Ekstraklasowy bilans meczów Radomiaka z Koroną nie wygląda najlepiej i chyba nie ma w tym przypadku. Za każdym razem radomianom coś nie wychodzi, coś nie pasuje i w ten czy inny sposób zbierają w łeb. Tym razem w sposób typowo derbowy – przepchnąć, wybronić, ale jednak: wygrać.
Bo wiadomo: derbów się nie gra, derby się wygrywa. Skoro Korona na starcie dostała prezent – Filip Majchrowicz tak długo zwlekał z wybiciem piłki, że ostatecznie trafił w rywala, czego nie zdołał uratować i naprawić Christos Donis. W efekcie Wiktor Długosz trafił do pustaka.
Co tam się stało 😱
Takie błędy zaskakują nawet realizatorów 😉Korona prowadzi w Radomiu! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4SfRP pic.twitter.com/14YctxhjzX
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 13, 2026
Lepszego otwarcia takiego spotkania wymarzyć sobie nie można.
Ekstraklasa. Radomiak przegrał z Koroną. Dwa gole i skuteczna defensywa
Powolne, niezgrabne akcje Radomiaka, który próbował się za to odgryźć, przerywał tylko dynamiczny Capita. Kręcił rywalami, atakował przestrzeń, strzelał, jednak nic z tego nie było. I wtedy Korona oddała drugi – i ostatni w tym meczu – strzał. To znaczy: nie licząc kopnięć z dystansu, które były bardziej po to, żeby być. Niemniej precyzja i skuteczność gości była chirurgiczna. Konrad Matuszewski wrzucił piłkę z autu, Kostas Sotiriou zdominował w powietrzu Mauridesa, Marcel Pięczek kopnął mocno, celnie i podwyższył wynik.
Ależ się obrócił! 😍 Marcel Pięczek podwyższa na 2:0 dla Korony! 🔥
📺Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/09upjQFtnp
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 13, 2026
Przez następną godzinę wynik się nie zmienił, ale to nie znaczy, że Daniel Stefański odesłał wszystkich na siestę i leżanki. Xavier Dziekoński zasłużył na tytuł bohatera za to, że odbijał wszystko, co leciało w jego kierunku. W szczególności wtedy, gdy z bliska, po rzucie rożnym, próbowali go pokonać Jan Grzesik i Christos Donis.
Radomiak zaliczył też poprzeczkę. Raz po indywidualnej akcji obrońcom uciekł Capita, który ni to dogrywał, ni uderzał i zrobił to tak, że zakręcił piłkę i obił poprzeczkę od góry. Potem, gdy futbolówkę dograł w szesnastkę Zie Ouattara, Maurides wygrał pojedynek w powietrzu i uderzył tuż obok słupka.
Korona tak sobie w obronie cierpiała, Radomiak tak sobie w kierunku bramki kopał, ale z minuty za minutę widać było, że gospodarzom ciężko będzie dopiąć swego. Raz, że bronił Dziekoński, dwa, że ofiarne interwencje obrońców – szczególnie Sotiriou i Pięczka – sugerowały, że muru przebić się nie uda.
I się nie udało. Na sam koniec celne próby zaliczyli jeszcze Capita oraz Steve Kingue, ale na tablicy wyników pozostało zero, null. Ale nawet jeśli uznamy, że Radomiak na jakiegoś gola zasłużył, to rezultat był uczciwy. Korona zostawiła na boisku tyle serca, zdrowia, że nie dziwi, że na koniec zawodnicy runęli na murawę, zadowoleni z wykonanej roboty.
Podsumowuje to wspomniany Sotiriou, który mecz kończył z krwawiącym okiem, problemami ze wzrokiem. Mimo to do ostatniej chwili bronił skutecznie. To się nazywa charakter.
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Czy trzech i więcej trenerów to pocałunek śmierci?
- Mateusz Lis: Temat zimowego transferu do Widzewa był poważny [WYWIAD]
- Transfer napastnika jako symbol rozkładu i beznadziei Legii
- Kto w Polsce wygrał 5 meczów z rzędu przed United?
fot. Newspix