Olimpia Elbląg długo była niezatapialnym drugoligowcem, ale przeznaczenie ją dopadło – spadła do trzeciej ligi. Degradacja to jednak najmniejszy problem. Weszło dotarło do byłych zawodników klubu z Elbląga, którzy opowiedzieli, jak drugoligowiec zwodził ich i okłamywał w sprawach finansowych. Otrzymaliśmy także stanowisko klubu, którego przedstawiciel – Robert Krawczyk – próbuje przerzucić winę na poprzednie władze, a dążenie piłkarzy do otrzymania należnych im pieniędzy nazywa wywieraniem presji, która „powodowała zaniedbania bieżących obowiązków związanych z pracą na rzecz klubu”. Miesiące gry za obietnicę przyszłej wypłaty, restrukturyzacja i bezczelne zachowania ludzi z Olimpii. To wszystko kulisy działania klubu, który jak gdyby nigdy nic… kupuje zawodników, chce walczyć o awans.
***
„Wysyłajcie pisma, zawiadomienia, wezwania do zapłaty. Nie ma w ogóle szans na to, żeby iść komuś na rękę. Posłuchajcie nas, bo my chcieliśmy dobrze, chcieliśmy się dogadać i obróciło się to przeciwko nam”.
To mówią Weszło byli piłkarze Olimpii Elbląg. Chcieli, żeby ich nieszczęście było przestrogą dla innych. Niby takowych nie brakuje, niby Olimpie, Skry Częstochowa czy Kotwice Kołobrzeg wypływają co chwilę. Ich przesłanie ma jednak moc. Dlaczego? Przekonajcie się sami.
Długi, kłamstwa i pogarda. Skra Częstochowa to fabryka patologii
Oto najbardziej patologiczny działacz w polskiej piłce. Historia Adama Dzika
***
Spis treści
- Olimpia Elbląg - długi, kłamstwa i spadek. Piłkarze grali za obietnicę wypłaty i walczą o swoje
- Problemy finansowe Olimpii Elbląg ciągną się od dawna. "Niezapłacone dwa, trzy miesiące to była norma"
- Olimpia Elbląg ściągnęła piłkarzy i nie płaciła im pensji. "Do końca przekonywali, że zapłacą, gdy dostaną pieniądze z miasta i PJS"
- Kłamstwa, zwodzenie, obiecanki. Olimpia Elbląg nie grała fair z piłkarzami
- Olimpia Elbląg gra dalej i robi transfery gotówkowe. Okłamani piłkarze czekają na pieniądze
- Urwany kontakt i spisek za plecami. "Albo się zgodzimy, albo nie dostaniemy nic"
- Jak Olimpia Elbląg traktowała piłkarzy, którym nie płaciła? "Ich nie interesowało, że nie mamy pieniędzy na życie"
- Piłkarze Olimpii prosili prezydenta Elbląga o pomoc. Miasto pomogło - klubowi, nie im
- Władze Olimpii Elbląg lekceważą pytania i problem. "Postawa konfrontacyjna, mająca na celu sparaliżowanie funkcjonowania klubu"
- Okłamani piłkarze apelują: Nie litujcie się nad klubem. PZPN też powinien uderzyć się w pierś
- CZYTAJ WIĘCEJ REPORTAŻY O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
Olimpia Elbląg – długi, kłamstwa i spadek. Piłkarze grali za obietnicę wypłaty i walczą o swoje
O Olimpii Elbląg można byłoby napisać książkę. Przez lata klub znany był jako ten, którym kieruje ksiądz – Paweł Guminiak. Ciekawostka nie ograniczała się jednak do faktu, że duchowny zasiada w fotelu prezesa Olimpii. Chodziło też o decyzje, które podejmował. Cofnijmy się o pięć lat, do pandemicznego sezonu, w którym zespół Adama Noconia walczył o awans na zaplecze Ekstraklasy.
To znaczy: walczył do czasu. Konkretnie do momentu, w którym trenerowi podziękowano, bo wyniki, które osiągał były… zbyt dobre.
– Trener chciał walczyć o awans, my musimy patrzeć na finanse klubu. Jedną z podstawowych kwestii, co do których nie doszliśmy do porozumienia, była kwestia młodzieżowców. Uważam, że powinniśmy grać większą liczbą młodzieżowców – mówił Guminiak.
Prezes pominął, że wystawianie młodzieży nie wiązało się z szeroko pojętą filozofią klubu. Jeden z piłkarzy wyjaśnił nam, że Noconiowi wprost zakomunikowano, że ma grać o wyższą premię z Pro Junior System i nie przejmować się walką o awans. Jakby tego było mało, przed „dogrywką” pandemicznego sezonu odeszło sześciu doświadczonych zawodników. Okazali solidarność z trenerem, nie chcieli brać udziału w farsie.
Awans? A po co to komu! Olimpia stawia na PJS, trener i piłkarze odchodzą z klubu
Prezentem na 75. urodziny Olimpii nie był więc wyczekiwany przez kibiców awans, lecz 700 tysięcy złotych z Pro Junior System. Drużyna z Elbląga była jednym z większych beneficjentów premii za grę młodzieżą, które wymyślił PZPN. W siedem sezonów zarobiła z tego tytułu ok. 4,5 mln zł brutto. Mimo to zawodnicy co jakiś czas strajkowali, zgłaszali problem z terminowością wypłat.
Podobnie wyglądało to w ubiegłym sezonie i podobnie Olimpia próbowała wybrnąć z kryzysu. Najpierw chciała grać o utrzymanie. Gdy wyniki w lidze odebrały resztki złudzeń, przestawiono wajchę na wyciśnięcie na maksa PJS. I właśnie tu docieramy do sedna problemu, o którym opowiedzieli nam byli zawodnicy oraz pracownicy klubu.
Ci, którym złożono niespełnioną obietnicę. Ci, którzy przez kilka miesięcy nie otrzymywali wypłat, ale mieli nadzieję, że klub wywiąże się z umowy. Ci, którzy potem nie mogli się do Olimpii dobić, żeby w końcu usłyszeć, że gwarantowane im na kolejnych spotkaniach pieniądze owszem zobaczą, ale – jak dobrze pójdzie – za cztery lata.
Problemy finansowe Olimpii Elbląg ciągną się od dawna. „Niezapłacone dwa, trzy miesiące to była norma”
Postać Pawła Guminiaka wspominam nieprzypadkowo. Jego jedenastoletnie rządy w Olimpii Elbląg dobiegły końca mniej więcej w połowie minionego sezonu, przed startem wiosennej części rozgrywek. Klub był wtedy zakopany na ostatnim miejscu w stawce, miał też łatkę – jak to określił Dominik Pasternak z TVP Sport – „notorycznie zalegającego z pensjami”. Nie inaczej było tym razem.
– Jak przyszedłem, to chłopaki mieli niezapłacone dwa, trzy miesiące. To była norma, jeśli chodzi o ten klub – mówi Weszło piłkarz, który dołączył do Olimpii zeszłego lata.
Nasi rozmówcy proszą o anonimowość z uwagi na to, w jakim środowisku funkcjonują. Jak mówią: kluby „źle patrzą na tych, którzy narzekają na takie rzeczy w mediach”. Dodatkowo wciąż muszą otrzymać zaległe pieniądze z Elbląga, więc stoją w trudnej sytuacji – chcą walczyć o swoje, ostrzec innych i nie narazić się na spodziewaną na podstawie dotychczasowych relacji zemstę.
Bo trzeba wam wiedzieć, że gdy zaległości były zgłaszane górze, klub reagował błyskawicznie, oskarżając o ataki, działanie na szkodę Olimpii, niszczenie reputacji.
– Za księdza było tak, że były dwa, trzy miesiące obsuwy i wpadała jakaś jedna wypłata. Potem przychodził lipiec i zazwyczaj wtedy było to wyrównywane. I zabawa zaczynała się od nowa – uśmiecha się inny zawodnik związany niegdyś z Olimpią.
Dodaje jednak, że nowy zarząd, który przejął władzę w klubie, zapewniał, że „nie będzie gorzej niż za księdza”. W lutym tymczasowym prezesem został Tomasz Orzechowski, dotychczas członek zarządu Olimpii. Od początku zapowiadał, że obowiązki nie pozwalają mu być prezesem na pełen etat i z czasem chciałby tę funkcję przekazać. Zapowiedział też:
- audyt klubu,
- cztery „bardzo mocne wzmocnienia”.
Chwilę wcześniej Olimpia spłaciła część zaległości. To efekt starań Karola Szwedy, ówczesnego trenera. Szkoleniowiec wyłożył Guminiakowi kawę na ławę – albo spłacisz zawodników do stycznia, albo odchodzę.
– Rzeczywiście w miarę się z tym ogarnęli. Pieniądze zostały spłacone za listopad, grudzień czy wrzesień – usłyszałem w Elblągu. Inna osoba dodaje, że wtedy „chyba zapłacili nam całość”.
Zimą, zanim Orzechowski zapowiedział wzmocnienia, zdecydowano też o redukcji kosztów. Drużynę opuściło dziewięciu zawodników, w tym kilku doświadczonych. Przede wszystkim jednak „z kontraktów zeszło czterech, pięciu piłkarzy z dużymi umowami”. Jedni dogadali się na odroczenie zaległości, inni otrzymali należne pieniądze w zamian za odejście.

Tabela 2. ligi w przerwie zimowej. Olimpia Elbląg wierzyła jeszcze w utrzymanie. Źródło: 90minut.pl
To o tyle istotne, że miejsce w budżecie oraz w kadrze zespołu wykorzystano na zapowiedziane przez Orzechowskiego wzmocnienia. Przyszło ośmiu nowych piłkarzy. Dwóch wypożyczono z Arki Gdynia, co pozwoliło ściąć koszty, bo część pensji wypłacał im klub macierzysty. Trzech kolejnych to młodzież z niższej ligi. Wreszcie ostatnia trójka, którą można rozumieć jako zapowiadane „bardzo mocne wzmocnienia”:
- Dmytro Semeniv, który grywał w najwyższych ligach na Bałkanach,
- Kacper Skwierczyński i Mieszko Lorenc, którzy mieli na koncie minuty w Ekstraklasie.
Budżet płacowy udało się zmniejszyć, lecz ruchy transferowe też wymagały pewnych kosztów. Oraz, co chyba istotniejsze, obietnic, że pieniądze na utrzymanie nowych nabytków w budżecie są.
– Mamili nas, że będzie dobrze, będą transfery. Pierwszy raz spotkałem się z takim klubem, który opowiada bajeczki – zdradza były zawodnik Olimpii.
– Jak przychodziłem zimą, to trener mówił mi, że są pospłacani i ma być w miarę normalnie. Chłopaki, którzy byli już w klubie, dostali wtedy dwie, trzy pensje i byli na zero – mówi inny były piłkarz Olimpii.
Co oznacza „w miarę normalnie”? Padały ponoć sugestie, że nawet jeśli pieniędzy nie będzie na czas, to obsuwki będą miesięczne. Czyli – jak wspomniałem wcześniej – „będzie lepiej niż za księdza”. Spoiler alert: nie było. Ba, jak powiedział mi jeden z rozmówców:
– Okazało się, że było dużo gorzej.
Olimpia Elbląg ściągnęła piłkarzy i nie płaciła im pensji. „Do końca przekonywali, że zapłacą, gdy dostaną pieniądze z miasta i PJS”
Pieniądze na konta po prostu nie wpływały. Zawodnicy, z którymi rozmawiam, wyliczają, ile pensji w ogóle otrzymali. Komuś Olimpia zalega cztery wypłaty. Ktoś inny „dostał styczeń i pół lutego”. Z pięciu wypłat na konto potrafiła wpłynąć jedna. Tymczasem niektórzy przeprowadzili się do Elbląga z drugiego końca Polski, ponosili opłaty z tym związane.
– W mieście nie było typowo mieszkań na wynajem. Miałem kawalerkę za 2700 zł miesięcznie – tłumaczy jeden z piłkarzy.
To nie tak mało, gdy weźmiemy pod uwagę, jak duży był rozstrzał zarobków w drugoligowym klubie.
– Młodzieżowcy mieli pewnie po tysiąc złotych. Oni byli głównie z Elbląga, bo ksiądz chciał, żeby robili podwójne punkty w Pro Junior System. To regulowało średnią, bo kontrakty były różne: od pięciu do może nawet dwudziestu tysięcy. Piętnaście tysięcy złotych na firmę to tak naprawdę dziesięć, dwanaście na rękę. Jak ktoś zarabiał szóstkę, to miał dwa na mieszkanie i cztery na życie – mówi były zawodnik Olimpii.
Nie można tego uznać za wariactwo. W Elblągu funkcjonowano w rozsądnych realiach finansowych, więc tym bardziej dziwi, że klub płacił nieregularnie i czekał na przelew z Pro Junior System, żeby regulować długi. Jedna z osób mówi, że „słyszała, że Olimpia zawsze miała duży budżet, potrafiła wygrać PJS, sprzedać zawodnika za 300 tysięcy złotych, a i tak nie płacić”.

Obietnica regularności w wypłatach, która szybko się zdezaktualizowała, zaczęła irytować walczących o utrzymanie piłkarzy.
– Pamiętajmy, że oprócz tego, że nie dostawaliśmy pieniędzy, musieliśmy płacić faktury. My przez ten klub po prostu wpadliśmy w tarapaty. Płacisz VAT, płacisz ZUS, mieszkanie. Masz koszty na około siedem, osiem tysięcy. Ja musiałem wydawać swoje oszczędności, żeby nie mieć zaległości w podatku. Potem zaczynają cię za to ścigać i nikogo nie interesuje, że ty nie dostałeś pieniędzy – wyjaśnia jeden z rozmówców.
Klub starał się załagodzić sytuację. W pewnym momencie zapowiedziano, że zamiast zajmować się grą o życie w lidze – na co szanse były iluzoryczne – trzeba odważnie zagrać o premię z Pro Junior System. Co prawda spadkowicz dostawał tylko połowę należnej kwoty, ale w przypadku wygrania zestawienia to wciąż ponad pół miliona złotych.
– Sztab dostał informację, żeby zespół był jak najwyżej w Pro Junior System, to pieniądze będą całkowicie przeznaczone na spłatę długu, więc robiono wszystko, żeby jak najwięcej wyciągnąć – informuje mnie jedna z osób.
W końcu doprowadziło to zresztą do przesilenia, bo wymagania zaczęły rosnąć. Nie chodziło tylko o to, żeby w składzie znalazło się kilku młodzieżowców, lecz żeby postarać się złożyć niemal cały skład z piłkarzy, którzy przyniosą cenne punkty. Trener Karol Szweda nie zgodził się na to i stracił pracę.
– Mieliśmy słabsze wyniki, szliśmy im na rękę, ale człowiek nie chciał, żebyśmy się do końca pogrążali. Żeby ten wynik był całkowicie słaby. Jak grasz o Pro Junior System i pieniądze dla siebie, to jeszcze ma to jakiś sens. Do końca przekonywali nas, że zobowiązania będą spłacone w momencie, kiedy pojawią się pieniądze z miasta i PJS. Mówiliśmy sobie: ok, gramy, odzyskamy nasze pieniądze – słyszę od mojego rozmówcy.
Nie odzyskali.

Karol Szweda, były trener Olimpii Elbląg
Kłamstwa, zwodzenie, obiecanki. Olimpia Elbląg nie grała fair z piłkarzami
– Na początku mówili, że tych pieniędzy jeszcze nie dostali, że czekają. Odezwaliśmy się jednak do PZPN i okazało się, że… pieniądze dawno były na koncie w Elblągu – mówi Weszło rozgoryczony były piłkarz Olimpii.
Zawodnicy podkreślają, że do samego końca robili, co mogli. Trenowali, nie narzekali. Czasami się gotowało, czasem mieli dość. Gdy zwolniono trenera Szwedę, rozważali strajk, ale zwyciężała myśl o tym, że jeszcze chwila i zapomną o tym na zawsze.
– Mówiliśmy sobie: nie trenujmy, będą kontuzje, problemy i zostaniemy z ręką w nocniku, bo z leczeniem zawodników też były problemy. Ale potem i tak wychodziliśmy, licząc, że się wypromujemy, pokażemy – tłumaczy jeden z piłkarzy.
Na duchu podtrzymywało i to, że Olimpia Elbląg szykowała się do kolejnych zmian w zarządzie. Tomasza Orzechowskiego w czerwcu odwołano. Nowego prezesa nie ma, ale do zarządu weszli Robert Krawczyk, właściciel agencji ochrony „Dogmat” oraz były piłkarz, trener i działacz Dariusz Kaczmarczyk. Obok klubu funkcjonuje też tak zwany „przyjaciel”, jego były dyrektor – Kamil Czyżak.
Wspomniane grono przed zatwierdzeniem zmian tygodniami poznawało sytuację wewnętrzną. Były spotkania, telefony. To zbudowało wrażenie, że piłkarze faktycznie nie zostaną na lodzie.
– Pytali, co trzeba poprawić, byli nastawieni pozytywnie, przyjaźnie. Zbierali informacje, mieliśmy stworzyć listę, jakie mamy zaległości, ile miesięcy i tak dalej, żeby można było to, mniej więcej, policzyć. Chyba stary zarząd blokował im informacje, dokumenty. Zapowiadali, że jesteśmy priorytetem do wsparcia, bo chłopaki, obcokrajowcy, mieli np. problem z lekarzem – mówi były piłkarz Olimpii.
Kolejny dodaje, że w trakcie sezonu zawodnicy wysyłali maile z wyliczeniem zaległości.
– Było mówione, że zawodnicy, którzy odchodzą z klubu, zostaną spłaceni jako pierwsi. Ci, którzy zostaną, będą spłacani w ratach, po prostu będą dostawali wypłatę plus zaległość. Nowy zarząd powiedział, że umywa ręce od tych długów, ale chce je spłacić – słyszymy, gdy pytamy, co po tych wszystkich konsultacjach ustalono.
Dobra wola i przyjazny kontakt skończył się jednak wraz z końcem rozgrywek.
– Była cisza. Niektórzy potrzebowali pieniędzy i dzwonili, to jeszcze czasem odebrali telefon, ale potem albo przestali odbierać, albo zrzucali do sekretariatu, zbywali.

Komunikacja z władzami Olimpii Elbląg nie należała do najłatwiejszych…
Zawodnicy rozjechali się na urlopy zaniepokojeni, ale wciąż z nadzieją. I wtedy, po walnym zgromadzeniu, dostali obuchem w głowę. Okazało się, że Olimpia szykuje się do procesu restrukturyzacyjnego, nie do spłaty zaległości zgodnie z ustaleniami. Ci, którzy poszli klubowi na rękę i usłyszeli, że kasa będzie w połowie roku, dowiedzieli się z mediów, że na pieniądze będzie trzeba czekać latami.

Tak według obwieszczenia postanowienia o zatwierdzeniu układu będzie wyglądało spłacanie długów wobec piłkarzy (grupa II)
– Pamiętam, że oni jeszcze mieli do nas pretensje, że wysyłaliśmy wezwania do zapłaty. Tyle że one nawet nie funkcjonują w sytuacji, w której jest restrukturyzacja. Oni są chronieni, nam odsetki też naliczają tylko do konkretnego dnia sierpnia, do dnia układowego. I tyle z naszych pieniędzy – rozkłada ręce były piłkarz Olimpii.
Dopytuję, co w takim razie z pieniędzmi z Pro Junior System. Tymi, które miały zostać przeznaczone na spłatę zaległości, które wedle Olimpii długo do klubu szły, według PZPN dawno były zaksięgowane.
– Okazało się, że przekazano je na bieżące wydatki. Pewnie też na spłacenie tych zawodników, którzy zostali w klubie. Bo ci, którzy zostali w klubie, ostatecznie dostali pieniądze. Tylko ci, którzy nie podpisali nowego kontraktu, zostali z niczym.
Olimpia Elbląg gra dalej i robi transfery gotówkowe. Okłamani piłkarze czekają na pieniądze
Wystawienie tych ludzi było jednak dopiero początkiem zuchwałości Olimpii. Klub z Elbląga nie tylko gra w trzeciej lidze – tej zimy… zainwestował w nowych piłkarzy. Wystarczy prześledzić posty poszczególnych klubów, żeby ustalić, że:
- Jakub Pieczarka trafił do Olimpii z Sokoła Ostróda „na zasadzie transferu definitywnego”,
- Łukasz Sarnowski i Jakub Karbownik trafili do Olimpii z Chełmianki „na zasadzie transferu gotówkowego”.
Robert Krawczyk spytany przez nas o to, dlaczego zadłużony klub przeznacza pieniądze na wykup innych zawodników i czy to właściwe moralnie, odpisał krótko:
– Nadrzędnym celem funkcjonowania klubu jest kontynuowanie bieżącej działalności. Wzmocnienia miały na celu ustabilizowanie sytuacji kadrowej.
Nie spodziewamy się, że były to rekordy transferowe okienka, ale sam fakt, że zadłużony po uszy klub rozłożył spłatę zaległości wobec zawodników na lata, żeby kupować nowych piłkarzy i marzyć o awansie, jest moralnie wątpliwy. Niezręczność towarzyszyła jednak budowie kadry na obecny sezon od samego początku.
– Można powiedzieć, że ci, którzy zostali w zespole, byli trochę zmuszani do podpisania. Po to, żeby dostać pieniądze. Mówili: jak zostaniesz, to będziesz od razu spłacony. Jak nie, to w ratach, latami. Jeden chłopak rozwiązał kontrakt, zrzekł się miesiąca zaległości i dostał od razu wszystkie pieniądze. Takie to są metody: zrezygnuj z części należnej ci kasy, to dostaniesz resztę – tłumaczy były zawodnik.
Ekspiłkarze twierdzą, że w trzecioligowcu średnio zarabia się teraz od pięciu do ośmiu tysięcy złotych. Część drugoligowców dostała ofertę przedłużenia umowy. Nie wszyscy skorzystali. Początkowo chciano nawet zatrzymać trenera. Proszono go o pomoc w ułożeniu planu treningowego na czerwiec.
– I cały czas powtarzano, żeby się nie martwić, żeby być cierpliwym, bo pieniądze będą wypłacone, bo miasto pomoże – dodaje jeden z naszych rozmówców.

Wsparcie miejskie też stanowi ciekawy wątek tej sprawy. Zawodnicy przywołują konferencję, na której rozprawiano o przyszłości Olimpii. Padło na przykład, że do klubu mogą trafić spore pieniądze, które początkowo miały być zainwestowane w montaż podgrzewanej murawy na stadionie.
Z takim pismem do ratusza zwrócił się zarząd Olimpii, co zakomunikowano wraz ze zdaniem o tym, że „panuje duże zrozumienie dla tego, co dzieje się wokół Olimpii”. Obietnice wsparto także mitycznym hasłem o „rozmowach z potencjalnymi inwestorami”. Wszystko to też pomogło zawodnikom uwierzyć, że ich los nie jest ludziom z Elbląga obojętny.
Miasto ostatecznie podgrzewaną murawę montuje. Pomogła dotacja Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz samorządu wojewódzkiego. W planach jest i renowacja trybun. Elbląg pomagał także dotacjami. Nie w sposób, który umieściłby Olimpię w gronie najmocniej wspieranych przez miasta klubów w Polsce, ale nawet w obliczu kryzysu, problemów, wysupłano sporą kwotę. Ostatnie lata:
- 2025: łącznie 1,74 mln zł przekazane klubowi,
- 2024: 0,58 mln zł,
- 2023: 0,56 mln zł.
Na starcie 2026 roku ogłoszono, że łączne wsparcie dla Olimpii na najbliższe dwanaście miesięcy sięgnie blisko miliona złotych. Wszystko to „w dotacjach na upowszechnianie kultury fizycznej wśród dzieci i młodzieży, wspieranie szkolenia seniorów oraz organizację zajęć sportowo-rekreacyjnych dla dzieci i młodzieży w okresie wakacji letnich i ferii zimowych oraz środkach na promocję”.
Ktoś złośliwy mógłby spojrzeć na daty, kwoty i spytać, czy nikomu w ratuszu nie przeszkadza fakt, że w momencie, w którym klub wykiwał ludzi w temacie rozliczenia zaległości, Olimpia wciąż dostawała publiczne pieniądze. Całe szczęście, że złośliwi nie jesteśmy.

Zawodnicy zainteresowali się tym, ile pieniędzy miasto przekazało Olimpii, gdy oni nie mogli się dobić do działaczy i z mediów dowiedzieli się o układzie restrukturyzacyjnym. Oto odpowiedź.
Wiadomo jednak, jaka byłaby śpiewka, gdyby takie pytanie padło. Wiadomo, bo w lipcu kuriozalnego wywiadu elbląskiej gazecie internetowej portEl.pl udzieliła dr Dagmara Uhryn, radca prawny współpracujący z ZKS w procesie restrukturyzacji. Kuriozalnego, bo pani Uhryn wszystko pięknie wyjaśnia: Olimpia nie upada, wszystko ma na celu poprawę sytuacji finansowej klubu.
Że w sposób, który najbardziej uderza w okłamanych przez Olimpię zawodników, którzy na pieniądze będą czekali latami? Didaskalia.
Urwany kontakt i spisek za plecami. „Albo się zgodzimy, albo nie dostaniemy nic”
To właśnie Dagmara Uhryn oznajmiła światu – oraz wierzycielom – jaki będzie następny krok Olimpii, ogłaszając, że klub przystąpi do restrukturyzacji. Z pozoru oznacza to, że wierzyciele w końcu odzyskają pieniądze. Dlaczego więc są tym rozczarowani?
– To nie tak, że my na pewno dostaniemy pieniądze. Jak ktoś stwierdzi, że pieniędzy jednak nie ma i ogłosi upadłość, nic nie poradzimy. Albo na przykład gdy Olimpia spadnie: co wtedy? Czy nie będzie się opłacało zacząć od nowa, bez długu? To sytuacja bezpieczna dla klubu, bo jakieś pieniądze im będą spływały, będą mieli z czego spłacać, ale w razie czego mają furtkę: upadamy, do widzenia – opowiada jeden z naszych rozmówców.
– Dla nich to wygodne. Weszli do klubu, nie ponoszą żadnych dużych dodatkowych kosztów, bo nie muszą niczego spłacać. Masz przez kilka miesięcy totalny spokój, potem niewielki koszt doliczany co miesiąc, żeby oprócz bieżących wydatków spłacać restrukturyzację – dodaje.
Inna sprawa, jak to wszystko rozegrano. Procesu restrukturyzacji piłkarzom nikt nie objaśnił, zostali postawieni przed faktem dokonanym.
– Nikt nie rozumiał, o co chodzi. Próbowaliśmy się dodzwonić: cisza. Kontakt nastąpił dopiero wtedy, kiedy miało dojść do głosowania, bo restrukturyzację trzeba jeszcze przegłosować. I wtedy było pytanie: jak pan zagłosuje? Oraz namowy, żeby oczywiście poprzeć, bo bez tego będzie upadek i pieniędzy nie zobaczymy nigdy – mówi kolejna osoba.
Twierdzi ona, że po czasie widać, że wszystko było ukartowane i zaplanowane w taki sposób, żeby zamieść problemy pod dywan.
– Zwodzili nas do końca sezonu tym Pro Junior System, potem kasą z miasta. Nie chcieli, żeby zrobił się dym, żeby prać brudy w momencie przejęcia klubu. Wiedzieli, jakie są zobowiązania i od początku musieli planować restrukturyzację, ale nie chcieli nam o tym powiedzieć, bo od razu byśmy uderzyli. To nie było im potrzebne. Lepiej było na koniec wyjść i przekazać, że albo się zgodzimy na układ restrukturyzacyjny, albo nie dostaniemy nic.
– Chcieli postawić samych siebie w dobrym świetle. Mogą teraz powiedzieć: musieliśmy ratować klub. Gdyby restrukturyzacja nie przeszła, powiedzieliby: chcieliśmy dobrze, ale oni nie chcieli. Wychodzą na super kolesi, którzy ocalili Olimpię, tyle że ocalili ją naszym kosztem, okłamując nas przez wiele miesięcy – dodaje.

Byli piłkarze twierdzą, że działacze ich rozegrali w taki sposób, żeby w każdej z opcji wypaść dobrze w oczach kibiców
Osoby, które brały udział w głosowaniu, twierdzą, że i ono odbyło się przy pomocy kłamstewek i niedomówień.
– Instrukcja, którą przesłano, była niekompletna. Pewnie większość ludzi zagłosowała źle. Dopiero na naszej grupie sami doszliśmy do tego, że każda strona musi być podpisana profilem zaufanym. Człowiek, który opiekował się tym procesem na trzy dni przed ostatecznym terminem głosowania był na urlopie – słyszymy.

Byli piłkarze pokazali nam instrukcję do głosowania. Ich zdaniem zawiera ona celowe niedomówienie – że karta do głosowania powinna być podpisana, ale bez zwrócenia uwagi, że na każdej stronie.
Jak zagłosowała źle, to dobrze dla klubu i planu Olimpii. Mniejsza szansa na porażkę. Źle wprowadzony głos na nie to głos nieważny, więc gdy ktoś mógł się sprzeciwić, lepiej, żeby nie do końca wiedział, jak w ogóle oddać głos. Dowód? Wystarczy zerknąć na obwieszczenie postanowienia o zatwierdzeniu układu, gdzie znajdziemy wykaz głosów.



Powyższe screeny dowodzą, że część głosów nieważnych to głosy piłkarzy, którzy błędnie podpisali kartę do głosowania – co, jak twierdzą, było efektem nieprecyzyjnych instrukcji, jakie otrzymali. Dalej widzimy też, że grupa II, do której zaliczają się zawodnicy, była jedyną, w której układ nie został przyjęty (co nie miało wpływu na ostateczny werdykt).

Jak Olimpia Elbląg traktowała piłkarzy, którym nie płaciła? „Ich nie interesowało, że nie mamy pieniędzy na życie”
Restrukturyzacja, jak widzicie, została zatwierdzona. Niejasność co do całego procesu to jedno. Drugie, że piłkarzy Olimpii w pewnym momencie zaczęto traktować jak najgorszych, wręcz wzbraniano się przed normalną współpracą.
– Mówiłem tej pani, że nie dostawałem pensji, ale nadal miałem opłaty. Wynajem mieszkania, koszty prowadzenia działalności, nikt nie patrzył na to, że nie dostawałem pensji. Wziąłem pożyczkę od rodziców. Spytałem, jak mam to teraz spłacić, skoro restrukturyzacja rozkłada dług na cztery lata. Odpowiedziała mi: to przez te cztery lata spłacisz – mówi były piłkarz.
– Za wynajęte mieszkanie też miałem płacić komuś w ratach? Kaucję może w ratach zapłacę… Ich nie interesowało, że nie mamy pieniędzy na mieszkanie, na życie. To się odbija nie tylko na okresie spędzonym w Olimpii. W nowym klubie dostałem zjebkę za to, że dojeżdżam z rodzinnego miasta, że nie wynająłem mieszkania na miejscu. Mnie na to nie było stać, na koncie miałem trzy tysiące, z czego dwa poszło zaraz na kredyt. Tracisz pozycję, kariera pikuje, zadłużasz się, tak się rodzą poważne problemy – kontynuuje.
– Oni nie rozumieją, jak działają kluby piłkarskie. Mieli do nas pretensje, że wysyłamy zgłoszenia do PZPN. Tłumaczyłem pani Dagmarze, że jak ona nie otrzymuje pensji, to chyba też zgłasza do prezesa, zarządu. Nasze kontrakty zabezpiecza PZPN, więc musimy takie rzeczy zgłaszać. Usłyszałem, że działamy na szkodę klubu, że to atak. Padło coś w stylu: chcecie nam kurwa narobić brudu, to my wam tego nie wypłacimy – dodaje kolejna osoba.
– Mówili nam, że im to zgłaszanie do PZPN nie pomaga, bo oni sobie próbują zrobić dobry PR, a jak będą informacje, że klub nie płaci, to im może zaszkodzić.
Wyrozumiałość, chęć naprawienia błędów, były więc tylko do czasu. W momencie, gdy ludzie zaczęli upominać się o swoje, przypominać, pojawiało się chamstwo, straszenie, próba przerzucania winy.
– Trener usłyszał, że skoro był kapitanem tego statku i wiedział, że nie płacą, to powinien w lutym czy marcu powiedzieć zawodnikom, że mają nie wychodzić na boisko i zrezygnować z gry – słyszymy.
– W końcu stwierdzili, że powinniśmy rozstrzygać zaległości z byłym zarządem, bo to jest nasza sprawa, co my sobie z nimi ustaliliśmy i mamy nie obwiniać klubu za swoje błędy. Że to były zarząd zadłużył klub i nie ma z czego spłacać. Że trener powinien wziąć odpowiedzialność, że nie powiedział dosyć i kazał grać dalej – dodaje kolejna osoba.
To, że w tym samym okresie klub tak o nich dbał, że raz wszystkim zaserwowano zepsute jedzenie, co wywołało chorobę w drużynie, to pewnie też wina zespołu. W końcu gdyby nie chcieli grać, to nie musieliby tego jeść.
Piłkarze Olimpii prosili prezydenta Elbląga o pomoc. Miasto pomogło – klubowi, nie im
W Elblągu chyba mało kto rozumiał i rozumie, w jaki sposób Olimpia znalazła się w takim położeniu. Na wszystko znajduje się gotowa, łatwa wymówka. Podczas konferencji winę zrzucono na byłe władze miasta. Bo „gdyby z poprzednim prezydentem była taka gorąca linia jak teraz, to nie byłoby spadku”. Bo „to efekt błędów popełnianych w ostatnich latach nie tylko przez zarząd, klub był zbyt mało wspierany”. Ciekawą rzecz znajdziemy w cytowanym parokrotnie obwieszczeniu Ministerstwa Sprawiedliwości. Można wywnioskować, że po części do problemów doprowadzili… kibice. Ci, którzy dorwali się do władzy.

Nowe władze rzucały górnolotne hasełka. Spadek musi być oczyszczeniem! Okazał się nim, faktycznie, tyle tylko, że dla wybranych. W piśmie skierowanym do władz miasta piłkarze i osoby związane z Olimpią pytały: skoro długu było 2,5 miliona złotych, to co stało się z pozostałymi pieniędzmi? Kim byli ci szczęśliwcy, którzy nie będą musieli czekać na pieniądze cztery lata?
W liście adresowanym do prezydenta Michała Missana znajdziemy też bardzo konkretny opis sytuacji, zarzutów pod adresem władz klubu, które piłkarzy wystawiły:
„Zanim panowie Krawczyk i Kaczmarek przejęli Olimpię Elbląg prosili nas o spotkania i rozmowy telefoniczne, w których z chęcią uczestniczyliśmy. Ogromnie ucieszyło nas podejście nowych władz oraz to, że deklarują wypłacenie zaległości wszystkim zawodnikom w pierwszej kolejności – takie słowa padły na spotkaniu z radą drużyny. I tylko na obietnicach bez pokrycia zakończył się nasz kontakt. Aktualnie władze klubu, zwłaszcza pan prezes nie chcą z nami rozmawiać. Nikt nie powiadomił nas, że jednak nie dostaniemy pieniędzy w połowie lipca, jak było wcześniej deklarowane. Termin ten został przez nowe władze wskazany, gdyż w tym czasie miały wpłynąć do Olimpii środki od miasta. Nikt również nie poinformował nas o restrukturyzacji. Po ukazaniu się artykułu zaczęliśmy z większą presją prosić o kontakt, jednak udało się nam skontaktować jedynie z panem Brzozowskim (z panem Krawczykiem nie ma kontaktu), podano nam wtedy namiary mailowe na panią Dagmarę Uhryn, która reprezentuje klub. Niestety pani mecenas nie odpisuje na nasze wiadomości już od tygodnia, a więc od dnia kiedy otrzymaliśmy do niej kontakt. Jesteśmy lekceważeni przez władze klubu.
Czemu nie mogliśmy zostać w tym milionie zawarci, chociaż w części? Czy pan Krawczyk i jego firma Dogmat są w wybranej grupie, która zostanie spłacona z tej kwoty? Posiadamy wiedzę, że zawodnicy, którzy pozostali w klubie, mieli zostać spłaceni jeszcze przed startem 3 ligi. Bardzo nas martwi fakt, że grupa, która pozostała w klubie, została potraktowana lepiej, a my skazani na brak środków i biedę. Nasze próby kontaktu z panem Krawczykiem oraz panią mecenas nie przyniosły skutku, a pan Brzozowski jest nieugięty i oznajmił że cała kwota długu wobec byłych zawodników i trenerów została przekazana do restrukturyzacji.
Zwracamy się więc do pana z prośbą o interwencję w sprawie, żebyśmy mogli odzyskać w najbliższym czasie jakiekolwiek środki na przeżycie. Z rozmowy z organem nadzorującym restrukturyzację – Restituo, do którego kontakt musieliśmy znaleźć sami (klub nie podał informacji, kto się będzie zajmował restrukturyzacją), wynikało, że pierwszą ratę możemy dostać prawnie dopiero w marcu 2026 roku”.
Prezydent Missan odpisał. Zapewnił, że zależy mu na dobru klubu i oczywiście zawodników. Było mu przykro, ubolewał, ale co zrobić – klub to osobny organ, miasto nie ma wpływu, miasto nie uczestniczyło w rozmowach. Odpowiedź przysłał we wrześniu 2025 roku. Kilka miesięcy później Elbląg zatwierdził przekazanie Olimpii blisko miliona złotych.

W odpowiedzi na pytania Weszło Joanna Urbaniak z Biura Prezydenta Miasta Elbląga tłumaczy zaangażowanie miasta we wsparcie klubu oraz podejście do długów Olimpii w taki sposób:
„ZKS Olimpia Elbląg jest samodzielnym, niezależnym podmiotem prawnym działającym w formie stowarzyszenia kultury fizycznej. Jako organizacja posiadająca własną osobowość prawną, klub ponosi wyłączną odpowiedzialność za zaciągane zobowiązania finansowe, prowadzenie polityki transferowej oraz realizację budżetu.
Prezydent Miasta Elbląg nie jest organem zarządzającym klubem, nie powołuje jego władz, ani nie ma bezpośredniego wpływu na bieżące decyzje finansowe Zarządu. Wszystkie zadania publiczne realizowane przez ZKS Olimpia Elbląg, które zostały dofinansowane z budżetu Miasta Elbląg (w tym szkolenie dzieci i młodzieży oraz promocja miasta poprzez sport), są rozliczane zgodnie z prawem.
Prezydent Elbląga nie jest stroną w sporach finansowych, umowach cywilnoprawnych ani procesach windykacyjnych dotyczących długów zaciągniętych przez ZKS Olimpia Elbląg wobec podmiotów trzecich. W związku z powyższym wszelkie pytania dotyczące szczegółowego stanu zadłużenia, planów spłaty czy kondycji finansowej klubu należy kierować bezpośrednio do Zarządu ZKS Olimpia Elbląg, który jest jedynym organem uprawnionym do udzielania informacji w tym zakresie.
Przekazujemy również informacje o kwotach (dotacjach na upowszechnianie kultury fizycznej wśród dzieci i młodzieży, wspieranie szkolenia seniorów oraz organizację zajęć sportowo-rekreacyjnych dla dzieci i młodzieży w okresie wakacji letnich i ferii zimowych oraz środkach na promocję) przekazywanych w latach 2023-2026:
- 2023 r. 564 000,00 zł
- 2024 r. 582 000,00 zł
- 2025 r. 1 742 627,00 zł
- 2026 r. 985 000,00 zł
Zwiększone wsparcie finansowe przekazane w latach 2025 i 2026 jest efektem polityki ogólnego zwiększania nakładów na rozwój kultury fizycznej do poziomu 0,5% budżetu Elbląga. Kluczowym beneficjentem tych zmian stały się elbląskie kluby sportowe, w tym ZKS Olimpia Elbląg. To również odpowiedź na apele kierowane do Prezydenta Elbląg ze strony Zarządu ZKS Olimpia Elbląg oraz kibiców dotyczące ratowania klubu z propozycją przesunięcia środków finansowych planowanych na montaż podgrzewanej murawy na stadionie przy ul. Agrykola”.
Władze Olimpii Elbląg lekceważą pytania i problem. „Postawa konfrontacyjna, mająca na celu sparaliżowanie funkcjonowania klubu”
Zgodnie z sugestią skierowaliśmy pytania także bezpośrednio do klubu. Olimpia Elbląg poprosiła o wydłużenie terminu na odpowiedź z trzech dni do ponad dwóch tygodni. Ostatecznie, po miesiącu, tuż przed planowaną datą publikacji, pan Robert Krawczyk zdobył się na tłumaczenia, które… Cóż, oceńcie sami.
“Pragniemy podkreślić, iż wierzyciele, których dotyczy proces restrukturyzacji wielokrotnie działali w sposób, który mógłby zdywersyfikować działania klubu, pisząc noty do wielu instytucji, podmiotów, jednostek, często niezwiązanych z ww. sprawą. Pragniemy również poinformować, iż Polski Związek Piłki Nożnej, analizując sytuację klubu pod względem formalno-prawnym, przychylił się do stanowiska klubu związanego z procesem restrukturyzacji. Dlatego dziwi nas fakt, że dochodzi do kolejnych sytuacji mających na celu utrudnić proces. Odnosimy także wrażenie, że wśród niektórych wierzycieli panuje niezadowolenie i dominuje postawa konfrontacyjna, mająca na celu sparaliżowanie funkcjonowania klubu oraz samego procesu. Chcielibyśmy również wskazać, iż restrukturyzacja jest prowadzona pod profesjonalnym nadzorem. Nie mamy natomiast wpływu na ewentualny brak satysfakcji niektórych wierzycieli, którzy nie są zadowoleni z jej tempa, formy, czy po prostu samej struktury. Stoimy na stanowisku, że była to jedyna droga do ratowania klubu oraz jedyna możliwość na spłatę zobowiązań wobec wierzycieli, które powstały w klubie w momencie, kiedy był on zarządzany przez poprzednie zarządy”.
Stanowisko klubu pozwala sądzić, że piłkarze faktycznie usłyszeli to, co nam przekazali. Bo przecież jest tu i o tym, że w obliczu braku wypłat zawodnicy ośmielili się zwracać do odpowiednich organów, że pracodawca im nie płaci (aczkolwiek, pozwolę sobie zauważyć, że prezes pomylił chyba dywersyfikację z dywersją). W sprawie ustaleń wewnętrznych Krawczyk też brnie w to, co wciskał piłkarzom. To nie my, to oni.
– Ustalenia starego zarządu należy konfrontować z osobami, które takie ustalenia deklarowały – stwierdził, unikając odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego nowy zarząd okłamał piłkarzy, gdy w trakcie rundy rozmawiał z nimi i zbierał informacje o problemach finansowych Olimpii. Prezes zbył też pytanie o to, w jaki sposób piłkarze byli informowani o kolejnych ruchach klubu. Stwierdzeniem, że “nie mamy wiedzy dotyczącej stopnia uświadomienia zawodników”.
Nonszalancja Roberta Krawczyka powtarza się w każdej odpowiedzi. Gdy stwierdzam, że – zgodnie z tym, co mówią sami zainteresowani – piłkarzy nie poinformowano o planie, okłamując ich w kwestii zaległości, odpowiada, sugerując, że ludzie dopominający się o swoje pieniądze, których klub im nie wypłacił, “powodowały zaniedbania bieżących obowiązków”.
– Informacje dotyczące procesu restrukturyzacji zostały przekazane zainteresowanym wierzycielom. Kolejne próby rozmowy i wywieranie presji na klub ze strony wierzycieli niezgadzających się z procesem restrukturyzacji, powodowały zaniedbania bieżących obowiązków związanych z pracą na rzecz klubu.
Pytania o stan zadłużenia klubu Krawczyk natomiast uniknął. W odpowiedzi spytał tylko o źródło informacji o kwocie, o którą pytałem. Zaznaczył jednak, że jego firma także czeka na zwrot należnych pieniędzy, o co w liście do prezydenta dopytywali piłkarze. Na szczęście o sytuacji finansowej więcej dowiemy się z obwieszczenia Ministerstwa Sprawiedliwości.


To w sumie ciekawe dane, bo Robert Krawczyk w rozmowie z portEl.pl pięknie opowiada o układaniu finansów na nowo, o rozwoju, o tym, że Olimpia „nie chce długo tkwić w trzeciej lidze”. Jak chce to zrobić przy takiej prognozie przychodów? Nie wiem, lecz kilka innych fragmentów tego dokumentu wzbudza uśmiech politowania. Świetnym przykładem będzie zganianie złej sytuacji finansowej na pandemię i ograniczenie liczby widzów na stadionie.

To, że mówimy o czasach zamierzchłych, to jedno. Lepiej chyba zapytać, o to, jak to możliwe, że takie spustoszenie wywołał brak kibiców, skoro średnia frekwencja w Elblągu na przestrzeni lat wyglądała tak:
- 2022 – 2025 (trzy sezony po pandemii): 888
- 2019 – 2022 (pandemia i dwa sezony po niej): 574
- 2016-2019 (trzy sezony przed pandemią): 915

Kibice Olimpii Elbląg chcą nowego stadionu. Transparent u przyjaciół z Warszawy mówi o tym wprost
Okłamani piłkarze apelują: Nie litujcie się nad klubem. PZPN też powinien uderzyć się w pierś
Trzecioligowiec więc trwa. Może i okłamano piłkarzy, że dostaną pieniądze, ale za to znalazły się środki na to, żeby:
- założyć trzeci zespół (Olimpia – 3. liga, Olimpia II – 4. liga, Olimpia III – klasa A),
- zmienić trenera w trakcie rozgrywek,
- przeprowadzić kilka gotówkowych transferów.
Nagle okazało się nawet, że nie trzeba usilnie grać młodzieżowcami (może zmieniła się filozofia klubu?). Ludzie wystawieni do wiatru widzą to wszystko i pytają: dlaczego cel, nawet jeśli słuszny, ma się ziścić czyimś kosztem? Jak to możliwe, że klub w takiej sytuacji bez żadnych problemów otrzymuje miejskie wsparcie, licencję, kupuje piłkarzy?
– Restrukturyzacja to dziwne zjawisko w polskiej piłce: chroni kluby, a tych, którzy w teorii mają kontrakty chronione przez PZPN, zostawia bez ochrony. Bo albo się zgodzimy, albo nie. PZPN nie ma żadnych narzędzi, żeby cokolwiek w tej sytuacji zrobić, kluby mogą się w ten sposób wykręcać od długów. Licencje? Dowiadywaliśmy się, jak to zadziałało: Olimpia musiała mieć spłacony okres od stycznia do czerwca sezonu 23/24, i tyle, wystarczyło – mówi osoba związana niegdyś z elbląskim klubem.

Piłkarze Olimpii na próżno szukali ratunku w procesie licencyjnym
Wszyscy ci ludzie mają dość. Są rozgoryczeni i rozczarowani. Wyszło na to, że dziś powinni trzymać kciuki za sukces sportowy Olimpii, bo jeśli noga się powinie, to nawet tych kilku stówek miesięcznie nie zobaczą, nie spełni się wizja pani Dagmary Uhryn, że po czterech latach dziecko spłaci rodzicom pożyczkę na przetrwanie.
Dla nich to kuriozum, że Olimpia działa tak, jakby zupełnie nic się nie stało. Jak mówią Weszło ci, których w Elblągu nie ma, dochodzą do nich plotki, sygnały. Pieniądze są na czas, są premie, koperty, niektórzy dostali podwyżkę względem poprzedniego kontraktu. Wszystko toczy się tak, jakby Olimpia była zdrowiusieńkim, normalnie zarządzanym klubem.
– Wyznaczyli sobie plan, chyba czteroletni, na powrót do drugiej ligi. Chcą ustabilizować klub finansowo, zbudować mocną kadrę – mówi jeden z rozmówców z gorzkim uśmiechem na twarzy.
Olimpia Elbląg to nie wyjątek. W innej grupie trzeciej ligi tak samo wygląda sytuacja Skry Częstochowa. Skra, której długi były jeszcze większe, wokół której narosły skandale i afery, przechodzi przez wszystko suchą stopą. Ba, niewzruszony pozostaje były prezes Artur Szymczyk, którego patologiczne zachowania i praktyki opisaliśmy w obszernym reportażu.
Długi, kłamstwa i pogarda. Skra Częstochowa to fabryka patologii
Związki piłkarskie – lokalny i krajowy – po naszym reportażu też nie odcięły się od takiego człowieka. Szymczyk wciąż widnieje na stronie Śląskiego ZPN jako wiceprezes, podkreślane są jego zasługi – awans Skry na zaplecze Ekstraklasy, złoty medal, który przyjął w nagrodę…

Ludzie okłamani przez Olimpię łudzą się, że ktoś im pomoże, że nagłośnienie tematu ma sens. Zaznaczają jednak, że chcieliby, żeby głównym przesłaniem dla osób w podobnej sytuacji był… brak takiej nadziei. Zero litości, skrupułów, zrozumienia – klub będzie chciał cię wykorzystać, wystawić, będzie cię zwodził i doprowadzi do miejsca, w którym znaleźli się oni.
– Nie litujcie się nad klubem. Wysyłajcie pisma, zawiadomienia, wezwania do zapłaty. Nie ma w ogóle szans na to, żeby iść komuś na rękę. Posłuchajcie nas, bo my chcieliśmy dobrze, chcieliśmy się dogadać i obróciło się to przeciwko nam – podsumowują swoją sytuację.
– PZPN też powinien się uderzyć w pierś i zastanowić, jak to jest, że teoretycznie chroniony kontraktem zawodnik nie ma za co żyć, zadłuża się, popada w problemy, a klub sobie dalej funkcjonuje – dodają, wbijając szpileczkę federacji.
– Nie zdają sobie sprawy, do czego to prowadzi. Nieopłacone, wystawione faktury, komornik na koncie, nakręca się spirala. Młodzi chłopcy nagle wpadają w takie tarapaty finansowe, że to się w głowie nie mieści. Od tego się zaczyna, bo kombinujesz: jak zarobić, skąd wziąć pieniądze? Kasyno, hazard, chwilówki, głupie pomysły. Ludzie sobie nie wyobrażają, jak to wszystko siada na głowę.
Wątpię, że nawet po takich słowach ktoś jednak pomyśli o tym, że decyzje, które podejmuje, realnie wpływają na czyjeś życie. Często takie życie niszczą. Wątpię, bo skoro ktoś nie ma skrupułów, żeby kłamać, zwodzić, zwlekać, to ciężko się łudzić, że ma zdolność do refleksji.
Jeśli jednak ma, to warto pamiętać, że zawsze jest dobry moment na to, żeby jednak być przyzwoitym.
CZYTAJ WIĘCEJ REPORTAŻY O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Niezatapialni. Ruch Radzionków podnosi się z kolejnego kryzysu
- GKS Jastrzębie. Jego upadek to wierzchołek góry węglowej
- O czym marzą fani Unii Skierniewice?
- Avia leci, bo chce. Trzecioligowiec ma swoje ambicje
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix, 400mm.pl, FotoPyK