Dzisiaj jednak wstyd…

Paweł Paczul

14 grudnia 2023, 23:25 • 3 min czytania

Dzisiaj jednak wstyd…

Polska piłka ma chyba nową tradycję – starać się przegrać jak najmniej i liczyć, że rywalowi pójdzie jeszcze gorzej. Tak było rok temu, kiedy modliliśmy się do Argentyńczyków o jak najniższy wymiar kary, tak było dziś, kiedy Raków błagał Atalantę, żeby nie bolało. Niestety – Messi i spółka okazali się sympatyczni, a Muriel i koledzy już nie.

Reklama

Wobec Rakowa było dużo wyrozumiałości względem jego jesiennych występów – debiutant, jeszcze taki, który nie gra na swoim stadionie, Liga Europy, czyli najwyższy pułap ze wszystkich polskich klubów. Ciężka grupa. No, trudno było oczekiwać cudów.

Niemniej o ile poprzednie porażki traktowało się z mniejszym lub większym zrozumieniem, o tyle dziś trzeba powiedzieć: wstyd.

Reklama

Atalanta nie grała galową jedenastką, a jednak walnęła cztery bramki, kiedy w pierwszym – dla niej ważniejszym – meczu potrafiła dwa. Poza tym Włosi mieli to spotkanie tak w pompie, że wpuścili na boisko 32-letniego rezerwowego bramkarza. Jego bilans meczów w Serie A wygląda tak:

Widać, że go lubią, bo starają się, żeby chłop na jakimś leszczu dostał parę minut. Jak Atalanta gra z Brescią czy inną Monzą, to stwierdzają – idź, baw się, nawet chwilkę. No i dzisiaj za leszcza został uznany Raków, zresztą bardzo słusznie.

Wszyscy liczyli na równą walkę, coś na wzór ostatniego spotkania ze Sturmem czy poprzedniego ze Sportingiem, a dostali… nie wiadomo co. Błędy w obronie – juniorskie. Racovitan wolniejszy niż wóz z węglem, Jean Carlos rozsądny jak wspinaczka w burzy. W ataku – rany boskie!

Zdarza się być nieskutecznym, ale żeby nie trafić choć jednej sytuacji w drugiej połowie, przecież to kompromitacja. A w pierwszej – jak zwykle, bez celnego strzału. Nie wiadomo, może Raków nie ma pojęcia o tym, że przed przerwą ma prawo atakować. Natomiast jeśli widzi, że Muriel bawi się z nimi jak z dzieciakami, to raczej powinien sobie uświadomić: tak, to dozwolone.

Zatem powtórzmy: dziś wstyd.

Była szansa na awans, bo Sporting dowiózł bez problemu, ale Raków zaprezentował się kompromitująco. Dało się z tej edycji wyciągnąć więcej. Już nie tylko patrząc na ten mecz, ale ogólnie. Brakowało jakości w ofensywie, odwagi przed przerwą. Kompetencji w obronie. Własnego stadionu. Tak, to może wydawać się tanią wymówkę, natomiast odkąd przeprowadził się do Sosnowca, wymęczył ledwie jeden remis. Własny teren w Europie, ha, wszędzie znaczy ogromnie dużo, a Raków go nie ma, gdziekolwiek szukać winnych.

Do tego kontuzje, brak doświadczenia przy takim obłożeniu meczów (Raków zagrał w jedną rundę właściwie cały sezon) i stało się.

Ocena końcowa jest niska, ale przyjęta ze względnym rozumieniem. Natomiast dziś… Ostatni raz – wstyd. Duży wstyd.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Kowal wydał wyrok na trenera Widzewa. „Właściciel nie będzie się patyczkował”

Braian Wilma
13
Kowal wydał wyrok na trenera Widzewa. „Właściciel nie będzie się patyczkował”
Reklama

Liga Konferencji

Reklama
Reklama