W Polsce młodych piłkarzy zwykło się usprawiedliwiać, że gdy trafiają do Ekstraklasy, to potrzebują czasu na okrzepnięcie, aklimatyzację, nawet o sprawdzenie, czy zasady są te same – na pewno nie mogę łapać piłki w ręce, jeśli nie jestem bramkarzem i czy na pewno ten prostokąt z siatką jest ważny? Okazuje się jednak – niespodzianka – że jak ktoś jest dobry, to po prostu wchodzi i gra. Dwa przykłady: Dominik Marczuk i Luka Vusković.
Zawodnik Jagiellonii przed transferem na najwyższy poziom w Polsce miał naprawdę wątłe doświadczenie. Ledwie 17 meczów w pierwszej lidze, dwa sezony w drugiej i tyle. No a trafił do Białegostoku, wywalczył sobie wyjściowy skład i odpalił.
Jeszcze trochę zostało kolejek do końca, a Marczuk w samych konkretach ma już pięć goli, sześć asyst, dwa kluczowe podania (dane na Transfermarkt są jeszcze lepsze, ale tam do asyst dorzucają wywalczone rzuty karne). Skrzydłowi w Ekstraklasie często grają tak, że robią dużo szumu, ale są jeźdźcami bez głowy – jak się urwą, to wrzucą niecelnie, a i to dużo, bo rajdy pod chorągiewkę w wielu wypadkach kończą się dośrodkowaniem zablokowanym przez pierwszego obrońcę.
Marczuk jak widać sobie radzi i nawet jak miał chwilę przestoju w końcówce rundy jesiennej, to wiosną wrócił na wysokie obroty – gol z Widzewem, dwie sztuki ze Śląskiem.
TVP Sport podało, że zawodnik Jagiellonii ma znaleźć się wśród powołanych na baraże. Ktoś powie – to nie czas na eksperymenty. Można odpowiedzieć, że eksperymentem byłoby nie korzystać ze skrzydłowych w formie, skoro tych można policzyć na palcach jednej dłoni (i to takiej bez kciuka oraz serdecznego).
Drugim fajnym przykładem jest Vusković, po którym od początku widać, że w Tottenhamie nie zatrudniają amatorów i facet naprawdę może być wart te kilkanaście milionów euro. W powietrzu gra jak stary, mimo że ma ledwie 17 lat. I już daje pewność swojej drużynie w tyłach, widać, że nie występuje tylko dlatego, żeby Anglicy się nie pogniewali.
Maciej Kędziorek mówił w Weszłopolskich: – Pracowałem z wieloma bardzo świadomymi zawodnikami. Luka jest na pewno w top 3, pod kątem tego, ile pracuje, jak dba o najmniejsze detale. Na pewno prezentuje bardzo wysoki poziom profesjonalizmu.
Za jednego i drugiego brawa dla transferujących polskich klubów, nie były to przecież oczywiste ruchy.
W badziewiakach uwagę zwraca zaś Patryk Klimala. Jacek Magiera mówił jakiś czas temu: –Powiedziałem mu, żeby mnie nie zaczepiał w sprawie grania w podstawowym składzie, bo na początku próbował. Wszystkim powtarzam, że mają być gotowi, a ja podejmuję kadrowe decyzje. Jeżeli możesz pomóc drużynie, to pomagaj, nie patrz na swoje ego.
To prawda, że Klimala powinien „zaczepiać” trenera na boisku, a nie poza nim, tyle że na razie tego nie robi. Pięć spotkań, pięć słabych, maksymalnie bezbarwnych. Raz dostał „wychodzoną” szansę w pierwszym składzie, ale widać było, że jest słabszy od Exposito (nawet gdy ten świąteczne obiady je codziennie). Nie ta technika, kultura gry. Gość na kontrę, bo im dłużej ma piłkę, tym gorzej.
Życzymy, żeby się odkręcił, bo jednak nosa do bramek jakiegoś tam ma, ale na razie wejścia (no, powrotu) do Ekstraklasy mógłby się uczyć od młodszych kolegów.
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Jak zbudować na nowo drużynę bez Josue?
- Wyścig żółwi po tytuł, ale tylko Raków, Legia i Lech muszą się wstydzić
- Komisja Ligi ukarała Widzew Łódź. Kibice nie pojadą na mecz z Cracovią
Fot. FotoPyk