Jak Simundza pracuje na cud. „Zapewniał piłkarzy, że grają o pierwszą ósemkę”

Kamil Warzocha

13 kwietnia 2025, 15:41 • 6 min czytania 11

Reklama
Jak Simundza pracuje na cud. „Zapewniał piłkarzy, że grają o pierwszą ósemkę”

Prawie wszyscy pogrzebaliśmy Śląsk żywcem po rundzie jesiennej. My, dziennikarze, ale też kibice WKS-u. Nie ma co teraz udawać, że tak nie było, zwłaszcza że wszystkie logiczne argumenty przemawiały właśnie za spadkiem wrocławian. Nawet dyrektor sportowy klubu, który z wypowiedzeniem w ręku może dziś obserwować spłacające się transfery, w styczniu na łamach Weszło nie sprzedawał wizji cudownego odrodzenia. Nowy prezes – to samo, bez ogródek wspominał o planie działania, jaki rozpisuje na 1. ligę. Najważniejsi ludzie w klubie mieli w sobie wystarczająco sceptycyzmu i słusznie, ale nadeszła ta chwila, kiedy można powiedzieć: panowie, hola, poczekajcie.

Reklama

Tam, gdzie kurs obiera logika, tylko zdarzenia nieprawdopodobne są w stanie ją zmienić. O dziwo, tak jak w ostatnich tygodniach we Wrocławiu, gdzie za sprawą nowego trenera zaczęły dziać się namacalne cuda.

Śląsk Wrocław Ante Simundzy przetrwać po prostu musi

Śląsk po wyjazdowej porażce z Legią na początku marca, to Śląsk niewątpliwie zasługujący na utrzymanie w Ekstraklasie. Najważniejsze liczby są pod tym względem bardzo korzystne dla najgorszej ekipy jesieni. Seria spotkań przywracających nadzieję zaczęła się od remisu z Pogonią, potem przeszła w zwycięstwo ze Stalą i Lechem, na chwilę wyhamowała na podziale punktów z Motorem, aż wreszcie doczekała się efektownej kontynuacji z Cracovią.

Jeśli ktoś do ostatniego meczu Śląska miał wątpliwości, że to chwilowy wyskok, nad którym nawet nie ma sensu się pochylać, bo i tak nie przyczyni się do uratowania Ekstraklasy, niech jeszcze raz włączy 4:2 z ekipą „Pasów”. Gdyby przypadkowej osobie spoza Polski dać ten mecz WKS-u do obejrzenia, nikt by się nie zająknął, że to drużyna ze strefy spadkowej. Różnica w grze na tle meczów jesiennych była tak duża, że aż mogła przypomnieć się ekipa wicemistrzowska.

Nie chodzi jednak tylko o efektowność, która z wiadomych przyczyn emocjonuje najbardziej. Spójrzmy na to, czego ona jest dowodem – za sprawą gola z połowy Ince, okienka Pozo czy super gola Żukowskiego – że podopieczni Ante Simundzy nie są już w rozsypce mentalnej. Ba, grają dzisiaj lepiej niż większość ligi, łącząc styl z dobrym punktowaniem.

Reklama

Tabela Ekstraklasy od początku roku

Ante Simundza czyni cuda. Piłkarze uwierzyli, że mogą grać jak czołówka

Patrząc tylko na wyniki, w ostatnich pięciu spotkaniach Śląsk był gorszy jedynie od Rakowa. Strzela dużo, traci stosunkowo mało. Okej, w żadnym z tych meczów nie zachował czystego konta. Ale kogo to obchodzi, jeśli z przodu nadrabia bramkami właściwie każdy, nawet największy przeciętniak z pogranicza kadry i listy transferowej. Wkomponować takiego Pozo, który napędza drugą linię Śląska, nie mogło być wielką sztuką, bo gość z takim CV powinien błyszczeć niezależnie od trenera. Ale odgruzować Ortiza, przypomnieć światu o istnieniu Ince’a, nadać Żukowskiemu cechy porządnego skrzydłowego, czy uczynić z Szoty najmocniejszy punkt obrony? I to wszystko za jednym zamachem? Czegoś takiego nie powstydziłby się na ławce trenerskiej David Copperfield.

Żeby nie być gołosłownym, na wiosnę:

Reklama
  • Ince: dwa gole
  • Żukowski: dwa gole i asysta
  • Ortiz: gol i asysta

A warto też pochwalić Petra Schwarza, który u Simundzy wskoczył na wyższy poziom, strzela gole, jest jednym z najważniejszych zawodników i nie wygląda już jak syty kot z fajnym kontraktem pod pachą (życzymy dużo zdrowia, bo po Cracovii przeszedł operację jamy brzusznej i nie wiadomo, kiedy wróci). Albo Marca Llinaresa, którego rażący deficyt minut z 2024 roku całkiem skutecznie udaje się zapudrować.

Ale to też nie tak, że w ostatnich tygodniach na obecności nowego szkoleniowca zyskał każdy. Nie, wystarczy wspomnieć Samca-Talara, Jaspera czy Balutę, którzy nie poszli za falą rosnącej formy większości zespołu. Niektórzy głowami chyba dalej tkwią w rundzie jesiennej, ale to nie przeszkadza tym mniej oczywistym postaciom w kontekście walki o utrzymanie błyszczeć.

To oczywiście zasługa Ante Simundzy, który sprawił, że jesienne wersje tych samych zawodników dzisiaj wydają się być odległym wynaturzeniem. I to nawet do takiego stopnia, że Al-Hamlawi, który po dublecie z Lechem zebrał zasłużone pochwały za fajną puentę dobrej formy strzeleckiej, w meczu z Cracovią za kolegami obecnymi w klubie od dawna po prostu nie nadążał. Na takich przykładach widać, co znaczy posiadanie konkretnego fachowca sprawdzonego za granicą – drogiego, prawdopodobnie ponad budżetowe możliwości Śląska na dłuższą metę, owszem. Ale jednak fachowca, który tę robotę chciał w przeciwieństwie na przykład do trenera Gaula, który kręcił nosem i nie mógł się zdecydować.

Simundza okaże się warty dużej kasy? „Wróciła wiara w umiejętności”

Po pierwszych tygodniach pracy Simundzy we Wrocławiu, jeszcze w styczniu, pytaliśmy w klubie, jaki jest i co zmieniło się względem kadencji Jacka Magiery. Wtedy opinie, które sprawiały wrażenie trochę niedorzecznych ze względu na miejsce w tabeli, dziś dobrze uzupełniają obraz metamorfozy, jaki widzimy na boisku.

Reklama

– Ante powiedział chłopakom, że będą grać jak najlepsi w lidze. Przyszedł, w kilka dni się rozeznał i stwierdził, że Śląsk nie będzie walczył o utrzymanie, tylko o miejsce w górnej części tabeli. Zupełnie na poważnie zapewniał, że realnym celem jest pierwsza ósemka. W tym przekazie jest bardzo pozytywny i konkretny, zaraża osobowością. Dużo wymaga, ale daje do tego konkretne narzędzia. Podkręcił śrubę na treningach, wniósł nowe zasady kontaktu z zawodnikami, super trener. Dzięki niemu wróciła wiara w umiejętności u piłkarzy – usłyszeliśmy w klubie tuż przed startem rundy wiosennej.

W grudniu wiele wskazywało na to, że Śląsk jest kompletnie stracony z dziewięcioma punktami brakującymi do bezpiecznej strefy. Ale w kwietniu, po kilku istotnych zmianach w składzie i gabinetach, przewidywania idą już w zupełnie innym kierunku. Optymizm wzbudza dodatkowo fakt, że gorzej punktowo i stylowo od WKS-u prezentuje się właściwie każdy zespół z dołu tabeli. A że trudno na tym etapie sezonu oczekiwać gwałtownej przemiany, wiele w tej kwestii raczej się nie zmieni.

Miejsce w tabeli jesienią, a do tej pory zdobyte punkty wiosną:

  • (18.) Śląsk – 15
  • (17.) Lechia – 10
  • (16.) Korona – 18
  • (15.) Puszcza – 8
  • (14.) Zagłębie – 10
  • (13.) Stal – 5

Wrocławianie trafili z timingiem idealnie – za chwilę święta wielkanocne, czas stojący pod znakiem nadziei, radości i przebaczenia. Radość? Jest. Mecze Śląska znowu dobrze się ogląda. Nadzieja? A jakże, rozpalona na nowo. Przebaczenie? Blisko, bliziutko. Jeśli Śląsk utrzyma takie tempo do końca miesiąca, w jakimś stopniu przeprosi się z całą Ekstraklasą i będzie miał znacznie lepsze widoki na utrzymanie w ostatnich kolejkach.

Reklama

WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy
Kamil Warzocha

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
15
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
25
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont