3 powody, dla których GieKSa zgarnie dublet

Antoni Figlewicz

17 marca 2026, 10:08 • 6 min czytania 11

Reklama
3 powody, dla których GieKSa zgarnie dublet

Dobra, skoro tytuł zdążył was już przyciągnąć, to od razu zaznaczę, że jest on oczywiście lekką przesadą. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo dobrze ogląda się ostatnio GKS Katowice. Przedstawię z czystym sumieniem trzy argumenty za tym, że podopieczni Rafała Góraka zaliczą mocny finisz sezonu. A ten może się dla nich zakończyć…

Nie, bez prognozy, nie zagram w tę grę. Ostatnie miesiące dowodzą jasno, że żadne, nawet rozsądne, przewidywania nie mają w Ekstraklasie racji bytu. Wiele wskazuje jednak na to, że chociaż jednego naszego pucharowicza będziemy mieli całkiem, jak to się mówi, od czapy. Na mocnego kandydata do rewelacji sezonu – obok Zagłębia Lubin – wyrasta teraz właśnie GieKSa, która po zimowaniu w strefie spadkowej postanowiła wrzucić od razu piąty bieg i jest dziś najlepszą drużyną wiosny.

Szalonej wiosny szalonego sezonu. Chociaż dobra gra nadal jest w cenie, co Katowiczanie ostatnio pokazują na każdym niemal kroku.

GieKSa podtrzymuje serię. Pokonała apatyczną Lechię

Reklama

Powód pierwszy. Defensywa w ataku i obronie

Wystarczy w sumie wymienić dwa nazwiska. Jędrych i Klemenz. Panowie mają na swoim koncie po pięć ligowych goli (!) i w szatni ustępują w tym względzie pola tylko Bartoszowi Nowakowi z siedmioma trafieniami. Wiosną Klemenz zdążył pogrążyć w Katowicach Widzew – obie drużyny złożyły się raczej na niezbyt porywające widowisko, ale w wygrywaniu takich GieKSa celuje. Podobnie było w starciu z Radomiakiem, też wygranym 1:0 i też po golu stopera – tym razem Jędrycha.

Obaj obrońcy wykorzystali dokładne dogrania Nowaka, którego zestawienie z zaskakująco skutecznymi kolegami z bloku defensywnego sprawia, że niezwykle groźną bronią Katowiczan stały się stałe fragmenty gry. Jest chłop od dogrywania na nos i są goście od dostawiania tego nosa.

Gole GieKSy ze stałych fragmentów w rundzie wiosennej:

  • 8 marca – Jędrych z Radomiakiem Radom – rzut wolny,
  • 28 lutego – Jędrych z Górnikiem Zabrze – rzut karny,
  • 13 lutego – Galan z Legią Warszawa – rzut wolny,
  • 8 lutego – Klemenz z Widzewem Łódź – rzut rożny,
  • 30 stycznia – Jędrych z Zagłębiem Lubin – rzut rożny.

W sumie pięć takich trafień z jedenastu wiosennych. Za cztery z nich odpowiedzialni środkowi obrońcy, za jedno wahadłowy. Pod tym względem trzeba na GieKSę bardzo uważać i nawet jeśli nie ukłuje ona jakimś nieźle napędzonym kontratakiem – tak jak było niedawno z Lechią – to zawsze ma tę alternatywną drogę do bramki rywali.

Reklama

Klemenz i Jędrych

Arkadiusz Jędrych i Lukas Klemenz robią robotę pod obiema bramkami.

Sama umiejętnie broni też dostępu do własnej. Wiosną nie ma zespołu, który straciłby mniej goli niż GKS Katowice, a ekipa ze Śląska nie ma najmniejszego kłopotu z tym, by dopuszczać rywali do strzałów. Tylko uwaga, bo sukces może tkwić jednak w tym, że niski blok obronny wymusza na przeciwnikach strzały z kiepskich pozycji. Tak jak było w ten weekend w starciu z Lechią, na bakier ze skutecznością był też kolejkę wcześniej Radomiak.

Gole oczekiwane przeciwko GieKSie w rundzie wiosennej:

Reklama
  • Lechia Gdańsk – 1,02 – 14 strzałów,
  • Radomiak Radom – 1,27 – 15 strzałów,
  • Górnik Zabrze – 1,86 – 15 strzałów (jeden gol stracony),
  • Arka Gdynia – 1,48 – 12 strzałów (dwa gole stracone),
  • Legia Warszawa – 0,69 – 11 strzałów (jeden gol stracony),
  • Widzew Łódź – 0,37 – 9 strzałów,
  • Zagłębie Lubin – 0,77 – 11 strzałów.

W sumie 8,46 gola oczekiwanego przeciwko GieKSie i stracone cztery bramki.

Powód drugi. Pochwała prostoty

W czasach, w których rozkładamy piłkę na czynniki pierwsze, gra Katowiczan wydaje się jakaś taka prosta. Nie że prymitywna, nie chodzi o to, że trener Górak rzuca swoim piłkarzom piłkę i mówi: grajcie. Szkoleniowiec GKS-u robi jednak to, co należy – dobraną taktyką wyciąga z zespołu jak najwięcej. Układ „nowakocentryczny” jest oczywiście nieco zależny od formy i zdrowia jednego piłkarza, ale posiadanie w zespole postaci centralnej nie jest tu wadą.

Wadą nie jest też skonsolidowana obrona – cały zespół często broni się nisko na własnej połowie i nie ma z tym problemu, czego dowodem są też ostatnie wyniki. Z drugiej strony – są i fragmenty meczu, w których GieKSa wychodzi do pressingu i tu także potrafi się odnaleźć. Kiedy już jednak sama przechodzi do ataku, liczy na konkret i przyspieszenie w modnych teraz w dyskusji o futbolu fazach przejściowych. Po odbiorze zespół ten jest groźny, a przy rozproszonych, zaskoczonych rywalach wystarczą często dwa podania, by narobić sporego zamieszania.

Reklama

Gol Wdowiaka z Lechią to modelowy przykład przytoczonej tu prostoty. Odbiór Wasielewskiego, po którym bezpańska piłka w środku pola pada łupem GieKSy. Potem wszystko dzieje się bardzo szybko ale – śmiem twierdzić – nie wymaga kwadratowych jaj. Milewski do Nowaka, ten bez wielu komplikacji z powrotem do Milewskiego, który na koniec posyła futbolówkę na wolne pole bez większego wysiłku i zalicza asystę.

To nie jest jakoś cholernie trudne. Jest jednak skuteczne i wymaga dużej determinacji w parze z dużym skupieniem w odpowiednich momentach meczu. Piłkarze Lechii wyglądali na kompletnie pogubionych, wszystko działo się dla nich za szybko, ale to dlatego, że nie byli przygotowani do obrony.

GieKSa umie wybrać dobry moment, czasem to wystarczy. A że przy okazji cała ta akcja wyglądała efektownie? No wyglądała, prosta piłka jest bardzo fajna do oglądania.

Szkoleniowiec ekipy z Katowic sam zresztą przyznaje, że inspirował się w swoim podejściu do ułożenia zespołu pracą Marka Papszuna w Rakowie. Można więc śmiało stwierdzić, że w swojej skali zaczyna osiągać takie efekty, jak wcześniej Medaliki, lecz z kilkoma modyfikacjami. Dla widza dobrymi, bo choć GieKSa nie skupia się na posiadaniu piłki, to futbolu nie zabija.

Reklama

Powód trzeci. Zgadliście, Bartosz Nowak

Zresztą jeśli potrzeba czegoś więcej niż prosta gra, jest przecież Bartosz Nowak. Stałe fragmenty? Już je z grubsza omówiliśmy, piłkarz GieKSy posyła w pole karne ciasteczko za ciasteczkiem, a jego koledzy bez wysiłku robią z dokładnych dograń użytek. Odnalezienie się w odpowiednim miejscu i czasie? Szkoda gadać, jest pod tym względem świetny. Podania prostopadłe, strzały z dystansu, wyjście na pozycje – wszystko, w tym sezonie ma wszystko. A na wiosnę jego forma jeszcze się tylko poprawiła.

Dość powiedzieć, że udziału przy akcji bramkowej Nowak nie miał w tym roku tylko w dwóch meczach – pucharowym z Widzewem i ligowym z Radomiakiem. A w całym sezonie zaliczył takich spotkań raptem 11 na 28 rozegranych.

O Nowaku napisano i powiedziano już wiele. Sporo osób spodziewa się nawet powołania go do reprezentacji Polski na zbliżające się baraże o mundial i cóż, są ku temu solidne podstawy.

Bartosz Nowak

Reklama

Bartosz Nowak rozgrywa niesamowity sezon

Wiosenne mecze ligowe Bartosza Nowaka:

  • z Zagłębiem Lubin – 90 minut, gol i asysta,
  • z Widzewem Łódź – 90 minut i asysta,
  • z Legią Warszawa – 90 minut i asysta,
  • z Arką Gdynia – 90 minut i asysta,
  • z Górnikiem Zabrze – 90 minut i gol,
  • z Radomiakiem Radom – 90 minut,
  • z Lechią Gdańsk – 89 minut i asysta.

Kluczowych podań ma wg aplikacji Superscore – 61. Najwięcej w Ekstraklasie (tyle samo ma też Kamil Grosicki). Jako jedyny w tym sezonie zdobył dwie bramki z rzutów wolnych, pozostali mają maks po jednej. Liczby, jakkolwiek wymyślne, i tak nie oddadzą satysfakcji, jaką daje oglądanie Nowaka na boisku. I w efekcie oglądanie całej GieKSy, co ładnie tłumaczył w lutowej rozmowie z Przemysławem Michalakiem trener Górak:

Bartek jest wartością olbrzymią, a jeśli chodzi o liczby i wartość ofensywną – wyjątkową, ale zawsze na zawodnika, jakiej by nie był klasy, pracuje cały zespół. U nas też tak jest. Bartek ma bramki i asysty, ale żeby zaliczył asystę, ktoś jego zagranie musi wykorzystać, a gdy strzela, ktoś wcześniej musi mu podać. Jeśli trafiamy z jego stałego fragmentu gry, jest to zaplanowana akcja, a nie przypadkowa – mówił trener GieKSy.

Reklama

I na samej końcówce tej wypowiedzi się skupmy. Nie tylko stałe fragmenty są w Katowicach zaplanowane. Ten zespół gra w sposób przemyślany i dlatego tak sprawnie przeszedł drogę ze strefy spadkowej do miana jednej z lepszych drużyn wiosny. A zdobycz punktowa sugeruje, że może i najlepszej.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa