Marrero koszmarem Atletico. Real Sociedad z Pucharem Króla!

Jan Broda

Autor:Jan Broda

19 kwietnia 2026, 00:15 • 5 min czytania 5

Reklama
Marrero koszmarem Atletico. Real Sociedad z Pucharem Króla!

Ponoć prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, a jak kończą. Według ukutej przez Leszka Millera definicji do tego grona nie zaliczają się piłkarze Atletico. Zaczęli fatalnie, tracąc gola już w czternastej sekundzie, potem zmarnowali kilka stuprocentowych okazji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a skończyli marnując dwie jedenastki w konkursie rzutów karnych. A przecież, jak wiadomo, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Efekt? Los Colchoneros czekali na triumf w Pucharze Króla od trzynastu lat i poczekają jeszcze co najmniej kolejny rok. Tegoroczna edycja Copa del Rey padła bowiem łupem Realu Sociedad. 

Reklama

W teorii wydawać by się mogło, że Atletico było faworytem. Ale, no właśnie, mówimy o pozornej, intuicyjnej teorii, która rzadko kiedy bywa poparta obiektywnymi dowodami i faktami. A tych kwestionujących wyższość Los Colchoneros i jednocześnie przemawiających za triumfem Realu Sociedad było, wbrew wspomnianym pozorom, całkiem sporo.

Oto niektóre z nich:

  • Forma: Atletico przegrało pięć z sześciu poprzednich meczów
  • Zmęczenie: Atletico miało aż 72 godziny odpoczynku mniej przed finałem
  • Doświadczenie: Atletico miało w składzie tylko czterech piłkarzy, którzy w przeszłości podnieśli Puchar Króla, podczas gdy Real – dziewięciu
  • Historia: Atletico przegrało wcześniejszy finał Copa del Rey z Realem w 1987 roku

Finał na La Cartuja zaczął się jak w scenariuszu pisanym przez Hitchcocka – od trzęsienia ziemi.

Puchar Króla. 14 sekund meczu i… gol! Historyczna bramka Realu Sociedad

14. Słownie: czternaście. Dokładnie tyle sekund (nie czasu, nie minut – SEKUND!) potrzebował Real, by znaleźć drogę do bramki Musso. Jeszcze mniej kontaktów z piłką, bo raptem sześć. Autorem najszybciej zdobytego gola w historii Pucharu Króla został Ander Barrenetxea, który pobił o trzy sekundy i 74 lata poprzedni rekord Copa del Rey należący do Manuela Badenesa z 1952 roku.

Reklama

Piłkarze z San Sebastian po prostu nie mogli wymarzyć sobie lepszego początku. Rozpoczynający grę ze środka boiska Carlos Soler wycofał do Unaia Marrero, ten dalekim wykopem wyekspediował piłkę na połowę Atletico do Goncalo Guedesa, który zacentrował w pole karne, gdzie do piłki dopadł Barreetxea i precyzyjnym strzałem głową wyprowadził błyskawiczny cios.

Los Colchoneros mogli uniknąć konieczności odrabiania strat już od pierwszej minuty, lecz najpierw Giuliano Simeone źle obliczył tor lotu piłki, a następnie dobrze ustawiony Ruggeri dał się przeskoczyć niższemu aż o 12 centymetrów Barreetxei.

Reklama

Szybko stracony gol nie złamał jednak Atletico, które po nieco ponad kwadransie wyrównało stan rywalizacji. W 18. minucie Griezmann obsłużył podaniem Lookmana, a Nigeryjczyk, pomimo trzech piłkarzy RSSS przed sobą, znalazł – nomen omen – lukę w defensywie.

W następnych minutach, trzymając się bokserskiej nomenklatury, na La Cartuja odbywał się nie mecz piłkarski, a bardziej pojedynek mieszanych sztuk walki na murawie. Tylko w pierwszej połowie sędzia Alberola Rojas pokazał trzy żółte kartki i odgwizdał 15 fauli. I to właśnie po jednym z przewinień piłka po raz trzeci zatrzepotała w siatce.

Reklama

Tuż przed przerwą Musso wyszedł z bramki z zamiarem wypiąstkowania piłki, ale zamiast tego znokautował pięściami Guedesa, a rzut karny na gola zamienił Oyarzabal.

W drugiej połowie zadowoleni z korzystnego rezultatu podopieczni Matarazzo oddali inicjatywę, cofnęli się i ustawili zasieki przed bramką Marrero. Atletico tymczasem biło głową w mur. Simeone próbował reagować korektami personalnymi, wykorzystując komplet zmian, jednak na tablicy wyników długo nic się nie zmieniało. Wszystko zmieniło się w 83. minucie, kiedy to Julian Alvarez błysnął geniuszem.

Reklama

Atletico próbowało, Real znokautował. Rezerwowy bramkarz bohaterem finału!

Gol Alvareza napędził Atletico, które jeszcze w regulaminowym czasie gry mogło powinno strzelić trzeciego gola. Tak się jednak nie stało. Baena przestrzelił z piątego metra, Sorloth nieczysto uderzył głową, Cardoso spudłował w sytuacji sam na sam, a w ostatniej akcji Llorente uderzył z dystansu centymetry obok słupka. Podobnie było w dogrywce. Alvarez mógł zostać bohaterem, ale trafił tylko w spojenie.

A przecież, jak powszechnie wiadomo, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Nie inaczej było i tym razem. Zemsta nadeszła w konkursie rzutów karnych. W rolę kata wcielił się Unai Marrero, na co dzień rezerwowy bramkarz Realu, który obronił jedenastki egzekwowane przez Sorlotha i Alvareza. Po stronie Basków pomylił się tylko Oskarsson. To nie miało jednak już żadnego znaczenia, bo pozostałe próby podopieczni Matarazzo wykonali bezbłędnie.

Reklama

W takich oto okolicznościach, pełnych dramaturgii i zwrotów akcji, Real Sociedad sięgnął po swój czwarty w historii triumf w Pucharze Króla. Dla Simeone i spółki z kolei, którym uciekła już wcześniej liga, a teraz jeszcze na dodatek krajowy puchar, jedyną szansą na uratowanie sezonu i pozbycie się niechlubnej łatki wiecznych przegrywów jest tylko Liga Mistrzów. W półfinale zmierzą się z Arsenalem.

Atletico Madryt – Real Sociedad 2:2 (1:2, 3:4 pk.)

  • 1′ Barrenetxea – 0:1
  • 18′ Lookman – 1:1
  • 45’+1 Oyarzabal – 1:2
  • 83′ Alvarez – 2:2

Rzuty karne:

Reklama
  • Sorloth – pudło, 0:0
  • Soler – gol, 0:1
  • Alvarez – pudło, 0:1
  • Oskarsson – pudło, 0:1
  • Gonzalez – gol, 1:1
  • Sucić – gol, 1:2
  • Almada – gol, 2:2
  • Munoz – gol, 2:3
  • Baena – gol, 3:3
  • Marin – gol, 3:4

CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

5 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Poważne problemy zdrowotne piłkarza Realu. Trafił do szpitala

Wojciech Piela
3
Poważne problemy zdrowotne piłkarza Realu. Trafił do szpitala
La Liga

Szczęsny świętuje urodziny. Piłkarze Barcelony przygotowali niespodziankę

Wojciech Piela
4
Szczęsny świętuje urodziny. Piłkarze Barcelony przygotowali niespodziankę
La Liga

Media: 6–7 milionów euro za sezon? Włoski gigant kusi Lewandowskiego

Wojciech Piela
14
Media: 6–7 milionów euro za sezon? Włoski gigant kusi Lewandowskiego