Lech Poznań zaczyna fazę pucharową Ligi Konferencji od starcia z rywalem, który nie dość, że od początku uchodził za drużynę słabszą, to jeszcze w zimowej przerwie stracił kilku ważnych zawodników i zmienił trenera. Zwycięstwo w teorii powinno być obowiązkiem, a jednak Niels Frederiksen do spotkania w Finlandii podchodzi z dużą ostrożnością.
Skoro KuPS to już nie ten sam zespół, który jesienią zdobył mistrzostwo Finlandii, grał w finale krajowego pucharu i nieźle radził sobie w Lidze Konferencji, to wydawać by się mogło, że to dla Lecha wyłącznie dobra wiadomość. Można też jednak spojrzeć na to od tej strony, że teraz Kolejorz nie do końca wie, czego może się po swoim przeciwniku spodziewać.
Niels Frederiksen przed meczem z KuPS: Analiza rywala była utrudniona
Niels Frederiksen nie ukrywał na konferencji prasowej, że w obecnej sytuacji możliwości przeanalizowania fińskiej drużyny były mocno ograniczone.
– Będącym szczerym, było to nieco trudniejsze niż zwykle. Było mnóstwo zmian w składzie i zmienił się trener, więc nie za bardzo mogliśmy oprzeć się na meczach, które rozgrywali przed przerwą zimową. Analizowaliśmy trzy spotkania, które rozegrali w tym sezonie, a to niewiele – przyznał Duńczyk.
– Myślę, że wciąż jesteśmy stanie stwierdzić, którzy zawodnicy mogą jutro wystąpić, wiemy też co nieco o ich strukturze i o tym, jak chcieliby zagrać. Jesteśmy dobrze przygotowani, ale trzeba przyznać, że mieliśmy utrudnione zadanie – mówił trener Lecha.
Jeden aspekt meczu z KuPS był natomiast doskonale znany od dawna – wiadomo było, że mecz odbędzie się w niezbyt korzystnych dla Lecha warunkach – przy ujemnej temperaturze i na nielubianej przez siebie sztucznej murawie. Choć Patrik Walemark na konferencji zapewnił, że dla Kolejorza będzie to normalny mecz i że jest na te okoliczności odpowiednio przygotowany, żadną tajemnicą jest, że wyjazd do Finlandii się Lechowi nie uśmiechał.

Patrik Walemark
KuPS – Lech Poznań. Będą zmiany w składzie
Pamiętamy poprzedni mecz pucharowy Lecha na sztucznej murawie. Zakończył się on kompromitującą porażką 1:2 na Gibraltarze z Lincoln Red Imps. Wówczas Nielsowi Frederiksenowi zarzucono, że przesadził z rotacjami, bo wymienił niemal całą podstawową jedenastkę. Tym razem zmiany również mają być, ale mniejsze.
– Mogę potwierdzić, że zagra Mikael Ishak, który ostatnio nie wystąpił z Piastem, więc możemy uznać, że to już jedna rotacja – odparł z uśmiechem trener Lecha, gdy na konferencji padło pytanie o planowane zmiany w składzie.
Akurat powrót kapitana do wyjściowej jedenastki można było zakładać w ciemno. Zmian ma być jednak więcej.
– Można spodziewać się, że w stosunku do poprzedniego meczu dokonamy trzech-czterech zmian – wyjaśnił Frederiksen.
Wiemy już, że z KuPS nie zagra Ali Gholizadeh, który z powodu drobnych problemów zdrowotnych nie poleciał do Finlandii. Nawet bez Irańczyka trener Lecha ma jednak spore bogactwo wyboru, jeśli chodzi o ofensywę. Sporo opcji daje odbudowujący się po kontuzji Patrik Walemark, który został zapytany o to, na której pozycji czuje się najlepiej.
– W naszym systemie mogę grać na pozycji numer dziesięć lub na skrzydłach. Może trochę więcej swobody mam grając na „dziesiątce”, ale czuję się dobrze w obu rolach. Na prawym skrzydle mogę trochę częściej wchodzić w pojedynki – mówił piłkarz.
Ustawianie Szweda na środku to też sposób, by nie wystawiać go na zbyt duże obciążenia. Zawodnik przyznał bowiem, że wciąż nie jest w docelowej dyspozycji fizycznej.
– Raczej nie jestem gotowy na pełne spotkanie, proces zbierania minut ciągle trwa. Ale póki co na boisku czuję się bardzo dobrze – wyjaśnił Walemark.
Frederiksen przed KuPS – Lech: Remis będzie dobrym wynikiem
Patrząc na różnicę potencjałów obu klubów, kibice mają prawo oczekiwać od Lecha zwycięstwa. Niels Frederiksen podchodzi jednak do rywalizacji spokojnie i ze świadomością, że mistrz Polski będzie miał jeszcze rewanż na własnym boisku. Duńczyk podkreślił, że ewentualne wywiezienie zaliczki bramkowej z Finlandii nie będzie w czwartek aż tak istotne. Chodzi bardziej o to, by nie skomplikować sobie zbytnio sytuacji przed meczem w Poznaniu.
– W czasach, gdy duże znaczenie miały gole strzelone na wyjeździe, przywiązywalibyśmy do tego większą wagę. Dla mnie ważne jest, byśmy osiągnęli rezultat, który pozwoli nam dokończyć sprawę w drugim spotkaniu, które zagramy u siebie. Chcemy wygrać i będziemy do tego dążyć, ale remis też nie będzie złym wynikiem – stwierdził szkoleniowiec.

