Reklama

Trela: Bóle wzrostowe. Czego oczekiwać wiosną od Motoru Lublin?

Michał Trela

Autor:Michał Trela

02 marca 2025, 10:10 • 10 min czytania 12 komentarzy

Nie jest wielce ryzykowna prognoza, że Motor Lublin wkracza w najlepsze lata w historii. To nie oznacza jednak, że do sukcesów musi dojść jak najszybciej, z rundy na rundę osiągając lepszy wynik. Akurat tej wiosny miarą dojrzałości tego przedsięwzięcia wcale nie muszą być wyniki.

Trela: Bóle wzrostowe. Czego oczekiwać wiosną od Motoru Lublin?

W perspektywie długofalowej Motor Lublin jest raczej skazany na sukces. Skoro udało się mu, po latach taplania w bagienku niższych lig, wyrwać do Ekstraklasy, skoro bogaty właściciel w tym okresie nie zniechęcił się do piłkarskiego środowiska, powinno być już z górki. Dobra frekwencja na stadionie i wpływy z transmisji telewizyjnych sprawiają, że w Ekstraklasie trudniej zwątpić w sens zabawy w futbol. A choć konkurencja w okolicach szczytu jest dziś większa niż przed kilkoma laty, bo trzeba rywalizować nie tylko ze stabilnymi wielkimi firmami jak Lech i Legia, ale też z zasilanym sporymi pieniędzmi Rakowem, czy mądrze budowaną i zarabiającą w pucharach Jagiellonią, wciąż czołówka nie jest na tyle zabetonowana, by nie móc już nikogo wpuścić. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi Motor będzie w najbliższych latach mocny, będzie grał w pucharach, niewykluczone, że zdobędzie też trofea, choć akurat to zaprojektować trudniej. Niemniej, jak podkreśla Michał Świerczewski, właściciel Rakowa, sukces w futbolu da się zaplanować, tyle że w dłuższym okresie.

Największe w tej chwili zagrożenie dla Motoru to chęć nadrobienia straconego czasu zbyt szybko. Awans do Ekstraklasy przyszedł wcześniej, niż planowano. Pierwsza runda w niej wypadła lepiej, niż można było zakładać, więc zimą można było już obserwować lubelską ofensywę medialną. Wygłodniałe futbolu na dobrym poziomie środowisko, co zrozumiałe, chciało iść po więcej. Właściciel Zbigniew Jakubas, jak przystało na prężnego biznesmena, nie zadowala się półśrodkami, a że i sportowcy muszą mieć w naturze chęć sięgania jak najwyżej, można było odnieść wrażenie, że siódmy po jesieni Motor chciałby już teraz szturmować czołówkę. Transfery przeprowadzane przez Pawła Golańskiego, nowego dyrektora sportowego, też wyglądały odważniej niż dokonywane latem przez jego poprzednika. Na tym tle prezes Łukasz Jabłoński, mówiąc o utrzymaniu w Ekstraklasie jako o planie na wiosnę, czuł potrzebę, by z góry bronić się przed zarzutami o minimalizm. Lublin ogarnęła w pełni zrozumiała piłkarska gorączka.

W tym kontekście szczęśliwe zwycięstwo z GieKSą w minionej kolejce może być dla Motoru niezwykle ważne. Wysłało bowiem dość wczesny sygnał, że wszystko jest w porządku i nadal idzie zgodnie z planem. Ewentualny czwarty mecz bez zwycięstwa, po bardzo udanej serii na koniec rundy, mógł zacząć wprowadzać niepotrzebną nerwowość. Motor zagrał w poniedziałek dobrze, momentami efektownie i był pełnoprawnym uczestnikiem znakomitego widowiska. Niemniej GKS zapracował w tym spotkaniu na przynajmniej punkt i stworzył dość sytuacji, by czuć niedosyt po nikłej porażce. Gdyby nie interwencje Kacpra Rosy i pudła gości w znakomitych okazjach (Sebastian Bergier!), wynik mógł być inny. Według Hudl StatsBomb GKS stworzył w tym meczu szanse warte 2,29 gola oczekiwanego, przy 1,34 Motoru.

Emocjonalny fundament

To jednak z perspektywy trenera Mateusza Stolarskiego może być sprawa drugorzędna. W dwóch pierwszych kolejkach roku Motor tracił punkty po dyskusyjnych rzutach karnych. Przeciwko Lechii M’baye N’diaye zaliczył niewyobrażalne pudło. Na tle Korony beniaminek wyglądał gorzej, ale i w Kielcach stworzył w końcówce kilka sytuacji bramkowych. Trzybramkowa porażka w Białymstoku sugeruje różnicę klas, ale po pierwsze przez ponad pół meczu goście grali w osłabieniu po czerwonej kartce Sergiego Sampera, a po drugie w pierwszych dwudziestu kilku minutach to oni prezentowali się lepiej. Nawet jeśli więc wygrana z GieKSą nie była w pełni zasłużona, można uznać to za naturalne wyrównanie się w przyrodzie wcześniejszych niezłych występów, które nie zostały nagrodzone punktami.

Reklama

Według wyliczeń EkstraStats.pl Motor nie był jesienią aż tak dobry, jak wskazywała rzeczywista tabela. Z punktów oczekiwanych wynikało, że bardziej adekwatna do poziomu gry byłaby jedenasta, a nie siódma pozycja. Zawodnicy Mateusza Stolarskiego zdobyli według tych wyliczeń o cztery punkty ponad stan i należeli do pięciu zespołów, które były w lidze najbardziej szczęśliwe. Trenerzy i kibice wygrywających drużyn nie chcą takich rzeczy słuchać, mówią, że szczęście sprzyja lepszym, a oparcia w danych zaczynają szukać, dopiero gdy karta się odwraca i przychodzi faza sezonu, w której dobra gra nie przekłada się na wyniki. Patrząc jednak w czyste liczby, były wszelkie powody, by sądzić, że nawet przy utrzymaniu podobnego poziomu gry, Motor może wiosną trochę obsunąć się w tabeli. Początek, w którym udało się zdobyć cztery punkty w czterech meczach, można traktować jako pewne urealnienie aktualnej siły tego zespołu.

Motor przystąpił do Ekstraklasy jako zespół niedoszacowany. Awans wywalczył jako beniaminek I ligi, po rozegraniu przeciętnej wiosny i przebiwszy się dopiero przez baraże. Do tego z trenerem, który jeszcze pewnie nie umościł się w siodle. Losy beniaminków z poprzednich lat kazały w którymś z nich szukać murowanego kandydata do spadku, a kadra oparta w dużej mierze o piłkarzy z niższych lig zwiastowała podobne problemy, jakie miał po awansie choćby Ruch Chorzów. Na tym emocjonalnym paliwie chęci wykorzystania życiowej szansy, na którą długo się czekało, z żądzą udowodnienia światu, że niesłusznie lekceważy ich umiejętności, piłkarze z trenerem przenieśli miano „Niezniszczalnych”, którym motywowali się jeszcze w II lidze, na najwyższy poziom w Polsce. To nie jest jednak fundament, na którym można bazować wiecznie.

Zarządzanie oczekiwaniami

Im więcej drużyn na własnej skórze przekona się, że nie ma żadnego powodu, by Motor lekceważyć, tym rzadziej będzie się to działo. Zaczną się pojawiać mecze, w których to Motor będzie faworytem. To Motor będzie zmuszony do prowadzenia gry. W których to dla Motoru remis będzie stratą punktów. Tak samo z piłkarzami. Im bardziej Piotr Ceglarz, Bartosz Wolski, Michał Król czy Filip Wójcik będą się czuli ligowcami pełną gębą, tym mniej będzie w nich energetycznego napędu, na którym bazowali w pierwszych miesiącach. To nie jest zarzut do tych konkretnych postaci, lecz zupełnie naturalny mechanizm. Mit o drugim sezonie jako najtrudniejszym dla beniaminka może nie być najprawdziwszy, ale jego źródła są właśnie w tego typu powtarzalnych mechanizmach. Kto chce ich uniknąć, musi stopniowo wymieniać kadrę albo bronić się bardziej piłką niż entuzjazmem. To z kolei może jednak się wiązać z rozcieńczeniem tożsamości. Dla zawodników przychodzących dziś, za pół roku, za dwa lata, mówienie o „Niezniszczalnych” może już brzmieć sztucznie, o ile sami w międzyczasie nie doświadczą czegoś podobnego. Marginalizowanie roli bohaterów awansu, nawet jeśli stopniowe, rzadko przebiega bezboleśnie.

To wszystko tematy, z którymi głównie Golański i Stolarski już się mierzą, albo będą mierzyć za moment. Motor pół roku temu porównywano do beniaminków, które spadały z hukiem, ale były też przecież w ostatnich latach drużyny uchodzące za rewelacje Ekstraklasy i to nawet większe niż Motor. Radomiak jesienią 2021 roku wygrywał w lidze sześć meczów z rzędu i zimował na trzecim (!) miejscu. Jego trener nie dokończył tamtego sezonu, który skończył przecież na rewelacyjnym, najlepszym w historii klubu, siódmym miejscu. Rok później w podobnym położeniu był Widzew. Również na półmetku jako beniaminek był na podium. Janusz Niedźwiedź przetrwał na stanowisku do ostatniej kolejki, choć wiosną usłyszał od prezesa Mateusza Dróżdża, że gdyby nie rajd Dominika Kuna w końcówce meczu z Miedzią Legnica, straciłby pracę. Doszło do tego zresztą po kilku tygodniach od rozpoczęcia nowego sezonu. Każdy, gdy akurat znajduje się w takiej sytuacji, jest przekonany, że u niego by się to nie wydarzyło. Ale takie rzeczy dzieją się jednak co chwilę.

Dlatego w całym lubelskim entuzjazmie kluczowe będzie w najbliższych miesiącach zarządzanie oczekiwaniami. Klubowego otoczenia, ale też wewnętrznymi. Motor po 22 kolejkach ma 32 punkty. By zapewnić sobie utrzymanie, potrzebuje zdobyć jeszcze osiem w pozostałych dwunastu seriach gier. To się wydarzy. Prawdopodobieństwo jego spadku Piotr Klimek wylicza na X na jeden procent, czyli tyle samo, ile na finisz na podium. Samo zdobycie przez Motor 40 punktów po 32 latach nieobecności w najwyższej lidze, będzie sukcesem trenera, piłkarzy całego klubu. Wszystko, co uda się osiągnąć ponad to, będzie sukcesem wielkim. Ale nawet jeśli Motor będzie tym razem chwalony „tylko” za utrzymanie, nawet jeśli nie zakończy sezonu w górnej części tabeli, obsunie się względem miejsca po jesieni, mimo teoretycznie lepszej kadry, nie wygra kilku meczów z rzędu, wpadnie w dołek, albo nawet przez chwilę będzie musiał oglądać się za siebie, wciąż każdy wynik zakończony pozostaniem w lidze będzie sukcesem. I bardzo ważne, by nikt, ani z kibiców, ani z rządzących klubem, nawet na moment nie zatracił tej świadomości.

Reklama

Rozwój poza wynikami

Plagą polskiej ligi jest tracenie w trakcie rozgrywek świadomości własnej siły. Sprzyjająca seria, kilka dobrych wyników, korzystne okoliczności i już następuje „weryfikacja celów”. Przed sezonem, gdy wszyscy patrzą jeszcze na siebie i rywali w miarę racjonalnie, każdy mniej więcej ustala, co by go zadowoliło. Utrzymanie, miejsce w górnej połowie tabeli, 40 albo 50 punktów, puchary. Ale gdy idzie nadspodziewanie dobrze, zostaje to zapomniane. Prezes Cracovii oczekuje od drużyny pucharów, radni Płocka piszą, że „to jest ten sezon”, Radomiak zwalnia trenera, bo zajął siódme miejsce. Żaden z nich w lipcu nie wierzyłby, że to zrobi, czy powie, ale gdy wpada w emocjonalny wir, traci perspektywę. Nie chodzi o to, by nie korzystać z nadarzających się szans, nie walczyć o mistrzostwo, nawet gdy się go nie planowało, ale pojawi się taka okazja. Jest jednak wielka różnica między wywalczeniem a oczekiwaniem czegoś. Kto nie oczekuje mistrzostwa, ale o nie walczy i ostatecznie zajmie drugie miejsce, będzie zadowolony. Kto oczekuje mistrzostwa, lecz go nie wywalczy, będzie szukał winnego niezrealizowania „celu”.

Po pozyskaniu zimą Herve Matthysa, Antonio Sefera i Jakuba Łabojki Motor ma dziś szerszą oraz lepszą kadrę niż jesienią. Nie oznacza to jednak, że można od niego oczekiwać lepszego wyniku niż jesienią. Kadra sprzed sezonu była niedoszacowana, po jesieni zaś przeszacowana, więc teraz można się spodziewać otrzymania prawdziwszego obrazu siły tych piłkarzy. Trener Mateusz Stolarski też jest w innej sytuacji. Wciąż nie przepracował jeszcze samodzielnie nawet roku. Przejmował drużynę w biegu w trakcie wiosny. Zakończenie jednego sezonu i rozpoczęcie kolejnego w wyższej lidze dzieliło tylko sześć tygodni, po których zaczął się jesienny maraton z dostosowywaniem się do wymogów Ekstraklasy. Teraz i w jego przypadku zacznie się zarządzanie innymi mechanizmami w szatni, sklejaniem „dawnej” i „nowej” grupy, przebudowywaniem zespołu tak, by sprostał rosnącym wymaganiom właściciela i otoczenia.

W kwestii wyniku będę więc oczekiwał od Motoru wiosną tylko tego, by utrzymał się w lidze, za to ważniejsza od rezultatów będzie dla mnie zawartość meczów. Jak ewoluuje styl gry w miarę zmieniającego się podejścia rywali? Jak rozwijają się poszczególni piłkarze? Jak zmienia się hierarchia na poszczególnych pozycjach? Którzy z bohaterów awansu utrzymują poziom Ekstraklasy, nawet gdy nie niesie ich już początkowa mobilizacja? Jak dokładane są nowe elementy wskazujące, że Motor krzepnie w Ekstraklasie i staje się jej zwyczajnym punktem na mapie, żadną ciekawostką napędzaną przez wewnętrzne i zewnętrzne emocjonalna paliwo? Czy wreszcie jak klub zareaguje na pierwsze wyższe oferty transferowe za najlepszych zawodników i jak będzie ich w stanie zastąpić?

Trzeźwa ocena to nie minimalizm

W często stawianej w Lublinie za wzór historii Rakowa Częstochowa najbardziej niezwykłe nie było wcale to, że w kilka lat wszedł z II ligi do Ekstraklasy, bo to nie jest w Polsce znowu aż taka rzadkość, ani to, że jako beniaminek zajął dziesiąte miejsce, bo niektórzy kończyli nawet wyżej, lecz to, że już w drugim sezonie został wicemistrzem. Wykonanie tego skoku to nie jest dla Motoru zadanie na najbliższe miesiące. Ale to w najbliższych miesiącach muszą zostać wylane fundamenty pod Motor, w którym faktycznie będzie można upatrywać kandydata do pucharów. Bez trzeźwej oceny, na co faktycznie stać dziś ten zespół i czego od niego oczekiwać, trudno będzie oczekiwać szybkiego kroku do przodu.

To właśnie dlatego tak ważne jest, że równolegle z sukcesami sportowymi udało się w ostatnich miesiącach rozwinąć także struktury sportowe i obsadzić kluczowe stanowiska kompetentnymi ludźmi. Głosy takie jak prezesa Jabłońskiego sprzed rundy traktuję nie jako minimalizm, lecz dowód twardego stąpania po ziemi, które w zarządzaniu klubami piłkarskimi jest kluczowe, a bardzo trudne do osiągnięcia. Ważniejsze od tego, czy uzyska się od Zbigniewa Jakubasa deklarację, że Motor zdobędzie mistrzostwo do 2030, 2025 czy 2026 roku jest, by w ogóle kiedyś je zdobył. Nie ma co przyspieszać faktów. Ten klub jest na tak dobrej drodze, na jakiej w całej historii jeszcze nie był. Chęć osiągnięcia jak najwięcej i jak najszybciej może mu teraz tylko zaszkodzić.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora

Jakub Białek
0
Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora
Inne kraje

Handlował narkotykami, zginął na wojnie… A UEFA go upamiętnia

Jakub Białek
27
Handlował narkotykami, zginął na wojnie… A UEFA go upamiętnia

Ekstraklasa

Anglia

Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora

Jakub Białek
0
Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora
Inne kraje

Handlował narkotykami, zginął na wojnie… A UEFA go upamiętnia

Jakub Białek
27
Handlował narkotykami, zginął na wojnie… A UEFA go upamiętnia