Graham Potter ciepło wspomina Jakuba Modera i bardziej przejmuje się tym, co stanie się na murawie w Sztokholmie niż kwestią ICE oraz sytuacji wewnętrznej w Stanach Zjednoczonych. Tak, Szwedzi chyba czują się tak pewnie, że przed meczem z Polską postanowili rozprawiać o tym, czy w USA w ogóle jest bezpiecznie.
Potter nie był jednak taki hop do przodu, wolał zachować ostrożność. Można było uśmiechnąć się pod nosem, gdy enty raz powtarzał, że to będzie „nowy mecz, nowa historia”. Albo gdy mówił, że Polska to „mocny zespół, ze świetnymi piłkarzami”, bo byliśmy „tylko trzy punkty za Holandią w grupie eliminacyjnej”.
Tyle że… w sumie nie skłamał. Bo co powiedzieć przed tak ważnym spotkaniem, czyli finałem baraży?
Graham Potter przed Szwecja – Polska: Mówimy o sobie podobne rzeczy
W końcu uśmiechnął się i sam Potter. Gdy usłyszał, że w Polsce wychwalamy Szwedów i spodziewamy się wymagającego spotkania, rzucił:
– Wygląda na to, że mówimy o sobie podobne rzeczy. Macie bardzo dobrze zorganizowany zespół, świetnie korzystacie z umiejętności poszczególnych zawodników w ataku. Macie dobrych piłkarzy, o dużej jakości. Oskar Pietuszewski to ekscytujący talent, ale macie takich wielu. Moglibyśmy rozmawiać o indywidualnościach cały dzień, tyle że to gra zespołowa. Mecz to emocje, psychologia, dyspozycja dnia. To będzie decydujące.
W podobnym tonie wypowiadał się Victor Lindelof. Niestety, głównie po szwedzku, więc najważniejsze, czego się dowiedzieliśmy, to to, że o wyniku „zdecyduje to, kto będzie bardziej chciał”. Z Grahama Pottera też trudno było wyciągnąć więcej. Można było odnieść wrażenie, że jak mantrę powtarza formułkę o tym, że trzeba być gotowym na wszystko i nie da się przewidzieć, co się wydarzy. Selekcjoner szwedzkiej kadry nastawia się… na wszystko i nic.
– Nie chcę przewidywać. Scenariusz może być inny niż w meczu z Ukrainą, możemy mieć piłkę częściej, ale musimy przede wszystkim kreować szanse. W futbolu musisz się dostosować do rywala, adaptować się do sytuacji na boisku. Czasami musimy zaakceptować niską obronę, ale nie chcemy tkwić cały czas pod własnym polu karnym. Ten mecz będzie miał kompletnie inny kontekst niż spotkanie z Ukrainą. Nasza praca jest już skończona, teraz trzeba zaufać piłkarzom – tłumaczył.
Sprzymierzeńcem trenera Pottera będzie Strawberry Arena. Anglik, który doskonale zna szwedzki klimat, bo pracował w tym kraju lata temu, stwierdził, że „to niesamowite, że może grać o mundial przy pełnym stadionie, dla narodu tak kochającego futbol”. O samym mundialu jeszcze nie myśli, tak chyba trzeba założyć na podstawie pytania o… ICE. O sytuację w USA i zagrożenia z tym związane pytał przedstawiciel lokalnych mediów. Otrzymał odpowiedź zdawkową.
– Nie myślę o ICE. Mamy ogromną odpowiedzialność, żeby przygotować się do meczu i nie zajmuje się niczym innym niż jego wygraniem – urwał temat Graham Potter.
Ponownie rozpromienił się, kiedy zagadnąłem go o Jakuba Modera. Piłkarza, z którym pracował bardzo długo, który zrobił u niego duży postęp.
– Spędziliśmy razem fantastyczny okres. Moder to topowy, naprawdę topowy piłkarz i kapitalna osoba. Doznał bardzo groźnej kontuzji, co zmartwiło i nas, i jego, bo robił duże postępy. Bardzo mnie cieszy, że wrócił do zdrowia i gry. Świetnie będzie go znów zobaczyć, życzę mu jak najlepiej, ale… dopiero po tym meczu!
Graham Potter mówił przez pół godziny, jednak chyba ani razu nie wspomniał o Robercie Lewandowskim. Pytania o kapitana i autora trzech goli w dwóch poprzednich meczach ze Szwecją, wziął na siebie siedzący obok Viktor Lindelof. Może to coś osobistego?
CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:
- Różne style bycia. Lewandowski w Szwecji jak Ibrahimović w Polsce?
- Oskar Pietuszewski to pierwszy polski wonderkid
- Kiedyś Borussia, dziś Porto. Zagraniczne tercety w polskiej kadrze
fot. FotoPyK