Zalewski na wahadle? To zawsze będzie smród w obronie

Patryk Idasiak

01 kwietnia 2026, 08:33 • 7 min czytania 27

Reklama
Zalewski na wahadle? To zawsze będzie smród w obronie

Nicola Zalewski nie nauczy się nagle bronić tak, jak Ashley Cole. Całe życie był piłkarzem ofensywnym i to Jose Mourinho wymyślił mu pozycję wahadłowego, choć też często miał do niego pretensje za to, że zdarzało mu się zawiesić i zapomnieć o kryciu. Tak po prostu z Zalewskim będzie zawsze. Da kilka fajnych akcji do przodu, ale wkalkulować trzeba też jakiś głupi faul, stratę czy błąd w kryciu. Baraż ze Szwecją to Zalewski w pełnej krasie. 

Efektowny gol i asysta do Karola Świderskiego – tyle po stronie konkretów. Świetny mecz, do gabloty.

Świetny, jeżeli oglądało się go tylko w aplikacji do śledzenia wyników. Bezpośredni udział przy dwóch bramkach z marszu determinuje ocenę dla Nicoli Zalewskiego. Pyk, najlepszy w zespole, odfajkowane. Tyle że nie można wahadłowego oceniać tylko na podstawie jego gry ofensywnej, bo ma też inne zadania. Zalewskiemu często brakuje „czutki” dla typowego obrońcy bądź wahadłowego.

I to się niestety nie zmieni… musimy się przyzwyczaić, że bierzemy go z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli akceptując jego wybitne walory w ofensywie, ale i to, że kilka razy braknie go w obronie, bo to pewne jak Techno w trendzie. Wiedziałem, że tak będzie. I ty, jeden z drugim, też pewnie wiedziałeś.

Reklama

Nominalny obrońca zachowałby się inaczej

Chyba można zaryzykować tezę, że normalny lewy obrońca nie dałby się wyprzedzić Elandze w takiej strefie. Podbiegłby do piłki i dopiero tam zablokował skrzydłowego. Nie byłoby z tego kompletnie żadnego zagrożenia. Tymczasem Zalewski najpierw dał się wyprzedzić i jak już był na przegranej pozycji, to zaczął łapać przeciwnika. No i go sfaulował. Tego rzutu wolnego w ogóle nie powinno być.

Później po części zawalił Kamil Grabara, po części też fatalnie ustawiliśmy strefę obrony, bo wszyscy zajęci byli własną pozycją, a Karolowi Świderskiemu na bliższym słupku wyskoczyło dwóch rywali. Kamiński i Zieliński kryli nikogo, a Lagerbielke przebiegł sobie przez całą szerokość szesnastki i nikt na niego nie zwrócił uwagi. Nie będziemy się tutaj teraz wymądrzać, czy lepsze jest krycie indywidualne, czy strefowe, bo nad tym można debatować godzinami.

Ale należy podkreślić, że najgłupszy w tej akcji był faul. Nie powinniśmy w ogóle rozmawiać o kryciu i o tym, czy Kamil Grabara wyszedł z bramki za późno. No ludzie, nie można Zalewskiemu wystawić „siódemki” za to, co on tutaj odwalił w obronie. A nie była to jedyna taka akcja….

Reklama

Kiwior pokazał: „Przejmuj”. Pietuszewski nie przejął, a Zalewski krył nieistotnego dla akcji gracza

Po kolei. Przejdźmy do sytuacji, która przesądziła o naszym odpadnięciu. Było tak:

  • smród po rzucie rożnym, Kamil Grabara pewnie broni strzał Ayariego
  • wyrzuca piłkę niedokładnie do Kiwiora, ten wślizgiem się ratuje i oddaje ją rywalom
  • Nicola Zalewski jest w tym momencie na samym dole ekranu, czekał tam na kontrę jako praktycznie prawy napastnik
  • Szwedzi mają piłkę. Bergvall ucieka Pietuszewskiemu, mija Kiwiora i wrzuca – znów smród, piłkę wybija Kamiński
  • Zalewski broni w zasadzie jako prawa dziesiątka. Najpierw Bednarek, potem Kiwior pokazują ręką, że z lewej strony jest dziura (screen)
  • Pietuszewski nie ogarnia, Kiwior biegnie za niego i zostawia dziurę w strefie. Przegrywa pojedynek przez drybling

  • Nicola Zalewski wraca do swojej strefy, by odciąć od gry kompletnie nieistotnego już dla tej akcji piłkarza – stopera Gustafa Lagerbielke (screen)
  • Pietuszewski jest w tej akcji statystą, nie robi nic, tylko ogląda mecz
  • Lucas Bergvall zostaje sam. To on później odda strzał, który kapitalnie obroni Grabara
  • Zeneli dobija i trafia w słupek, Gyokeres przepycha Wiśniewskiego i odpadamy

Czyli tak, nasz lewy wahadłowy najpierw stwierdził, że nie wróci na swoją pozycję, bo gra toczy się bliżej środka. A skoro już tam jest, to będzie odcinał podanie do tej właśnie strefy. Tylko kiedy naprawdę pojawia się realne zagrożenie, bo Bergvall znajduje się 20 metrów na wprost od naszej bramki, to Zalewski zbiega na swoją flankę, by pilnować totalnie nieistotnego chłopa, który i tak już się z tej akcji zdążył wycofać i nie chce brać w niej udziału.

Reklama

Tak już było w kadrze nie raz i nie dwa

Zalewski w rewanżowym starciu Holandią wystąpił jako ofensywny pomocnik, jedna z dwóch dziesiątek. Wtedy jego miejsce na wahadle zajął Michał Skóraś. Dał się zapamiętać z naprawdę sporej liczby odbiorów, bo aż dziewięciu i dość dobrej noty. W większości spotkań to jednak Zalewski grał na wahadle, a już najczęściej u Michała Probierza, który zawsze kładł nacisk na grę lewą stroną. Piłka do Zalewskiego i jedź chłopie. Za chwilę to samo. I jeszcze raz. Aż do skutku. Szczególnie było to widoczne w Lidze Narodów.

Zalewski miał dryblować i robić przewagę. Wywalczył dwa karne ze Szkocją, strzelił gola z Chorwatami. Bardzo dużo goli również traciliśmy, a za kilka pośrednio bądź bezpośrednio odpowiadał sam Nicola, bo źle się ustawiał jako lewy wahadłowy.

Na przykład bramka Szkotów wzięła się z tego, że piłka trafiła między strefę Zalewskiego i Dawidowicza. Potem było trochę zamieszania w polu karnym i futbolówka wylądowała w bramce. Drugie trafienie? Znów ta sama część boiska, dogranie do McTominaya i 2:2.

Najmniej winilibyśmy Kotorowskiego, a najbardziej – tak na 80% – Pawła Dawidowicza, który swoimi występami w Lidze Narodów wypisał się z kadry. Prezentował się katastrofalnie, popełniał komediowe pomyłki i stał uosobieniem mema reprezentacji Polski. No więc naprawdę fatalnie musiał wyglądać.

Reklama

Niemniej Szkoci bardzo dobrze wiedzieli, że właśnie tamtą strefą trzeba grać. No dobrze, tutaj trochę naciągana wina Zalewskiego. Po prostu rywale dwukrotnie przedarli się jego stroną.

Natomiast idealnym odzwierciedleniem, że to Dr Jeckyll i Mr Hyde, człowiek o dwóch osobowościach piłkarskich był mecz ze Szkocją, po którym spadliśmy do Dywizji B. To od Zalewskiego odkleił się Ben Doak i asystował przy bramce na 1:0 już w trzeciej minucie. Szkoci wyrwali na Stadionie Narodowym zwycięstwo w samej końcówce. Zalewski przegrał pojedynek główkowy z Andrew Robertsonem.

Reklama

Zdarzało mu się mieć też takie momenty, jak z Holandią, kiedy przyprawił nas o mocniejsze bicie serca, bo dwa razy w niezrozumiały sposób postanowił z piłką wbiec we własne pole karne. Za pierwszym razem został sfaulowany, za drugim Denzel Dumfries mu piłkę zabrał i było bardzo groźnie. Jednocześnie pamiętamy też Nicolę z tego samego spotkania z Rotterdamu, jak przeprowadził taki rajd lewym skrzydłem, po którym dograł na nos do Szymańskiego, lecz ten „okradł” go z asysty.

To tylko kilka sytuacji i w większości z nich był potem smród pod naszą bramką, a przecież ile było takich, w których Nicoli brakowało w defensywie, lecz akcja ułożyła się akurat tak, że miał szczęście? Gdyby tak przeanalizować wszystko po 90 minut, a nie tylko kluczowe dla meczu okazje, to trochę by się tego znalazło. Tu nie zdążył, tam go nie było, tam źle się ustawił, ale rywal na przykład niedokładnie podał. I akcja zapomniana. Defensywa zawsze będzie jego mankamentem, to u niego nienaturalne. Zawiechy się przytrafią.

Reklama

W Bergamo już trener to zauważył

Nawet trener Atalanty Rafaelle Palladino zauważył, że znacznie więcej pożytku będzie miał z Nicoli Zalewskiego na dziesiątce. Bo tam śmiało może stracić piłkę, bez konsekwencji wejść w pojedynek i w zasadzie nie zawsze musi pracować w defensywie. Trochę miało to też związek z kontuzją Charlesa De Ketelaere’a i odejściem Ademoli Lookmana. Po meczu z Romą trener chwalił Polaka za fantastyczny występ, przyznając, że nie zagrał na swojej pozycji.

Ale tak mu się na niej spodobał, że wystawił go tam raz jeszcze, jeszcze i jeszcze… i rzadko kiedy później Zalewski występował na lewym wahadle. Może ze dwa czy trzy razy w całym 2026 roku. Przeciwko BVB w 1/16 Ligi Mistrzów dwukrotnie grał na dziesiątce, a z Bayernem jako lewoskrzydłowy, nie wahadłowy.

Bierzemy Zalewskiego z wadami i zaletami

Baraż ze Szwecją pokazał nam już któryś raz, że jeśli Zalewski ustawiony jest na lewym wahadle, to możemy się spodziewać co najmniej kilku efektownych rajdów, „zszywania” rywali, akcji na przebój, ale też i tego, że czasami będzie ustawiony zbyt wysoko, zostawi dziurę bądź podejmie taką decyzję, że wszyscy złapią się za głowę. Gdyby tak piłkę stracił na połowie rywala, to przeszłoby to niezauważone. Zalewskiemu czasami nie włączy się guzik z pozycją na boisku.

To fantastyczny piłkarz, który nie boi się podejmować pojedynków, potrafi zrobić przewagę i warto wykorzystywać jego atuty. Jest dla nas niezastąpiony, sam uwielbiam go oglądać i to nie tylko w barwach narodowych, ale i klubowych. Musimy jednak przyjąć za pewnik, że pojawią się u niego mankamenty w obronie. Wystawianie go na lewym wahadle z automatu oznacza takie kłopoty. Dlatego gol i asysta – fajnie, ale po raz kolejny nie da się jednoznacznie ocenić Nicoli Zalewskiego.

Reklama

screeny pochodzą z wideo TVP Sport i Łączy nas Piłka

CZYTAJ WIĘCEJ O MECZU SZWECJA – POLSKA NA WESZŁO:

Fot. Newspix

27 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026