Szymon Czyż: Jestem wdzięczny Widzewowi [WYWIAD]

Patryk Idasiak

16 lutego 2026, 08:00 • 11 min czytania 6

Szymon Czyż: Jestem wdzięczny Widzewowi [WYWIAD]

Szymon Czyż przeżył ciężkie chwile, kiedy po raz trzeci w karierze zerwał więzadła krzyżowe. Widzew jednak od razu zaoferował mu nową umowę i zadbał o jego komfort psychiczny. Pomocnik nawet w rundzie jesiennej, po wielomilionowych transferach, łapał sporo minut i wystąpił w 18 meczach Ekstraklasy (komplet). Wszystko jednak popsuła paskudna kontuzja. Między innymi o tym, jak psychologicznie sobie radzić w takiej sytuacji porozmawiał z Weszło Szymon Czyż. 

Reklama

Szymon Czyż: Dyrektor wszystko wiedział i powiedział: „Szymek, my z ciebie nie zrezygnujemy”

Patryk Idasiak: Znasz jakiegoś piłkarza, który trzy razy zerwał więzadła krzyżowe?

Szymon Czyż: Kojarzę tych, którzy zerwali dwa, Arek Milik na przykład.

Reklama

Do głowy przychodzi mi Sasa Kalajdzić, taki dwumetrowy napastnik, który kilka lat temu szalał w Bundeslidze.

W sumie to nasz trener Igor Jovićević mówił, że też trzy razy zerwał więzadła, kiedy jeszcze grał, a tak to z aktywnych nikogo nie kojarzę.

Widzew chwilę po kontuzji od razu przedłużył z tobą umowę. A przecież śmiało mógł powiedzieć – dobra, pomożemy, ale latem się żegnamy, bo wygasa ci kontrakt, a tu zachowali się bardzo ładnie. Spodziewałeś się czegoś takiego?

Jestem wdzięczny Widzewowi. Dwa czy trzy treningi przed kontuzją podszedł do mnie dyrektor Dariusz Adamczuk, że będą chcieli porozmawiać o przedłużeniu, a po tej sytuacji od razu napisał wiadomość do mnie, że co by to nie było, to dalej chcą ze mną przedłużyć tę umowę. Wieczorem na rezonansie okazało się, że jest zerwane. Dyrektor wszystko wiedział i powiedział: „Szymek, my z ciebie nie zrezygnujemy i tak jak rozmawialiśmy – będzie przedłużenie”.

Rzadko spotykane w tym biznesie. Tym bardziej, że przecież dołączyło do was dwóch środkowych pomocników, w tym gość prosto z Ligi Mistrzów, więc różnie można było pomyśleć. Jaki ci to daje komfort? Widzew zachował się lepiej niż Raków?

Nie, bo to były zupełnie inne sytuacje. Jak zerwałem więzadło w Rakowie, to miałem dłuższy kontrakt i bardzo dobry moment w karierze, kiedy zacząłem grać w pierwszej jedenastce. No i stało się na meczu z Legią… ale to były inne sytuacje, bo w Rakowie miałem dłuższy kontrakt. Nie porównywałbym tego.

Chciałbyś po tej kontuzji pokazać, że stać cię na więcej niż mówią? Tak jak Sebastiana Bergiera nakręciło to, że przez dwa miesiące trąbiono, iż będzie w ataku dwójką dwójką. Ty także masz coś do udowodnienia?

Najpierw chciałbym dojść do pełnej dyspozycji, a potem przede wszystkim sobie udowodnić, że pomimo trzech takich kontuzji – da radę grać. Chciałbym udowodnić najbardziej sobie, ale też innym, że po takim czymś da się występować na wysokim poziomie w Ekstraklasie, która poszła mocno do góry.

Pytam pod tym kątem, bo zmiany klubów akurat ci służyły. Górnik, Widzew… ten drugi klub ściągnął cię przecież po kontuzji. To dobry argument, by dać szansę Szymonowi Czyżowi.

Przy pierwszej zmianie klubu wiedziałem, że będzie trudniej, bo to jednak wkomponowanie się do drużyny Marka Papszuna. Ale na wypożyczeniu w Górniku od razu fajnie to zatrybiło u trenera Urbana. Mieliśmy świetny zespół, zajęliśmy szóste miejsce.

No i grałeś trochę wyżej, strzeliłeś nawet kilka goli. Jan Urban wpadł na pomysł, że wykorzysta cię bardziej w ofensywie i dał mniej zadań w obronie?

Przydarzyła się też wtedy kontuzja Poldiego i wskoczyłem naturalnie w jego miejsce. Akurat zdobyłem bramkę ze Śląskiem, grając na dyszce i właśnie wtedy Podolski wypadł. W środku pola mieliśmy Damiana Rasaka i Daniego Pacheco, więc mniej się musiałem interesować grą defensywną (śmiech). Dawało mi to luz z przodu, były bramki, fajne mecze.

Z przejściem do Widzewa za to wiąże się fajna historia, bo to był ostatni dzień okienka. Siedzieliśmy z dziewczyną w mieszkaniu, niedziela, no i zapytała się, co dalej – czy zostaję w Rakowie. Mówię jej – no gdzie, przecież jest niedziela niehandlowa (śmiech). A dwie godziny później zadzwonił do mnie prezes Rakowa, że udało się dogadać z Widzewem i mają się ze mną skontaktować w sprawie badań i transferu. Widzew był w trudnej sytuacji i dla mnie to była motywacja, żeby wejść i pomóc.

Uważasz, że Górnik to była twoja życiówka, najlepsza forma? Czy może jakiś bardziej nieoczywisty pomysł, w którym pasował ci system?

Powiedziałbym, że to ten sezon w Rakowie, w którym zacząłem grać w pierwszej jedenastce kilka meczów. Wtedy czułem się najbardziej w gazie. Ogólnie zrywałem więzadła w takich momentach, gdzie czułem, że jest wszystko dobrze i kariera idzie w dobrą stronę. W Górniku jednak miałem te statystyki i bramki, które każdy chce strzelać, ale jako peak mojej formy wskazałbym ten Raków.

Szymon Czyż znoszony z boiska podczas meczu z Cracovią. To był drugi raz w karierze, gdy zerwał więzadła

Trener Jan Urban zadzwonił i powiedział: „Chcę cię w drużynie”?

Nie wiem do końca, kogo to był pomysł, bo wtedy Raków grał eliminacje do Ligi Mistrzów. Znajdowałem się w meczowych kadrach, ale tylko w jednym spotkaniu zagrałem (i to tylko cztery minuty przyp. red). Porozmawiałem z trenerem Dawidem Szwargą odnośnie mojej sytuacji i powiedział, że lepiej, gdybym poszukał minut gdzieś indziej. Środek pola mieliśmy wtedy przemocny – Koszerhin i Berggren. Stwierdziłem, że trener ma rację. Wtedy menadżer się odezwał, że jest opcja Górnika.

Raków się miło zachował, bo po rozmowach z dyrektorem Grafem i trenerem Szwargą między meczami z Kopenhagą, gdzie chciał mnie jeszcze na ławkę w rewanżu, jednak zgodził się, żeby szybciej mnie puścić. Poszli mi na rękę. W lidze ograliśmy dwa razy Raków, a dla mnie to była wyjątkowa motywacja. Puściliście mnie, to wam pokażę. I zagrałem przeciwko nim dobre mecze.

A czego nauczył cię trener Urban?

Emanował dużym spokojem i ujął mnie podejściem do zawodników. Dawał dużą swobodę, jeśli chodzi o rozwiązania z piłką. Ufał zawodnikom i czuli się pewniej, nie trzymając się schematu na sztywno. Wiedziałeś, że jak coś zrobisz po swojemu, to trener nie będzie miał pretensji, a nawet popchnie cię dalej, by dalej to robić. Nie wymagał od ciebie rzeczy, których nie potrafiłeś. Nie upierał się na rzeczy, które piłkarzom wychodziły gorzej.

W Widzewie za to trafiłeś na kilku trenerów – Myśliwiec…

Oj, akurat nie. W trakcie testów medycznych przeczytałem na Twitterze, że zwolnili trenera Myśliwca i nie współpracowaliśmy.

Ale byli jeszcze Patryk Czubak, Żeljko Sopić i wreszcie Igor Jovićević. Co czerpałeś od każdego z nich? Sopić wymyślił nawet Szymona Czyża na skrzydle. Co to się wydarzyło?

Pamiętam mecz z Legią, przegrany 0:2. W obronie graliśmy faktycznie 4-4-2, a ja byłem tym zawodnikiem ustawionym na prawej pomocy, ale z piłką miałem zadanie, żeby grać w środku. To było taktyczne ustawienie, bo Vinagre znajdował się w świetnej formie i schodziłem do pomocy na bok, ale z piłką byłem normalnie pomocnikiem.

Ciekawe wyzwanie, żeby pełnić taką rolę. W drugą stronę nie zawsze to działa. Pamiętam jak Pep Guardiola chciał nauczyć schodzenia do środka Kyle’a Walkera, to szło bardzo opornie, bo trzymał się linii.

Często też po prostu na papierze czy przy pokazywaniu składów zupełnie inaczej to wygląda. Tylko ty i drużyna wiecie, co macie robić, a na niektóre pozycje na grafice ludzie mogą się dziwić. Teraz w piłce jest tak, że masz pozycje na papierze, a na boisku wygląda to inaczej.

Wróćmy jeszcze raz do twojej kontuzji, ciekawej z punktu widzenia psychologicznego. 250 dni pauzy, potem znowu ponad 200… teraz kolejna przerwa. Jak sobie z tym radzisz, pracujesz z psychologiem? Nakręca cię to, żeby coś udowodnić?

Pierwszy dzień po rezonansach to jest cios, wiedząc, co cię czeka. Ale minie trochę czasu czy nawet przespana noc i kiedy wchodzisz do szatni, to nie chcesz przygnębiać innych chłopaków, że tobie jest źle. Nic to nie zmieni, że będę się wyżywał czy siedział przygnębiony i ich zamęczał swoim podejściem.

Masz sesje psychologiczne, żeby to przegadać?

Nie, bo już się przyzwyczaiłem (śmiech). A tak poważnie, to po takich rozmowach mija ten ból psychiczny.

Chociaż tego wprost nikt nie powie – na jednych zadziała dołująco, bo wiedzą, co się z tym wiąże i jaka to jest pauza i codzienna praca, a na innych działa to motywująco. Ty jesteś w tej drugiej grupie?

Tak, bo kiedy robisz coś już kolejny raz, to wiesz co i jak. Łatwiej się przechodzi tę drogę. Najgorszy jest pierwszy strzał, że co teraz… ale potem tak sobie uświadamiasz, że nie cofniesz tego i tyle.

Nowy kontrakt też zapewnia pewien komfort psychiczny. Nie zostałbyś latem na lodzie.

Jeszcze raz muszę powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczny Widzewowi, że mogę mieć większy spokój. Szczerze, nie wiem jakbym się teraz czuł, gdybym wiedział, że za parę miesięcy kończy mi się kontrakt i będę musiał działać sam.

Oglądałeś filmy Pawła Bochniewicza, który po zerwaniu więzadła został YouTuberem?

Parę obejrzałem. Nie mówię, że wszystkie, ale trafiały do mnie filmy, jakieś przebitki na Twitterze. Widziałem o co chodzi.

Pewnie rzadko masz okazję rozmawiać o włoskiej przygodzie. Wróćmy do twoich czasów w Lazio, bo ja cię pamiętam jeszcze z Primavery z racji grającego tam brata. Masz czasami taki moment – a, zobaczę jak tam idzie chłopakom, z którymi grałem.

No paru kozaków się trafiło. Trudno nie znać Amada Diallo, dziś podstawowego piłkarza Manchesteru United, wtedy juniorów Atalanty. U mnie z drużyny trzeci bramkarz Alessio Furlanetto jest teraz w seniorach. Romano Mussolini przebił się do Serie A. No i przeciwko Olafowi Kobackiemu z Atalanty też grałem, dziś to piłkarz Championship. Cesare Casadei z Interu trafił nawet do Chelsea, a teraz gra w Torino.

Kurczę, dobrze jesteś zorientowany.

Wiesz, jak się grało w tej Primaverze, to tam w każdej drużynie był taki kozak, przy którym wiedziałeś, że będzie gdzieś grał.

W Napoli był Gianluca Gaetano, teraz gra w Serie A, pamiętasz?

O, właśnie, jeszcze on. Jak gdzieś jechałeś – czy to Bologna, czy Cagliari, obojętnie – zawsze był jakiś zawodnik, o którym myślałeś, że zaistnieje gdzieś wyżej.

Wiesz skąd to nawiązanie do Primavery? Bo Widzew stoi jak stoi. Nie takie rzeczy przerabiałeś, aż przypomnę te baty, które dostawaliście na koniec – 0:4, 2:6, 0:5 i aż 10 przegranych z rzędu. Nie takie serie już przeżyłeś, jak w Widzewie.

To jednak piłka juniorska. W Primaverze cały czas masz przetasowania, tylko Roma cały czas jest wysoko, a reszta się zmienia. Te, które są sezon wcześniej w czubie, potem dołują.

Jeszcze mi się przypomniał właśnie jeden zawodnik. Denis Vavro. Strzelił gola Rakowowi, trafił do Wolfsburga. Wpadł na jeden mecz do Primavery, także to twój kolega z zespołu!

Tak, pamiętam, z Milanem graliśmy wtedy. Śmieszna historia, bo wracał po kontuzji i wiedzieliśmy, że zagra z nami mecz. I miał z nami jeden trening. No i graliśmy sobie gierkę, nagle ktoś do mnie po polsku wali – a ja na to, kurde, przecież tu żadnego Polaka nie ma. Odwracam się, a tu się Denis śmieje, że umie coś tam po polsku.

Masz przez tę przygodę jakiś sentyment do ligi włoskiej, śledzisz ją na co dzień? Jak byś swoje ulubione ligi ustawił w hierarchii?

Nawet ostatnio w szatni tak rozmawiałem z chłopakami, że te inne ligi tak mnie nie emocjonują jak Ekstraklasa. Zwłaszcza teraz, kiedy tak dużo się u nas dzieje.

No nawet są virale, memy za granicą w odniesieniu do naszej ligi z wypisanymi od myślników absurdalnymi historiami. Czyli Ekstraklasa numer jeden, tak?

Tak jest, Ekstraklasa numer jeden! Trochę już tu gram i fajnie to śledzić.

A jest chociaż jakiś taki klub zagraniczny, na który zerkasz z większą sympatią? Może z powodu piłkarskiego idola?

Śledzę Lazio, wiadomo. Wiem, że teraz tam się kiepsko finansowo dzieje. A poza tym z ligi angielskiej Manchester United najmocniej od czasów Cristiano Ronaldo, kiedy tam grał. Więc jest jakiś sentyment do tego zespołu.

A jeszcze zapytałbym o Widzew, a konkretnie o nowych piłkarzy. Czy ktoś z nich zrobił na tobie wielkie wrażenie i powiesz mi na dzisiaj – ten odpali? Jednak letnie transfery szału nie robią. Samuela Akere już nie ma. A ktoś z nowych graczy pozyskanych zimą sprawił, że pomyślałeś: „wow to jest kozak”? Wymień jednego.

Największe wrażenie, biorąc też pod uwagę moją pozycję, zrobił na mnie Lucas Lerager. Widać po nim, że pograł na wysokim poziomie i to nie rok, a dosyć długo. On mi zaimponował takim spokojem. Wie, kiedy przyspieszyć, spowolnić. To po prostu widać. Ma też spokój przy piłce.

Trening Widzewa. Szymon Czyż w walce o piłkę z Lucasem Leragerem

To powiedz mi, kiedy ten Widzew w końcu odpali?

W końcu to musi odpalić. Mamy za dobry zespół i za dobrych zawodników, żeby się tułać w dole tabeli*.

Na koniec jeszcze poproszę cię o szybką serię rzutów karnych, pięć strzałów, krótkie odpowiedzi.

W porządku.

Piłkarski idol? Tu chyba już zdradziłeś.

Cristiano Ronaldo.

2001 rocznik, a boomer z ciebie!

Początek w Realu i Manchester United jeszcze. Te czasy.

Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałeś?

Nieoczywista odpowiedź. W Club Brugge był taki zawodnik. Diatta się nazywał (dziś gra w AS Monaco przyp. red.). Jak debiutowałem w Lazio.

Najlepsze piłkarskie wspomnienie?

Debiut w Lidze Mistrzów.

Decyzja, której żałujesz?

Nie mam takiej.

Wszystko zrobiłbyś tak samo? Nie poszedłbyś do innego klubu, trochę dłużej się rehabilitował po zerwanych więzadłach?

W tamtym momencie podejmowałem decyzje, które uważałem za słuszne. Trudno tak ocenić, nie rozmyślam nad tym.

Dobra, dalej. Idealny kraj do życia to…?

Polska, Władysławowo!

O, polskie morze, popieram, też mieszkam! Ale po drugiej stronie.

Pochodzę z Władysławowa, zawsze będzie sentyment.

Ostatnie. Kto wygra Ekstraklasę? Tylko nie żartuj ze mną, że Widzew.

Jagiellonia. Jak nie może być Widzew (śmiech).

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i grania obok Lukasa Leragera w jednej formacji.

Dziękuję, oby!

ROZMAWIAŁ: PATRYK IDASIAK

*rozmowa odbyła się przed meczem Wisła Płock – Widzew Łódź, wygranym przez gości po trzech z rzędu porażkach 

Przed meczem z Wisłą Płock wywiadu Weszło udzielił także Igor Jovićević, aktualizując trochę sytuację na temat stanu zdrowotnego Szymona Czyża. Otóż wcale nie musi być konieczna operacja, która wykluczyłaby go na 8-10 miesięcy: – Nowa diagnoza to jednak sześć tygodni pauzy, a więc bez operacji. Jest przygotowany na ten wariant. Czekamy na niego, ponieważ jest dla nas ważnym graczem.

Wywiad z Igorem Jovićeviciem dla Weszło

CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:

6 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama