Maryna Gąsienica-Daniel ma marzenie. Wjedzie na podium igrzysk?

Sebastian Warzecha

15 lutego 2026, 08:17 • 7 min czytania 3

Reklama
Maryna Gąsienica-Daniel ma marzenie. Wjedzie na podium igrzysk?

W szeregu naszych szans medalowych na włoskich igrzyskach, pewnie byłaby to ta numer 9., może nawet 10. Ale byłaby. Niewielka, niemniej – niezwykle znacząca. Bo sam fakt, że mamy w narciarstwie alpejskim kogoś zdolnego marzyć o podiach i te marzenia podpierać niezłymi wynikami, to coś, co jeszcze dekadę temu wydawało się abstrakcją. Maryna od kilku lat jest jednak w szerokiej światowej czołówce. A przed startem w swoim koronnym slalomie gigancie mówi, że jedzie po medal. I nie ma zamiaru się z tymi słowami chować.

Reklama

Maryna Gąsienica-Daniel powalczy o medal? „Nie mam zamiaru się chować”

Polskie narty przed Maryną? Ciemne czasy

Czy chcemy sobie przypominać, jak wyglądała sytuacja polskiego narciarstwa alpejskiego, zanim pojawiła się Maryna Gąsienica-Daniel? Pewnie nie, ale powinniśmy. Choćby po to, by zdać sobie sprawę, że za niedługo może nas czekać do nich powrót.

Polka ma już w końcu 31 lat. Nie to że jest bliska końca kariery, ale na pewno nie jest też „młodzieniaszką” w alpejskiej stawce. Jeśli więc w najbliższym czasie nie znajdą się jej następczynie, to bardzo prawdopodobne, że wrócimy do czasów, gdy polski kibic może, owszem, włączyć alpejskie zmagania, ale nie będzie miał w nim biało-czerwonych emocji.

Wiecie, narciarstwo alpejskie to u nas od zawsze kwestia wybitnych jednostek. Kiedyś był Andrzej Bachleda-Curuś, jedyny medalista mistrzostw świata w naszej historii – karierę skończył z brązowy i srebrnym medalem w kombinacji. Często był w najlepszej „10” największych zawodów. Ale medalu olimpijskiego nigdy nie zdobył. Podobnie siostry Tlałka – Małgorzata i Dorota – które dla Polski stawały na podium Pucharów Świata (Dorota była ostatnią osobą z Polski, która wygrała taką rywalizację, niestety – zmarła w zeszłym roku).

Reklama

Andrzej Bachleda-Curuś

Andrzej Bachleda-Curuś na igrzyskach w Grenoble. Fot. Newspix

A potem wyjechały do Francji i otrzymały tamtejsze obywatelstwa, rywalizując dla tamtejszej kadry. Ostatnie jeszcze polskie podium – autorstwa Małgorzaty – to 1985 rok.

Marynie nie udało się jeszcze do tamtych osiągnięć nawiązać. Ale jej miejsca w najlepszej „10” zawodów Pucharu Świata to już nie widok niecodzienny. Jasne, ma lepsze sezony, ma gorsze, ale znaleźć się 16 razy w dyszce w zawodach PŚ w slalomie gigancie to jak na nasze możliwości coś absolutnie fenomenalnego.

Reklama

A fakt, że ostatnie trzy takie miejsca (w tym dwa piąte!) przyszły stosunkowo niedawno, dał nam sporą nadzieję na igrzyska.

Ostatnie lata? Problemy

– Przeczytałam ostatnio wypowiedź Tiny Maze, która powiedziała, że aby wygrać w Soelden, musiała wcześniej być kilka razy czwarta. Uważam, że tak jest w każdym sporcie. Może są zawodnicy jak Mikaela Shiffrin – wyjątki, niesamowite talenty i zarazem tytani pracy, którzy szybko wskoczyli na wysoki poziom i się na nim utrzymują. Ale są też tacy, którzy naprawdę długo czekali, aby wskoczyć do czołówki – mówiła nam Maryna kilka lat temu.

– Oczywiście było mi przykro, że wtedy nie udało się osiągnąć tych wyników. Ale szczerze mówiąc ostatnio oglądałam swój przejazd z mistrzostw świata, w którym zahaczyłam ręką o jedną z bramek. Zaśmiałam się do siebie, że mogę być dumna z tego, że z takim błędem i tak byłam szósta. Chciałoby się mieć medale, ale mam nadzieję, że mam jeszcze kilka lat, w których będę mogła to zrobić. Jeżeli się nie uda, to znaczy że takie było moje przeznaczenie – kontynuowała.

Kolejny sezon po tych wypowiedziach – 2022/23 – nie przyniósł jej przełamania. Dalej nie udało się wskoczyć na podium zawodów najwyższej rangi. Trzymała jednak określony poziom, stosunkowo często lądowała w najlepszej „10”. W tym na mistrzostwach świata, ale tam mimo wszystko była nieco rozczarowana, bo zajęła w tej dyszce ostatnie miejsce. Na igrzyskach w Pekinie była z kolei ósma. Też dobrze, ale nie idealnie.

Reklama

Liczyła na więcej.

Maryna Gąsienica-Daniel

Maryna Gąsienica-Daniel w locie. Jutro latać (na szczęście) nie trzeba będzie. Fot. Newspix

Jednak prawda jest taka, że przez kolejne dwa lata o tak wysokich miejscach mogła głównie marzyć. Przyszło małe załamanie formy, po kilku sezonach w szerokim, ale jednak – czubie. I trochę czasu minęło, zanim Maryna odzyskała solidną dyspozycję. Przez dwa lata nie znalazła się ani razu w najlepszej „10” alpejek w zawodach Pucharu Świata. I nie ma co ukrywać – brakowało nam takich miejsc, po prostu. Bywało, że Polka schodziła na mniejsze eventy, by tam łapać rozjeżdżenie i szukać formy.

Reklama

Sezon 2023/24 był jednak pod wieloma względami stracony. Poprzedni… nie do końca. Choć nadal nie było jej w czołówce (ale męczyła się też z urazem piszczela), to widać było, że ma potencjał, by tam wrócić.

– Niektóre moje przejazdy są bardzo dobre. Zmagamy się jednak z jakimiś trudnościami, czasami z doborem dobrego sprzętu, czasami z pewnością siebie. Cały sezon startowałam też z numerami powyżej 20. Ale ja wiem, że gdzieś tam we mnie jest ta Maryna, która potrafi dobrze jeździć i na pewno na igrzyskach łatwo skóry nie odda i będzie walczyć jak lew – mówiła PAP pod koniec zeszłej zimy.

Faktycznie, notowała wtedy niezłe przejazdy, ale trudno jej było poskładać dwa takie jednego dnia. W tym sezonie już się to udawało.

Po medal i… wąsy Adama Małysza

Olimpijska trasa przyniosła nam już w tym roku nieco zaskoczeń. Głównym bohaterem igrzysk w narciarstwie alpejskim stał się jak na razie Franjo von Allmen, który ma już trzy złota. Fatalnie slalom – dla drużyny – przejechała Mikaela Shiffrin. Złoto w gigancie u mężczyzn zdobył Lucas Pinheiro Braathen, zgarniając tym samym pierwsze złoto w historii Brazylii, ale i całej Ameryki Południowej.

Reklama

Ba, co tam złoto – pierwszy medal!

CZYTAJ: PIERWSZY W HISTORII ZIMOWY MEDAL DLA AMERYKI POŁUDNIOWEJ!

Dlaczego by więc nie wierzyć w to, że Maryna Gąsienica-Daniel też może stanąć na olimpijskim podium? Polka dwukrotnie w tym sezonie była już 5., najbliżej podium w karierze. Na wielkich imprezach mieściła się w najlepszej dyszce już kilkukrotnie. Jest blisko, a równocześnie – wiadomo – tak daleko. Z drugiej strony zjazd wygrała Breezy Johnson, mistrzyni świata w tej konkurencji z zeszłego roku. Na papierze brzmi więc jak coś, czego można było się spodziewać, ale Amerykanka choć stała na podium, to nigdy nie triumfowała w zawodach PŚ!

Czyli się dzieje. Dużo się dzieje.

Reklama

Może Polka się dołoży? Ona sama stawiała sprawę jasno – chce osiągnąć na tych igrzyskach sukces.

– Jadę po medal, wiadomo. Myślę, że już jestem w takim momencie, kiedy mogę mówić o tym, że walczę o medal i nie będę się przed tymi słowami chować. Wierzę w to, że mogę go zdobyć. Niezły wynik, czwarte igrzyska. Mam nadzieję, że będą wisienką na torcie. Cortina przynosi mi dużo pozytywnych emocji i mam nadzieję, że tak samo będzie właśnie w trakcie igrzysk – twierdziła w rozmowie z TVP Sport.

Cortina to faktycznie pozytywne emocje.

W 2021 roku – tym swoim pierwszym wielkim (jak na nasze możliwości) sezonie – była tam 6. na mistrzostwach świata. Czyli wie, że może tam pojechać dobrze. Wie, że stać ją na wielki wynik. Ma też dodatkową motywację – jej trener założył się z Adamem Małyszem, że jeśli wygra, to ten… zgoli wąsa (a męska część teamu Maryny ma w razie czego ogolić głowy, trener Marcin Orłowski z kolei również zarost, bo włosów – jak stwierdził Małysz – wiele po prostu nie ma).

Reklama

No byłaby to chwila absolutnie historyczna, a Maryna zostałaby przez to zapamiętana może nawet bardziej niż za medal.

To oczywiście pół żartem, a pół serio, bo krążek w narciarstwie alpejskim byłby dla Polski czymś niesamowitym. Do tej pory zgarnialiśmy medale zimowych igrzysk w pięciu dyscyplinach. Żadnej nowej nie ma w tym zestawieniu od 2006 roku, gdy swój medalowy dorobek otworzyła Justyna Kowalczyk, a Tomasz Sikora zdobył jedyny w historii Polski medal biathlonu.

Może to wreszcie czas?

Grono faworytek? Maryna w szerokiej czołówce

Od 10. do 15. miejsca. Tak na ogół widzą potencjał Maryny bukmacherzy. Nisko, wydaje się, że zbyt nisko. W czołówce są raczej niezmiennie Julia Scheib, Federica Brignone, Camille Rast, Sara Hector czy Mikaela Shiffrin. A dalej to już tasowanie, bo właściwie każda z pozostałych dziewczyn jest gotowa wyskoczyć przed rywalki.

Reklama

Czy którejś się to uda – to oczywiście zupełnie inna sprawa.

Ale jeśli tak – miejmy nadzieję, że będzie to Maryna Gąsienica-Daniel. Bo choć szansa na medal nie jest przesadnie duża, to jednak istnieje. To taka szansa-niespodzianka. Jeśli Maryna stanie na podium, nie będziemy mogli napisać, że się tego nie spodziewaliśmy. Równocześnie jednak będzie to po części niespodzianka.

Paradoks? W pewnym sensie tak. Ale w sporcie tak to czasem bywa.

Więc niech będzie i paradoks, jeśli ma nam ostatecznie dać medal.

Reklama

Pierwszy przejazd Maryny Gąsienicy-Daniel o 10.00. Drugi – oby z Polką startującą pod koniec stawki – o 13.30.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
17
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Igrzyska Olimpijskie

Reklama