Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Rasak: Dopiero teraz pokazujemy prawdziwą twarz. Stać nas na pierwszą szóstkę

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

12 listopada 2023, 08:28 • 14 min czytania 5 komentarzy

Damian Rasak zawodnikiem Górnika Zabrze jest od lutego. Środkowy pomocnik opowiedział nam o kulisach transferu i odrzuconej propozycji z Serbii. 27-latek przyznał też, że w klubie występują drobne opóźnienia w wypłatach pensji. Wychowanek Elany Toruń uważa, że Górnika stać na wejście w tym sezonie do pierwszej szóstki. Stwierdził, że słaby początek rozgrywek był spowodowany kontuzjami i słabym zgraniem zespołu po licznych letnich transferach. Jeżeli chcecie wiedzieć, jaka jest wiodące cecha Lukasa Podolskiego lub kto z szatni Górnika mówi po śląsku albo w jakim języku komunikuje się Daisuke Yokota, to zapraszamy do lektury.

Rasak: Dopiero teraz pokazujemy prawdziwą twarz. Stać nas na pierwszą szóstkę

Twój lutowy transfer do Górnika był sporym zaskoczeniem. Pamiętam, że rozmawialiśmy jakiś czas wcześniej i mówiłeś, że jesteś bliżej decyzji o tym, żeby przenieść się do zagranicznego klubu. Były jakieś oferty z Bliskiego Wschodu czy amerykańskiej MLS. Skończyło się na Zabrzu. Dlaczego?

Damian Rasak (pomocnik Górnika Zabrze): Pamiętam naszą rozmowę. Byłem akurat przed kontuzją więzadeł w kostce. Wykluczyła mnie wtedy z gry na trzy miesiące. To było wiosną ubiegłego roku. Po tej kontuzji różne tematy i zapytania z zagranicy ucichły. Niestety opcja zagraniczna nie wypaliła. Nie będę ukrywał, że chciałem się sprawdzić w innej lidze niż Ekstraklasa. W ostatnim zimowym oknie pojawiły się dość zaskakujące możliwości przejścia. Pamiętam o propozycji z Serbii. Nie był to dla mnie jednak wymarzony kierunek.

O jaki klub chodziło?

Z tego, co pamiętam, była to Vojvodina Nowy Sad. Mimo wszystko nie była to dla mnie wymarzona oferta i kierunek na przeprowadzkę. Postanowiłem odmówić. W ostatnich dwóch dniach zimowego okna, w lutym tego roku, pojawił się temat Górnika Zabrze. Nie byłem zadowolony ze swojej pozycji w Wiśle Płock, gdzie trener Pavol Stano stawiał na mnie, ale tak w kratkę. Raz grałem od początku, a innym razem siedziałem na ławce. Czułem wtedy, że zasługuję na miejsce w pierwszym składzie. Byłem tym sfrustrowany. Górnik w rozmowach był bardzo konkretny. Przedstawiono mi fajną wizję. Miałem być ważną postacią zespołu. Wtedy dotyczyło to trenera Bartoscha Gaula. Wszystko zadziało się bardzo szybko. To były dwa dni: dostałem telefon, uzgodniliśmy warunki mojego kontraktu, kluby się dogadały i następnego dnia byłem już w drodze na testy medyczne przed przejściem do Górnika. Spodobał mi się plan na mnie, jaki mi przedstawiono. Długo się nie zastanawiałem i tak trafiłem na Górny Śląsk.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Potrzebowałeś już zmiany otoczenia? W Wiśle Płock spędziłeś ponad pięć lat.

Oj, zdecydowanie. Można powiedzieć, że się trochę zasiedziałem. Potrzebowałem już zmiany. Mówiłem o tym bliskim czy nawet kolegom z szatni Wisły. Jeżeli nie odszedłbym z Płocka zimą, to na pewno stałoby się to w czerwcu, bo powiedziałem w klubie jasno, że nie przedłużymy kontraktu, a ten wygasał mi latem. Byłem szczery i prezesi wiedzieli, że mają ostatni dzwonek, żeby dostać za mnie jakiekolwiek pieniądze.

Widziałem w mediach społecznościowych komentarze niektórych kibiców Wisły Płock, że twoje odejście było w ich opinii jedną z przyczyn spadku płockiego klubu do I ligi. Też tak uważasz?

Może jakiś wpływ minimalny był. Zawsze zostawiam dużo zdrowia i daję trochę jakości. Uważam, że tych bardzo ważnych meczach w końcówce sezonu mógłbym pomóc zespołowi. Chodzi mi również o mentalne podejście na boisku i poza nim w tym trudnym momencie, kiedy Wisła walczyła o utrzymanie. Natomiast nie chcę za bardzo mówić: „co by było, gdybym został”. Jak odchodziłem to Wisła była jeszcze bliżej górnej połowy tabeli. Wszystko było w rękach piłkarzy. Wszyscy wiemy, co się stało później. Drużyna wpadła w taki dołek, że finalnie spadła z ligi. Nie cieszyło mnie to, bo też do tego wyniku dołożyłem jakąś cegiełkę w pierwszej rundzie. Nikt się jednak nie mógł spodziewać, że końcówka sezonu w wykonaniu Wisły będzie taka słaba.

Do Górnika przeszedłem z założeniem misji ratowania Ekstraklasy dla Zabrza i to nam się wszystkim tutaj udało. Bardzo się z tego cieszyłem. Było mi smutno z powodu degradacji Wisły Płock, bo spędziłem tam pięć i pół roku mojego życia. Tam zaczynałem w Ekstraklasie i zawsze będę za to wdzięczny. Do Górnika przychodziłem z jasnym celem – utrzymania drużyny i udało się go zrealizować. Końcówka sezonu była w naszym wykonaniu piorunująca. Wygraliśmy sześć meczów z rzędu i dzięki temu zajęliśmy szóste miejsce na koniec rozgrywek. Dla nas wszystkich było to bardzo duże pozytywne zaskoczenie.

W swoim trzecim występie w Górniku od razu zagrałeś przeciwko Wiśle. To było pamiętne spotkanie, bo przegrywaliście 0:2, a wygraliście 3:2. Ty zdobyłeś pierwszą bramkę. Jakie to było uczucie?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Były podwyższone emocje. Nie będę tego ukrywał. Moim celem było wtedy zwycięstwo. W tamtym momencie nasza sytuacja w tabeli nie była kolorowa. Ten mecz naprawdę dużo ważył. Do przerwy Wisła prowadziła 2:0. Byliśmy w pierwszej połowie sparaliżowani rangą meczu. Wtedy w szatni przed drugą połową działo się dużo. Sporo rzeczy powiedzieliśmy sobie nawzajem jako zawodnicy. Było naprawdę ostro. Dało to efekt, bo wygraliśmy. Myślę, że mój gol mocno pomógł, bo poderwał nas jako zespół i kibiców na trybunach. W tamtym momencie interesowało mnie tylko zwycięstwo Górnika i to się finalnie udało.

damian-rasak-gornik-zabrze-rozmowa-wywiad-ekstraklasa

Mecz Górnik Zabrze – Wisła Płock (3:2). Damian Rasak strzelił w tym meczu swojego pierwszego gola dla zabrzan, a było to w spotkaniu z jego byłym klubem.

Co cię zaskoczyło po przejściu do Zabrza?

Otoczka wokół całego klubu. Jest większe zainteresowanie ze strony kibiców. Przez to są też większe oczekiwania. Zaskoczyła mnie świetna infrastruktura: trzy boiska treningowe do dyspozycji pierwszego zespołu, w tym jedno podgrzewane. Piękny stadion i znakomite warunki jeżeli chodzi o odnowę biologiczną. Pod tym względem byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Jeżeli chodzi o wymagania i oczekiwania ze strony kibiców, to byłem na to przygotowany, bo słyszałem o tym wcześniej i też kilka razy grałem przecież w Zabrzu. Tu ludzie to fanatycy. Kibice są fantastyczni, bo niezależnie od wyników nas wspierają. Tu kibic zna się na piłce i ma swoje oczekiwania. My jako zawodnicy musimy być silni mentalnie, bo na początku tego sezonu zdarzało się dostać parę niecenzuralnych słów po naszych słabszych występach i kolejnych porażkach. Nie ma też się temu co dziwić. Na początku obecnego sezonu nasza gra wyglądała słabo albo bardzo słabo. Zdenerwowanie i frustracja kibiców były normalne i zrozumiałe. Teraz jak wyniki wróciły na dobre tory, to myślę że kibice mogą znowu cieszyć oko na trybunach z powodu naszej gry. Mam nadzieję, że będą nas coraz liczniej wspierać, bo jesteśmy teraz na fali wznoszącej. Wszyscy w Zabrzu czekają już na otwarcie tej czwartej, brakującej trybuny, która się obecnie buduje. Myślę, że jej otwarcie sprawi, że atmosfera na naszych domowych meczach będzie jeszcze lepsza.

Będąc zawodnikiem spoza Górnego Śląska odczuwasz w jakiś stopniu, że nie jesteś miejscowym „synkiem”, jak to się mówi na Śląsku?

Nie, gdzieś to się wszystko zaciera. Nasz fizjoterapeuta Bartek Spałek mówi mi: „Rasi, Ty to jesteś dobry synek” (śmiech). Czuję, że wszyscy mnie tutaj świetnie przyjęli. Odczuwam też wsparcie kibiców, bo często dochodzą do mnie jakieś ich miłe słowa. I to niezależnie czy wygrywamy, czy przegrywamy. Dostaje fajny odzew, czy to na Instagramie czy na Twitterze. Czuję się w Zabrzu bardzo dobrze, bo odczuwam sympatię ze strony wielu osób. To jest ważne zwłaszcza na początku w nowym klubie.

W szatni Górnika gada się po śląsku?

Nie za bardzo. Natomiast wiem, że Robert Dadok gada po śląsku. Podobnie Paweł Olkowski.

Lukas Podolski chyba też?

Dokładnie. Nikt stricte gwarą śląską nie mówi jednak na co dzień.

Jaka jest prawda o Górniku? W końcówce poprzedniego sezonu mieliście serię sześciu wygranych. Obecne rozgrywki zaczęliście w słabym stylu: dwa zwycięstwa, cztery remisy i pięć porażek. Do tego tylko siedem strzelonych goli i aż czternaście straconych. Teraz macie passę trzech kolejnych trumfów: Raków (2:1), ŁKS (5:0) i Cracovia (1:0). Do tego wygrana z Zagłębiem Sosnowiec w Pucharze Polski (2:1 po dogrywce). Która twarz Górnika jest prawdziwa? Ta z początku sezonu czy obecna?

Uważam, że mamy duży potencjał. Na początku sezonu mieliśmy różne braki kadrowe. Doszedł do tego jeszcze brak zgrania. To na nas mocno oddziaływało. Plus dostaliśmy dwie srogie lekcje od niemieckich klubów w meczach towarzyskich. Tak trzeba nazwać porażki z Paderborn 0:4 i Schalke 0:5. Początek sezonu to był dla nas dziwny czas. Wielu z nas musiało grać na nie do końca swoich pozycjach. Mieliśmy też sporo kontuzji. To wszystko wpływało na brak płynności w grze. Przyszło do nas siedmiu, ośmiu nowych piłkarzy. Ponad drugie tyle odeszło. Potrzebowaliśmy czasu na poznanie się i dotarcie. Można to otwarcie powiedzieć – mieliśmy słabe wyniki, ale jeszcze nasza gra tak wyglądała fatalnie. Teraz wróciło zdrowie wielu graczy i zgraliśmy się. Lepiej się znamy. Mamy też większą pewność siebie, bo nawet jak wypada jeden lub dwóch zawodników z powodu kontuzji, to gramy swoje. Zmiennicy też dają radę. Pokazujemy więcej jakości i trzymamy odpowiedni poziom. Ten Górnik z początku sezonu to nie byliśmy my. Mieliśmy sporo większych i mniejszych problemów. Z biegiem czasu wszystko się ułożyło. Uważam, że dopiero teraz pokazujemy swoją prawdziwą twarz. To jest prawdziwy Górnik, ten z ostatnich trzech czy czterech meczów.

Trener Jan Urban na zewnątrz wychodzi na bardzo serdecznego i dobrego człowieka. W jego wypowiedziach w mediach widać bardzo dużo klasy i spokoju. On w ogóle potrafi się wkurzyć i mocno kogoś opieprzyć?

Oczywiście. Zwłaszcza na treningach potrafi się srogo zdenerwować i krzyknąć. On bardzo emocjonalnie podchodzi do niektórych spraw. On czasami mówi: „sorry panowie, ale taki jestem”. Zdarza się, że się bardzo irytuje, bo zwraca uwagę na wiele detali. Mogę potwierdzić, że trener ma bardzo dużą klasę. To szkoleniowiec, który lubi rozmawiać z zawodnikiem. Ma z nami świetny kontakt. Mocno jednak żyje tym, co dzieje się na boisku. Na meczach też czasami ulega emocjom. Wkurza się zwłaszcza na jakieś elementy które trenujemy, a w trakcie spotkań nie wychodzą. Trener Urban ma taką drugą twarz, która jest surowa. Jest wymagający i naprawdę potrafi zawodnika solidnie opierdzielić.

W Wiśle Płock miałeś kilku szkoleniowców. Jana Urbana, jego warsztat i pomysł na grę można porównać, do któregoś z twoich wcześniejszych trenerów?

Stricte jeden do jednego nie mogę porównać trenera Urbana do kogokolwiek, kogo spotkałem na swojej drodze. Każdy trener czymś się różnił. Każdy ma też swoją swoją filozofię gry.

Z Jerzym Brzęczkiem, który prowadził cię w Wiśle, łączy go to, że obaj byli świetnymi piłkarzami, bo obaj byli reprezentantami Polski…

To na pewno. Mamy więc jedną cechę wspólną. Druga to stosowany ostatnio u nas system gry: 1-4-1-4-1 lub 1-4-2-3-1. Trochę zmieniło się to od początku sezonu ze względu na personalia. To też łączy trenera Urbana i trenera Brzęczka, bo w Płocku ten drugi preferował formację: 1-4-2-3-1. Nie da się jednak ich porównać. Każdy trener na mojej drodze był inny. Od każdego mogłem się czegoś nauczyć.

damian-rasak-gornik-zabrze-rozmowa-wywiad-ekstraklasa

Trener Górnika Zabrze – Jan Urban.

W mediach pojawiały się informacje, że macie obecnie w Górniku zaległości w wypłatach pensji. Ty masz pewne doświadczenia z Wisły Płock pod tym kątem. W twoim poprzednim klubie taka sytuacja trwała chyba dłużej niż teraz. Jak na to patrzysz?

Pieniądze to zawsze delikatny temat. Nie będę jednak ukrywał, że jakieś opóźnienia są. Na razie są małe. W Płocku przez ostatni rok mojego pobytu też były poślizgi. Piłkarz w takiej sytuacji nie ma wyjścia i musi grać. Trzeba się koncentrować na piłce. Wiadomo, że najlepiej byłoby jakby pieniądze wpływy na konto 15. dnia każdego miesiąca. Wszyscy byliby z tego zadowoleni. Wiem, że w innych klubach Ekstraklasy podobne małe opóźnienia zdarzają się. Tak niestety jest. Jako piłkarze nie do końca możemy to zmienić. Może władze piłkarskie u góry coś mogłyby z tym zrobić. To jest jakiś większy problem i pewnie te regularne wypłaty nie zawsze będą wpadać. Osobiście staram się o tym nie myśleć, bo nie mam żadnej mocy żeby to zmienić. Prawda też jest taka, że zaległe pieniądze prędzej czy później trafią na nasze konta.

W przeciwnym razie wiele klubów nie dostałoby licencji…

Dokładnie.

Wasze cztery ostatnie wygrane łączą się też z tym, że nie zagrał w tych meczach kontuzjowany Lukas Podolski. To przypadek?

Jak nie ma Lukasa to odpowiedzialność za grę jest rozłożona na większą liczbę zawodników. Nie ma co się oszukiwać, on często bierze dużo na siebie i lubi być pod grą.

A to nie jest trochę, że jak widzisz, że masz do wyboru: podać do Podolskiego albo do innego zawodnika, to podświadomie zawsze wybierasz Lukasa?

Gra się do niego bo on ma jakość. Podobnie jest w Legii, gdzie większość piłkarzy szuka podaniem Josue. Uważam, że absencja Lukasa nie wpływa na nasze wyniki. On zawsze będzie wartością dodaną w naszym zespole. Możliwe, że gdyby był dostępny, to wyniki byłyby jeszcze lepsze. Lukas to wielka postać. Nie chcę mu tyle słodzić, bo wszyscy znamy jego atuty. Jestem pewny, że jak wróci do zdrowia, to podniesie naszą jakość i rywalizację w zespole. Jak go nie mam, to jakoś sobie radzimy. Teraz całkiem nieźle. Fajnie ze sobą wszyscy współpracujemy. Gramy bardzo kompaktowo jako drużyna. Jeden walczy za drugiego. Bez podobnego podejścia nigdy nie będzie u nas dobrych wyników. Zespołowość bardzo dużo daje i teraz to pokazujemy.

Przed podjęciem decyzji o przejściu do Górnika osoba Podolskiego była dla ciebie jakimś magnesem? Mówimy przecież o mistrzu świata i jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy, którzy kiedykolwiek grali w Ekstraklasie.

Jasne w jakimś stopniu tak. Pamiętam, że na pierwszych treningach po podpisaniu kontraktu spinałem się trochę, żeby pokazać mu, że też potrafię grać w piłkę. Cieszę się, że mam z nim teraz bardzo dobry kontakt. Fajnie, że taka osobowość, taki człowiek i piłkarz, który tak dużo osiągnął w światowej piłce, jest z nami. Przed przejściem do Górnika zastanawiałem się nad tym, jaka jest jego taka wyjątkowa cecha i dlaczego tak daleko zaszedł. Teraz po graniu i trenowaniu razem wywnioskowałem, że to dzięki nieustępliwemu charakterowi i… jego lewej nodze. To co on nią robi jest czymś niesamowitym. Nigdy kogoś takiego nie spotkałem. Takie strzały, taka siła i taka precyzja – coś niebywałego. Po tych kilku miesiącach w Zabrzu wiem, dlaczego Lukas grał w takich a nie innych klubach.

Czasami można odnieść wrażenie, że on nie koncentruje się na tym, żeby trafić w bramkę, tylko na tym, że kopnąć piłkę jak najmocniej, bo i tak wie, że strzeli celnie

Coś w tym jest. Czasami z chłopakami po treningach tak patrzymy na niego i jego celność strzałów, i jesteśmy w szoku. Tam jest powtarzalność. On często po zajęciach prosi, któregoś z młodszych bramkarzy – Kamila Soberkę albo Mateusza Jelenia, żeby pobronili jego uderzenia. Tak na dwadzieścia strzałów, to osiemnaście leci „w okno” albo pod poprzeczkę. Pełna siła. W tym nie ma przypadkowości. Celność tych uderzeń lewą nogą robi największe wrażenie. O charakterze Lukasa mówić nie będę, bo każdy to widzi. On jest profesjonalistą w tym każdym calu. Wszyscy staramy się do niego równać.

damian-rasak-gornik-zabrze-rozmowa-wywiad-ekstraklasa

Daisuke Yokota i Damian Rasak po meczu z ŁKS-em Łódź, w którym pierwszy zdobył dwie bramki, a drugi dorzucił gola.

W ostatnich tygodniach objawieniem w Górniku jest Daisuke Yokota. Z Rakowem i ŁKS-em strzelił po dublecie. Japończycy w naszej lidze rzadko komunikują się w jakimś zagranicznym języku. A jak jest z nim?

„Yoko” akurat bardzo dobrze mówi po angielsku. Nie ma żadnej bariery językowej. Do Górnika przyszedł chwilę przede mną. Nie miał żadnych problemów z aklimatyzacją. A to co prezentuje na boisku w końcu wygląda na to, co prezentuje od dłuższego czasu na treningach. Nareszcie imponuje dryblingiem i skutecznością. Jego początek sezonu, podobnie jak całej drużyny nie był dobry. Teraz pokazuje jakość.

Na co będzie stać Górnika w tym sezonie?

Myślę, że jesteśmy w stanie powalczyć o czołową szóstkę. Pierwsza ósemką to jest dla nas absolutne minimum. Tak uważam. Mamy bardzo duży potencjał, co pokazał chociażby mecz z Rakowem. Wygraliśmy z panującym mistrzem Polski. Nieźle wyglądaliśmy też w spotkaniu z Lechem, kiedy zremisowaliśmy 1:1. Długo mieliśmy bardzo dobry wynik na wyjeździe z Legią. Dopiero w doliczonym czasie strzelili gola na 1:2. Oczywiście rywal w tym meczu miał przewagę, ale równie dobrze mogliśmy ten remis utrzymać do końca. Lech i Legia są chyba najmocniejsze kadrowo. Raków to mistrz kraju, a my w starciach z tymi przeciwnikami mogliśmy mieć dwa remisy i wygraną. To pokazuje jaki mamy potencjał. Czołówka jest w naszym zasięgu. Musimy jednak ustabilizować formę, żeby na stałe wejść do pierwszej szóstki czy piątki naszej ligi. Wierzę, że jesteśmy w stanie to zrobić. Musimy też wygrywać z teoretycznie słabszymi zespołami z dołu. Jak tak się stanie, to ta pierwsza szóstka nie będzie jakimś odległym celem.

Rozmawiał MACIEJ WĄSOWSKI

 

WIĘCEJ O GÓRNIKU:

Fot. Newspix

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Alomerović: Na giełdzie jak w futbolu. Mam strategię i zmniejszam ryzyko [WYWIAD]

Kamil Warzocha
1
Alomerović: Na giełdzie jak w futbolu. Mam strategię i zmniejszam ryzyko [WYWIAD]

Komentarze

5 komentarzy

Loading...