Bayern już wita się z gąską. Der Klassiker dla Bawarczyków

Marcin Ziółkowski

28 lutego 2026, 20:53 • 6 min czytania 4

Bayern już wita się z gąską. Der Klassiker dla Bawarczyków

Wynik 114. ligowego Der Klassikera miał uzmysłowić zaangażowanym drużynom co czeka je w ostatnim etapie sezonu. Tak też się stało. Bayern Monachium po emocjonującym spotkaniu wygrał w Dortmundzie z Borussią 3:2, a bohaterem ostatnich minut okazał się Joshua Kimmich. Harry Kane wykonał kolejny krok (a dokładniej – dwa) w stronę pobicia rekordu bramkowego Roberta Lewandowskiego. Anglik po niemieckim hicie ma już 30 trafień i do wyrównania wyniku Polaka pozostało mu 11 trafień.

Reklama

Borussia w kończącym się tygodniu wypadła z gry o jakiekolwiek trofeum. Bayern może powoli planować mistrzowską fetę po zakończeniu sezonu.

Okoliczności meczu

Hit ligi niemieckiej w rundzie wiosennej był meczem o być albo nie być dla tego sezonu BVB. Podopieczni Niko Kovaca odpadli bowiem w Lidze Mistrzów, pomimo dwubramkowej zaliczki po meczu u siebie z Atalantą Bergamo. Drużyna Raffaele Palladino wygrał w rewanżu 4:1 i po karnym Lazara Samardzicia w ostatniej akcji spotkania wywalczyła awans.

Reklama

Drużynie z Signal Iduna Park pozostała więc walka o mistrzowski tytuł w lidze. Bayern nie musiał grać baraży o 1/8 finału Ligi Mistrzów, z uwagi na miejsce w TOP 8 fazy ligowej. Ośmiopunktowa zaliczka przed najważniejszym spotkaniem ligowym w sezonie była bezpiecznym buforem, a zwycięstwo – pozwoliłoby metaforycznie położyć jedną rękę na trofeum za mistrzostwo Niemiec.

Niko Kovac przed meczem musiał zmierzyć się z kolejnym urazem Carneya Chukwuemeki. Chorwat zdecydował się też, aby posadzić na ławce Sehrou Guirassy’ego, a także Ramy’ego Bensebainiego. Zawodnicy z Afryki są w trakcie Ramadanu i, jak sam Kovac przyznał – musi dbać o swoich podopiecznych. W Bayernie do gry wrócił Konrad Laimer.

Schlotterbeck bez zahamowań, a atak Bayernu bez wyrazu

Rywalizacja w Dortmundzie od początku była zdominowana przez intensywność. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że mamy na Signal Iduna Park mecz z gatunku hitu Premier League.

Brakowało jednak konkretów pod bramkami, choć to Bayern w pierwszej fazie spędzał więcej czasu na połowie rywala. Gospodarze umiejętnie neutralizowali Harry’ego Kane’a, który tak jak Luis Diaz – nie miał ani jednej realnej okazji na gola. Niewidoczny był też Michael Olise.

Ważnym momentem tego meczu było wejście Nico Schlotterbecka. Ucierpiał Josip Stanisić. Sven Jablonski o dziwo nie wyrzucił obrońcy z boiska – sytuacja ta co nieco zaskoczyła kibiców, komentujących to spotkanie w Internecie.

Choć z powodu kartek brakowało Juliana Ryersona, to BVB miała Daniela Svenssona. Dośrodkowanie Szweda z rzutu wolnego zakończyło się idealnie, bowiem na głowie Nico Schlotterbecka. Defensor, który parę minut wcześniej uniknął czerwonej kartki, dał prowadzenie gospodarzom.

Bayernowi mało co wychodziło w pierwszej połowie. Najlepszym przykładem tego było wyprowadzenie na wolne pole Konrada Laimera. Austriak przyjmując piłkę trafił się wkrótce potem w rękę. Możliwe, że z tej okazji mogło wywiązać się poważne zagrożenie, ale tego już nigdy się nie dowiemy.

Choć brakowało piłkarskiej jakości pod bramkami to fani Bayernu z całą pewnością mogą stwierdzić, że była to dla ich zespołu połowa do zapomnienia. W ostatnich minutach przed przerwą, kontuzji doznał Emre Can, choć starcie przy linii z Laimerem wyglądało niegroźnie.

Były piłkarz Juventusu potrzebował chwili na to, aby wrócić do gry i Ramy Bensebaini był już gotowy go zastąpić, ale Niemiec nie dał rady do gwizdka na przerwę. Kovac zrobił przed przerwą pierwotnie planowaną zmianę. Asystent Robert Kovac powiedział w przerwie niemieckiemu Sky, że Can skręcił kostkę, choć trzeba czekać na dokładniejsze badania.

Kane rozwiał wątpliwości

Przerwa zmieniła wiele, choć zmian personalnych nie było. Bayern się rozkręcał. Doskonałą okazję w 52. minucie zmarnował Dayot Upamecano. Przypominała ona moment, w jakim znalazł się Oskar Pietuszewski w ostatnim meczu z Rio Ave. Z tą różnicą, że mimo obecności słupka – Polak trafił do siatki, a Francuz nie. Piłka przeszła przez pole karne, a obrońca nie popisał się wykończeniem. To była do tej pory najlepsza sytuacja Bayernu w tym spotkaniu.

Harry Kane ma to do siebie, że potrzebuje przysłowiowe pół sytuacji do bramki. I tak też się stało. Joshua Kimmich przerzucił piłkę nad obroną BVB, Serge Gnabry zgrał ją do Kane’a, a Anglik trafił do siatki po raz 29. w sezonie. Zostało już tylko dziesięć spotkań do wyrównania fantastycznego rekordu Roberta Lewandowskiego, który miał ich na koniec rozgrywek 41.

Można się tylko domyślić, co powiedział w szatni Vincent Kompany, ale w pierwszym kwadransie po przerwie – zdecydowanie to zadziałało. Borussia rzadziej bywała pod bramką Urbiga. Bawarczycy rozkręcali się wraz z biegiem spotkania.

Skutkiem tego było drugie trafienie Kane’a – tym razem z rzutu karnego. Nico Schlotterbeck ponownie nie popisał się dobrym zagraniem. Faulowany był Aleksandar Pavlović.

Borussia bardzo długo czekała na celny strzał w drugiej połowie. I jak już do niego doszło – wylądował w bramce Urbiga. Dość niespodziewanie bohaterem akcji był Daniel Svensson, który wyrównał po wrzutce Sabitzera.

Radość gospodarzy nie trwała długo. Cztery minuty później do ekstazy doprowadził kibiców z Monachium Joshua Kimmich. Do trzech razy sztuka, bowiem w pierwszej części spotkania, dwie próby Niemca były przewidywalne i nie spowodowały większego zagrożenia. Po dośrodkowaniu Olise, jeden z obrońców BVB wybił piłkę, a niepilnowany reprezentant Niemiec zdobył, jak się okazało, zwycięską bramkę.

Wejścia Guirassy’ego czy Musiali nie zmieniły wiele, a Bayern dowiózł prowadzenie do końca spotkania. 11 punktów przewagi na 10 kolejek do końca to bardzo duża zaliczka. Z całą pewnością można powiedzieć, że Bayern położył już jedną rękę na mistrzowskiej paterze.

Borussia Dortmund – Bayern Monachium 2:3 (1:0)

  • 1:0 – Nico Schlotterbeck – 26. minuta
  • 1:1 – Harry Kane – 54. minuta
  • 1:2 – Harry Kane – 70. minuta (karny)
  • 2:2 – Daniel Svensson – 83. minuta
  • 2:3 – Joshua Kimmich – 87. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

4 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Były król strzelców Ekstraklasy zajął miejsce wśród nieśmiertelnych

Mikołaj Duda
1
Były król strzelców Ekstraklasy zajął miejsce wśród nieśmiertelnych
Reklama

Bundesliga

Reklama
Reklama