Raków Częstochowa ma szansę doskoczyć na punkt do Zagłębia Lubin i Lecha Poznań, o ile wygra w Zabrzu z Górnikiem, który od dłuższego czasu nie potrafi nawiązać do tego, co pokazywał przez dużą część rundy jesiennej. Zapraszamy na naszą relację live.
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 2:0
A Chłań teraz sytuacyjnie strzelał z siedemnastu metrów i piłka przeleciała tuż obok słupka. Nie wygląda Raków na ekipę, która jest w stanie odrobić dziś dwubramkową stratę.
Raków nie poszedł za ciosem z atakami. Górnik skutecznie oddala grę od własnego pola karnego i nie daje się zepchnąć.
Dalekie zagranie Zycha, Makuch zgrał głową i Brunes od razu uderza - Łubik na rzut rożny. A z tego rożnego świetną sytuację marnuje zamykający dośrodkowanie Diaby-Fadiga. Coś się ruszyło?
W oczekiwaniu na dalsze emocje obejrzyjmy sobie drugą bramkę dla Górnika:
Brunes dwa razy z rzędu źle przyjął piłkę i Górnik omal nie wyprowadził groźnej kontry. Svarnas w pojedynku na styku był minimalnie szybszy od Chłania.
Straty musi odrabiać Raków, ale to Górnik zaczął drugą połowę od celnego strzału. Próbował Ambros z narożnika pola karnego, pewnie interweniował Zych.
Na boisku nie ma już Rochy, Iviego, Bulata i Amorima.
W Górniku Mrzly zmienił Dimiego.
Aż cztery zmiany w Rakowie od razu na drugą odsłonę. Na boisku meldują się Brunes, Makuch, Struski i Jean Carlos.
Tak wyglądał pierwszy gol dla Górnika:
Przerwa
Raków lepiej zaczął, dominował, miał jakieś zalążki sytuacji, ale po utracie pierwszego gola się posypał. Chyba nie ma co czekać z wpuszczaniem Brunesa.
Od razu mogło być 3:0 - Liseth w dość statycznej akcji trafił w poprzeczkę. W odpowiedzi Diaby-Fadiga próbował lobować niemal z połowy boiska i aż tak dużo mu nie zabrakło.
To już są jaja. Ambros po prostu biegł z piłką, a na koniec strzelił w dalszy róg i wpadło. Bulat do pewnego momentu gonił Czecha, potem uznał, że już chyba wystarczy. Jednocześnie Racovitan za późno doskakiwał i tak naprawdę Ambros trafiał do siatki w sposób absolutnie bezstresowy.
W Rakowie sporo akcji dobrze się zaczyna, tyle że końcówka jest do niczego. Amorim fajnie się podłączy, ale wrzuci fatalnie. Diaby-Fadiga super przyjmie piłkę, ale później za bardzo gra pod siebie, zwalnia grę i na koniec drużyna nic z tego nie ma.
Raków próbuje odpowiedzieć, ale na razie ma problem, żeby stworzyć jakiekolwiek zagrożenie.
Seria błędów w defensywie Rakowa. Najpierw Arsenić chciał wyprowadzić/wybić piłkę, ale wskoczył przed niego Chłań i mu ją odebrał. Potem Amorim wybijał wrzutkę Janży przed pole karne, gdzie "zniknęli" Repka i Bulat, a niepilnowany Sadilek natychmiast strzelił - rykoszet od Svarnasa i piłka w siatce.
Górnik przez 18 minut nawet nie mrugnął z przodu, aż nagle Ambros przyładował zza pola karnego i Zych musiał się wysilić.
No i było groźnie! Rocha nabiegał i wyskoczył wyżej niż Josema, ale strzelił niecelnie. Zawodnik o takich gabarytach mógł z tego wycisnąć więcej.
Łubik zbyt nonszalancko rozgrywał na lewą stronę, wrzucił kolegów na minę i skończyło się to rzutem rożnym dla Rakowa.
No to teraz odnotujmy pierwszy celny strzał. Diaby-Fadiga uderzył głową po wrzutce Iviego i interwencja Łubika z gatunku "formalność".
Górnik ciągle tylko biega za piłką.
Tym razem Bulat bardzo zgranym podaniem przez środek napędził akcję Rakowa. Diaby-Fadiga trafił piłką w tył głowy Josemy, Hiszpan potrzebował chwili, żeby się pozbierać.
Pierwszy strzał w tym meczu. Rocha źle kopnął sprzed pola karnego, ale wcześniej dobrze zgrał piłkę do Amorima. Na razie goście dominują.
Zaczęliśmy od festiwalu błędów i niedokładności z obu stron. Szczególnie słabo zaczął Bulat.
Przed pierwszym gwizdkiem uhonorowany za dobicie do czterystu meczów w Ekstraklasie został Rafał Janicki.
Po składzie Rakowa widać perspektywę rewanżu z Fiorentiną. Odpoczywają Brunes, Struski czy Pieńko, a nawet na ławce nie ma Tudora, który jest doprowadzany do pełni sił na czwartek. Za niego do wyjściowej jedenastki po długiej przerwie wraca Arsenić.
Skład Górnika bez większych zaskoczeń. Nie ma na prawej obronie lekko kontuzjowanego Sacka, za niego Olkowski.
Fot. Newspix