Reklama

Urugwaj znowu się liczy. Wszystko dzięki „Garra Charrua”?

Patryk Stec

Autor:Patryk Stec

10 lipca 2024, 10:23 • 9 min czytania 3 komentarze

W Ameryce Południowej znowu robi się ciekawie. W Copa America daleko zaszła Kolumbia z Jamesem Rodriguezem, a Urugwaj wyeliminował Brazylię. Gdy zapomnimy o tym, że wyżej wspomniany mecz był pokazem brutalnego futbolu, to ekipa Marcelo Bielsy już wkrótce może nawiązać do reprezentacji Oscara Tabareza z mundialu w RPA w 2010 roku.

Urugwaj znowu się liczy. Wszystko dzięki „Garra Charrua”?

W 2012 roku, po nieudanym dla nas Euro, do Gdańska przyjechał Urugwaj. Na stadionie z bursztynową fasadą zagrał mecz towarzyski z reprezentacją Polski. Zapamiętałem tamten dzień z kilku powodów. Był to zimny listopadowy wieczór, a herbata zakupiona na stadionie ostygła w dwie minuty. Oprócz tego było to pierwsze spotkanie Zbigniewa Bońka w roli prezesa PZPN i szósty mecz Waldemara Fornalika jako selekcjonera.

Naprzeciw takich piłkarzy jak Łukasz Trałka, Marcin Komorowski czy Eugen Polanski pojawili się Diego Godin, Martin Caceres czy przede wszystkim Luis Suarez i Edinson Cavani. Na boisku zabrakło tylko Diego Forlana, bohatera mistrzostw świata w 2010 roku. Wymarzonym scenariuszem byłoby zobaczenie na własne oczy tego tria w akcji. Przegraliśmy 1:3 i od rozgrzewki było widać, że przyjechała do nas drużyna co najmniej o poziom lepsza. Chociaż wtedy ekipa Tabareza zajmowała 5. miejsce w kwalifikacjach do mundialu w Brazylii i była po słabych spotkaniach, miała aurę godną jednego z czołowych zespołów świata. Wtedy wyjątkowo nie chciałem zobaczyć Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego. Pojechałem na Urugwaj. – Spotkaliśmy się z bardzo dobrym zespołem – mówił na konferencji prasowej po meczu Waldemar Fornalik. – Grali nowoczesny, zorganizowany futbol. Wiedzieliśmy oczywiście, na co stać Luisa Suáreza czy Edinsona Cavaniego. Dostaliśmy bolesną lekcję, przekonaliśmy się, ile brakuje nam do najlepszych drużyn na świecie. To, że Urugwaj ostatnio był w dołku, zadziałało na naszą niekorzyść. Rywal potraktował ten mecz bardzo serio.

Urugwaj podczas Copa America przypomina mi właśnie tamten zespół, choć na pewno ma większy potencjał. Obecna kadra nie posiada takich trzech magików z przodu, ale jakby spojrzeć na tę drużynę bardziej kompleksowo, wydaje się być lepiej wyważona i bardziej kompletna. Każda formacja ma swojego lidera. Obrona? Ronald Araujo. Pomoc? Fede Valverde. Atak? Darwin Nunez. Żadnego przedstawiać nie trzeba. Kręgosłup, o którym marzy każda drużyna. Pomagają im inni znakomici piłkarze. Partnerem stopera Barcelony jest Mathias Olivera (Napoli), z Valverde w środku gra Manuel Ugarte (PSG). Na ławce w meczu z Brazylią byli jeszcze Rodrigo Bentancur (Tottenham) czy Jose Maria Gimenez (Atletico).

Drużyna z 2010 roku przywróciła nas do głównego nurtu światowej piłki nożnej. Zajęcie 4. miejsca, posiadanie najlepszego zawodnika turnieju (Diego Forlan) i walka z potężnymi drużynami pomogły pokoleniu Urugwajczyków uwierzyć, że wróciliśmy do miejsca, do którego należeliśmy w pierwszej połowie XX wieku – mówi w rozmowie z Weszło Sebastian Auyanet, urugwajski dziennikarz. – Obecna drużyna ma jeszcze większe możliwości – lepszych graczy w środku pola, prawdopodobnie lepszych w defensywie, a także ambitny atak. Ponadto wielu graczy wciąż nie jest jeszcze produktem końcowym, pokazując niesamowite umiejętności w ofensywie.

Reklama

W kadrze wciąż jest jeszcze jeden gracz, który łączy pokolenia z lat 2010 i 2024. Mowa o Suarezie, który z uśmiechem na twarzy pełni rolę rezerwowego. Wie, że następuje wymiana pokoleniowa i musi ustąpić miejsca Darwinowi. Równocześnie wspiera zespół i buduje pozytywną atmosferę. W trakcie jednego ze spotkań Copa America piłkarz Liverpoolu właśnie podbiegł do Luisa, by z nim cieszyć się z bramki. Dla Nuneza to wiele znaczy. – Zawsze mówiłem, że jest moim idolem. Uwielbiałem również oglądać Cavaniego. Obaj grali dla wielkich klubów. Są topowymi zawodnikami, legendami, ale Suarez jest moim wzorem – mówił napastnik. Nic dziwnego, że to właśnie on 5 dni temu wręczał Suarezowi okolicznościową koszulkę z okazji 140 występów w reprezentacji.

Znowu będzie głośno o Urugwaju i Bielsie

Na kursach i podyplomówkach trenerskich w Polsce jest moda na omawianie pracy czterech trenerów – mowa o Roberto De Zerbim, Xabim Alonso, Mikelu Artecie i Marcelo Bielsie. Teraz z Argentyńczykiem u kierownicy odradza się Urugwaj. Co takiego zmienia w taktyce tego zespołu?

Bielsa objął reprezentację Urugwaju w maju zeszłego roku. Przez tych 13 miesięcy można było zauważyć wiele prawidłowości, które znamy z wcześniejszej pracy tego trenera. Były szkoleniowiec Leeds czy Olympique Marsylia nie zabiera do kolejnych drużyn jednego systemu gry. Zawsze spogląda najpierw na materiał, którym dysponuje, oraz na grę rywali. Tym sposobem Urugwajczycy są ustawiani w różnych systemach w zależności od przeciwnika.

Reklama

Punktem wspólnym jest tylko czwórka obrońców i kręgosłup Araujo, Olivera, Ugarte, Valverde, Nunez. Ekipa Bielsy ma kilka popisowych zagrywek. Jedną z nich jest zejście stopera do boku, aby rozciągnąć graczy przeciwnika i zrobić miejsce dla bocznego obrońcy na wejście w kierunku środka pola karnego przeciwnika. W obronie ekipa Bielsy gra kompaktowo, czyli blisko siebie. Nie chodzi tylko o formację defensywną, ale też pomocników, którzy zagęszczają środek pola, zmniejszają przestrzeń i tym samym zwiększają szansę na odbiór piłki. Po nim następuje zagranie do piłkarza będącego w drugiej bazie (między formacją obronną a pomocnikami), a następnie prostopadła piłka na napastnika. Kwintesencją „Bielsa Ball” oprócz wysokiego pressingu, agresji i dużej intensywności jest wykorzystanie skrzydłowych. Gra w trójkątach i dobra dyspozycja De la Cruza, gracza Flamengo, pozwalają 2-3 podaniami ominąć dwóch zawodników przeciwnika.

Urugwajczycy cenią w Bielsie wiele rzeczy. Widzą, że ich selekcjoner szuka nowych rozwiązań i jeździ po całym kraju. Odwiedza też mniejsze stadiony, aby znaleźć kolejne talenty. Doceniają również to, jak zmienia mentalność piłkarzy i kibiców.

Dostrzegamy chęć uwolnienia się od dotychczasowej postawy naszej drużyny, która do tej pory czuła się gorsza od naszych największych rywali – mówi Sebastian Auyanet. – Nigdy nie byłem świadkiem zwycięstwa w takim stylu, w jaki pokonaliśmy Argentynę i Brazylię w zeszłorocznych meczach kwalifikacyjnych do mundialu. Widzimy ambicję w ataku i ciągły pressing, a jednocześnie poprawę w rozegraniu piłki. Niewiele można zrobić z drużyną narodową, ponieważ trener i zespół mają mało czasu do pracy nad schematami, więc z pewnością to, co wnosi Bielsa, w szybszy sposób trafia bezpośrednio do mózgów naszych zawodników. Osobiście spodziewam się również, że jego podejście wykroczy daleko poza jego kadencję. I miejmy nadzieję, że wykonamy dobrą robotę, próbując zadbać o to, co wniesie Bielsa. Musimy to zrobić w lepszy sposób niż Chile, które utraciło wspaniałe pokolenie zawodników, wychowanych przez Bielsę.

Podejście Bielsy do pracy najlepiej definiuje jedna decyzja – powołanie półamatorskiego piłkarza Waltera Domingueza, który co prawda strzelał jak na zawołanie w niższych ligach, a potem zadebiutował w reprezentacji, ale to by było na tyle. Nikt trenerowi jednak nie odmówi tego, że szukał autorskiego pomysłu. To jego styl pracy – szukać, zaszczepiać w piłkarzach nową mentalność, zbierać owoce.

A na końcu tego fragmentu poświęconego Bielsie warto nadmienić, że to również filozof futbolu. Podczas wywiadu w telewizji na początku lat 90., gdy był trenerem Newell’s Old Boys, dostał pytanie co go interesuje bardziej: sława, pieniądze czy mistrzostwo Argentyny? – Jestem bardziej zainteresowany silnymi emocjami, które wytworzy we mnie mistrzostwo. Pracuję w tym zawodzie ze względu na te silne emocje. Pieniądze nie są dla mnie czynnikiem, który łączy mnie z piłką. Zawsze chcę zarabiać więcej, bronię swoich interesów, ale nie jestem w tym dla pieniędzy. Gdy zauważasz popularność, po chwili zdajesz sobie sprawę, że nie jest ona nic warta. To, co mnie interesuje, to chwała i emocje. To daje mi poczucie, którego nigdzie indziej nie potrafię odnaleźć.

Czym jest „Garra Charua”?

Marcelo Bielsa znowu szykuję pakę, która może zaskoczyć świat. Copa America 2024 to dopiero początek. Tutaj awans do finału wydaje się być obowiązkiem, chociaż przed Urugwajem trudny mecz z Kolumbią. Celem jednak powinny być mistrzostwa świata 2026 w USA, Kanadzie i Meksyku. Niedawno mały Urugwaj wyrzucił z turnieju potężne Stany Zjednoczone. 3,5 miliona mieszkańców do 340 milionów obywateli. Do tego dwa mistrzostwa świata, 15 zwycięstw w Copa America, czwarte miejsce na turnieju w RPA. Urugwajczycy wierzą, że to zasługa „Garra Charrua”, czyli ducha rdzennej ludności Charrua. W 2020 roku starał się to wytłumaczyć Diego Forlan. – To tak, jakbyś nie miał ostatniego tchnienia, ale chciałbyś dać z siebie jeszcze więcej. Czasami w ostatnich minutach meczów przeciwko wielkim drużynom nie spodziewałem się, że uda się wygrać, ale u nas wszyscy o tym mówią.

To oznacza, że nigdy się nie poddajemy, a bycie niedocenianym jest w pewnym sensie atutem – mówi Sebastian Auyanet, urugwajski dziennikarz. – Możemy mieć zespół wyrzutków lub ekipę pełną gwiazd, ale z punktu widzenia piłkarskiego mainstreamu zawsze znajdzie się lepsza drużyna. I to nam się podoba. Lubimy udowadniać innym, że się mylą. W piłce nożnej robimy to, przesuwając wszystko, w tym fizyczność, do granic możliwości. Urugwajska piłka nożna to nasze Hollywood. Miejsce, w którym buduje się narracja naszego społeczeństwa – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Dlatego uważamy, że Garra Charrua pozwala nam osiągnąć niemożliwe. Zajmujemy miejsce teoretycznie słabszego i walczymy o zwycięstwo. To definiuje nas też także poza piłką nożną.

Urugwajczycy są niezwykle waleczni i mają w sobie gen zwycięstwa. To nie tylko zasługa legendy o Garra Charua, ale również wychowania. – Wszyscy od najmłodszych lat mamy taką potrzebę, że zawsze chcemy wygrywać. To, co się dzieje w urugwajskiej piłce pod tym względem jest niesamowite. Od juniorów po Garrę, zawsze wkładamy bardzo dużo wysiłku w grę. – mówi dla ESPN Franco Israel, rezerwowy bramkarz Urugwaju w trakcie obecnego Copa America

W Urugwaju piłka nożna jest wszędzie. – Mamy futbol we krwi – mówił dla ESPN Nicolas Lodeiro. – Przy ulicach widać małe i duże boiska. Każdy chce grać. Jak nie masz boiska, to budujesz je sobie w wyobraźni. Grasz papierem, książkami, skarpetkami. W domu czujesz zapach piłki. Grasz w szkole, na ulicy, w swoim klubie. Nieważne czy jesteś dzieckiem, kobietą, chłopcem – każdy chce grać w piłkę.

W kolejnych meczach piłkarze całe szczęście nie będą musieli grać skarpetami. Urugwaj do walki o finał Copa America przystąpi już w nocy z środy na czwartek, o godz. 2:00. Przeciwnikiem ekipy Bielsy będzie Kolumbia. Przed Urugwajczykami trudne zadanie powstrzymania Jamesa Rodrigueza, który rozgrywa świetny turniej i być może niedługo wróci do Europy. Według hiszpańskich mediów w gronie zainteresowanych ekip są Bayer Leverkusen, Valencia czy Real Sociedad.

WIĘCEJ O COPA AMERICA 2024:

fot. Newspix

Od dziecka fan Realu Madryt i hiszpańskiej piłki, ale nieobce są mu realia klubów z niższych lig. Dużą część wolnego czasu spędza na czytaniu książek o służbach specjalnych, polityce i grze w Football Managera. Ma licencję UEFA C, więc ma papier na używanie słów "tercja", "baza" i "półprzestrzeń".

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Sebastian Warzecha
0
Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Copa America

Igrzyska

Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Sebastian Warzecha
0
Ten był kontuzjowany, ta też, a tego na igrzyskach nie chciała władza. Potem wszyscy zdobyli złota

Komentarze

3 komentarze

Loading...