Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Jan Broda

Autor:Jan Broda

03 marca 2026, 23:27 • 4 min czytania 12

Reklama
Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Barcelona zrobiła wszystko, by dokonać kolejnej, historycznej remontady na Camp Nou. No, prawie wszystko, bo w rewanżu strzeliła tylko trzy gole – o jednego za mało w porównaniu z Atletico z pierwszego meczu. To bodaj najsłodsza porażka w karierze Diego Simeone, który świętuje pierwszy od sezonu 2012/13 awans do finału Pucharu Króla.

Remontada – to słowo w ostatnich dniach odmieniano przez wszystkie przypadki w Barcelonie. Pomimo porażki 0:4 w pierwszym meczu, nikt w stolicy Katalonii nie stracił wiary w odwrócenie losów dwumeczu, mając w pamięci legendarne odrabianie bramkowych strat z PSG w Lidze Mistrzów.

– „Chcemy sprawić, by niemożliwe stało się możliwe”; „nie poddamy się”; „trzeba wierzyć”; „możemy to zrobić”; „wszystko jest możliwe” – to tylko niektóre z wypowiedzi Hansiego Flicka sprzed pierwszego gwizdka.

Reklama

Barcelona – Atletico Madryt 3:0. Barca żegna się z Pucharem Króla

Sama nadzieja na kolejny historyczny cud przeciwko Atletico, które w trwającej półtorej dekady erze Cholo Simeone nigdy nie przegrało różnicą czterech goli w rywalizacji z hiszpańskim zespołem, to było za mało. Zwłaszcza, że w całej historii Copa del Rey tylko raz drużyna podniosła się w rewanżu po przegranej różnicą czterech goli. Tej sztuki dokonał jedynie Real Madryt w… 1975 roku.

Skala trudności była więc piekielnie trudna. To jednak nie zniechęcało bojowo nastawionej Blaugrany. Wprost przeciwnie. Już od początku Katalończycy rzucili się do agresywnych ataków, dając do zrozumienia, że przedmeczowe słowa nie były rzucane na wiatr. Gdy po niespełna dwóch minutach Juan Musso opuszkami palców wybronił bombę Fermina z dystansu, po której pomocnik Barcy natychmiast zaczął energicznie zagrzewać publiczność do bardziej zagorzałego dopingu, szybko stało się jasne, że Atletico tego wieczora na Camp Nou będzie musiało sporo wycierpieć, by po raz pierwszy od sezonu 2012/13 awansować do finału Pucharu Króla.

Barcelona potrzebowała szybko strzelonego gola i nie zwlekała z realizacją. Od pierwszych chwil gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie madrytczyków. Próbował wspomniany Fermin, a także Pedri, Raphinha, Cubarsi, Ferran Torres oraz Lamine Yamal, jednak żadnemu z nich nie udało się skruszyć muru przed bramką Musso. Przez blisko pół godziny Atleti dobrze broniło się w głębokiej defensywie, nie dając napędzonym gospodarzom wypracować stuprocentowej sytuacji.

Reklama

Wszystko mógł zmienić indywidualny błąd. I tak też się stało, kiedy to ww 29. minucie Marc Bernal znalazł się bez krycia w polu karnym. Osamotnionego 18-latka przed bramką wypatrzył Raphinha, który obsłużył go podaniem po rajdzie lewą stroną boiska, a ten dostawił nogę i zapoczątkował długo wyczekiwany pościg.

 

Reklama

Tuż przed przerwą Barca dołożyła drugie trafienie. Marc Pubill sfaulował wbiegającego w pole karne Pedriego, sędzia wskazał na wapno, do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Raphinha i zrobił swoje. Atletico mogło podwójne pluć sobie w brodę, bo chwilę wcześniej doskonałą sytuację po uderzeniu głową zmarnował Ademola Lookman.

Reklama

Drugą połowę Barcelona musiała zagrać co najmniej tak, jak pierwszą – zdobyć kolejne dwie bramki, by dokonać upragnionego cudu. Cuda w bramce tymczasem wyczyniał Musso, który bronił jak w transie. Gospodarzom brakowało klinicznego strzelca w osobie Roberta Lewandowskiego, który pauzował z powodu złamanego oczodołu. Zastępujący go na szpicy Ferran nic nie wskórał, podobnie jak Marcus Rashord, który zmienił go w 64. minucie.

W 72. minucie Bernal znów błysnął i wykończył akcję po dośrodkowaniu Cancelo. 3:0, Camp Nou ponownie uwierzyło, że jest świadkiem kolejnej historycznej remontady.

Reklama

Minuty upływały, ale na tablicy wyników wciąż brakowało czwórki z przodu. 21 strzałów, 72 proc. posiadania piłki, 15 rzutów rożnych, 41 kontaktów w polu karnym przeciwnika okazało się niewystarczające. Cierpienie i tytaniczna praca Atletico, w przeciwieństwie do mitologicznego Syzyfa, nie poszły na marne.  Los Colchoneros w bólach dowieźli przewagę w dwumeczu do końca.

Reklama

Po 13 latach przerwy drużyna Simeone ponownie wystąpi w finale Pucharu Króla. Zmierzy się w nim z którymś z baskijskich klubów – Atlethikiem Bilbao lub Realem Sociedad.

FC Barcelona – Atletico Madryt 3:0 (2:0)

  • 29′ Bernal – 1:0
  • 45’+5 Raphinha – 2:0
  • 72′ Bernal – 3:0

CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

12 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga