Mocny, ale z kryształu. Milik wrócił do gry i określa swoją przyszłość

Marcin Długosz

07 kwietnia 2026, 17:28 • 10 min czytania 10

Reklama
Mocny, ale z kryształu. Milik wrócił do gry i określa swoją przyszłość

Co może wydarzyć się na przestrzeni 652 dni? Jedną z opcji jest nierozegranie ani jednej minuty w meczu piłkarskim, a przy tym pozostanie piłkarzem Juventusu. Z największego snu wywołanego przez kolejne kontuzje zbudził się Arkadiusz Milik, który lada chwila będzie miał dylemat: w którą stronę poprowadzić swoją karierę?

Reklama

PRAWIE DWA LATA BEZ GRY

Choć Milika nie było w kadrze na sławetnym zgrupowaniu, podczas którego Robert Lewandowski miał puszczać „Cieszmy się z małych rzeczy”, to przekaz piosenki Sylwii Grzeszczak z całą pewnością może wziąć sobie do serca. Po sportowo-zdrowotnym koszmarze, który doskwierał mu niemal dwa lata, coraz śmielej zaczyna łapać minuty i po prostu o sobie przypominać.

Nawet biorąc pod uwagę fakt, że napastnik Juventusu z kontuzjami mocno się kojarzy – w końcu przed laty dwukrotnie zerwał więzadła, a z powodu urazu stracił też Euro w 2021 roku – skala jego ostatnich problemów zdrowotnych przerosła chyba wszystkich. A zaczęło się na kadrze.

W czerwcu 2024, kiedy drużyna Michała Probierza przygotowywała się do mistrzostw Europy, Milik spędził na boisku w meczu towarzyskim z Ukrainą tylko pięć minut. Uraz kolana wykluczył go z dalszego zgrupowania i turnieju, a poprawy nie przynosiły także kolejne miesiące.

W efekcie napastnik zanotował przerwę, która aktywnemu piłkarzowi w trakcie trwania kariery właściwie się nie zdarza – w całym sezonie rozgrywkowym 2024/2025 nie spędził na boisku nawet minuty. Raz tylko widniał w kadrze meczowej, na ławce rezerwowych, a było to już w czerwcowym spotkaniu Klubowych Mistrzostw Świata z Manchesterem City.

Reklama

Po letnich urlopach piłkarze wrócili do klubu, a Milika jak nie było do dyspozycji trenera, tak nie wracał do gry nadal. Na leczeniu poważnej kontuzji spędził kolejne pół roku, aż pierwsze przebłyski wreszcie zaczęły pojawiać się w okolicach Bożego Narodzenia.

Polak sprawił sobie gwiazdkowy prezent, wracając do kadry meczowej na spotkania z Romą (20 grudnia) i Pizą (tydzień później). I kiedy trwało ostateczne odliczanie do momentu, w którym wreszcie Luciano Spalletti da mu pobiegać kilka minut po boisku, przyplątał się nowy problem zdrowotny – tym razem z łydką.

Wymagał od Milika zaciśnięcia zębów na kolejne dwa miesiące, w trakcie których musiał zmierzyć się nie tylko z entą rehabilitacją, ale też coraz bardziej prześmiewczymi komentarzami. Nie ma co ukrywać – Polak przez swoją ekstremalnie długą pauzę stał się wśród włoskich kibiców odpowiedzią na legendarne pytanie Ferdka Kiepskiego, czyli: „Co zrobić, żeby zarobić, a się nie narobić?”

A zwłaszcza, że na koniec kwietnia ubiegłego roku Juventus oficjalnie poinformował, że przedłużył kontrakt z polskim napastnikiem o rok – do czerwca 2027. To była decyzja dobra dla obu stron i ekonomicznie zrozumiała, o czym za chwilę, ale można wyobrazić sobie skalę niedowierzania i szydery, kiedy klub ogłasza nową umowę piłkarza od roku spędzającego czas tylko u lekarzy i na rehabilitacjach.

Reklama

Odejmując jednak tę warstwę emocjonalną, decyzji klubu i samego piłkarza trudno się dziwić. Milik wcześniej mógł liczyć na 3,5 mln euro netto rocznie, a po przedłużeniu umowy to wynagrodzenie rozłożyło się na dwa lata – czyli po 1,75 mln za sezon. Dzięki temu bilans roczny księgowości Starej Damy doznał małego wytchnienia, a sam piłkarz psychologicznie zyskał przewagę. Nie musiał się stresować, że po długim czasie bez gry lada chwila może wylądować bez żadnego kontraktu i szans na pokazanie się.

OZNAKI ŻYCIA

I to dopiero marzec 2026 stał się miesiącem, w którym Polak ustabilizował swoją sytuację zdrowotną oraz formę na tyle, że ponownie ujrzeliśmy go w meczu Serie A. Najpierw Spalletti wpuścił go na boisko na 11 minut przy remisie 1:1 z Sassuolo u siebie, a napastnik omal nie odwdzięczył się wyjątkowo efektownym powrotem i zwycięskim golem. Bramkarz rywali obronił jednak jego główkę, tym niemniej była to pewna oznaka ponownego wejścia do piłkarskiego świata żywych.

Reklama

Kolejne dwa tygodnie i przerwę reprezentacyjną Milik mógł przepracować w klubie w pełnym zdrowiu i to przełożyło się na 23 minuty z ławki z Genoą. Gdy napastnik wchodził na boisko, Bianconeri prowadzili już 2:0 i takim też wynikiem zakończyło się to spotkanie, ale o mały włos Polak nie strzelił gola, który latałby we wszystkich europejskich mediach.

Jeśli Milik będzie czuł się dobrze, to Spallettiemu na pewno taki zawodnik nie umknie z oczu” – pisał po meczu z Sassuolo Tuttosport. „Miał mniej niż pół godziny, żeby złapać ważne minuty. Parę razy włączył się do gry i prawie zdobył bramkę stadiony świata z połowy boiska” – ocenił Polaka z kolei Goal.com po starciu z Genoą.

Reklama

Do końca sezonu Juventus rozegra siedem meczów i wszystko wskazuje na to, że będzie walczył na żyletki o awans do Ligi Mistrzów wraz z Como, Romą i być może Atalantą. Szansa do wykazania się na pewno jest – inne dziewiątki Starej Damy pod względem skuteczności nie zachwycają i droga do wyjściowego składu na pewno nie pozostaje zacementowana.

Dusan Vlahović w obecnym sezonie Serie A zdobył raptem trzy bramki i też stracił ponad trzy miesiące z powodu kontuzji. Teraz wypadł ponownie – do końca kwietnia. Jonathan David z kolei trafił w lidze pięć razy, a więc jak na zdrowego przez całe rozgrywki napastnika nie jest to wynik, który budzi niesamowity respekt.

Tak czy inaczej, za kilka tygodni rozgrywki 2025/2026 dobiegną końca i Milik będzie musiał podjąć decyzję, co robić dalej. Zakładając, że nie przyplącze mu się żadna kolejna kontuzja, przez którą będzie trzeba weryfikować plany, Polak może liczyć na kilka opcji.

POZOSTANIE W JUVENTUSIE

Zacznijmy od tej, która dla samego piłkarza mogłaby być najlepszą. Czyli – w końcówce sezonu w Juventusie strzela dwa czy trzy gole w ważnych momentach, dzięki czemu klub kwalifikuje się do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Kibice są wdzięczni, włodarze doceniają, a kontrakt pozostaje ważny jeszcze przez rok.

Reklama

Scenariusz, w którym napastnik pozostaje na Allianz Stadium po spełnieniu powyższych założeń, wcale nie wydaje się aż tak nieprawdopodobny. Łaska kibica na pstrym koniu jeździ, ale działa to także w pozytywną stronę – pozytywny wkład w finisz sezonu ma prawo doprowadzić do sytuacji, że podejście względem Milika się odmieni.

W takiej sytuacji, nawet pomimo niemal dwuletniej pauzy, Polak w dalszym ciągu występowałby w wielkim klubie i miał szansę występować na wielkiej scenie. Warunkiem koniecznym pozostaje jednak dostarczenie klubowi kilku mocnych argumentów w kwietniu i maju.

WŁOSKA GÓRA TABELI

Czyli szczebel niżej względem Juventusu, ale wciąż w Serie A i wciąż grając o stosunkowo wysokie cele. Media na Półwyspie Apenińskim w ostatnich miesiącach wspominały o zainteresowaniu Milikiem ze strony Bolonii i Lazio, a więc klubów mających niższe aspiracje niż Stara Dama. Po tym wszystkim, co przeszedł Polak, na pewno nie wydają się one złą opcją.

Reklama

Jeżeli chodzi o rzymian, tu dużą rolę odgrywa Maurizio Sarri. Włoch prowadził Milika w Napoli w latach 2016-2018 i może optować za ponowną współpracą. Na razie nie wiadomo jednak, czy trener ten w ogóle pozostanie u sterów w klubie, który w ostatnich miesiącach pogrążony jest w wewnętrznym chaosie i konflikcie na linii kibice – właściciel Claudio Lotito.

Bologna z kolei może szukać nowych nazwisk, a zwłaszcza, jak z klubu odejdą Santiago Castro czy Thijs Dallinga. O ile jednak Lazio może jeszcze zakwalifikować się do Ligi Europy, wygrywając Puchar Włoch (jest w półfinale), o tyle bolończycy po dwuletniej przygodzie w pucharach raczej opuszczą kolejną edycję (chyba że wygrają LE). To powodowałoby, że mogliby posiadać nieco węższą kadrę.

WŁOSKIE COKOLWIEK

O ile cztery lata w Neapolu i tyle samo w Turynie brzmią dobrze, a przeprowadzka do Rzymu czy Bolonii pod względem życiowym również wygląda sympatycznie, o tyle Milik być może tak rozkochał się we Włoszech, że rozważy… wszystko. A jeśli nie zależałoby mu na sowitym kontrakcie czy grze w czołówce tabeli, to szansa na przygarnięcie go przez jakiś włoski klub bardzo by wzrosła.

Serie A nie jest ligą, która wybrzydza pod kątem napastników, a już na pewno na wyobraźnię wielu średnich i słabszych klubów działa fakt, że ktoś spędził sporo czasu w Napoli czy Juventusie. Wymieniający jak co roku sporo zawodników po awansie beniaminkowie, czy kluby z aspiracjami maksymalnie w postaci bezpiecznego utrzymania z pewnością nie zamknęłyby się na Milika, jeśli ten byłby w stanie rozważyć ich oferty pod kątem finansowym.

Reklama

Swego czasu pokazał to Krzysztof Piątek, który po gwiezdnym czasie w Milanie i powrocie do Włoch najpierw trafił do Fiorentiny, a potem do Salernitany. Aspiracje sportowe pod względem drużynowym systematycznie się obniżały, ale co pożył w Italii, to jego.

OSTATNI BOGATY KONTRAKT

Kiedy jesteś 32-letnim napastnikiem po niemal dwuletniej przerwie spowodowanej kontuzją, nie masz raczej zbyt wielu argumentów do żądania niebotycznych pieniędzy od nowego pracodawcy. No chyba że wiesz, gdzie pytać.

Kolejnym pomysłem, który może rozważyć Milik, jest po prostu przytulanie bardzo dobrej wypłaty przez kolejne, dajmy na to, dwa lata. Kierunki? Oczywiście dyżurne – Stany Zjednoczone i Półwysep Arabski. Ale można do tego worka dorzucić także Turcję, która lubi przecież od czasu do czasu sięgnąć po zgrane europejskie nazwisko, które jednak coś tam kiedyś grało.

Już w styczniu, kiedy Polak nie zdążył jeszcze nawet wrócić na boisko, Tuttosport informował, że tureckie ekipy trzymają rękę na pulsie w jego kwestii. Po kilku tygodniach z powrotem na włoskie boiska to zainteresowanie mogłoby się stać tym większe, a co za tym idzie otworzyć nowy potencjalny kierunek dla piłkarza.

Reklama

POWRÓT DO POLSKI

Pół roku zajęło wspomnianemu już Piątkowi, żeby przedostać się z Cracovii do Milanu. Wykorzystał w tym celu kilkumiesięczny przystanek w Genoi. A gdyby tak w drugą stronę piłkarz bezpośrednio powędrował z Juventusu do Ekstraklasy?

– Jak będzie zdrowy, chciałbym, żeby Arek ponownie trafił do Zabrza – mówił w tym roku dyrektor sportowy Górnika Zabrze i brat napastnika Juve, Łukasz Milik, w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet. Jasne jest zatem, że powrót do Polski to jedna z opcji, której w kontekście napastnika nie należy wykluczać.

Trudno spodziewać się jednak innego kierunku niż Górnik. W kontekście Milika Zabrze wydaje się jedyną realną opcją powrotu do Polski. A przy tym klub jest w pełni walki o czołowe pozycje w Ekstraklasie. Może powalczenie w eliminacjach Ligi Mistrzów w barwach drużyny, z której wyruszył w wielki świat, stanowiłoby dla napastnika wabik nie do zlekceważenia?

Reklama

KIERUNEK X

Oczywiście należy pozostawić trochę przestrzeni na mały element zaskoczenia. Tak jak na kilka miesięcy przed opuszczeniem przez Milika Napoli raczej nikt nie widział go akurat w Marsylii, tak i w tym przypadku może dojść do pewnej niespodzianki.

Może Polak postanowi spróbować swoich sił w jeszcze innej europejskiej lidze? Może zechce wrócić tam, gdzie stawiał pierwsze kroki po wyjeździe z Górnika, czyli do Holandii lub Niemiec? Mniejsze kluby z tych krajów z pewnością zwróciłyby swe oczy w kierunku polskiego napastnika, jeśli ten tylko byłby zdrowy.

REPREZENTACJA POLSKI

Tak, tak. To w dalszym ciągu temat otwarty dla Milika, nawet po niespełna dwuletniej przerwie. I nie ma się z czego śmiać. Więcej w tym jednak, niż zasługi samego napastnika, jest po prostu posuchy w ataku polskiej kadry.

Próg wejścia do zespołu narodowego, jeżeli chodzi o napastników, nie jest wysoki. Karol Świderski? Dziewięć goli w Panathinaikosie. Krzysztof Piątek? Zniknął z radarów i w 2026 roku w Katarze trafił tylko trzy razy. Adam Buksa? Rezerwowy Udinese z raptem dwiema bramkami, teraz też dodatkowo kontuzjowany.

Reklama

A jeśli dodatkowo Robert Lewandowski ostatecznie zakończy swoją karierę reprezentacyjną, miejsca w ataku kadry zrobi się jeszcze więcej. I choć dzisiaj temat Milika w zespole Jana Urbana może wzbudzić kpiący uśmieszek, to wystarczyłoby dosłownie kilka bramek, żeby sytuacja odmieniła się o 180 stopni.

Napastnik ma na koncie 73 występy w reprezentacji, a droga do kolejnych wcale nie jest tak wyboista, jakby się mogło wydawać. Tak po prostu wygląda kadrowa rzeczywistość.

MOCNY, ALE Z KRYSZTAŁU

Milik wciąż pozostaje jednym z największych polskich przykładów „Co by było, gdyby…” w piłce nożnej. Dziesięć lat temu trafił do Napoli za 32 miliony euro jako 22-latek i możemy się tylko zastanawiać, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie problemy zdrowotne.

Reklama

A przecież nawet z dwoma zerwaniami więzadeł i ostatnim urazem kolana, który zabrał mu tyle czasu, jest nielicha. Milik to strzelec 48 goli w Napoli, 47 w Ajaksie, 30 w Marsylii i 17 w Juventusie. Zagrał ponad 150 razy w Serie A, trafił 10 razy w Lidze Mistrzów.

Jasne – biorąc pod uwagę, co ten napastnik hipotetycznie mógłby osiągnąć przy pełnym zdrowiu, a co aktualnie prezentuje się w jego CV, niedosyt jest naturalny i pozostanie już zawsze. Spoglądając jednak na wszystkie przeciwności, z którymi musiał się zmierzyć, nie wypada go po prostu nie docenić.

A ostatni czas na trybunach stadionu Juventusu wcale jeszcze nie musi stanowić kropki w kwestii zagranicznej kariery Milika w Europie.

Kończąc ten tekst, zacytujmy po prostu włoskiego dziennikarza Domenico Esposito, który ostatnio informował o możliwych przenosinach napastnika do Lazio. „Attacante molto forte, ma di cristallo” – „Napastnik bardzo mocny, ale z kryształu”.

Reklama

I taki właśnie jest Arkadiusz Milik.

Fot. Newspix

CZYTAJ WIĘCEJ:

10 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama