Dni Niedźwiedzia w Widzewie policzone? Wszystko na to wskazuje

Mateusz Janiak

04 września 2023, 15:30 • 6 min czytania

Reklama
Dni Niedźwiedzia w Widzewie policzone? Wszystko na to wskazuje

Widzew Łódź nie powala swoją formą na kolana. W siedmiu meczach zdobył siedem punktów, ale gdyby to był jedyny problem tego zespołu, nie byłoby takiego ambarasu związanego z trenerem Januszem Niedźwiedziem. Na tę sprawę trzeba spojrzeć szerzej, bo przecież nie tylko od kilku tygodni łodzianie punktują jak klub nadający się do spadku z Ekstraklasy. Już runda wiosenna była słaba i niewiele pod tym względem zmieniło się w nowym sezonie. Dlatego Niedźwiedź znalazł się w sytuacji, w której jego los zdaje się być przesądzony.

Reklama

Serial „Canal Plus Sport” o Widzewie Łódź, końcówka sezonu 2022/2023. Mateusz Dróżdż wpada do szatni, trzaska drzwiami, zaprasza trenera Janusza Niedźwiedzia na rozmowę. W scenie, gdy zarząd i szkoleniowiec spotykają się w gabinecie, sztab słyszy, że Dróżdż zmęczył się składaniem deklaracji, że trenera nie zwolni i zrobiłby to, gdyby nie fakt, że gol Dominika Kuna zapewnił RTS-owi utrzymanie.

Prezes Widzewa chyba nie zdawał sobie wtedy sprawy, że topór lada moment spadnie, tyle że na jego głowę, a trener Niedźwiedź znajdzie oparcie we właścicielu – Tomaszu Stamirowskim. Tamte wydarzenia odsłoniły jednak kulisy pogarszających się relacji szkoleniowca z szatnią. Szefostwo RTS-u starało się zaprzeczyć, że trener i piłkarze się od siebie oddalają, ale kolejne miesiące pokazały, że sprawa jest już nie do uratowania. Po porażce z Legią Warszawa nawet cierpliwość Stamirowskiego może być niewystarczająca, żeby Niedźwiedź utrzymał posadę.

Widzewa Łódź. Janusz Niedźwiedź stracił szatnię, a wkrótce straci pracę

Relacje trenera Janusza Niedźwiedzia z piłkarzami pogarszały się od dawna, wpływało na to mniejsze i większe zdarzenia – niektórzy zaczęli narzekać, że szkoleniowiec odsuwał od siebie odpowiedzialność za kryzys (oczywiście: w ich opinii), innym nie podobało się nierówne traktowanie, a jeszcze kolejni wytykali słabe relacje z niektórymi zagranicznymi piłkarzami – przykładem może być sprawa Kristoffera Hansena.

Norweg miewał w zespole z Łodzi tylko przebłyski, ale w tych rzadkich momentach pokazywał, że potrafi zagrać ponadprzeciętnie. W rzadkich momentach w lidze – dodajmy, bo na treningach miał wielokrotnie prezentować się dobrze, tyle że pomocnik kompletnie nie potrafił znaleźć wspólnego języka z Niedźwiedziem. Wręcz go nie znosił, jak słyszymy. Latem szkoleniowiec nawet chciał zesłać Hansena do drugiej drużyny, ponieważ nie spodobało mu się jedna z reakcji zawodnika – miał machnąć ręką na niego.

Reklama

Ostatecznie władze Widzewa 25 sierpnia poinformowały, że umowa 29-latka został rozwiązana za porozumieniem stron, co nie tylko nie spotkało się przychylnym odbiorem kibiców, czemu dawali wyraz w mediach społecznościowych, lecz także… kilku zawodników, którzy również zabrali głos w socjalach. – Wrong person leaves. Good luck Hansi! – napisał na Instagramie Patryk Lipski, obecnie Ethnikós Achnas. Zła osoba odchodzi. – Small boss, take care. You deserverd much more than you got! – to z kolei Andrejs Ciganiks. Zasłużyłeś na znacznie więcej niż dostałeś…

Oczywiście, Lipski nie grał u Niedźwiedzia i odszedł, a Ciganiks ostatnio siedzi w rezerwie, więc teoretycznie obaj mogą być uprzedzeni, ale w praktyce po prostu wyrazili głos szatni. Szatni, w oczach której trener dawno stracił autorytet.

Telefon do właściciela, sprawa młodzieżowca

Hansen to tylko symbol, natomiast słabe relacje łączyły bądź łączą Niedźwiedzia z wieloma piłkarzami zagranicznymi – Bożidarem Czorbadżijskim, Martinem Kreuzrieglerem, Julianem Shehu czy Jordim Sanchezem, do których jakoś nie umiał trafić. Przy tym ostatnim warto się zatrzymać – to potwierdzenie, że choć miłości między trenerem a drużyną nie było, nikt nie grał przeciwko niemu. W końcu Hiszpan w tym sezonie strzelił dwa gole i zanotował dwie asysty.

Reklama

Kolejna sprawa to sytuacja z Dróżdżem po rywalizacji z Górnikiem Zabrze, kiedy po wspomnianym „wezwaniu na dywanik” Niedźwiedź zadzwonił do właściciela, a później sprawy potoczyły się tak, jak potoczyły – Dróżdż stracił stanowisko. Początkowo, po trzaśnięciu drzwiami, zespół był za szkoleniowcem, ale kiedy na jaw wyszedł telefon do Stamirowskiego, sytuacja się zmieniła. Niedźwiedź stracił również w oczach dużej części polskiej części szatni i już nie był w stanie odzyskać autorytetu, tym bardziej że nie umiał wyciągnąć RTS-u z kryzysu. Podczas letnich przygotowań nic się w tej kwestii nie zmieniło, a w ostatnich tygodniach odwrócili się nawet ci najwierniejsi zawodnicy.

Kto chciał odejścia Dróżdża, czym podpadł drużynie Niedźwiedź. Kulisy zmian w Widzewie Łódź

Letnie modyfikacje taktyki niewiele wniosły, pomysły Niedźwiedzia nie działały i tak naprawdę jeszcze przed startem Ekstraklasy w klubie coraz więcej osób oswajało się z myślą, że szybko dojdzie do zmiany na stanowisku pierwszego trenera. Czuł to sam szkoleniowiec, w związku z tym w spotkaniu inauguracyjnym sezon z Puszczą Niepołomice nie zagrał żaden młodzieżowiec. Niedźwiedź zdawał sobie sprawę, że strata punktów w tej potyczce przy wyjazdach do Białegostoku i Szczecina postawiłyby go pod ścianą w derbach, do których przy niekorzystnych wynikach mógłby nawet nie dotrwać.

Z tego powodu na murawie z Puszczą nie pojawił się żaden zawodnik spełniający kryteria młodzieżowca, co rozzłościło władze (Widzewa nie stać na płacenie kary za niewypełnienie limitu) i Niedźwiedź musiał się tłumaczyć przed zarządem. Efekt – od następnej kolejki młodzieżowiec już występował (choć też nie zawsze w pełnym wymiarze czasu).

Reklama

Słowem – o wzajemnym zaufanie nie było już mowy. Żeby być sprawiedliwym: nie jest to żadna sensacja. Wiele szatni i dobrze funkcjonujących organizmów rozpadało się, gdy przychodził kryzys i zwątpienie, zwłaszcza kiedy sprawy nie zmierzają w kierunku przezwyciężenia trudności. Nie pomogła zmiana ustawienia w letniej przerwie, a także narastające uczucie, że prędzej czy później trener i tak zostanie zwolniony, skoro uratowała go tylko bramka Kuna, a z góry nie płynął przekaz budujący pozycję szkoleniowca.

Ale – drugi raz to podkreślamy – żaden z piłkarzy nie robił nikomu na złość, czego przykładem nie tylko Sanchez, lecz także dyskusja starszyzny po jednym z meczów, że oni nie chcą się bić o utrzymanie i dlatego nie chcą, by młodzi grali tylko ze względu na kryterium wieku.

Zarząd wezwał Janusza Niedźwiedzia na dywanik, Stamirowski go uratował

Tydzień temu po meczu Widzewa ze Śląskiem Wrocław (0:2) do szatni wpadł zarząd, który wezwał trenera Niedźwiedzia na dywanik. Akcja ta tylko utwierdziła zespół w przekonaniu, że zmiana jest nieunikniona. Niektórzy mówią, że głowę szkoleniowca uratował wówczas tylko Stamirowski, który nie dał zgody na zmianę, nie chcąc podejmować znaczących decyzji w emocjach.

Stamirowski: Zainwestowałem połowę majątku. Chcę, żeby Widzew wygrywał trofea

Reklama

Nikt nie krył się jednak z tym, że klub sonduje rynek, rozpatrując różne opcje. Wspominaliśmy o Danielu Myśliwcu, którego rozważa także Wisła Kraków, z kolei „Widzew24” wyjawił nazwisko Adama Majewskiego. Ten pierwszy zdaje się być faworytem do objęcia posady po Niedźwiedziu, ale w ostatnim czasie były trener Stali Mielec odmówił innemu klubowi, co zwiastuje, że sprawa nie musi być już rozstrzygnięta.

Wisła Płock rozważała zmianę trenera. Adam Majewski odmówił ze względu na Widzew?

Z naszych ustaleń wynika, że o zatrudnienie Adama Majewskiego mocno zabiegała Wisła Płock. Nafciarze po słabym starcie rozważali zwolnienie Marka Saganowskiego i zastąpienie go związanym w przeszłości z tym klubem trenerem, jednak Majewski nie zdecydował się na zejście na zaplecze Ekstraklasy. Wisła rozmawiała też z Dariuszem Żurawiem, ale ostatecznie Saganowski uspokoił sytuację wygraną z Polonią Warszawa 3:0 na otwarcie nowego stadionu.

Majewski pozostaje więc w grze o posadę trenera Widzewa Łódź. Wynik jego „konfrontacji” z Myśliwcem poznamy raczej prędzej, niż później.

SZYMON JANCZYK, MATEUSZ JANIAK

Reklama

WIĘCEJ NA WESZŁO:

foto. FotoPyk

Mateusz Janiak

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
13
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
24
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont