w Manchesterze jest również Nico O’Reilly. Przyćmił zdecydowanie choćby postać Rico Lewisa, który swego czasu wydawał się być idealnym odzwierciedleniem wizji Guardioli na temat pozycji bocznego obrońcy. Szkoleniowiec Manchesteru City od wielu lat umieszcza tam zawodników z inklinacjami do gry w środku pola, a więc ruchliwych oraz z dobrym podaniem.
Gary Neville on Nico O’Reilly: “He is as close to a Rolls Royce of a football player that you’ll see at that age that I’ve ever seen! Trent Alexander-Arnold didn’t have this impression on me when he first broke in.
His accepting of the ball on the half turn, his courage to take… pic.twitter.com/9gDdcidEaE
— City Report (@cityreport_) April 20, 2026
Wychowanek The Citizens dołożył do tego w tym roku również skuteczność, bo popisał się dubletami w wygranym finale Pucharu Ligi z Arsenalem oraz ligowym meczu z Newcastle. Trafiał także niedawno przeciwko Chelsea, a przeciwko Kanonierom w ostatnią niedzielę miał olbrzymi udział przy zwycięskim golu Haalanda. – Nie wiem, kto zostanie piłkarzem sezonu, ale mam zdecydowany typ na młodego gracza sezonu. To właśnie Nico. Jest nieprawdopodobny – uważa Guardiola. W tym sezonie okazuje się być dla City tym, kim miał dla Arsenalu być inny młody Anglik Myles Lewis-Skelly.
Być może sam Guardiola nie zakładał, że jego przebudowa Manchesteru City tak szybko sprawi, że perspektywa mistrzostwa Anglii stanie się realna. Wybuchowa mieszanka w ofensywie sprawiła jednak, że czasem nawet słabsza dyspozycja Haalanda nie jest aż tak odczuwalna. Norweg w najważniejszych momentach sezonu również jednak pokazuje klasę, tak jak przeciwko Arsenalowi, gdy znakomicie radził sobie w walkach z Gabrielem. Zagrożenie dla rywali może więc przyjść z wielu stron.
Transfer Marca Guehiego z Crystal Palace pomógł natomiast poradzić sobie z kontuzjami Rubena Diasa oraz Josko Gvardiola. Obrona Manchesteru City nie jest dziurawa i zespół z Etihad wygląda na dobrze funkcjonującą całość. Losy tytułu mistrzowskiego nie są tylko w ich rękach, natomiast rozpęd jego ekipy daje Guardioli duże nadzieje na to, że niebawem sięgnie po siódme już mistrzostwo Anglii.
W teorii wszystko pozostaje jeszcze otwarte. W praktyce jednak dynamika ostatnich tygodni wyraźnie wskazuje jednego faworyta. A jeśli coś w Premier League powtarza się regularnie, to właśnie to, że Manchester City Guardioli rzadko wypuszcza takie okazje z rąk – zwłaszcza w zderzeniu z Arsenalem.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Znamy pierwszego spadkowicza z Premier League
- Po dekadzie środkowy obrońca odejdzie z Manchesteru City
- Konate zdradził plany na przyszłość. „Zawsze tego chciałem”
fot. Newspix