Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

O trenerze, który chce zmieniać życia. Jak Siemieniec podniósł Jagę?

Autorzy:Przemysław MamczakPaweł Paczul

11 listopada 2023, 10:28 • 13 min czytania 30 komentarzy

Jagiellonia Białystok w ostatnich latach wydawała się klubem podupadającym, takim, który będzie dryfował bez większego celu. Cóż, nawet nasza liga potrafi nie wybaczyć dryfowania, zatem jeśli myślano o spadkowiczach w kolejnych latach, można było wskazywać właśnie Jagę poprzez jej przeciętność, nijakość, przezroczystość. A jednak – dziś nie rozmawia się o spadku białostoczan, dziś myśli się, cholera, kto wie, o pucharach, mistrzostwie. Jak to się stało, że do takiego poziomu z tym klubem doszedł 31- letni Adrian Siemieniec?

O trenerze, który chce zmieniać życia. Jak Siemieniec podniósł Jagę?

Jeśli gdzieś karuzela kręciła się w zawrotnym tempie, to właśnie w Białymstoku. Od momentu zwolnienia Ireneusza Mamrota w 2019 roku przez klub przewinęło się szereg trenerów:

Rafał Grzyb jako tymczasowy szkoleniowiec poprowadził dwa mecze.

Iwajło Petew – siedemnaście.

Bogdan Zając – 22.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Znów Rafał Grzyb – dziewięć.

Ponownie Ireneusz Mamrot – 20.

Człowiek niby oświecony, Piotr Nowak – 15.

Maciej Stolarczyk – 28.

Tak minęły cztery lata, żaden trener nie przepracował sezonu od A do Z, a Jagiellonia nie osiągnęła niczego. Bujała się od ściany do ściany, mimo że często zapowiadano nowe otwarcie – o, teraz przyjdzie ten i już będzie dobrze. Nie? No to teraz pojawi się następny i już na pewno odpalimy. Zawsze liczono na przełom, ale ten przełom nigdy nie nadchodził. Nieważne, czy nowym szkoleniowcem był gość zza granicy, człowiek kojarzony z dobrym selekcjonerem, czy ktoś świeżo po młodzieżówce. Wszyscy zawodzili, zostawiając Jagę w mniejszym lub większym bagnie.

Należy sobie więc zadać pytanie – jak to jest, że młodemu, ledwie 31-letniemu Adrianowi Siemieńcowi, udaje się z Jagiellonią osiągać tak świetnie wyniki i jednocześnie przy tym grać równie ciekawy futbol?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

ŁATWIEJ POWIEDZIEĆ, TRUDNIEJ ZROBIĆ, CZYLI O SZTUCE DOGADANIA SIĘ

Gdy przyłożyć ucho do tamtego środowiska, od razu słuchać jedną opinię – dogadał się z zawodnikami. Niby oczywistość, ale tego nie potrafili poprzednicy. Zając okazał się kompletnym kosmitą, który pewnie nie porozumiałby się i z innymi kosmitami; w końcu która rozumna istota nakazałaby sypać śnieg pod boisko z balonem. Nowak? Był zainteresowany wszystkim innym niż Jagiellonią, a to jednak głupota mieć trenera, którego bardziej kręcą własne interesy, bitcoiny, aniżeli drużyna, którą się prowadzi. Przypomnijmy: Nowak do dziś nie odpowiedział na te zarzuty. Zdaje się, że gdyby miał argumenty, po prostu zabrałby głos. Z kolei Stolarczyk okazał się osobą autorytarną, taką, która niespecjalnie chciała dopuścić do głosu innych. Wszystko wiedział najlepiej, a wyniki pokazały, że w sumie niekoniecznie posiadł miliard w rozumie.

A Siemieniec z nicią porozumienia nie ma kłopotu.

Romanczuk mówi: – Nasza relacja jest otwarta, jeśli pojawia się jakiś problem, nieporozumienie, potrafimy rozmawiać. To zmiana w porównaniu do poprzednich trenerów – też były rozmowy, ale niektórzy niby słuchali, ale potem zawsze i tak robili po swojemu.

Mikołaj Wasilewski, kapitan rezerw Jagiellonii: – Trener zawsze lubi porozmawiać z zawodnikiem. Pyta: co pasuje, co można zmieniać i faktycznie słucha tych sugestii. Wiadomo, że na końcu to on decyduje, jak każdy trener, ale nie jest głuchy na opinie swoich piłkarzy.

Bartłomiej Wdowik, rewelacja sezonu 23/24: – Trener często rozmawia z piłkarzami, jest otwarty na dyskusję.

Po drugie ważne jest też to, że Siemieniec wstrzelił się w dobry czas dla Jagiellonii. Ktoś powie – jak to, przecież szkoleniowiec musiał ratować ten zespół przed spadkiem. I prawda, niemniej jednocześnie nie zastał klubu prowadzonego przez amatorów, tylko współpracuje z fachowcami – Wojciechem Pertkiewiczem i Łukaszem Masłowskim. To kluczowe, szkoleniowiec też musi mieć szczęście do otoczenia – wrzućcie Siemieńca gdzieś, gdzie nie ma pomysłu na przyszłość, tylko żyje się z dnia na dzień, ciągnąc kasę z Canal Plus. No nawet najlepszy trener – a Siemieniec to przecież wciąż żółtodziób – mógłby utonąć.

I choć Jagiellonia dopiero teraz gra na miarę swoich ambicji, to jednak praca, by tak mogło być, była wykonywana już wcześniej. Na długo przed tym, gdy Siemieniec przejął stery w pierwszym zespole.

W marcu 2022 roku Masłowski mówił: – Dajemy sobie trzy okienka na przebudowanie zespołu.

No i tak się składa, że letnie okienko było właśnie trzecim, o którym mówił dyrektor. W tym czasie udało mu się ściągnąć takich graczy jak Gual, Pululu, Nene, Skrzypczak, Marczuk, Dieguez, Kubicki, Hansen, Carioca. Jednocześnie z klubu odeszli piłkarze, którzy zdecydowanie się tam zasiedzieli, żeby wspomnieć choćby Camarę, Puerto, Tiru, Prikryla.

Ta kadra wciąż ma swoje luki, ale dlatego, że Jagiellonia ma swoje ograniczenia finansowe, a nie dlatego, że układa ją ktoś niekompetentny. Tak było wcześniej, a jeśli dodać do tego częste rotacje trenerów, mieliśmy zespół kilku różnych koncepcji.

Mówiła zresztą o tym Agnieszka Syczewska w końcówce 2021 roku: – Kilka lat temu to była drużyna głodna, młoda, z ambicjami. Wielu zawodników z tej ekipy gra teraz w reprezentacji, zagranicznych klubach. Dla nich Jagiellonia nie była celem, ale środkiem do osiągnięcia celu. Potem chcieliśmy zrobić szybki sukces z dużymi wydatkami, a to nie daje żadnej gwarancji. To się przekładało na kolejne okna. Ponadto każdy trener przychodzi z innym pomysłem i modelem gry. Każdy z tych szkoleniowców brał też odpowiedzialność za określone ruchy transferowe i tak naprawdę mamy drużynę poskładaną według myśli czterech szkoleniowców. To trzeba wyprostować na początek.

Dopiero teraz, dwa lata później, udało się z tym problemem uporać. To więc oczywiste, że Siemieniec ma łatwiej dziś, niż gdyby przenieść go w czasie i wrzucić do drużyny sprzed dwóch-trzech lat. Dobra współpraca z dobrym dyrektorem sportowym to podstawa.

Masłowski mówi: – Ja wyszukuję piłkarzy, natomiast trener Siemieniec oczywiście też ich ogląda i opiniuje. Działamy tutaj na bardzo dużym wzajemnym zaufaniu.

ROZWÓJ ZAMIAST NARZEKANIA NA STAN KADRY

Po trzecie Siemiec jest skuteczny – można narzekać i domagać się coraz to nowych, droższych transferów, a można działać z tym, co się ma. Wdowik w klubie jest od 2020 roku, a dopiero za Siemieńca rozwinął skrzydła i został powołany do reprezentacji, co wcześniej – nawet w trybie awaryjnym – zostałoby uznane za nieśmieszny żart. Marczuk przez niecałą rundę ma więcej asyst niż przez całą – krótką – karierę w drugiej i pierwszej lidze. Porządnie wygląda Kubicki, który w Lechii równał do słabiutkiej średniej reszty zespołu. Skrzypczak w poprzednim sezonie walił babola za babolem, a teraz prezentuje się solidnie.

Inny dobry przykład: Hansen. W Widzewie niewykorzystany, skłócony z Niedźwiedziem. Gdyby odszedł z Ekstraklasy, to mimo że było widać przebłyski jego umiejętności, mało kto by go wspominał, nie mówiąc o jakimś żalu: ech, Hansen odszedł, szkoda. Wyhaczył go jednak Masłowski, dobrze współpracuje z nim Siemieniec i są efekty – Norweg pomaga zespołowi, ma już cztery gole, mimo że trafił do klubu dopiero we wrześniu.

Wdowik przyznaje: – Trener na pewno ma wpływ na formę, w której obecnie jestem.

To wszystko zdaje się łączyć z pierwszym punktem. Siemieniec słucha swoich zawodników, rozumie ich potrzeby i preferencje, dostosowując taktykę pod ich umiejętności.

Sam mówił w wywiadzie dla Sport.pl: – Bardzo często punktem wyjścia do zrozumienia taktyki nie jest to, czy zawodnicy wiedzą, co im tłumaczysz, tylko czy się z tym identyfikują. Sposób i idea muszą być spójne z trenerem, ale też z mentalnością piłkarzy. Trener nie może iść pod prąd (…) To nie jest kwestia wyboru, w jaki sposób chcesz grać, tylko zrozumienia, kim dysponujesz”.

I na konferencji po meczu z Wartą: – Podszedłem do tej grupy bardziej jak do ludzi, niż do piłkarzy. Zbudowaliśmy ze sobą dobre relacje i ta drużyna chce grać dla nas wszystkich.

NAJPIERW OBRONA, PÓŹNIEJ ROMANTYCZNY FUTBOL

Zrobię wszystko, by ta drużyna dobrze grała. By była efektywna i wszyscy byli z niej dumni. Chciałbym dać kibicom radość i entuzjazm, których brakuje w Białymstoku. Chcemy cieszyć się z małych rzeczy, na nowo zakochać się w Jagiellonii.

Adrian Siemieniec swoją przygodę z Jagą rozpoczął słowami, które dziś można uznać za prorocze. Na przełożenie ich na boisko potrzebował jednak czasu.

Siemieniec rewolucji nie rozpoczął od futbolowego romantyzmu. Już na starcie widział, że jeżeli chce w Białymstoku pięknej piłki i charakterystycznego DNA drużyny, najpierw musi zadbać o efektywność gry w obronie.

Jasne, zasady bronienia to pierwsze ekstraklasowe kroki 31-latka, który nie uznaje pressingu średniego. Albo broni wysoko, albo chce, by jego zespół odbudowywał ustawienie pod piłkę.

Wiosną kluczowe było zamknięcie środka. Niezależnie od wysokości obrony, Jagiellonia miała za zadanie zabarykadować centralny sektor boiska.

Dla podopiecznych Siemieńca kluczowe nie jest ustawienie przeciwnika, a strefa działania – piłka i przestrzeń. Zespół ustawia się względem futbolówki, a obrońcy muszą w każdej chwili utrzymywać między sobą odpowiednie odległości. Dopiero wtedy, gdy struktura jest zachowana, Jaga skupia się na ruchach przeciwników. – Trener Siemieniec sugeruje nam, żeby w defensywie patrzeć przede wszystkim na siebie, dopiero później na przeciwnika. Mamy obserwować kolegów z bloku i ustawiać się względem nich – potwierdza Mateusz Skrzypczak (Weszłopolscy, ostatni odcinek).

Coraz więcej automatyzmów zaczynało być widocznych już w kwietniu. Nawet lokalni dziennikarze zauważyli, że trójkowa współpraca w pressingu w meczach wygląda na żywcem skopiowaną z treningowych gier.

Chcę dominować mecz poprzez pressing. Pracujemy nad obroną niską i wysoką, ale na wszystko trzeba czasu, bo to jest proces – zaznaczał jednak z pokorą Siemieniec.

Proces postępował, z nim w parze szły niezłe wyniki, a zaufanie wobec młodziana rosło. Nie mogło być inaczej, bo statystyki potwierdzały skuteczność wizji kursanta UEFA PRO.

Bieżący sezon to kontynuacja obranego kierunku i jeśli porównamy Jagę sprzed roku, do tej dzisiejszej, widzimy dwie różne drużyny:

Napisać, że przeciwnicy oddają mniej strzałów, mają mniej sytuacji strzeleckich czy niższe xG, to mało. Liczby rywali w starciach z Jagiellonią spadły drastycznie, a to przekłada się na jeszcze lepsze rezultaty.

Jaga przewyższa ligowe średnie, co tylko potwierdza, że w miejscu, w którym jest, nie znajduje się przypadkowo.

BIAŁOSTOCKIE DNA

Prawdziwym testem dla Siemieńca był jednak letni okres przygotowawczy, w którym miał wreszcie więcej czasu, by ziścić słowa z konferencji, na której został zaprezentowany. To właśnie wtedy można było pracować nad tym, by dawać kibicom radość i entuzjazm.

Dziś Jagiellonia, po kilkunastu kolejkach ligowych, porównywana jest do angielskiego Brighton. Słowem, które opisom gry białostocczan towarzyszy niemal na każdym kroku jest ODWAGA. Bo trzeba być odważnym, by grę budować w taki sposób…

Budowanie gry od własnej bramki wygląda bardzo powtarzalnie. Środkowi obrońcy ustawiają się na wysokości bramkarza, w bocznych sektorach rozlokowani są prawy i lewy defensor. Do 4+2 schodzą również środkowi pomocnicy – szóstka i ósemka ustawiają się diagonalnie, dając jak najwięcej możliwości rozgrywania i linii podań.

W budowanie gry mocno zaangażowany jest też Alomerović. Gdy tylko jest ku temu okazja, przyspieszenie następuje najczęściej do wolnej przestrzeni, w której znajdują się skrzydłowi, bądź w którą wyżej wbiegają boczni obrońcy. To właśnie tym korytarzem Jaga przechodzi do ataku.

Najtrudniej jest, kiedy nie wyjdzie. Wielu trenerów, próbujących odważnej gry w przeszłości, sparzyło się na jakości technicznej swoich graczy, którzy w końcu podawali piłkę pod nogi rywala. Tak było też z Jagą, choćby w meczu z Lechem, gdzie Ba Loua już w drugiej minucie wykorzystał dużą pomyłkę Romanczuka:

Popełniliśmy błędy, z których Lech z chirurgiczną precyzją skorzystał. Ale nie zejdziemy z naszej drogi. Wierzymy w pracę, którą wykonujemy i sposób gry, który prezentujemy. Chcemy być konsekwentni i cieszę się, że ta idea obroniła się dziś na boisku – stanowczo po spotkaniu podkreślił Siemieniec, urywając w ten sposób wszelkie spekulacje.

Choć ryzyko wydaje się czasem nadmierne, młody trener nigdy nie piętnował za nie swoich zawodników. Skoro wyznaczył kierunek, to jest świadom, że zdarzać będą się takie wpadki jak z Lechem. I to on bierze za nie na klatę całą odpowiedzialność.

Odważna postawa Jagielloni przekłada się na statystyki. Posiadanie piłki i liczby podań wyglądają kapitalnie. Oczywiście, nie nimi wygrywa się mecze, no ale zobaczcie:

  • ponad 600 podań w meczach z Resovią, Stalą czy Śląskiem w ostatnim czasie
  • kiedy cofniemy się do sierpnia, tylko w jednym meczu od tego czasu, z Legią, Jagiellonia wymieniła mniej podań od przeciwników
  • to samo tyczy się posiadania piłki, gdzie 60% przekroczyli we wspominanych trzech meczach, ale i przeciwko ŁKS-owi, Śląskowi w Pucharze Polski i Cracovii. Niecałego procenta do sześćdziesiątki zabrakło w starciu z Lechem

Najważniejsze jednak, że tym wszystkim drużyna jest zbalansowana. Nie rozgrywa piłki dla samego rozgrywania. Jaga chce “wciągnąć do zabawy” swoich przeciwników, by większa ich liczba znalazła się na jej połowie, a wtedy… a wtedy bezlitośnie wykorzystuje wykreowaną wyżej przestrzeń.

SIŁA MENTALU

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież za takiego Stolarczyka Jagiellonia też miała być odważna i “hej do przodu”, bo przecież tamten szkoleniowiec przychodził z ofensywną łatką. A jednak nie wyszło. Tyle tylko, że to pozory, zdaniem Romanczuka ten i tamten zespół Jagiellonii funkcjonują zupełnie inaczej: – Wtedy taktyka była inna, graliśmy na trzech z tyłu, teraz gramy na czterech. Patrząc na kadencję trenera Stolarczyka, wówczas środek pola biegał dużo, zawodnicy sześć-osiem po 70., 80., minucie byli bez sił. Teraz też oczywiście biegamy, ale częściej jesteśmy przy piłce, staramy się wychodzić podaniem od obrony. Każdy jest zadowolony.

Można powiedzieć, że Siemieniec stworzył bardzo przemyślaną machinę: nie musi dodatkowo motywować swoich piłkarzy, bo oni motywację do gry znajdują w taktyce, którą obrał trener. Romanczuk kontynuuje: – Nasza motywacja wynika z taktyki. Nie musimy biegać za piłką, tylko nią gramy. To jest dla nas nagroda.

Tej radości, motywacji, odpowiedniej mentalności w Jagiellonii jest naprawdę dużo. Gdy rozmawia się z piłkarzami Jagi, tę mentalność odmieniają przez wszystkie przypadki. Że trener o nią dba, że w zespole panuje odpowiednie dyscyplina, zrozumienie. Zresztą gdy posłuchać wypowiedzi Siemieńca, to jest to naprawdę rozsądny człowiek, patrzący w szerszej w perspektywie.

Mówi w Kanale Sportowym: – Jeśli w pewnym momencie poczują się komfortowo, to będzie tyko epizod w ich życiu. Tego bym nie chciał. Nie chcę tylko wygrać meczu, ale zmieniać życie tych zawodników.

Albo: – Zbyt dużo w pracy trenera zależy od samego wyniku. Nie mówimy o projektach, a o wygrywaniu spotkań. Zwycięstwo powinno być efektem ubocznym dobrej pracy, procesu i rozwoju klubu.

Wiadomo, że złotoustych trenerów polska piłka już widziała, ale niekoniecznie szły za tym wyniki. Natomiast na drużynę Siemieńca obecnie przyjemnie się patrzy, a że jeszcze trener jest kumatym gościem i trafia ze swoim przekazem do zawodników, to przecież super.

Choć polskie kluby coraz częściej sięgają po młodych trenerów, wiadomo było, że przekazanie sterów 31- latkowi to jednak ryzyko. Ale na pewno w Białymstoku cieszą się, że je podjęli.

Masłowski mówi: – Miało się z tyłu głowy, że ryzykujemy, a decyzja może być kontrowersyjna. I to nie jest tak, że nie było kandydatów na rynku, bo byli. Ale na temat Adriana mieliśmy największą wiedzę. Wiedzieliśmy, jakim jest trenerem, jak zarządza zespołem, wiadomo, że robił to wcześniej na innym poziomie, ale sposób pracy pozostawał ten sam. Podjęliśmy więc trudną, ale racjonalną decyzję.

Romanczuk: – Z optymizmem przyjąłem decyzję klubu, widziałem, jak grały rezerwy i jakie umiejętności ma trener. Dlaczego na karuzeli miałyby być ciągle te same nazwiska? Niech wchodzą nowi, młodzi. Warta postawiła na Szulczka i przecież nie żałuje. Jagiellonia też nie i wierzę, że będzie tylko lepiej.

I TERAZ – CO DALEJ?

Siłą rzeczy przybrał ten tekst trochę postać laurki, ale za co też krytykować trenera, który do tej pory w swojej pierwszej pracy na tym poziomie najpierw utrzymał zespół w lidze, a teraz jest z nim w ścisłej czołówce i może się bić o wielkie rzeczy. Lecz właśnie: ciekawie będzie obserwować, jak Siemieniec zarządzi swoim pierwszym kryzysem. Że on przyjdzie, to oczywiste, każda, nawet najlepsza drużyna przez taki etap przechodzi. Tym bardziej więc Jagiellonia – w końcu będzie gorzej, a czym innym jest zarządzać kryzysem, w który samemu się weszło niż takim, który zastaje się po przejęciu zespoły. Bo wtedy nowa miotła, trochę świeżego powietrza w szatni i tak dalej. Czy wówczas porozumienie trenera z zawodnikami będzie równie dobre, czy jego otwartość zda egzamin, czy będzie w stanie przemodelować zespół lub taktykę w razie potrzeby?

Na razie Jaga wygląda na mocną psychicznie w swoich wciąż mini-dołkach. Zaczęli od 0:3 z Rakowem? Nic się nie dzieje, jedziemy dalej. I pojechali. Przegrywali 0:2 z Radomiakiem, 0:3 z Lechem? Nic się nie dzieje, odrabiamy. I odrobili. To są jeszcze małe elementy, ale jednocześnie takie, które mogą wskazywać, że pierwszy kryzys nie będzie zwiastunem katastrofy.

Na dziś jest znakomicie. Debiutant przejmuje nijaki zespół i robi z niego maszynę do dawania show. Siemieniec mówi o zmienianiu życia swoich piłkarzy, ale obecnie zmienia też swoje.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Fot. Newpix

Kompletnie zafiksowany na punkcie szkolenia. Poza nim nie widzi świata. I poza nim, zasadniczo, nie zna się na niczym innym. Większość sytuacji jest dla niego zero-jedynkowa, dlatego trudno zrozumieć mu absurdy związane z polską piłką. Wierzy, że każdy klub piłkarski może działać jak korporacja i kompetentni ludzie, poprzez odpowiednią organizację, są w stanie szybko i sprawnie go rozwinąć. Koordynator Weszło Junior z licencją trenerską UEFA A. Autor podcastu "Jak Uczyć Futbolu" i twórca EkstraTrenera. Asystent trenera reprezentacji Polski szóstek. Reportaże, wywiady, treści taktyczne, szkoleniowe i merytoryka.

Rozwiń

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Ekstraklasa

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Komentarze

30 komentarzy

Loading...