Reklama

Hofmayster: Mój pradziadek zbudował moje miasto, a dziadek przeżył Holokaust [WYWIAD]

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

27 stycznia 2024, 12:51 • 9 min czytania 24 komentarzy

Jego pradziadek był współzałożycielem największego wiejskiego miasteczka w Izraelu. Zbudował dom, który od ponad 100 lat służy kolejnym pokoleniom. Z kolei jego dziadek uciekł z niewoli hitlerowców i jako jedyny z rodziny przetrwał Holokaust. Wśród braci dorastał w akademii Maccabi, a później grał dla Hapoelu. Naśladował Sergiego Busquetsa i podziwiał Lionela Messiego. Na wyciągnięcie ręki miał marzenie o grze w dobrej lidze europejskiej, ale zamiast osiedlić się w Austrii, wrócił do Izraela na obowiązkową służbę wojskową. A przed transferem do Ekstraklasy specjalnie pojechał zobaczyć Kielce, żeby niczego nie podpisywać w ciemno. I powiedział: – To idealne miejsce dla mnie. Yoav Hofmayster, piłkarz „Scyzorów”. Zapraszamy.

Hofmayster: Mój pradziadek zbudował moje miasto, a dziadek przeżył Holokaust [WYWIAD]

Jesteś Izraelczykiem, ale masz też niemieckie korzenie.

W Izraelu się urodziłem i dorastałem, więc w 100% czuję się Izraelczykiem. Wyrobiłem niemiecki paszport, który okazał się bardzo pomocny przy przejściu do Korony Kielce.

Kiedyś Niemcy chcieli zmieść wszystkich ludzi twojego pochodzenia z powierzchni Ziemi. Przyznasz, że z historycznych względów to ciekawy kontrast.

Tak, a wziął się stąd, że mój dziadek w czasie drugiej wojny światowej przeżył Holokaust. Żył w Niemczech, a potem uciekał przez różne kraje. Z mojej rodziny był jedynym, który przeżył. Dzięki niemu mogę żyć. Ta przeszłość jest częścią mnie. Nie wstydzę się jej, a wręcz jestem dumny, że cierpienia dziadka nie poszły na marne.

Reklama

Hod ha-Szaron, twoje miejsce urodzenia, powstało z czterech osad – dwie z nich zostały utworzone przez żydowskich imigrantów z Polski, jedna przez imigrantów z Niemiec…

Tę osadę założył mój pradziadek od strony ojca. Był współtwórcą miasta i zbudował dom, w którym żyły kolejne pokolenia aż do mojego. Oczywiście kilka razy przeżywał renowację, ale ma ponad 100 lat i też się w nim wychowałem. Moi rodzice i bracia wciąż tam żyją.

Miałeś okazję dowiedzieć się, jak twój dziadek przeżył Holokaust?

Nigdy nie lubił o tym rozmawiać. Był bardzo pozytywnym człowiekiem, który wyznawał zasadę, że o tak przykrych rzeczach lepiej nie mówić. Zmarł kilka lat temu, ale zanim do tego doszło, rodzina przekonała go, że wszyscy powinniśmy wiedzieć o swoich początkach. Dlatego też napisał książkę, która nie została nigdzie opublikowana i tylko członkowie rodziny mają dostęp do jej kopii.

Przeczytałeś ją? Co czułeś, kiedy poznawałeś opowieści dziadka?

Tak. Ale nie da się chyba wyrazić słowami tego szoku, jaki przeżyłem. Holokaust to ogromna część mojej rodziny i całego żydowskiego narodu. Uczymy się tego w każdej szkole i mamy specjalny dzień w roku upamiętniający ofiary. Ale mnie te historie dotknęły personalnie. Na szczęście to już odległa przeszłość.

Reklama

Nie wiem, czy wiedziałeś, ale twoje miasto słynie z hodowli koni żydowskich. Według legend pomogły one Izraelczykom przeprawić się przez Morze Czerwone.

Naprawdę? Nie słyszałem o tym, a brzmi bardzo interesująco. Popytam w rodzinie!

Jak wyglądało twoje dzieciństwo?

Było perfekcyjne. Nigdy nie mogłem na nic narzekać i zawsze czułem wsparcie rodziców czy braci. W dodatku tata bardzo angażował się w moją piłkarską drogę. Każdy krok, jaki robię, jest częścią jego wpływu…

Masz na myśli kontrolę?

Nigdy mnie nie kontrolował, ale interesował się tym, co robię, a także doradzał. Kiedy potrzebuję opinii związanej z futbolem, jest pierwszą osobą, do której się zgłaszam. To mądry człowiek. Mamy bardzo dobre relacje.

To zawsze był futbol?

Kiedy byłem młody, próbowałem trochę tenisa i koszykówki, ale, lekko mówiąc, nie wychodziło mi to najlepiej. W wieku 16 lat, kiedy trenowałem w akademii Maccabi Tel Aviv, musiałem zdecydować, czy rezygnuję z kroku w dorosły profesjonalny futbol, czy nie. Oprócz popołudniowych treningów czasami miałem też poranne, które nakładały się na lekcje. Zastanawiałem się, co zrobić. Wtedy rodzice powiedzieli mi coś, czego nigdy nie zapomnę: „Są rzeczy, które można odłożyć na później, a są też takie, których nie możesz”. Szkoła była tą pierwszą rzeczą, futbol nie. Po debacie z samym sobą stwierdziłem, że chcę zostać piłkarzem. Cieszę się, że dostałem możliwość wyboru, a takie kwestie jak studia czy dyplomy świadomie zostawiłem sobie na dalszą część życia.

Czego nauczyłeś się w akademii Maccabi?

Po pierwsze, to ogromny klub. Można dyskutować całymi dniami czy większy niż Hapoel, czy nie, ale ja trafiłem tam w wieku 14 lat i nie mogę powiedzieć nic złego. Jedną z głównych postaci, jaka przyczyniła się mojego rozwoju, był trener z Holandii, Raymond Atteveld [później m.in. asystent trenera w Szachtarze Donieck – red.]. Razem z nim pojawił się także Patrick van Leeuwen, który zmienił funkcjonowanie akademii w moich rocznikach. Czułem jak dzięki nim z innej perspektywy zaczynam patrzeć na futbol. Holenderscy trenerzy otworzyli mi oczy.

Zawsze byłeś defensywnym pomocnikiem?

Tak, choć cofając się do czasów dzieciństwa, grałem jako lewy obrońca, ale chciałem bardziej atakować. Mama chodziła wtedy do trenera i prosiła go, żeby ustawiał mnie bardziej ofensywnie. Ale to wydarzyło się dopiero w chwili, gdy przeszliśmy z grania z 8-osobowymi zespołami na 11-osobowe.

Jakich piłkarzy podziwiałeś albo może nawet starałeś się kopiować?

Moim idolem od zawsze był Lionel Messi. To jeden z niewielu ludzi na świecie, który potrafi wzbudzić we mnie silne emocje. Jeśli chodzi o moją pozycję, podziwiam Sergio Busquetsa.

Chyba mamy tutaj fana Barcelony. Możemy podać sobie ręce.

Zdecydowanie, nawet jeśli teraz nie jest łatwo być ich kibicem. Natomiast od Busquetsa chciałem nauczyć się przede wszystkim szybkości myślenia na boisku. On nie jest najszybszy czy najsilniejszy fizycznie, ale jego inteligencja i umiejętność przewidywania wydarzeń to moim zdaniem sól futbolu. Nie da się skopiować jego zagrań, to coś absolutnie unikalnego, ale czerpać z wideo i próbować odtwarzać na swoim poziomie jak najbardziej. Bo piłka nożna to granie głową. Nogi są tylko jej narzędziami.

Yoav Hofmayster z Korony Kielce

A co z religią? To ważny aspekt w twoim życiu?

Szczerze mówiąc, nie jestem ekstremalnym wyznawcą. Owszem, jestem Żydem i czuję się częścią społeczności żydowskiej. Znam i stosuję się do tradycji oraz obyczajów, ale religia nie jest dużą częścią mojego życia.

Możesz wyznawać jakąś religię, ale nie musisz na przykład chodzić do kościoła. Ja to rozumiem.

Dokładnie. Lubię sentencję: „Każdy wierzy na swój sposób”.

Co lubisz w kulturze żydowskiej?

To, że jest połączeniem wielu kultur. Ten kraj budowali ludzie z Azji, Afryki i Europy. Dla mnie to na pewno coś specjalnego. Kocham Izrael i zawsze czułem się w nim dobrze. Nigdy nie doświadczyłem złych zachowań ze strony innych obywateli i nigdy nie bałem się wyjść na ulicę z obawy przed terroryzmem. Co prawda teraz jest inaczej z wiadomych względów…

Co czułeś, kiedy usłyszałeś o ataku Hamasu na Izrael?

Wybacz, ale wolałbym o tym nie rozmawiać. To trudny temat.

Byłeś w różnych klubach w Izraelu, zmieniałeś je właściwie co chwilę. To nie jest normalne szczególnie w tak młodym wieku.

W Maccabi nie mieli drugiego zespołu, dlatego zrobili go w innym klubie. Wszyscy zawodnicy z U-19 przenieśli się do Beitaru, ale moim marzeniem od zawsze była gra w Europie. Dlatego później, kiedy tylko podpisywałem nowy kontrakt, wiązałem się na krótkie okresy. Nie chciałem kilkuletnich umów i przed każdym trenerem jasno stawiałem sprawę, że rok po roku chcę robić krok naprzód. Niestety, kilka razy miałem pecha. Raz w ważnym momencie przed okienkiem transferowym złamałem żebro. Ale wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, więc nie narzekałem, że realizacja marzeń się opóźnia.

Grałeś w akademii Maccabi, a kilka lat później trafiłeś do Hapoelu. Kibice cię nie zamęczyli?

Na początku rzeczywiście był problem. Kibice w Tel Awiwie bardzo emocjonalnie podchodzą do takich spraw, szczególnie że mecze Maccabi z Hapoelem to wielkie derby Izraela. Ale miałem lżej, bo byłem tylko zawodnikiem akademii Maccabi, później grałem w drugiej lidze, a dopiero po jakimś czasie w izraelskiej ekstraklasie. Bardzo cieszyłem się z tego okresu, ale z pewnych powodów nie zostałem tam na dłużej. Nie zostałem potraktowany profesjonalnie.

Dlaczego?

Wolałbym się w to nie zagłębiać poza stwierdzeniem o braku profesjonalizmu.

Trafiłeś do austriackiego LASK Linz, ale tam nie zagrałeś ani razu i ciągle wracałeś do Izraela w ramach wypożyczeń. Dlaczego?

Podpisałem kontrakt z klubem, ale potem nigdy się tam nie pojawiłem. W Izraelu mamy trzyletnią obowiązkową służbę wojskową w wieku 18-21 lat. Zdecydowałem się zrezygnować z grania w Austrii, bo chciałem dać coś od siebie mojemu krajowi. Ale musisz wiedzieć, że system wojskowy to coś, przez co przechodzi każdy obywatel Izraela. Nie uczestniczyłem jednak w żadnej akcji zbrojnej. Nie byłem rozpatrywany do wojska w pierwszym szeregu, bo byłem uznawany jako sportowiec.

Musiałeś czy chciałeś służyć w wojsku?

Trochę jedno, trochę drugie. Nie prosiłem o specjalne pozwolenie na całkowite lub wcześniejsze zwolnienie.

Miałeś na tacy swoje marzenie o grze w Europie, ale wolałeś zostać w wojsku?

Nie żałuję tego. Co prawda w Austrii nie udało mi się przez to zaistnieć, ale wierzę, że tak miało być. Cykl zdarzeń doprowadził mnie do Korony i nie mogę powiedzieć, że to coś złego, a wręcz przeciwnie.

Co konkretnie robiłeś w wojsku?

Nie strzelałem do tarcz, nie obcowałem z bronią. Jako człowiek ze statusem sportowca zostałem oddelegowany do pracy papierkowej.

Zanim trafiłeś do Korony Kielce, miałeś inne opcje transferowe?

Były oferty z Izraela i innych krajów Europy. Miałem rozmowy z kilkoma klubami i będąc zupełnie szczerym, długo się zastanawiałem, który wybrać. W końcu stwierdziłem, że nie chcę podpisywać czegoś w ciemno, nie widząc wcześniej miejsca, w jakim miałbym zagrać. Dlatego poleciałem do Kielc, żeby zobaczyć, jak wyglądają. I od razu wiedziałem, że to miejsce dla mnie. Pojawiłem się też na stadionie, żeby zobaczyć mecz Korony w Ekstraklasie. Atmosfera, doping, ciepło i pasja tutejszych ludzi – to wszystko po prostu do mnie trafiło.

W Izraelu nie ma takiego dopingu?

Na meczach dużych drużyn jest ogromny, ale na większości stadionów nie ma tylu kibiców, co w Polsce. To robi różnicę. Poza tym muszę jeszcze powiedzieć, że bardzo ważne są dla mnie relacje ludzkie, a przy pierwszym wrażeniu poczułem, że w Koronie się na nie stawia. Czułem zaangażowanie trenerów i dyrektora sportowego w moje przyjście.

Ale trochę cię zmartwię – Kielce nie są wysoko na liście polskich miast pod względem atrakcyjności.

Oczywiście im fajniejsze miasto do życia, tym lepiej, ale najważniejsze jest dla mnie granie w piłkę. Nie szukam miejsc do imprez. To miasto i ten klub są perfekcyjne dla moich potrzeb. Tutejsza społeczność wręcz zaskoczyła mnie swoją pasją, ale to dobrze, bo czuję się jeszcze bardziej zmotywowany, żeby dać jej coś dobrego na boisku w zamian.

Zaskoczyło cię coś w polskiej lidze, jeśli chodzi o sprawy stricte piłkarskie?

Może nie zaskoczyła, ale zrobiła wrażenie intensywność. Sądzę nawet, że pod tym względem to liga stworzona pod mój styl gry.

Co lubisz robić w wolnym czasie?

Dodatkowy trening, serio! Skupiam się przede wszystkim na piłce, choć w wolnym czasie odpalam PlayStation, żeby pograć w Call of Duty i porozmawiać z kolegami z Izraela. Tak odprężam się po ciężkich dniach. Czasami nawet wygrywam (śmiech). Jeśli chodzi o bardziej ambitne rzeczy, wiem, że w moim życiu przyjdzie na nie czas. Wciąż jestem młody. Czuję, że jeszcze nic specjalnego w futbolu nie zrobiłem. Mam dużo do osiągnięcia. Wszystko po kolei. Za 10 lat będę miał na ten temat więcej do powiedzenia, obiecuję.

WIĘCEJ MATERIAŁÓW ZE ZGRUPOWANIA W TURCJI:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

24 komentarzy

Loading...