Zamienili stadion na barykadę. Oni także porzucili niewolę

redakcja

Autor:redakcja

02 sierpnia 2015, 14:57 • 4 min czytania

Zamienili stadion na barykadę. Oni także porzucili niewolę

Nie było mowy, by rozłożyć nad nimi jakikolwiek parasol bezpieczeństwa. Zresztą sami na podobny gest na pewno by się wypieli. Choć w przedwojennej i powojennej Warszawie byli ulubieńcami tłumu, tak gdy wybiła godzina uderzenia dostali opaskę i ruszyli bronić swego. Bo nie chcieli dłużej przegrywać, bo nie chcieli wciąż przeżywać upokorzeń, fundowanych im przez niemieckiego okupanta. Nie mieli na twarzy wypisanej porażki, stąd i z granatem w ręce szli po swoje. 71 lat temu byli po pierwszej nocy walk o wolność.

Reklama

– Kiedy jeździliśmy po Polsce, ludzie domagali się spotkań po meczach, ponieważ chcieli posłuchać opowieści o przeżyciach warszawiaków. Wielu z nas walczyło w powstaniu. Ja miałem 15 lat, kiedy w Szarych Szeregach nadano mi pseudonim „Dante” i postawiono zadanie przygotowania szkiców tzw. domów przechodnich, co przydało się podczas walk powstańczych. Stałem już pod murem na Chłodnej razem z grupą mężczyzn, których mieli rozstrzelać własowcy. Uratował mnie esesman, pytając ile mam lat – mówił w rozmowie z Rzeczpospolitą Edmund Zientara. 40-krotny reprezentant Polski, który z Legią zdobył mistrzostwo Polski, ale zanim miał ku temu okazję, dołożył i swoje serce w obronę ojczyzny. Poniósł największe straty z możliwych. W trakcie powstania zginęli jego rodzice.

Zientara w 1944 roku był jeszcze dzieckiem. Szczyt jego kariery przypadał na drugą połowę lat 50. Piłkarze, którzy przed powstaniem zaczęli już coś znaczyć w warszawskim futbolu, po wojnie trafili głównie do Polonii Warszawa. Jak Jerzy Szularz – człowiek pokolenia Kolumbów – mający wówczas 21 lat. O 63 dniach chwały przypominała mu poparzona twarz i noga, którą po każdym meczu trzeba było trochę rozchodzić, by zredukować ból i zasnąć. Szularz podczas walk oberwał odłamkami. Część z nich została w nodze, co czuło się podczas każdego treningu. Jednak radość z faktu, że po sześciu latach mógł porzucić konspiracyjne rozgrywki, pozwalała zapomnieć o pokiereszowanej nodze. W 1946 roku Szularz poprowadził Polonię Warszawa do mistrzostwa Polski. Drużyna, która powstała na gruzach zniszczonej stolicy sięgnęła po swój pierwszy tytuł w historii. Oparta właśnie na zawodnikach, którzy dwa lata wcześniej bronili miasta. Którzy wartości wyniesione z codziennego życia ukazywali na boisku. Waleczność, determinacja, serce do gry, czyli cechy, których dziś brakuje tak wielu ligowcom.

Reklama

Medalista mistrzostw Polski, kapitan reprezentacji biorącej udział w Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. Sportowiec, który przeniósł się do Warszawy skuszony propozycją Legii i na jej stadionie zatrzymał rywali z III Rzeszy. Henryk Martyna, najpopularniejszy polski piłkarz, który brał udział w Powstaniu. Podobnie, jak na boisku, tak i na froncie musiał dowodzić. W tym przypadku jedną z kamienic przy ulicy Mokotowskiej.

Ludzie, o których warto wspominać teraz, gdy modern football staje się po prostu elementem popkultury. Piłkarze, z których czasów kojarzycie nazwisko Ernesta Wilimowskiego i najprawdopodobniej nikogo więcej. A przecież to ledwie wierzchołek. Jak pisze blog „Tropy Historii” – ełkaesiacy, Alojzy Welnitz i Adam Obrubański zginęli w Katyniu, a jednego z nich zidentyfikowano właśnie dzięki klubowej klapie ŁKS-u. Inny człowiek związany z łódzkim klubem, Władysław Załęski, w pożegnalnym liście z obozu na Radogoszczu pisał:

„(…) i wierzę, że uda mi się zobaczyć z Wami. Lecz gdyby nie, to pamiętajcie, że zawsze Was kochałem, że moje myśli były zawsze przy Was, przy naszych przygodach, przy naszym ŁKS-ie (…)”.

źr. Tropy Historii, Futbol w czasie okupacji, Remek Piotrowski

Czołowy piłkarz Polonii Warszawa, Michał Hamburger, działał w Związku Walki Zbrojnej, zginął trochę ponad rok przed wybuchem powstania z rąk gestapowca. Bogdan Tuszyński, badacz dziejów sportu i historyk, w swej „Księdze sportowców – polskich ofiar II wojny światowej” wymienia przeszło półtora tysiąca nazwisk, zaznaczając, że to z pewnością liczba zdecydowanie zbyt niska w stosunku do realnych strat. Blisko trzystu z poległych to piłkarze. Wielu w Powstaniu. Wśród nich między innymi Ludwik Skrzypek ze zgrupowania „Baszta”. Jego pseudonim mówi wszystko.

„Gol”.

Sportowcy, którzy w chwili narodowego zrywu chwycili za broń, by odbić swój dom. Warszawę. Opluwaną i zniewoloną, za której pięć minut wolności każdy z nich oddałby życie.

Cześć i chwała Bohaterom!

MICHAŁ WYRWA, JAKUB OLKIEWICZ

Fot.FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama