Bartłomiej Drągowski w wieku niespełna 29 lat wraca do Ekstraklasy. Kiedy ją opuszczał, uchodził za bramkarski supertalent. Za golkipera może i niepokornego, ale z pewnością obdarzonego potencjałem na miarę naprawdę dużej kariery w jednej z topowych europejskich lig. Z tej perspektywy jego 129 meczów w Serie A i zaledwie cztery występy w seniorskiej reprezentacji kraju trudno uznać za wielki sukces. Drągowski przeżywał we Włoszech wspaniałe chwile, zanotował nawet spotkanie z rekordową dla tamtejszych rozgrywek liczbą skutecznych interwencji, ale udane sezony przeplatał z długimi okresami zmarnowanymi na ławce rezerwowych Fiorentiny. W Atenach także nie zagrzał miejsca na lata. Czy w Widzewie Łódź wychowanek Jagiellonii Białystok ponownie zapracuje na status najlepszego bramkarza w Ekstraklasie?
Szanse są na to całkiem spore, ostatecznie Drągowski nie ma jeszcze na karku nawet trzydziestki, a przeszło stu występów we włoskiej lidze nie notuje byle przeciętniak. Na razie jednak przyjrzyjmy się dokładniej zagranicznym wojażom czterokrotnego reprezentanta Polski.
Dlaczego nie osiągnął sukcesu tak dużego, jak powszechnie wróżono mu przed dekadą?
Burzliwe początki Drągowskiego. Indywidualne wyróżnienia i… niesforny palec
Bartłomiej Drągowski już jako nastolatek stał się wyróżniającą postacią w Ekstraklasie. W sezonie 2014/15 wskoczył na stałe do bramki Jagiellonii Białystok, sadzając wówczas na ławce Jakuba Słowika i Krzysztofa Barana. W kolejnej kampanii zachował pierwsze miejsce w bramkarskiej hierarchii Michała Probierza. Mistrzostwa Polski z Jagiellonią wprawdzie nie wywalczył, choć w swoich debiutanckich rozgrywkach był tego całkiem bliski. Koniec końców Jaga uplasowała się jednak w 2015 roku na trzeciej pozycji w ligowej stawce, z dwoma oczkami straty do Lecha Poznań (wtedy dzieliło się jeszcze punkty w lidze po wyłonieniu grup mistrzowskiej i spadkowej).
Probierzowi na pocieszenie został tytuł Trenera Sezonu, a Drągowskiemu nagrody dla najlepszego bramkarza i Odkrycia Roku w Ekstraklasie.
– Wyjazd? Najpierw chciałbym skończyć szkołę w Polsce i zdać prawo jazdy. Na razie zagrałem dopiero parę meczów. Jak zagram jeszcze parę, to będę myślał o transferze. Miałem możliwość wyjechać do Celticu, ale nie ciągnie mnie za granicę. Chcę pobronić w Jagiellonii – mówił Drągowski na łamach Weszło w 2014 roku.
Golkiper „Dumy Podlasia”, poza znakomitymi interwencjami, demonstrował też na ligowych boiskach – ujmijmy to – awanturnicze usposobienie. Nie stronił od boiskowych prowokacji, dal się poznać jako zadymiarz. Ze zgrozą mógł się o tym przekonać między innymi Szymon Skrzypczak z Górnika Zabrze, któremu Drągowski – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – gmerał palcem w dupie. A później tłumaczył, że to była „normalna, boiskowa sytuacja”. Do tego możemy dodać na przykład udawanie poturbowanego po „oberwaniu” zapalniczką w meczu z Lechią Gdańsk albo środkowe palce skierowane do fanów Legii Warszawa.
No i bezkompromisowe wypowiedzi.
„Karny z kapelusza. Trzeba to otwarcie mówić, sędzia po raz któryś nam ustawia wynik. Zostaliśmy skrzywdzeni, […] gdyby ci zawodnicy mieli na herbie „eLkę”, sędzia by tego nie zagwizdał. Szkoda, że zostaliśmy przekręceni”
Drągowski po porażce z Legią w 2015 roku
Niemniej, media regularnie łączyły w tamtym okresie Drągowskiego z topowymi klubami Starego Kontynentu. Pisano wtedy nawet o zainteresowaniu Chelsea, Benfiki, Juventusu czy Borussii Dortmund. Dynamiczny rozwój bramkarza „Jagi” bacznie obserwowano w całej Europie.

O wykupienie nastolatka z Jagiellonii zabiegał też Bogusław Leśnodorski, ówczesny prezes Legii. Cezary Kulesza odprawił go jednak z kwitkiem, a w „Super Expressie” stanął w obronie zawodnika krytykowanego za kolejne wybryki. – Oczy wszystkich są zwrócone na Drągowskiego, bo prawda jest taka, że to jeden z największych talentów na świecie w swojej grupie wiekowej. I teraz tak: managerowie, przedstawiciele mediów, innych klubów, wszyscy patrzą na niego! Śledzą każdy jego ruch! Wszyscy czekają tylko, co można wyłapać i od razu źle powiedzieć na jego temat. To nie pomaga w rozwoju kariery tego chłopaka, tylko przeszkadza. Wszystko, co zrobi, to na nie, nie i nie. Nie można tak go traktować, bo to jest bardzo młody chłopak. On jeszcze dziewiętnastu lat nie ma! – grzmiał Kulesza.
Transferowym spekulacjom na temat Drągowskiego położyła wreszcie kres Fiorentina. W lipcu 2016 roku bramkarz został oficjalnie zawodnikiem „Violi”, która zapłaciła wówczas za niego „Jadze” około trzy miliony euro. Wtedy był to zresztą sprzedażowy rekord białostockiego klubu.
Drągowski i Fiorentina. Zaczęło się od kłopotliwego wywiadu
Dla szefostwa włoskiej ekipy wydatek tego kalibru był jednak drobnostką. Trzeba bowiem pamiętać, że Fiorentina do sezonu 2016/17 przystępowała jako piąta siła Serie A. W jej składzie nie brakowało gwiazd, takich jak choćby śp. Davide Astori, Matías Vecino, Josip Iličić, Nikola Kalinić, Federico Bernardeschi, Federico Chiesa czy Borja Valero. Drągowski zaczął sezon na ławce rezerwowych, ponieważ pierwszym wyborem w bramce u znanego nam skądinąd Paulo Sousy był Ciprian Tătărușanu. Mało tego, kiedy Rumun doznał kontuzji w meczu 2. kolejki z Chievo Werona, między słupki wskoczył awaryjnie Luca Lezzerini, a nie były golkiper Jagiellonii.
Drągowskiemu się to – delikatnie mówiąc – nie spodobało.
Już we wrześniu narzekał w rozmowie z Sebastianem Staszewskim na antenie Polsatu Sport:
– Czy zrobiłem dobrze, że tu trafiłem? Okaże się na końcu tej przygody. Na razie nie gram, a to ma spory wpływ na całokształt. Trudno mi też ocenić ostatni miesiąc, bo miałem go wybity z głowy przez kontuzję mięśniową. Dlatego cierpliwie czekam i mam nadzieję, że kiedyś się doczekam… – wyznał 19-latek. – Ostatnimi czasy trenowałem razem z Ciprianem Tătărușanu i Lucą Lezzerinim. Młody Giacomo Satalino wrócił do Primavery i tam gra. Na ławce co prawda siedzę, bo jest długa, siada tam dwanaście osób, ale w meczach nie występuję. Ostatnio pierwszy bramkarz miał kontuzję, ale nie ja byłem jego zmiennikiem. Może jeszcze ktoś jest przede mną? …Kierowca albo fizjoterapeuci. Może siódmy jestem, może ósmy? Bo jest pięciu fizjoterapeutów. No i kierowca. A więc jestem daleko, daleko.
– Jasne, że nie szedłem tam, aby być głęboką rezerwą i żeby w kolejce do grania być za fizjoterapeutami, ale jestem cierpliwy. Będę trenował, to może i będę grał. Wszyscy mi powtarzają, że jestem młody i tak dalej. A dla mnie to słaby argument. Z każdym rokiem jestem coraz starszy – dodał Drągowski.
Wydaje się jednak, że „cierpliwość” nie jest pojęciem aż tak pojemnym, by mieściło się w nim udzielanie tego rodzaju wywiadów kilka tygodni po transferze do zespołu ze zdecydowanie mocniejszej ligi, z których część straciło się dodatkowo z powodu urazu. Tak przynajmniej uznali działacze Fiorentiny. Drągowski nie poprawił zatem swoich notowań w nowym klubie i zakończył debiutancki sezon na włoskich boiskach z zaledwie jednym występem w Serie A (w ostatniej kolejce). Co gorsza, kolejna kampania nie przyniosła znaczącej poprawy sytuacji, mimo że na Stadio Artemio Franchi zmienił się trener (Sousę zastąpił Stefano Pioli), a Tătărușanu odszedł do Nantes. Podstawowym golkiperem „Violi” został tym razem Marco Sportiello, a Drągowski w sezonie 2017/18 uciułał trzy ligowe występy.
Fiorentina straciła w nich osiem goli.

Polak zaczął się rozglądać za nowym pracodawcą. Wrócił temat przenosin do Benfiki, pojawiło się także zainteresowanie Eintrachtu Frankfurt. Ale przedstawiciele Fiorentiny negocjowali twardo, co zniechęcało potencjalnych kupców. Nikt nie chciał płacić grubych milionów za golkipera, który właśnie przesiedział dwa bite sezony na ławce rezerwowych, plus miał trochę problemów z kontuzjami. Wychowanek Jagiellonii Białystok utknął zatem we Florencji. Zaczął nawet przebąkiwać o… zakończeniu kariery. – Mam potencjał i wszystko, co potrzebne, by grać na najwyższym poziomie. Wiadomo, że muszę nad sobą pracować, ale jeśli jeszcze trochę posiedzę, nie wiem, czy coś ze mnie będzie – uskarżał się na łamach „Przeglądu Sportowego” w marcu 2018 roku. – Widać po mnie, że mam już dość siedzenia na ławce.
„We Florencji prezesi też się będą zastanawiać, co ze mną zrobić, bo jeśli ja będę kolejny rok siedzieć na ławce, nie wiem, czy nie skończę grać w piłkę. Mam swoją cierpliwość, ale bez przesady„
Drągowski w 2018 roku („Przegląd Sportowy”)
Kiedy przed startem sezonu 2018/19 Fiorentina nie zdecydowała się na wykup wspomnianego już Marco Sportiello z Atalanty, polski golkiper mógł pomyśleć, że nadszedł wreszcie jego czas. Przełomowy moment w karierze. Ale… znowu się przeliczył. Na Stadio Artemio Franchi z Toulouse FC trafił bowiem Alban Lafont i to on z miejsca rozstał jedynką w zespole Stefano Piolego. Jesienią 2018 roku Drągowski rozegrał trzy mecze w Serie A, lecz tylko dlatego, że Francuz nabawił się urazu. Kiedy Lafont wrócił do pełnej sprawności, polski golkiper ponownie wylądował wśród zmienników. Nie pomogło nawet powołanie do reprezentacji Polski, którym docenił wówczas Drągowskiego – dość niespodziewanie – Jerzy Brzęczek. Zresztą też w reakcji na kontuzję (w tym przypadku: Łukasza Skorupskiego).
Drągowski okrzyknięty cudotwórcą. Czekał na to 2,5 roku
Stało się jasne, że Drągowski musi za wszelką cenę wyrwać się z Fiorentiny.
W ciągu dwóch i pół roku uciułał w niej marnych dziewięć meczów we wszystkich rozgrywkach. Opuszczał Ekstraklasę jako jeden z najgorętszych polskich talentów, ale ekscytacja wokół jego nazwiska miarowo stygła wraz z kolejnymi miesiącami spędzanymi poza jedenastką „Violi”. Dlatego wypożyczenie do Empoli, dogadane w styczniu 2019 roku, było dla Bartłomieja niczym haust świeżego powietrza po długim pobycie w zatęchłym pomieszczeniu. I nie miało znaczenia, że „Azzurri” byli uwikłani w walkę o utrzymanie we włoskiej ekstraklasie. Zresztą Fiorentina też notowała wówczas bardzo przeciętne wyniki w Serie A, więc wcale nie był to tak drastyczny zjazd. Grunt, że 22-letni już Drągowski wylądował w klubie, w którym zamierzano pozwolić mu na rozwinięcie skrzydeł.
No i Polak skrzydła w istocie rozwinął. Zaczął dokonywać cudów między słupkami.
- 15 kwietnia 2019 roku w meczu z Atalantą (0:0) zanotował SIEDEMNAŚCIE skutecznych interwencji (rekord Serie A według Opty)
- w starciu z Interem (1:2) również szalał w bramce – obronił rzut karny i zapisał na swoim koncie jedenaście udanych parad
- rozegrał wybitne zawody przeciwko Fiorentinie (1:0), „La Gazzetta dello Sport” nazwała go wówczas „cudotwórcą” (dziesięć skutecznych obron)
Owszem, Empoli koniec końców spadło z włoskiej ekstraklasy. Jednak sam Drągowski rzetelnie zapracował na to, by w Serie A pozostać.
Przed startem sezonu 2019/20 działacze Fiorentiny zdecydowali się na przedłużenie z polskim golkiperem kontraktu do 2023 roku. Choć nie było łatwo przekonać Drągowskiego do złożenia podpisu pod umową. – Drągowski miał oferty z Anglii. Podobno bardzo chciał odejść z Fiorentiny, tylko że w Violi zmienili się właściciele, klub został kupiony pod koniec sezonu. Bartek miał pretensje do poprzedniego zarządu. Klub na niego nie postawił, ściągnęli jeszcze Lafonta z Francji. Jego odstawili na boczny tor. Drągowski poszedł więc na wypożyczenie do Empoli, tam fajnie wypadł. Okazało się, że Lafont zawodzi i wyszło, że bardziej opłaca się im postawić na Drągowskiego. No i skoro doszło do takich zmian w klubie, Drągowski rozmawiał z innym właścicielem, innym dyrektorem i innym trenerem. Fiorentina miała więc nowe możliwości, by Bartka przekonać. Naciskali na przedłużenie umowy – wyjaśniał na Weszło Michał Borkowski, ekspert od włoskiej piłki.

– Drągowski dojrzał . To ciągle bardzo młody chłopak, ale ma wielkie umiejętności – komplementował Polaka trener Vincenzo Montella
Przed dwa sezony – 2019/20 i 2020/21 – Drągowski był pierwszym wyborem w bramce Fiorentiny. Niezależnie od zmian na ławce trenerskiej. Stawiał na niego cytowany powyżej Montella, ale również jego następcy: Giuseppe Iachini czy Cesare Prandelli. Latem 2021 roku włoskie media informowały, że Polak znajduje się w orbicie zainteresowań Interu Mediolan, Atalanty, West Hamu United, a nawet… Barcelony. Władze Fiorentiny miały oczekiwać 30 milionów euro odstępnego.
„Podczas pobytu w Empoli zdecydowałem, że odchodzę z Fiorentiny. Nie widziałem tam dla siebie żadnych perspektyw. Ale po powrocie z wypożyczenia wszystko się zmieniło. Nowy właściciel, pion sportowy. Postanowiłem zostać”
Bartłomiej Drągowski w 2021 roku („La Repubblica”)
– To zrozumiałe, że pierwszy sezon był dla mnie przede wszystkim nauką. Musiałem odnaleźć się w nowych realiach. Ale w drugim sezonie byłem już gotowy do gry, a zostałem drugim bramkarzem. To mnie trochę rozzłościło. Czułem się skrzywdzony, byłem rozczarowany. Nie wiedziałem, co robić dalej. To był dla mnie bardzo trudny czas, a byłem wtedy trochę narwańcem – przyznał Drągowski w wywiadzie dla „La Repubblica”. – Zacząłem pracę z psychologiem, który pomógł mi lepiej zarządzać emocjami. Układać myśli. Ale nie tylko on mi pomógł. Również trener bramkarzy, Alejandro Rosalen López. Od początku mam z nim znakomite relacje. Świetnie się bawię na prowadzonych przez niego treningach. Ważne jest też dla mnie muzyka. Uwielbiam rap, zwłaszcza Sfera Ebbasta i Boro.
Przy okazji polski bramkarz wyjaśnił, skąd pomysł na zapuszczenie długiej brody.
– Jest inspirowana serialem „Wikingowie”. Broda bardzo się podoba mojej dziewczynie. Między innymi dlatego, że zakrywa mi twarz i jestem dzięki niej ładniejszy.
Drągowski opuścił Włochy. W Grecji imponował przy rzutach karnych
Udany czas Drągowskiego we Florencji minął wraz z nadejściem sezonu 2021/22. Stery w drużynie przejął bowiem wówczas Vincenzo Italiano, znany trener-polakożerca (wiadomo, z przymrużeniem oka, choć… nie tak do końca!). Wychowanek Jagiellonii Białystok w pierwszej kolejce ligowych zmagań obejrzał czerwoną kartkę, później zanotował kilka przeciętnych czy wręcz nieudanych występów i na domiar złego nabawił się kontuzji. Do treningów wrócił po Nowym Roku, ale miejsca w podstawowym składzie nie odzyskał. Trener postawił bowiem definitywnie na Pietro Terracciano. – Drągowski miał pecha, że doznał kontuzji, gdy drużyna rosła i zaczynała dobrze grać. W zeszłym sezonie wykonywał świetną robotę. Potem do bramki wszedł Terracciano, który spisywał się bardzo dobrze, a gdy przychodzą wyniki, trudno zmienić bramkarza – analizował Sebastien Frey, były golkiper „Violi”, w rozmowie z portalem PassioneDelCalcio.
13 stycznia 2022 roku Drągowski otrzymał jeszcze jeden czerwony kartonik, tym razem w meczu 1/8 finału Pucharu Włoch z Napoli. Trzy miesiące później pojawił się zaś na murawie w półfinale Coppa Italia. W katastrofalnym stylu zawalił mecz z Juventusem, no i to był właściwie jego koniec we Florencji.
– Drągowski powrócił do składu, ale tylko po to, by przeżyć kolejny koszmar – skwitowała „La Gazzetta dello Sport”.
Pod wodzą Italiano zespół ze Stadio Artemio Franchi wrócił do szerokiej czołówki Serie A. W 2023 roku Fiorentina wystąpiła w finale Pucharu Włoch i Ligi Konferencji (oba mecze przegrała). W kolejnym sezonie poległa po raz drugi z rzędu w decydującym starciu LK. No ale to już bez Drągowskiego, który w sierpniu 2022 roku podpisał kontrakt ze Spezią Calcio. Zwaną wtedy „Speziowianką”, bo występowali w niej również Arkadiusz Reca, Szymon Żurkowski czy Przemysław Wiśniewski, a wcześniej także Jakub Kiwior. „Orzełki” zapłaciły za polskiego bramkarza około 2,5-3 milionów euro. Umówmy się, że nie był to oszałamiający transfer, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie wcześniejsze opowieści o 30 bańkach odstępnego i pogłoski o zainteresowaniu Drągowskim ze strony europejskich potęg.

Bartłomiej w Spezii był oczywiście jedynką, ale sezon 2022/23 zakończył się „polskiego” zespołu spadkiem do Serie B. Z powodu kontuzji Drągowski w ostatniej chwili wypadł też ze składu reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w Katarze. W kadrze zastąpił go wówczas Kamil Grabara, co niejako świadczyło o trajektoriach karier obu polskich bramkarzy. Grabara (rocznik 1999) znajdował się na fali wznoszącej, podczas gdy Drągowski (rocznik 1997) – na opadającej.
Warto zresztą wspomnieć, że Drągowski nie pojechał jak dotąd z kadrą na żaden wielki turniej.
O dziwo, polski bramkarz po degradacji pozostał zawodnikiem Spezii i rundę jesienną sezonu 2023/24 spędził na zapleczu włoskiej ekstraklasy. Był to poważny błąd. Drużyna popadła bowiem w całkowitą rozsypkę i uwikłała się w walkę o uniknięcie drugiego spadku z rzędu. Sam Drągowski również rozczarowywał swoją postawą między słupkami. – Wyglądał na jednego z tych zawodników, którym spadek do Serie B najmocniej dał się we znaki. Należał do graczy najczęściej krytykowanych przez kibiców za pierwsze mecze po spadku. […] Wyraźnie obniżył formę. Tematem stały się również kwestie zdrowotne. Można było odnieść wrażenie, że Drągowski nieustannie cierpi z powodu problemów z plecami. Przed meczami z Pisą i Parmą wypadał z gry podczas rozgrzewki. W bramce zastępował go wówczas Jeroen Zoet, który ostatecznie wygryzł go z podstawowego składu Spezii – analizował Federico Gennarelli, dziennikarz z Ligurii.
Spezia i ucieczka przed piekłem. Odwiedziliśmy najbardziej polski klub we Włoszech [REPORTAŻ]
Dlatego kiedy zimą 2024 roku Drągowski odszedł do Panathinaikosu – w ramach wypożyczenia, które przerodziło się w transfer definitywny – szefowie Spezii odetchnęli z ulgą. Na tym etapie Polak był już w klubie ze Stadio Alberto Picco postrzegany głównie jako obciążenie dla budżetu z uwagi na niemałą pensję.
No a grecki epizod polskiego golkipera to już świeża historia.
Zaczęło się optymistycznie – od regularnej gry w podstawowym składzie w rundzie wiosennej sezonu 2023/24. Polak został bohaterem Panathinaikosu w półfinale Pucharu Grecji, kiedy to obronił trzy rzuty karne w konkursie jedenastek z PAOK-iem (każde wyciągnięte przezeń uderzenie było na wagę awansu rywali). W finałowym starciu „Koniczynki” zatriumfowały nad Arisem Saloniki i zgarnęły trofeum, choć akurat to spotkanie Drągowski spędził na ławce rezerwowych. Reprezentant Polski poradził sobie także potem z dwoma uderzeniami z wapna w szalonej serii jedenastek z Ajaksem Amsterdam w eliminacjach do Ligi Europy, a na dokładkę obronił karnego wykonywanego przez Floriana Sotocę z Lens w eliminacjach do Ligi Konferencji. Zaskarbił sobie w ten sposób sympatię kibiców.
W sezonie 2024/25 był wymieniany w gronie najlepszych bramkarzy w Grecji. Przydarzały mu się jednak również poważne błędy. W marcu 2025 roku pokpił sprawę już w pierwszej minucie derbowej konfrontacji Panathinaikosu z Olympiakosem. Tej wpadki mu w Atenach nie zapomniano.
Drągowski wraca do Ekstraklasy. Pozamiata w lidze?
W rundzie jesiennej bieżących rozgrywek Drągowski znowu znalazł się na bocznym torze. Najpierw dzielił się minutami ze swoim starym znajomym z Florencji, Albanem Lafontem, a później – już za kadencji Rafy Beniteza, który trafił do Aten w połowie października – jego status w drużynie został ograniczony do roli bramkarza numer trzy. Gwoździem do trumny okazała się chyba porażka „Koniczynek” w derbowym starciu z AEK-iem Ateny. Drągowski sprokurował wówczas (do spółki z Erikiem Palmerem-Brownem, ale jednak) jedenastkę w doliczonym czasie i tym razem nie zdołał skutecznie interweniować. Panathinaikos przegrał 2:3.
Polak nie jest jedynym graczem, którego Benitez szybko skreślił. Hiszpański trener tłumaczył potem greckim mediom, że szatnia wymagała przewietrzenia.– Przychodzą do nas nowi piłkarze z pasją, energią i „świeżymi nogami”, co jest pozytywne. Podnieśli poziom rywalizacji w zespole – oznajmił doświadczony szkoleniowiec.
***
Drągowski na przestrzeni blisko dziesięciu lat spędzonych poza Polską sięgnął więc po jedno trofeum – wspomniany Puchar Grecji w 2024 roku. Jednocześnie blisko 29-letni bramkarz zaliczył dwa spadki w Serie A, choć przy żadnym z nich nie można go było wymienić w gronie głównych winowajców fatalnej postawy drużyny. Niemniej, kiedy w 2016 roku białostoczanin podpisywał kontrakt z Fiorentiną, oczekiwano po nim zdecydowanie bardziej spektakularnych wyczynów. A już co najmniej tego, że ustabilizuje swoją pozycję w jednej z najmocniejszych lig Starego Kontynentu. Tymczasem „stabilizacja” była dla niego pojęciem właściwie obcym.
Polak notował kapitalne mecze, udane rundy, czy nawet niezłe sezony, ale zaraz po nich powracały kłopoty z regularnym graniem. Prędzej czy później tracił miejsce w wyjściowym składzie prawie każdego klubu, do którego trafiał. Tak potoczyły się jego losy w Fiorentinie, Spezii i Panathinaikosie.
Czy w Widzewie Łódź pójdzie mu lepiej? Cóż, kredyt zaufania z pewnością otrzyma. I to zapewne pokaźny, bo jak na ekstraklasowe realia Drągowski – przynajmniej na papierze, zobaczymy jak wyjdzie w praktyce – jawi się jako bramkarz naprawdę dużego kalibru. Bartłomiej zdaje sobie zresztą sprawę, że jeżeli chce zachować miejsce w reprezentacji Polski i być może pojechać z nią na upragniony mundial, to po powrocie na polskie boiska musi pokazać klasę. A umówmy się, że w Serie B czy w lidze greckiej jego losy śledziło na bieżąco relatywnie niewielu kibiców znad Wisły. Natomiast Widzew w erze Roberta Dobrzyckiego non stop znajduje się na świeczniku.
Wkrótce się przekonamy, czy Drągowski udźwignie tę presję i zagwarantuje Widzewowi długo wyczekiwany spokój między słupkami. Rafał Gikiewicz – też golkiper z międzynarodowym doświadczeniem – z podobnym zadaniem sobie nie poradził.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Widzew kompletuje karetę bramkarzy. Może jeden będzie dobry!
- Pewne zwycięstwo Atalanty i aktywny Zalewski w roli głównej
- Ziółkowski z kolejnymi minutami. Spokojne zwycięstwo Romy
fot. NewsPix.pl