Do sześciu razy sztuka? Fiorentina wciąż bezlitosna w dwumeczach

Michał Kołkowski

19 marca 2026, 16:17 • 6 min czytania 6

Reklama
Do sześciu razy sztuka? Fiorentina wciąż bezlitosna w dwumeczach

Fiorentina wyrasta pomału na największy postrach polskich klubów w europejskich pucharach. Wprawdzie ekipa z Florencji obecnie wydaje się być „do pyknięcia” – dopiero co zagroziła jej przecież Jagiellonia, a parę lat wcześniej nieco strachu napędził jej również Lech – ale fakty są dla naszych pucharowiczów nieubłagane. Jeżeli Włosi wyrzucą Raków Częstochowa z Ligi Konferencji, będzie to już dla nich szósty triumf w dwumeczu nad oponentem z Polski. Nam jeszcze nigdy nie udało się Violi z europejskich rozgrywek wyrzucić.

Kurczę, no wypadałoby przerwać tę fatalną passę. Zwłaszcza teraz, gdy Fiorentina tak kiepsko sobie radzi na krajowym podwórku.

Kryzys Fiorentiny. Raków nie jest bez szans

Fiorentina nie zastosowała taryfy ulgowej. W meczu… pokazowym

Florencko-polska rywalizacja rozpoczęła się – by użyć baśniowego sformułowania – dawno, dawno temu.

Reklama

A konkretnie – w 1970 roku.

W pierwszej rundzie Pucharu Miast Targowych 1970/71 ekipa Ruchu Chorzów (ówcześni wicemistrzowie Polski) zmierzyła się właśnie z Fiorentiną, która niedługo wcześniej, bo w roku 1969 roku, cieszyła się z triumfu we włoskiej ekstraklasie. Skład Violi trudno jednak z dzisiejszej perspektywy uznać za naszpikowany gwiazdami. W dwumeczu z Ruchem na boisku pojawili się bowiem tacy piłkarze jak Giorgio Mariani, Alessandro Vitali, Luciano Chiarugi, Ugo Ferrante, Giuseppe Brizi, Claudio Merlo czy Giancarlo De Sisti. Tylko ostatni z wymienionych piłkarzy zdołał odegrać znaczącą rolę w seniorskiej reprezentacji Italii. Tymczasem w drużynie Niebieskich wystąpili między innymi Joachim Marx, Eugeniusz Faber, Zygmunt Maszczyk, Bronisław Buła, Jerzy Wyrobek czy Antoni Piechniczek.

Pierwsze spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Na trybunach Stadionu Śląskiego zasiadło – czy raczej: stanęło – około 85 tysięcy kibiców. W rewanżu lepsi okazali się już zawodnicy z Toskanii, którzy zatriumfowali 2:0 i awansowali do kolejnej rundy turnieju. Tam pokonało ich FC Koeln.

Ciekawe, że Fiorentina w znacznie mocniejszym składzie – choćby z Kurtem Hamrinem w ataku – pojawiła się w Polsce trzy lata wcześniej.

Reklama

Włosi przybyli wówczas do Warszawy, by rozegrać mecz pokazowy z reprezentacją Związkowych Klubów Sportowych podczas VI Kongresu Związków Zawodowych. Ten sparing również zakończył się remisem 1:1 i ponoć był naprawdę emocjonujący, choć nie został dokończony. Rywalizację trzeba było przerwać z powodu oberwania chmury. – Najlepszym piłkarzem czwartkowego meczu reprezentacji Związkowych Klubów Sportowych z wioską drużyną AC Fiorentina (1:1) był Zygfryd Szołtysik. Zdobył on w tym meczu przepiękną bramkę – informował „Przegląd Sportowy” z 17 czerwca 1967 roku. – Obserwowanie w akcji piłkarzy włoskich jest dużą przyjemnością. Zawodnicy Fiorentiny – jak należało oczekiwać – doskonale wyszkoleni technicznie, bardzo poważnie potraktowali występ w Warszawie. Nie zastosowali w nim taryfy ulgowej. Starali się grać tak, jak najlepiej potrafią. Chyba najbardziej kibicom warszawskim przypadła do gustu doskonała postawa bramkarza Albertosi, rozgrywającego De Sisti, oraz napastników Cosmy i Hamrina (pisownia oryginalna).

pierwszy mecz Fiorentiny w Polsce zakończył się remisem

źródło: CyfroweMazowsze.pl

Grzegorz Lato nie dał rady Fiorentinie

Pierwszy mecz Ruchu Chorzów z Fiorentiną z 1970 roku był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Dokładnie tego samego dnia, w ramach tych samych rozgrywek i na tym samym stadionie (!) GKS Katowice zmierzył się – i przegrał 0:1 – z Barceloną.

Reklama

16 września 1970 roku musiał być niezwykłym dniem dla wszystkich miłośników futbolu z Górnego Śląska.

Na kolejną konfrontację polskiego zespołu z Violą trzeba było zaczekać prawie trzy dekady. Latem 1999 roku w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów na Fiorentinę trafił Widzew Łódź, który nie był wprawdzie mistrzem Polski, ale w walce o Champions League zastępował zawieszoną Wisłę Kraków. Z, co tu kryć, nienajlepszym skutkiem. Łodzianie byli bowiem bliscy odpadnięcia już w drugiej rundzie kwalifikacji, jednak udało im się odwrócić losy dwumeczu z Liteksem Łowecz (1:4 na wyjeździe, 4:1 u siebie), no i koniec końców przebrnęli dalej po zwycięstwie w serii rzutów karnych. Fiorentina nie miała już jednak dla wicemistrzów Polski zmiłowania. Na Stadio Artemio Franchi gospodarze zwyciężyli 3:1, w rewanżu pyknęli zaś Widzew 2:0.

No ale tamta Viola dysponowała naprawdę potężnym składem, nie ma dwóch zdań. Gabriel Batistuta, Rui Costa, Predrag Mijatović, Francesco Toldo, Angelo Di Livio… Konkretna paka. Łodzianom nie pomógł nawet kunszt trenerski Grzegorza Laty, dla którego był to zresztą ostatni szkoleniowy epizod w karierze.

Reklama

Nieoczekiwanym bohaterem dwumeczu z Widzewem w barwach Fiorentiny został Sandro Cois – środkowy pomocnik, którego raczej nie kojarzono z bramkostrzelności, a tymczasem pokonał zarówno Sławomira Olszewskiego w pierwszym, jak i Marka Matuszka w drugim spotkaniu. W obu meczach szalał także Enrico Chiesa, niestrudzony dręczyciel polskich zespołów w europejskich rozgrywkach. Włoch strzelił gola w rewanżu, a w dwumeczu zaliczył dodatkowo aż trzy asysty.

Dla Widzewa był to – jak na razie – ostatni sezon w europejskich pucharach.

Artur Wichniarek

0:5. Polskie kluby wciąż nie wygrały dwumeczu z Fiorentiną

Kolejne dwumecze zapewne już doskonale pamiętacie, bo to historia najnowsza.

Reklama

W sezonie 2015/16 Lech Poznań znalazł się z Fiorentiną w jednej grupie w Lidze Europy. Kolejorz niespodziewanie pokonał wtedy Włochów 2:1 na ich terenie. W starciu – jak się okazało – późniejszych selekcjonerów reprezentacji Polski. Na ławce trenerskiej Violi zasiadał bowiem Paulo Sousa, a pracę w stolicy Wielkopolski rozpoczynał akurat Jan Urban. W rewanżu kolejnej niespodzianki już nie było – Josip Ilicić dwukrotnie pokonał Jasmina Buricia, no i Lech poległ przy Bułgarskiej 0:2. Finalnie gracze z Poznania zajęli trzecie miejsce w grupie. Fiorentina uplasowała się na drugiej lokacie, ale w fazie pucharowej furory nie zrobiła.

Okazja do rewanżu nadarzyła się Lechowi w ćwierćfinale Ligi Konferencji 2022/23. Zespół dowodzony przez Johna van den Broma długo imponował wówczas szczelną defensywą na europejskiej arenie, no ale Viola brutalnie skruszyła ten poznański mur, pokonując Lecha 4:1 na jego terenie. Mogło się zatem wydawać, że dwumecz został rozstrzygnięty już po 90 minutach. I chyba do takiego wniosku doszli nawet sami zawodnicy z Florencji, ponieważ w rewanżu dali się zaskoczyć. Lech po 69. minutach drugiego starcia prowadził na Stadio Artemio Franchi aż 3:0. Trzeba było bramki będącego już po drugiej stronie rzeki Artura Sobiecha, by Włosi zdali sobie sprawę, jak wielka grozi im kompromitacja. Wzięli się więc wreszcie w garść i zredukowali rozmiary porażki do wyniku 2:3.

Niedawny dwumecz z Jagiellonią miał jeszcze bardziej dramatyczny przebieg, bo piłkarzom z Białegostoku udało się doprowadzić do dogrywki za sprawą hat-tricka Bartosza Mazurka. No ale Fiorentina ponownie umknęła katu spod topora i, mimo presji, zdołała przypieczętować awans.

Reklama

A zatem było ciekawie, parę razy zapachniało sensacją, ale w ostatecznym rozrachunku – Fiorentina wciąż odziera rywali z Polski ze złudzeń.

Fiorentina z polskimi drużynami w europejskich pucharach:

  • 1970/71 – 2:0, 1:1 z Ruchem Chorzów (1. runda Pucharu Miast Targowych)
  • 1999/2000 – 3:1, 2:0 z Widzewem Łódź (3. runda el. Ligi Mistrzów)
  • 2015/16 – 1:2, 2:0 z Lechem Poznań (faza grupowa Ligi Europy)
  • 2022/23 – 4:1, 2:3 z Lechem Poznań (ćwierćfinał Ligi Konferencji)
  • 2025/26 – 3:0, 2:4 p.d. z Jagiellonią Białystok (1/16 finału Ligi Konferencji)
  • 2025/26 – 2:1, ?? z Rakowem Częstochowa (1/8 finału Ligi Konferencji)

Lech i Jaga odpadały z Violą po pasjonujących bojach, owszem. Ale „pięknych porażek” to mamy akurat w polskim futbolu pod korek.

Jednak Raków już raz udowodnił, że potrafi rozbroić drużynę kojarzoną z gnębienia przedstawicieli Ekstraklasy w Europie. Mamy tu oczywiście na myśli historię z 2023 roku i triumf Medalików w dwumeczu nad Karabachem Agdam. No to może i z Fiorentiną się w końcu uda?

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

6 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Konferencji

Ekstraklasa

Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji

Paweł Paczul
31
Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji
Ekstraklasa

Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?

Mikołaj Duda
41
Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?