Profesor Harry Kane naucza. Bayern zasłużenie wygrywa z Chelsea – LIGA MISTRZÓW

Wojciech Górski

17 września 2025, 23:09 • 5 min czytania 12

Reklama
Profesor Harry Kane naucza. Bayern zasłużenie wygrywa z Chelsea – LIGA MISTRZÓW

Chelsea FC sprawiała kłopoty Bayernowi Monachium, ale tylko momentami. Na przestrzeni całego spotkania Bawarczycy byli zdecydowanie lepsi i wygrali z The Blues 3:1 po dublecie Harry’ego Kane’a i samobójczej bramce Trevoha Chalobaha. Na przestrzeni spotkania mocno wyróżniali się Konrad Laimer oraz Michael Olise, a Manuel Neuer wygrał swoje setne spotkanie na poziomie Champions League.

Reklama

Kliknij tutaj i oglądaj Ligę Mistrzów w Canal+

Liga Mistrzów w Canal+

Taka sytuacja zdarza się naprawdę rzadko. Rzut wolny dla Bayernu Monachium, część piłkarzy ustawiona w polu karnym, Joshua Kimmich przygotowuje się do dośrodkowania. W ostatniej chwili dostrzega ustawionego na lewej stronie kolegę i decyduje się podać mu piłkę. Zaskakuje wszystkich, nawet sędziego. Ten obrywa piłką i zarządza rzut sędziowski. Z udziałem… jednego zawodnika.

A więc w praktyce – Bayern rzut wolny zamienił na wznowienie gry przez Kimmicha z toczącej się już piłki. Doskoczyć do niego próbował Cole Palmer, ale zanim piłkarze The Blues się połapali, pomocnik Bayernu przebiegł z piłką parę metrów i zagrał na prawo do Michaela Olise. Ten posłał płaskie podanie w pole karne, a Dayota Upamecano uprzedził Trevoh Chalobah. I trafił do własnej bramki.

Reklama

Bayern – Chelsea. Szybkie bramki i odpowiedź Palmera

Była 20. minuta, samobójcze trafienie otworzyło wynik spotkania. Choć wcześniej to Chelsea miała wyborną szansę. Po szybkim ataku Enzo Fernandez znalazł się w doskonałej sytuacji, ale jego strzał wspaniałą interwencją zablokował wracający Konrad Laimer. Gdyby nie powrót Austriaka, pomocnik Chelsea wykonałby właściwie wyrok.

A tak – to Bawarczycy nabrali wiatru w żagle i szybko dołożyli drugiego gola. Olise zamknął pod polem karnym rywala drogę Cucurelli, więc ten ratował się podaniem na oślep. Piłkę przejął Laimer, a Olise bez przyjęcia zagrał ją w pole karne do Harry’ego Kane’a. Napastnika tuż za linią szesnastego metra powalił Moises Caicedo. Sędzia wskazał na jedenasty metr.

A jeśli jedenasty metr – to oczywiście znów Kane. Anglik w barwach Bayernu z rzutów karnych praktycznie się nie myli i nie pomylił się także tym razem. Spokojnym uderzeniem posłał piłkę do bramki, wykorzystując już 24 z 25 jedenastek w monachijskim klubie.

Zanim jednak Bayern zdążył się przyzwyczaić do dwubramkowego prowadzenia, przewaga znów zmalała do jednej bramki. Tym razem to Chelsea strzeliła gola po błyskawicznej akcji. Reece James i Caicedo odebrali piłkę pod własną bramką, Cole Palmer pognał z nią przez pół boiska, wymienił podanie z Malo Gusto i załadował pod ladę. The Blues złapali kontakt.

Reklama

Tym golem Palmer uczcił zresztą setny występ w niebieskiej koszulce, trafiając do bramki rywala już 45 raz. I raz jeszcze potwierdził, że jego sprowadzenie było strzałem w sam środek tarczy.

Dominacja Bayernu po przerwie

Nie było przypadkiem, że wszystkie trzy bramki padły po bardzo szybkich atakach, po wymianie maksymalnie trzech-czterech podań. W tym meczu kluczowe były właśnie fazy przejściowe – jedni i drudzy wyszli na mecz, atakując rywala wysokim pressingiem, dzięki czemu spotkanie momentami nabierało kapitalnego tempa: gdy jedna z drużyn wysoko odbierała piłkę lub gdy komuś udało się minąć pierwszą linię rywala. Na wymienność pozycji ekipy Vincenta Kompany’ego patrzy się zresztą z dużą przyjemnością – chwilami dochodziło do sytuacji, gdy w strefie dla napastników pojawiali się boczni obrońcy (Laimer i Stanisić), a Kane próbował zagrywać im piłkę z głębi pola. Za chwilę Serge Gnabry znajdywał się między środkowymi obrońcami, stamtąd napędzając akcję. Nie mówiąc już o regularnych zejściach do własnej tercji w wykonaniu Kane’a.

Chelsea swoje argumenty pokazywała raczej w pierwszej połowie. W przerwie trener Kompany zareagował zmianą na środku obrony – gdy mającego już żółtą kartkę Jonathana Taha zmienił Kim Min-jae, lecz kluczowe okazały się przekazane przez niego instrukcje. Po zmianie stron to Bawarczycy kontrolowali już bowiem w pełni boiskowe wydarzenia.

Bayern dość szybko tworzył też sobie kolejne sytuacje. W 57. minucie po znakomitej akcji Laimera w dogodnej okazji znalazł się Kane, lecz jego strzał obronił Robert Sanchez. Za chwilę to Anglik cofnął się głęboko na własną połowę i napędził akcję, w której kilkanaście sekund później znalazł się już w szesnastce rywala, wycofując piłkę spod linii końcowej do Olise. Francuz jednak także przegrał pojedynek z Sanchezem.

Reklama

Ale bramkarz Chelsea nic nie mógł zrobić już w 63. minucie, gdy Bayern znów przejął piłkę w wysokim pressingu. Tym razem parol na Gusto zagięli Gnabry i Diaz, obrońca Chelsea stracił futbolówkę i mógł tylko patrzeć jak za chwilę Kane precyzyjnym strzałem umieszczał ją w bramce. Bayern prowadził 3:1 i postawił na spokojną kontrolę.

Zasłużone zwycięstwo Bayernu

Chelsea do gry mogła wrócić dopiero w samej końcówce, gdy udało jej się zepchnąć gospodarzy do głębszej obrony. Po raz drugi do bramki trafił nawet Palmer, ale po sprytnym podaniu Andreya Santosa był na niewielkim spalonym.

W doliczonym czasie gry na murawie pojawił się jeszcze wypożyczony z The Blues do Die Roten Nicolas Jackson i wyraźnie chciał zaznaczyć swoją obecność. Jego strzał z połowy boiska nie był nawet złym pomysłem, ale napastnikowi zabrakło precyzji, by upokorzyć byłą drużynę.

Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni – gospodarze mogli pogratulować sobie z satysfakcją. Bayern był dziś zespołem lepszym, grając nowoczesną, efektowną i dynamiczną piłkę. A co ważne, potrafił także odpowiednio reagować na boiskowe wydarzenia, z czasem przejmując coraz większą kontrolę nad meczem.

Reklama

Jeśli zdrowie kluczowych piłkarzy dopisze, Bawarczycy mogą zamieszać w tej edycji Champions League. Choć na ich rozkładzie na razie „tylko” Chelsea i „aż” Chelsea.

Bayern Monachium – Chelsea FC 3:1 (2:1)

  • 1:0 – Chalobah 20’ (samobójcza)
  • 2:0 – Kane 27’ (rzut karny)
  • 2:1 – Palmer 29’
  • 3:1 – Kane 63’

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

12 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Koźmiński opowiada, że Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki. No nie dotknął, bo nie grał

Michał Kołkowski
12
Koźmiński opowiada, że Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki. No nie dotknął, bo nie grał

Liga Mistrzów

Reklama