Doczekał się Mileta Rajović! Po ponad pięciu miesiącach od ostatniego gola znów wpisał się na listę strzelców w meczu Ekstraklasy. To wystarczyło, by pragmatyczna Legia pokonała kompletnie bezradną w ofensywie Cracovię.
Cracovia znów w ostatnich tygodniach pokazała się ze słabej strony. Przede wszystkim zawiódł atak, w którym nie było nikogo, o kim można byłoby powiedzieć cokolwiek pozytywnego. Jedyne o co mogła realnie powalczyć to o dowiezienie bezbramkowego remisu. To się nie udało, bo inne plany miał duet stoperów Henriksson – Traore.
Legia Warszawa – Cracovia 1:0. Gol Rajovicia wystarczył do zwycięstwa
Cracovia wyszła niezwykle naładowana na to spotkanie. Chciała, jak najszybciej odebrać piłkę, mocno utrudniając rozegranie stoperom Legii. Dobrze wyglądał środek pola Pasów, a w szczególności Amir Al Ammari, który co rusz popisywał się podaniami z najwyższego poziomu. Jedno z nich mogło się nawet zakończyć golem. Kapitalnie za linię obrony rywala wbiegł Mauro Perković, ale uprzedził go Hindrich.
Mileta Rajović zaczął ten mecz na ławce rezerwowych, ale szybko skorzystał na urazie Antonio Colaka, a niedługo później na nieporadności stoperów Cracovii. Henriksson wsadził na konia Traore – on w późniejszej części meczu popisał się równie fatalnym zagraniem – poszła akcja Legii i stało się! Duński napastnik nieustępliwie poszedł na piłkę i gdy ta już znalazła się pod jego nogami to zdołał wcelować do bramki. Gol, jak wiele innych, ale w przypadku Rajovicia był to naprawdę spory wyczyn.
𝐌𝐈𝐋𝐄𝐓𝐀 𝐑𝐀𝐉𝐎𝐕𝐈𝐂́! 🔥
Przełamanie napastnika Legii! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/F9YtbYhruH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 8, 2026
Bramka nieco zdjęła presję z Legii. Grała z większą swobodą, lepiej radziła sobie z pressingiem przeciwnika, jako całość dobrze funkcjonowała w obronie i co jakiś czas potrafiła wyjść z atakiem. Znów, nic wielkiego, ale mając w pamięci, jak wyglądali ci sami piłkarze jeszcze kilka tygodni temu, to postęp jest ewidentny.
A Cracovia? Niby miała większe posiadanie piłki, kilkoma podaniami potrafiła szybko przenieść grę pod pole karne przeciwnika, ale na koniec nie przekładało się to na konkrety. Piłkarze Luki Elsnera nie mieli pomysłu, jak dobrać się Legii do skóry, a najlepszym tego dowodem jest fakt, że przez całą pierwszą połowę oddali jeden celny strzał i to taki, który Hindrich obroniłby nawet z zamkniętymi oczami. Cracovia to zespół groźny w szybkich atakach, ale w grze pozycyjnej wygląda już bardzo mizernie. Podopieczni Marka Papszuna z pełną premedytacją to wykorzystywali.
Pragmatyczna Legia dowiozła korzystny wynik
Legia nie zawsze siliła się, by za wszelką cenę podchodzić wysokim pressingiem i odbierać piłkę, jak najbliżej bramki Cracovii. Niejednokrotnie pozwalała, by akcja toczyła się na jej połowie, ale jednocześnie tak daleko, by nie mogło się z tego urodzić nic groźnego. Wreszcie w tym zespole w pełni widać rękę trenera. Bez trudu byśmy potrafili wskazać, że to drużyna prowadzona przez Marka Papszuna. Bez fajerwerków i wesołego futbolu, ale do bólu pragmatyczna i skuteczna. Jasnym sygnałem trenera, dotyczącym pomysłu na grę był fakt, że na kilkanaście ostatnich minut Elitima zastąpił Artur Jędrzejczyk.
Prawdę mówiąc, Legia nie potrzebowała silić się na coś większego. Taka gra była w pełni wystarczająca, by bez większych zawirowań dowieźć korzystny wynik do ostatniego gwizdka arbitra. Cracovia była kompletnie bezradna, a z biegiem czasu coraz bardziej nie wiedziała w jaki sposób zaatakować, by stworzyć sobie jakąkolwiek dobrą okazję. Najlepsze szanse na gola goście mieli po bezmyślnych faulach rywala, jednak z otrzymanych prezentów też skorzystać nie potrafili.
Zaznaczmy, Legia po piątym meczu z rzędu bez porażki wydostała się ze strefy spadkowej i wygląda na zbyt poukładaną, by realnie liczyć się w walce o spadek. A dla Cracovii było to kolejne mizerne spotkanie w ostatnich tygodniach i właściwie pokazało, że dla tego zespołu emocje w tym sezonie już się skończyły. Ustatkowała się w środku tabeli i tak wygodnie ulokowana dociągnie do końca sezonu.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Pogoń tak słaba, że nawet Makuch jej strzela
- Kosztowne demolki. Stadion Widzewa (znowu) polem bitwy
- Górak: Murawa w Radomiu ma deficyty. Bardzo duże deficyty
Fot. Newspix