Adam Małysz: Myślę, że Maciusiak zostanie na stanowisku [WYWIAD]

Jakub Radomski

04 kwietnia 2026, 08:23 • 14 min czytania 9

Reklama
Adam Małysz: Myślę, że Maciusiak zostanie na stanowisku [WYWIAD]

Nie spotkałem jeszcze drugiego takiego zawodnika, jak Kacper Tomasiak – mówi o najlepszym polskim skoczku zakończonego sezonu Adam Małysz. W dużej rozmowie z Weszło prezes Polskiego Związku Narciarskiego ocenia sezon w wykonaniu naszych zawodników na „piątkę” i tłumaczy, dlaczego. Odpowiada też na pytania o przyszłość trenera, ich przyjaźń, która zdaniem niektórych zaburza jego osąd, i o to, jakich zmian potrzebują polskie skoki. Wreszcie – mówi o tym, kto najbardziej szkodzi Polskiemu Związkowi Narciarskiemu i jaką rolę tak naprawdę pełni Andrzej Kozak – tajemnicza postać, o której zrobiło się głośno przy okazji przedigrzyskowych afer.

Reklama

Adam Małysz ocenia sezon polskich skoczków: Liczyłem na 953 punkty jednego skoczka, nie wszystkich

Jakub Radomski: Gdyby miał pan ocenić całościowo ten sezon w wykonaniu skoczków, w skali 1-10, jaka byłaby to nota?

Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego: To trudne pytanie, bo wiele elementów nie wyszło, ale jednocześnie te najważniejsze wyszły. Więc, patrząc na igrzyska, które są co cztery lata i wyszły naprawdę fenomenalnie, bo wróciliśmy z trzema medalami, chce się powiedzieć: „Osiem”. Ale gdybym brał pod uwagę cały sezon, łącznie z Pucharem Świata, to pewnie dałbym piątkę. Bo jednak w Pucharze Świata było wiele problemów i, gdyby nie Kacper Tomasiak, ciężko byłoby mówić o czymkolwiek, bo nasi właściwie się nie liczyli.

Wszyscy Polacy uzbierali łącznie 953 punkty w Pucharze Świata. Gdyby byli jednym zawodnikiem, zajęliby w końcowej klasyfikacji ósme miejsce. Wymowne.

Reklama

Liczyłem raczej na tego typu występ jednego skoczka. Nie jest to fajne. Przed nami jeszcze analizy, skąd się to wzięło. Pewne przemyślenia, takie wstępne i również moje prywatne, są już na pewno, ale myślę, że wiele informacji muszą nam przynieść trenerzy. Rozmawiam z nimi dość często.

Mówił pan w Planicy, że Polacy odstawali od rywali przede wszystkim sprzętem i techniką. A Jakub Kot pyta na łamach „Super Expressu” w rozmowie z Michałem Skibą: „To w takim razie Antti Aalto czy Hektor Kapustik mają lepsze kombinezony od nas?” Jak by pan mu odpowiedział?

No pewnie mają. Ale to nie tylko kwestia sprzętu. Powiedziałem, że to powiązanie sprzętu z techniką, bo samo odbicie na progu mamy według mnie jedno z najlepszych na świecie. Tylko w wielu przypadkach zapominamy o pierwszej fazie, o samym locie. Jeśli nie jesteśmy właściwie nakręceni, jeżeli pozycja dojazdowa jest za mało aktywna, to sam kombinezon też ci nie pomoże. Tu wszystko musi grać jako całość.

Opowiadał pan też, że Szwajcarzy i Niemcy mają lepsze od nas środki, które sprawiają, że są szybsi na rozbiegu.

Reklama

Zgadza się. Jedni i drudzy mają specjalne instytuty, które badają pewne rzeczy. Wiemy, że to kosztuje majątek. U nas nie ma takich instytutów. Oczywiście minister sportu zapowiedział, że chce powołać taką jednostkę od innowacji. Bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że to szybko powstanie. Niemcy czy Szwajcarzy, od kiedy działają w ten sposób, rzeczywiście zaczęli jeździć szybciej. Struktury, które mają na nartach, są inne niż u rywali. Ciężko jest dostać do nich kody, bo to ich autorski patent, który trzymają w sekrecie. Fischer oraz inni producenci, których jest coraz mniej, na pewno zostali trochę z tyłu.

Zawsze istnieje ryzyko, że świat nie staje w miejscu, idzie do przodu. Gdy ktoś coś wymyśla, kolejny próbuje go kontrować i szukać czego jeszcze lepszego. U nas była sytuacja z butami, które faktycznie wypaliły. I nastąpiła kontra innych. Więc teraz my musimy znaleźć coś, co będzie dla nas najlepsze i czym zaskoczymy pozostałe ekipy. Takich możliwości jest jednak dzisiaj coraz mniej, ze względu na ograniczenia. Jest wiele rozwiązań, które są zabronione, co powoduje, że kiedy ktoś coś znajdzie, to takie rzeczy nie wychodzą, żeby inni nie mogli ich zobaczyć.

Adam Małysz: Nie spotkałem jeszcze takiego zawodnika, jak Kacper Tomasiak

Zdziwiło pana, że najlepszym z Polaków w minionym sezonie okazał się Kacper Tomasiak?

Na początku tak. Gdzieś tam wiedzieliśmy, że jest w dobrej dyspozycji, ale na pewno nie spodziewaliśmy się, że będzie najlepszy w drużynie. A trzy medale olimpijskie? To już w ogóle.

Reklama

Kacper Tomasiak i Adam Małysz

Kacper Tomasiak i Adam Małysz

Co ten chłopak ma w sobie wyjątkowego? To bardziej kwestie sportowe czy raczej mentalne?

Całokształt. Na pewno jest utalentowany: ma super odbicie, potrafi latać. Na skoczniach mamucich jeszcze potrzeba czasu, on mimo wszystko preferuje mniejsze obiekty, właśnie ze względu na odbicie. Musi też jeszcze bardziej starać się odkręcać na nartach, ale już dostaje noty 18,5 czy 19 jako nowicjusz w Pucharze Świata. To pokazuje, że jego lot jest bardzo ładny, ale jednocześnie czeka go jeszcze trochę pracy w tym elemencie.

Reklama

Jeśli chodzi o mental, to ja nie spotkałem jeszcze drugiego takiego zawodnika. On faktycznie wygląda, jakby w ogóle się nie denerwował przed swoimi skokami. I te jego wypowiedzi: proste pytania, proste odpowiedzi. Mówił mi kiedyś, że tego „nerwa” trochę jednak ma, ale jednocześnie nie sprawia mu żadnego problemu, że koło niego są zawodnicy, którzy wygrywali Puchar Świata. Albo że wymaga się od niego, że tyle i tyle ma skoczyć. On po prostu to robi.

Fenomenalny junior. Kim jest Kacper Tomasiak, rewelacja IO?

Wiem też od trenera Macieja Maciusiaka, że to jest taki zawodnik, że powiesz mu: „Zrób to i to”, a on od razu to zrobi. Nie jest typem skoczka, który potrzebuje iluś tam prób, powtórzeń, żeby faktycznie to pokazać na skoczni. Jest chętny do zmian. To jest bardzo, bardzo cenne, bo wielokrotnie zawodnicy po prostu nie umieją wykonywać pewnych poleceń od razu. Zwłaszcza ci młodsi, zaczynający mają tak, że im to przychodzi powoli, stopniowo. Kacper to zupełnie inny przypadek.

Był styczeń tego roku, mistrzostwa świata w lotach w Oberstdorfie, gdy trener Maciusiak powiedział, że na włoskie igrzyska jedziemy po medale. Portal Sport.pl dał wtedy ironiczny tytuł: „Maciusiak – jedyny Polak, który odleciał w Oberstdorfie”. Pan wierzył choćby w jeden medal, gdy leciał do Włoch?

Reklama

Gdzieś trochę wierzyłem. Na pewno byłem bardzo ciekawy tego, jak to będzie wyglądać. Przede wszystkim na mniejszej skoczni, tu była całkiem spora nadzieja, ale wiedziałem też, że trzeba będzie trochę szczęścia w tym wszystkim, bo Kacper kręcił się wcześniej koło pierwszej dziesiątki, a najlepsi jednak trochę górowali. Miałem w głowie, że mniejsza skocznia może mu sprzyjać i że na niej, przy pewnych okolicznościach, jest nawet szansa walczyć o medal.

Ale miałem też obawę, bo chłopaki skakali w Predazzo na zmienionym profilu. Wcześniej, latem, profil skoczni był trochę inny. Później go zmieniono. Na pewno srebro Kacpra, wywalczone w takim stylu, dla każdego było jednak zaskoczeniem.

Pamiętam słowa Tomasiaka podczas Turnieju Czterech Skoczni. Już wtedy mówił o tym, że jest zmęczony. Później odpoczął, odpuścił zawody i z igrzysk przywiózł trzy medale. Ale zastanawiam się, czy tego wszystkiego nie było znów za dużo po Predazzo. Potrzebny był aż tak nagły i szybki transport z mistrzostw świata juniorów w Lillehammer na Puchar Świata w Lahti? Zastanawiam się też, czy jego upadek w Vikersund to nie był, przynajmniej pośrednio, efekt wycieńczenia.

Kacper jest specyficzny. Nie lubi szumu wokół siebie i różnych eventów, splendorów, które miały miejsce. On od tego ucieka i to jest akurat fajne, bo ja wiem doskonale, że sobie poradzi. Jednak on musi się jeszcze nauczyć tego, czego ja nauczyłem się swego czasu od Espena Bredesena. Gdy zacząłem odnosić sukcesy, Norweg mi kiedyś powiedział: „Adam, naucz się odmawiać”. To jest ważne.

Reklama

Kacper tego jeszcze nie umie?

No trochę nie umie odmawiać. Na pewno powinien mieć dobrego menadżera, który faktycznie przejmie pewne funkcje. Dzięki temu zobaczy, co jest ważne, a co jest mniej ważne. Myślę, że po igrzyskach było tego wszystkiego trochę za dużo.

A czy szybki transport z Lillehammer do Lahti był potrzebny? Trudno powiedzieć. W zasadzie wszyscy medaliści mistrzostw świata juniorów przejechali do Lahti. To jest jednak Puchar Świata, ci zawodnicy już wcześniej zajmowali w nim wysokie miejsca, dlatego nie tylko my, ale i Austriacy czy Amerykanie zdecydowali się na podobny ruch. I cała trójka nie skakała w Lahti dobrze. Poza tym skocznia w Lillehammer, na której rywalizowali w mistrzostwach juniorów, jest, jak to my mówimy, strasznie francowata, i nie jest łatwo tuż po niej łatwo przenieść się na inny obiekt. Dlatego każdy z tych młodych ludzi miał kłopot, bo od razu wchodził w zawody w Finlandii. Brakowało treningów dzień wcześniej.

A ten upadek w Vikersund to według mnie był ewidentny błąd Kacpra. Już wcześniej go popełniał, nawet przed igrzyskami. Słyszał od trenerów, że przy telemarku ma szeroko rozłożyć ręce i stać na całych stopach. Przy telemarku jest tak, że jeżeli gdzieś trochę „przykantujesz”, to narta ci odjeżdża, a przy takich prędkościach ciężko jest ściągnąć narty. Poza tym pogoda była tam taka, jaka była. Kacper chciał jechać do Norwegii, żeby poczuć te loty, stąd decyzja o zabraniu go. Wiem, że na miejscu trenerzy zastanawiali się, czy później nie odpuścić w jego przypadku Planicy i zakończyć skakanie na Wielkiej Krokwi zawodami Red Bulla. Po upadku już w zasadzie nie mieli wyjścia. Kacper był cały, ale jednak poobijany, dlatego ustalono, że zakończy sezon.

Reklama

Adam Małysz o przyszłości i ocenie Macieja Maciusiaka: Miał trochę mało czasu na wszystko

Zapytam wprost – Maciej Maciusiak pozostanie na stanowisku?

Myślę, że tak. To jest nie tylko moja decyzja, ale całego zarządu, który musi przedstawić sprawozdanie. Zarząd pewnie nad tym siądzie, rozpocznie się dyskusja, ale właśnie po to jest spotkanie i cała analiza, żebyśmy dowiedzieli się, co było dobre, a co złe i które aspekty musimy koniecznie zmienić, ulepszyć.

Jakie argumenty, poza igrzyskami, przemawiają za trenerem Maciusiakiem?

Jest ich parę. Poza igrzyskami? Głównym celem, stawianym przez niego tej kadrze, były medale. I on to spełnił, zrealizował. Na pewno miał trochę mało czasu na to wszystko, bo zaczął pracę osiem czy dziewięć miesięcy przed igrzyskami. Ciężko jest w takim czasie zmienić bardzo dużo. Były elementy, które zaszwankowały, czyli nie do końca przyniosły efekt, ale fizycznie zawodnicy byli w dobrej dyspozycji. Bardziej trzeba postawić, tak jak mówiłem w Słowenii, na sprzęt i technikę.

Reklama

Maciej Maciusiak i Adam Małysz

Maciej Maciusiak i Adam Małysz

A jak pan reaguje na głosy, które czasami pojawiają się w opinii publicznej, że jest panu ciężej spojrzeć krytyczniej na jego osobę, ze względu na to, że się kolegujecie?

Może w jakimś stopniu tak, ale pamiętajmy, że to nie ja decyduję, tylko cały zarząd. Ja tylko daję rekomendację i myślę, że nie ma to jakiegoś dużego znaczenia. Na pewno łatwiej jest mi coś Maćkowi powiedzieć bezpośrednio niż służbowo i to na pewno ma też pewien pozytywny wpływ.

Reklama

Czytałem pana wypowiedzi z Planicy i wyciągnąłem z nich wniosek, że według pana w otoczeniu trenera Maciusiaka powinien pojawić się ktoś doświadczony z zagranicy, kto by go wspomagał. Dobrze to ująłem? I w jakich aspektach to wspomaganie przydałoby nam się najbardziej?

Chodziło nie tyle o sztab trenera Maciusiaka, a bardziej o nasz system. Prawda jest taka, że kiedy żegnaliśmy się z Thomasem Thurnbichlerem, który miał propozycję, by zostać u nas i pracować z juniorami, a także za każdym razem, gdy powoływaliśmy jakiegoś trenera, liczyliśmy na to, że on stworzy ten system. Ale to nie do końca tak jest. Trener kadry nie powinien się tym zajmować. On ma zajmować się teamem i nad tym pracować, a inna osoba powinna mieć za zadanie tworzenie systemu. Była próba z Alexandrem Stocklem, chcieliśmy, żeby on m. in. szkolił naszych trenerów i ujednolicał system. Ale to nie wypaliło, bo – można powiedzieć – prawie go nie było w Polsce.

Na pewno zależy nam na tym, żeby taki system stworzyć. Myśleliśmy, że stworzymy polskim, bo jesteśmy inni, ale chyba jednak trochę brakuje nam doświadczenia, żeby zbudować coś wyłącznie pod naszych zawodników, nie szukając wartościowych rzeczy z systemu austriackiego, niemieckiego, norweskiego czy nawet słoweńskiego.

Hejtowali go, a przywiózł medale. Jakim trenerem jest Maciusiak?

Reklama

Jakub Balcerski ze Sport.pl w programie „Trzecia seria” na TVP Sport poinformował, że do Polski ma wrócić Stefan Horngacher, właśnie w takiej roli. To możliwy scenariusz?

Powiedziałem, że po 15 kwietnia poinformujemy, jak to będzie wyglądać, więc byłoby niespodzianką, gdybym teraz rzucał panu jakiekolwiek nazwiska. Dlatego nie odpowiem na to pytanie.

A jak odbiera pan pracę Horngachera w ostatnich sezonach, dla reprezentacji Niemiec?

Ciężko mi ją dokładnie ocenić, bo nie byłem przy tym. Ale na pewno jakoś zawsze ci Niemcy przy tych głównych imprezach potrafili się pozbierać, więc nie uważam, żeby to była zła praca.

Reklama

Adam Małysz o Kamilu Stochu: Było mi smutno, że zakończył karierę będąc w takiej formie

Co pan czuł, oglądając w Planicy na żywo pożegnanie Kami Stocha?

Na pewno było mi smutno, że kończy karierę, bo mówimy o wybitnym zawodniku. Na pewno chciałoby się też, żeby odnosił sukcesy. Było mi też smutno, że zakończył karierę, będąc w takiej formie. Znam Kamila i wiem doskonale, że on robił wszystko, żeby być w lepszej dyspozycji. On sam często się wypowiadał, że po prostu pokonała go głowa, mimo całego doświadczenia i tego, że było dużo ciężkiej pracy. Przychodziły zawody i pewne rzeczy go zżerały. Zjadały. Blokowały. To jest na pewno smutne.

Życzę mu wszystkiego najlepszego. Jestem przekonany, że po karierze sobie spokojnie poradzi, bo wiem, jak ten człowiek funkcjonuje i że, gdy za coś się bierze, to robi to w stu procentach i tylko temu się poświęca. Mam nadzieję, że zostanie w tym sporcie i będzie się dzielił swoimi doświadczeniami.

Planica: Małysz, Kamil Stoch i jego żona Ewa

Reklama

Planica: Małysz, Kamil Stoch i jego żona Ewa

Mówił pan, jeszcze w Słowenii, że po sezonie zastanowi się, czy kandydować na prezesa związku. Są jakieś nowe przemyślenia w tej kwestii?

Myślę, że potrzebuję trochę czasu, ze względu na to, że są pewne rzeczy, które chcę uporządkować. Chcę też jeszcze niektóre kwestie przemyśleć i podjąć decyzję. Nie ukrywam jednak, że jestem zmęczony.

W styczniu, w rozmowie z Kamilem Wolnickim dla serwisu PS Onet, która dotyczyła nie tylko skoków, powiedział pan, że w Polskim Związku Narciarskim są świetne i bardzo ambitne osoby, ale również takie, którym niekoniecznie zależy i niekoniecznie mu pomagają. Jakie to są proporcje?

Reklama

To jest tak, że bardzo często ludzie, którzy pracują w związku na etatach, poświęcają się temu ponad swoje możliwości. A jednocześnie słyszysz od osób, które nie są zatrudnione, ale gdzieś tam znajdują się przy tym sporcie, wieczną krytykę i niezadowolenie. Niektórzy nie mają pojęcia o tym, jak to wszystko funkcjonuje, jakie obowiązki mają pracownicy związkowi, co muszą zrobić i że często siędzą po nocach, żeby coś ogarnąć.

To właśnie oni są m. in. od tego, żeby zawodnicy mogli gdzieś pojechać, przylecieć, przyjechać itd. Załóżmy, że zawodnik siedzi na lotnisku, bo ma zmienione nagle godziny lotów. Nie ma opcji, żebyś poszedł spać, a on czekał do rana. Trzeba działać od razu. Podobnie jest z kwestiami współpracy z ministerstwem czy dofinansowaniami. Najbardziej przeszkadza mi rola tzw. działaczy, którzy de facto mało od siebie dają, a wymagają.

W kontekście afery wokół narciarek alpejskich (Aniela Sawicka i Nikola Komorowska – przyp. red.), ale też później, gdy sprawa dotyczyła mężczyzn – Piotra Habdasa i Michała Jasiczka – w mediach pojawiało się nazwisko Andrzeja Kozaka z sugestią, że ten człowiek przez lobbowanie za pewnymi rozwiązaniami miał mieć wpływ na całe to zamieszanie. Jak to wyglądało i jaką rolę pan Andrzej Kozak pełni obecnie z związku albo przy związku?

Pan Andrzej Kozak jest prezesem Tatrzańskiego Związku Narciarskiego i razem z prezesem związku śląskiego pełnili funkcję doradczą zarządu. Czy miał wpływ na te dwie sprawy? Nie wiem. Chyba nie, bo to jednak członkowie zarządu decydują i głosują nad pewnymi rzeczami. Nie ukrywam, że to były trudne decyzje, bo z jednej strony mieliśmy punkty i wytyczne, które mówiły, że ma jechać osoba spełniająca kryteria. Przychodziły też jednak głosy z zewnątrz, że Komorowska ma szansę wystartować w większej liczbie dyscyplin, itd.

Reklama

Na pewno było przy tym za dużo zamieszania. I na pewno związek popełnił błąd, bo zebrakło tego, co jest w pozostałych dyscyplinach: że to trener ma główne zdanie i powołuje zawodników, a zarząd może to jedynie zaakceptować albo nie zaakceptować, ale nie może zmienić. Powtarzam, to był na pewno błąd. Ja sam ubolewam nad tym, że wstrzymałem się od głosu, bo faktycznie wytyczne były dość jednoznaczne i nawet bez głównego punktu w postaci zdania trenera powinienem jasno powiedzieć, że dla mnie jedzie Sawicka.

Jak by pan opisał dzisiaj swoje relacje z prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Radosławem Piesiewiczem? Przed igrzyskami i w ich trakcie były chyba dość napięte.

Pewne rzeczy sobie wyjaśniliśmy, choć nie wszystkie. Na pewno mieliśmy sprzeczne zdanie np. jeśli chodzi o mężczyzn w narciarstwie alpejskim. Smutne jest to, że my dalej w tym kontekście rozmawiamy o dyscyplinie, która, można tak powiedzieć, nie miała na igrzyskach kompletnych szans na wysokie miejsce, oprócz występu Maryny Gąsienicy-Daniel. Dla mnie to jest po prostu śmieszne i śmieszne jest też ingerowanie w decyzję związku ze strony organu zewnętrznego. Decyzja była taka, a nie inna. Polski Komitet Olimpijski ma w swoim statucie, że mogą ją zmienić, więc później nie byliśmy już w stanie nic zrobić w tym kierunku.

To jest oczywiste, że dla dobra sportowców, którzy przygotowywali się do igrzysk, trzeba było te sprawy uciszyć i zrobić wszystko, żeby mieli spokojną głowę. A tu oni byli na świeczniku. No i Małysz z Piesiewiczem.

Reklama

ROZMAWIAŁ: JAKUB RADOMSKI

Fot. Newspix.pl 

WIĘCEJ O SKOKACH NA WESZŁO:

9 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama