Joan Laporta zrobił to po raz trzeci. W wyborach na prezydenta FC Barcelony odniósł wyraźne zwycięstwo, zdobywając ponad dwie trzecie głosów socios (68,18%) i zapewniając sobie mandat do rządzenia klubem do 2031 roku. Jeśli dokończy tę kadencję, łącznie spędzi na stanowisku aż 17 lat. Co to oznacza dla Blaugrany?
Wieczór w trakcie i po ogłoszeniu wyników był szalony w wykonaniu Laporty. Po sieci poniosły się viralowe filmiki tańczącego i śpiewającego prezydenta-elekta. Po serii wywiadów Laporta pojawił się około trzeciej nad ranem w klubie Luz de Gas, gdzie śpiewał hymn Barçy i piosenki z czasów Rijkaarda i Guardioli, a do domu wrócił dopiero o piątej. Po przebudzeniu zadzwonił do mamy.
Mariachi, taniec i deklaracja, że “teraz jesteśmy nie do zatrzymania”, zamknęły kampanię, która była głośna, momentami chaotyczna, ale ostatecznie przyniosła wynik, jakie wszyscy się spodziewali.
Spis treści
- Joan Laporta wciąż prezydentem FC Barcelona. Za co jest krytykowany?
- Flor en el culo
- FC Barcelona i Victor Font. Projekt przyszłości?
- Jak Xavi zburzył swoją legendę i nie pomógł Victorowi Fontowi?
- Joan Laporta vs Victor Font. Debaty, hałas i komunikacyjne potknięcia
- Joan Laporta i taktyka obronna
- Leo Messi i nieużyty “przycisk atomowy”
- Futbol sprawił, że Joan Laporta wygrał wybory
- Co wygrana Joana Laporty oznacza dla Barcelony?
- CZYTAJ WIĘCEJ O BARCELONIE NA WESZŁO:
Joan Laporta wciąż prezydentem FC Barcelona. Za co jest krytykowany?
Choć prezydent podkreślał stabilizację, postępującą przebudowę Camp Nou i nowe przychody, część mediów i ekspertów wskazywała, że dług Barcelony wciąż pozostaje ogromny, a kontrowersyjne “dźwignie finansowe” – czyli sprzedaż przyszłych przychodów – mogą długofalowo ograniczyć możliwości klubu. Krytycy zwracali uwagę, że takie decyzje były rozwiązaniem krótkoterminowym i obarczonym ryzykiem, ponieważ oznaczają oddanie części kontroli nad przyszłymi dochodami w zamian za natychmiastową płynność.
Kolejnym elementem była krytyka stylu zarządzania Laporty oraz funkcjonowania jego otoczenia. Rywale polityczni zarzucali mu nadmierny personalizm, populistyczny sposób prowadzenia kampanii i poleganie na nieformalnych doradcach, jakim jest np. jego były szwagier Alejandro Echevarria, który oficjalnie nie ma żadnego stanowiska w klubie, ale cieszy się sporym szacunkiem – także wśród piłkarzy. Podnoszono także, że w debacie publicznej Laporta częściej odwoływał się do emocji niż do konkretnych reform instytucjonalnych.
Do tego wiele afer: sprawa Negreiry, przesadnie wysoka prowizja dla agenta za negocjacje z Nike, umowa z Demokratyczną Republiką Konga, kwestia Superligi, podejrzane powiązania biznesowe wokół niektórych operacji finansowych czy napięcia instytucjonalne z ligą i innymi klubami. Wszystko to tworzyło obraz prezydentury skutecznej w gaszeniu pożarów i generowaniu nowych źródeł przychodów, ale jednocześnie obciążonej dużą dawką ryzyka i decyzji podejmowanych w warunkach permanentnego kryzysu.
Flor en el culo
W hiszpańskim słowniku funkcjonuje dosadne powiedzenie: tener la flor en el culo. (“Mieć kwiatka w tyłku”). Oznacza ono człowieka, któremu w kluczowych momentach sprzyja los. W ostatnich latach Laporta wielokrotnie sprawiał wrażenie prezydenta który ma niebywałe szczęście i tzw. “czutkę” przy podejmowaniu określonych decyzji. Wypuścił Messiego – a wkrótce potem pojawił się Lamine Yamal. Odeszli Jordi Alba i Sergio Busquets – a ich miejsce zajęli Alejandro Balde i Marc Bernal. Era Gerarda Piqué dobiegła końca – a Pau Cubarsí stał się symbolem nowego pokolenia.
Kiedy latem 2022 roku zaryzykował z “dźwigniami finansowymi”, trafił z każdym gotówkowym transferem:
- Jules Kounde,
- Raphinha,
- Robert Lewandowski.
Kosztowali klub aż 150 mln euro, ale każdy z nich okazał się kluczowy. Gdy z kolei były problemy z rejestracjami, piłkarze tacy jak Andreas Christensen, Gavi czy Ter Stegen doznawali długotrwałych kontuzji, co pozwalało zapisać w ich miejsce nowych graczy do rozgrywek.
Największym trafieniem okazało się jednak zatrudnienie Flicka. Niemiec przywrócił drużynie dynamikę i wiarę, że Barcelona może znów walczyć o wszystko, ale przede wszystkim wprowadził zupełnie inny styl zarządzania szatnią, oparty na dyscyplinie. Kryzys finansowy i sportowy przekształcił się w proces generacyjnej odnowy.
FC Barcelona i Victor Font. Projekt przyszłości?
Głównym kontrkandydatem Laporty był Víctor Font – przedsiębiorca, który od lat budował wizerunek człowieka przygotowanego na przejęcie sterów w klubie. Jego wizja Barcelony była klarowna: większa profesjonalizacja struktur, odejście od personalizmu w zarządzaniu oraz mocne zakorzenienie w katalońskiej tożsamości i modelu La Masii. Font przedstawiał się jako kandydat przyszłości – ktoś, kto potrafi zarządzać klubem jak nowoczesną organizacją sportową, nie tracąc przy tym jego DNA.
Paradoks polegał na tym, że jego kampania w dużej mierze koncentrowała się na przeszłości. Kluczowym elementem przekazu stała się kwestia Leo Messiego. Font zapowiadał, że pierwszy telefon po wyborach będzie do Leo, choć wcześniej krytykował Laportę za opieranie kampanii w 2021 roku na obietnicy zatrzymania Argentyńczyka. Jednocześnie podkreślał, że nie chce wykorzystywać legendy w celach politycznych – po czym regularnie do niej wracał.
Mówił o Barcelonie jutra, ale najgłośniejsze momenty jego kampanii dotyczyły Barcelony wczoraj.

Victor Font
Font próbował też zbudować alternatywny model zarządzania sportowego. Zamiast jednego dyrektora w osobie Deco – “triumwirat”: Carles Planchart, Francesc Cos i Albert Puig (ten ostatni z przeszłością w klubie, jeden z odkrywców Lamne Yamala). W tym samym czasie otwarcie deklarował, że nie widzi miejsca dla Deco, którego zatrudnienie interpretował jako symbol “klubu rodzinnego”, którym rządzi słynny były szwagier Laporty Alejandro Echevarria.
Projekt Fonta miał być bardziej instytucjonalny, mniej zależny od relacji personalnych.
Jak Xavi zburzył swoją legendę i nie pomógł Victorowi Fontowi?
Formalne poparcie Xaviego Hernándeza miało być jednym z najmocniejszych argumentów Fonta. Wywiad byłego trenera dla La Vanguardii – dziennika sprzyjającemu Fontowi – z ostrymi zarzutami wobec Laporty, m.in. o rzekome odrzucenie powrotu Messiego w 2023 roku, wywołał duże zainteresowanie, lecz nie stał się punktem zwrotnym. Wielu socios patrzyło na tę krytykę przez pryzmat sportowej rzeczywistości: drużyna pod wodzą Xaviego była coraz słabsza, a jego następca potrafił z tym samym rdzeniem kadry przywrócić jej blask.
Wywiad ten ukazał się tuż przed pierwszą debatą i odbił się szerokim echem, ale tak naprawdę Xavi nie ujawnił niczego, co mogłoby skompromitować Laportę. Słaba forma zespołu pod jego wodzą odbierała mu wiarygodność. Argumenty Xaviego, że został zwolniony przez byłego szwagra prezydenta czy że Laporta nie chciał powrotu Messiego można było łatwo odbić. Wymiana Katalończyka na Niemca to był przecież strzał w dziesiątkę, a drużyna odbudowała się bez Leo i ma już innego 18-letniego geniusza z “dziesiątką” na plecach. Xavi nie pomógł tym Fontowi, a dodatkowo zaszkodził sobie, bo według wielu socios jego legenda została splamiona.
Joan Laporta vs Victor Font. Debaty, hałas i komunikacyjne potknięcia
Dwie główne debaty kampanii – organizowane przez media grupy Godó oraz przez Catalunya Ràdio i TV3 – nie przyniosły wyraźnych rozstrzygnięć ani momentu, który mógłby zmienić dynamikę wyborczej rywalizacji. Kandydaci przerywali sobie nawzajem, wracali do tych samych zarzutów i budowali narracje, które rzadko miały czas wybrzmieć do końca. W efekcie socios oglądali polityczny teatr, w którym ważniejsza od argumentów była zdolność narzucenia swojego tonu – a w tym Laporta czuje się jak ryba w wodzie.
Víctor Font wielokrotnie wracał do tematu odejścia Leo Messiego, zarzucając Laporcie wprowadzenie socios w błąd podczas poprzedniej kampanii. “Okłamałeś socios w sprawie Messiego!” – powtarzał. “To ty kłamiesz, bo straszyłeś socios, że zamienimy klub w SA!” – ripostował. I tak dalej… Kolejne rundy polegały raczej na podkreślaniu dawnych sporów niż na prezentowaniu nowych rozwiązań.
W kampanii pojawiały się także komunikacyjne potknięcia. Jednym z najbardziej komentowanych momentów było użycie przez Fonta określenia „Barça Negreiry”, mającego uderzyć w wizerunek obecnego zarządu w kontekście trwającej afery. Laporta natychmiast odwrócił jednak ten argument, sugerując, że rywal w istocie deprecjonuje najlepszą sportowo erę w historii klubu. Próba politycznego ataku zamieniła się w komunikacyjnego samobója.
Podobny mechanizm można było dostrzec w sprawie skargi jednego z socios na podejrzane działania prezydenta i jego zarządu. Choć sąd ostatecznie uznał ją za bezpodstawną, temat zdążył wcześniej wybrzmieć w kampanii. Laporta zarzucał potem Fontowi, że to on dla własnych celów nadał tej skardze wiarygodność, nie czekając na rozstrzygnięcia.

Joan Laporta i taktyka obronna
Laporta prowadził kampanię w oparciu o prostą ideę: dokończyć to, co zostało rozpoczęte. Defensem el Barça (“Bronimy Barçy”) było nie tylko hasłem, lecz także próbą zdefiniowania przeciwnika. W tej narracji zagrożeniem był zarówno zewnętrzny wróg “oddalony o 600 kilometrów”, jak mówiono w kampanii o Realu Madryt, ale też “technokrata” Font – “człowiek Excela i PowerPointa” – jak powtarzał nieustannie Laporta. “Klubem nie da się zarządzać, jakby to była firma” – podkreślał prezydent.
Drugim filarem Laporty była harmonia w pionie sportowym. Amb Flick en la banqueta i amb Deco en los despachos (“Z Flickiem na ławce i z Deco w gabinetach”) – kolejny slogan prezydenta-elekta. Relacja między Hansim Flickiem a Deco stała się symbolem stabilizacji. Laporta konsekwentnie podkreślał, że sukces drużyny jest efektem współpracy, której nie należy przerywać. Wybór Fonta, zapowiadającego zmiany personalne, mógł oznaczać ryzyko utraty nie tylko portugalskiego dyrektora sportowego, ale również Hansiego Flicka – scenariusz grozy dla cules.
Leo Messi i nieużyty “przycisk atomowy”
Nazwisko Leo Messiego stało się jednym z najczęściej przywoływanych symboli tej kampanii, choć sam zainteresowany konsekwentnie trzymał się z dala od politycznych sporów wokół klubu. W katalońskich mediach zaczęto mówić o “przycisku atomowym”, który Argentyńczyk miał pod palcem – wystarczyło jedno zdanie, by radykalnie zmienić dynamikę wyborczej rywalizacji. Z każdym kolejnym dniem jego milczenie zaczynało jednak działać na korzyść urzędującego prezydenta.
Pojawia się natomiast pytanie, jak wiele taki głos Argentyńczyka by zmienił. Gdyby Messi opowiedział się po stronie rywala Laporty, mielibyśmy właściwie spór nie Laporta – Font, a Messi – Flick.
Czy socios bardziej zależałoby na tym, by naprawić relacje z Leo i godnie go pożegnać, co obiecywał Font, czy może uznaliby, iż w tym momencie najważniejsza jest drużyna, która jednak stoi murem za Laportą. Wygląda na to, że cules pogodzili się już z odejściem Messiego i choć na pewno chcieliby znów go zobaczyć na murawie nowego Spotify Camp Nou, to w tym momencie nostalgia ustąpiła miejsca pragmatyzmowi. Ważniejszy okazał się komfort Flicka, Lamine’a, Pedriego, Raphinhi i spółki.
Futbol sprawił, że Joan Laporta wygrał wybory
Ostatecznie to futbol okazał się decydujący. Barcelona gra dobrze, walczy o trofea i odzyskała poczucie tożsamości. Flick nie wypowiedział przed wyborami jednoznacznego poparcia dla żadnego z kandydatów, ale jego relacja z Laportą była czytelna. W klubie takim jak Barça trenerzy często stają się nieformalnymi ambasadorami projektów prezydenckich, a Niemiec czuł się częścią projektu Laporty.
Wiele mówi też sam dzień wyborów. Laporta pojawił się rano pod Camp Nou, witając członków komisji i wprowadzając do urn m.in. Sergio Busquetsa oraz Aitanę Bonmatí, a także Danny Cruyff, wdowę po Johanie, którego historię – zdaniem Fonta – Laporta sukcesywnie plamił. Po rozgrywnym tego dnia meczu z Sevilą (5:2) zagłosować poszli piłkarze: Dani Olmo, Marc Bernal, Marc Casadó, Fermin, Pedri, Pau Cubarsi, Raphinha, Ronald Araujo i Gavi. Kamery uchwyciły moment, gdy po oddaniu głosu zawodnicy celebrowali z Laportą, ściskając się w kółku i skacząc.
To znów pokazało różnicę między temperamentami kandydatów. Podczas gdy Laporta ściskał się z głosującymi na niego ważnymi osobistościami i legendami, Font zaniedbał swojego największego poplecznika – Xaviego. Były trener przybył do punktu i oddał głos sam – nie ma w sieci ani jednego zdjęcia z Fontem w dniu wyborów.
Kolejny kontrast: Członkowie zarządu Laporty zebrali się w punkcie wspólnie, oddali głos po czym robili sobie zdjęcia z prezydentem. Tymczasem osoby przymierzane do stanowisk w projekcie Fonta głosowały osobno, jakby nie miały ze sobą dużo wspólnego. To pokazuje dlaczego mimo wielu afer i kłopotów Laporta nadal cieszy się wielką sympatią wśród cules.
Co wygrana Joana Laporty oznacza dla Barcelony?
Wyborczy triumf Joana Laporty oznacza przede wszystkim kontynuację obecnego kierunku – zarówno na poziomie sportowym, jak i instytucjonalnym. Socios jasno pokazali, że w momencie względnej stabilizacji nie chcą ryzykować gwałtownej zmiany modelu zarządzania.
Projekt oparty na współpracy Hansiego Flicka z Deco, stopniowej generacyjnej odnowie zespołu oraz dokończeniu kluczowych inwestycji infrastrukturalnych – z nowym Spotify Camp Nou na czele – otrzymał silny mandat społeczny. To także sygnał, że w klubie o takim modelu emocje i wyniki sportowe nadal mają ogromną siłę polityczną. Jeśli drużyna wygrywa, łatwiej jest zaakceptować kontrowersje czy styl zarządzania, który w innych okolicznościach mógłby budzić większy opór.
Jednocześnie wynik wyborów pokazuje, że Barcelona wchodzi w etap, w którym przeszłość przestaje być głównym punktem odniesienia. Tematy takie jak odejście Messiego, relacje z dawnymi legendami czy spory o interpretację najlepszych lat w historii klubu wciąż wywołują emocje, lecz nie determinują już decyzji większości socios. Skoro obecny projekt sportowy daje nadzieję na trofea, a młode pokolenie wychowanków zaczyna nadawać ton drużynie, to najważniejsze staje się utrzymanie ciągłości.
Nie oznacza to jednak, że najbliższe lata będą wolne od napięć. Klub wciąż musi zmierzyć się z konsekwencjami wcześniejszych decyzji finansowych, dokończyć kosztowny projekt Espai Barça i znaleźć trwały model równowagi między ambicjami sportowymi a stabilnością ekonomiczną. Wyborcy postawili na człowieka, który już nie raz przeprowadzał klub przez epokową transformację i ponownie obiecuje doprowadzić rozpoczęte procesy do końca.
Być może ta kadencja nie będzie naznaczona już ciągłym drżeniem o finansowe fair play czy słynną zasadę 1:1. Laporta i jego ludzie zapewniają, że latem ten koszmar się skończy. I być może to będzie prawdziwy test. Wcześniej ograniczone środki sprzyjały temu, by stawiać na La Masię i nie szaleć na rynku transferowym. Pytanie, czy teraz gdy pojawi się pokusa zrekompensowania tych chudych lat, Laporta postanowi w końcu sięgnąć głębiej do kieszeni, ryzykując, że może nie efekt “kwiatka w tyłku” przestanie działać.
*Dla początkujących typerów freebety bez depozytu są dobrym startem. Później można sięgnąć po bardziej rozbudowane bonusy bukmacherskie.
CZYTAJ WIĘCEJ O BARCELONIE NA WESZŁO:
- Flick zakończy karierę w Barcelonie! „Mój ostatni klub”
- Wojciech Szczęsny spełnił marzenie chorego chłopca
MATEUSZ DONIEC
fot. Newspix