Reklama

„Zawsze miał świeże spojrzenie na futbol”, „był technicznym stoperem”. Historia Dawida Szwargi

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

26 kwietnia 2023, 11:38 • 11 min czytania 33 komentarzy

W październiku skończy dopiero 33 lata, a właśnie objął trenerskie stery w najlepszym polskim klubie. Musi być więc, przynajmniej pod pewnymi względami, jednostką wyjątkową, bo nikt z przypadku takiej możliwości nie otrzymuje. Jaka jest historia Dawida Szwargi, który od nowego sezonu będzie prowadził Raków Częstochowa? Na czym polega jego fenomen? Co go wyróżniało? Opowiadają nam o tym ludzie, którzy spotkali go na swojej drodze – zarówno jako piłkarza, jak i trenera.

„Zawsze miał świeże spojrzenie na futbol”, „był technicznym stoperem”. Historia Dawida Szwargi

 – Ktokolwiek zastąpiłby Marka Papszuna, stanąłby przed niezwykle trudnym zadaniem, ale Dawid jest gotowy. Poradzi sobie. Ma charyzmę, szatnia na pewno go nie zje – przekonuje Daniel Tanżyna, który pod koniec pierwszej dekady tego wieku tworzył ze Szwargą duet stoperów Odry Wodzisław w Młodej Ekstraklasie, a potem jako piłkarz GKS-u Tychy korzystał z jego trenerskich usług w Deductorze.

Dawid Szwarga – nowy trener Rakowa Częstochowa [SYLWETKA]

Techniczny stoper

Dawid Szwarga w pewnym sensie został skazany na futbol. Jego dziadek był działaczem, a ojciec Mirosław przyzwoitej klasy zawodnikiem, który w Ekstraklasie rozegrał 76 meczów i strzelił jednego gola. Kojarzony jest przede wszystkim z okresu w wodzisławskiej Odrze (lata 1995-98).

Syn szkolił się w MOSiR-ze Jastrzębie Zdrój, ale do nieco poważniejszego kopania zaczął wchodzić właśnie w Odrze w sezonie 2008/09 Młodej Ekstraklasy.

Reklama

 – Bardzo dobrze się z nim grało. Nie zaistniał w wyższych ligach, ale był naprawdę obiecującym stoperem. Nawet w trudnych momentach szukał „piłkarskich” rozwiązań. Gdy naciskał go napastnik, robił „wajchę” pod siebie, zakos i próbował trudniejszych podań. Dobrze rozumiał grę. Szybki, techniczny stoper ze świetnymi warunkami fizycznymi – tak bym go określił. Dziś z taką charakterystyką miałby łatwiej. Wtedy jeszcze na jego pozycji bardziej ceniono proste środki, tego oczekiwali trenerzy – wspomina Daniel Tanżyna.

 – Piłka mu nie przeszkadzała, szukał gry. Staraliśmy się jako drużyna budować akcje i nie stosować ciągle dalekiego podania. Ale wykorzystywał też swoje warunki fizyczne, w kontakcie grał twardo. Nie można go było zapisać ani do działu obrońców, którzy tylko rozgrywają i boją się pobrudzić spodenki, ani do działu z „toporami” głównie wybijającymi i walczącymi wręcz. Naprawdę przyjemnie się z nim grało. Nie dyrygowałem nim, bo miałem raptem 19 lat. To raczej on dawał mi wskazówki. Jeżeli masz zawodnika z dużą świadomością taktyczną, który wie o piłce więcej od ciebie, to jest ci dużo łatwiej, bo cię wspiera, daje opcje do podania, zawsze jest pod grą – opowiada bramkarz Patryk Procek, w zeszłym sezonie regularnie występujący w cypryjskiej ekstraklasie. On w sezonie 2014/15 nie tylko dzielił szatnię ze Szwargą w drugoligowej Skrze Częstochowa, ale także przez pół roku z nim mieszkał.

Testy w Ekstraklasie i I lidze

W Skrze asystentem był wówczas Jakub Dziółka, z którym nowy trener Rakowa dwa sezony wcześniej występował w obronie trzecioligowej Szczakowianki Jaworzno. – Śmialiśmy się, że on był od rzeczy w ataku, a ja od rzeczy w destrukcji. Piłkarsko prezentował się bardzo dobrze, ale wiele razy podkreślał, że braki motorycznie nie pozwoliły mu wejść na wyższy poziom. Robił wszystko, żeby to poprawić, ale natury nie oszukał, dlatego dość szybko został trenerem. To świadomy wybór z jego strony. Zawsze był bardzo profesjonalny, mimo że chodziło o czwarty poziom rozgrywkowy. Już wtedy wdrażał u siebie wiele nowości, które dziś także na niższych poziomach są powszechniejsze jak treningi indywidualne, siłownia, dobra regeneracja. Takie podejście pomogło mu później w roli szkoleniowca – mówi nam obecny trener pierwszoligowej Skry.

Tanżyna z Dziółką podkreślają, że Szwarga w czasach Odry i Szczakowianki skupiał się jeszcze na karierze piłkarskiej. Szczególnie okres w Jaworznie (2012/13) dawał mu pewne nadzieje. Najpierw przez ponad miesiąc przechodził testy w Koronie Kielce Leszka Ojrzyńskiego. Znalazł się nawet w kadrze na styczniowy obóz w Kleszczowie. Ostatecznie jednak angażu nie otrzymał, podobnie jak miesiąc później w pierwszoligowym GKS-ie Katowice.

Reklama

Latem 2013 Szwarga po raz drugi próbował zaczepić się w I lidze. Przez tydzień walczył o kontrakt w Stomilu Olsztyn, lecz ponownie został odesłany do domu i powoli przestawał mieć złudzenia co do swojej przyszłości jako zawodnik. Co prawda z Nadwiślanem Góra rok później wywalczył promocję do II ligi (strzelił gola w rewanżowym finale barażu z Sokołem Ostróda), ale po awansie w klubie nie został. Gdy więc trafił do trzecioligowej Skry, był już w trakcie wcielania innego pomysłu na swoje życie zawodowe.

Praca od świtu

Mocno skupiał się na sprawach trenerskich i dokształcał w tym kierunku. Wiele robił, żeby osiągnąć cel, miał skonkretyzowany plan na przyszłość. Pamiętam, że miał bardzo napięty harmonogram każdego dnia. O 5 rano był na nogach i już czytał jakieś materiały szkoleniowe czy statystyki. Jak wstawałem, to albo już go nie było, albo już coś działał i tak prawie codziennie. A godził to wszystko z graniem w Skrze i studiami. Zawsze mi to u niego imponowało. Miałem wtedy 19 lat i pomyślałem sobie, że jeśli nie zrobi kariery jako piłkarz, to na pewno jako trener – wspomina Patryk Procek.

Po odejściu ze Skry Szwarga kopał jeszcze w niższych ligach, ale stanowiło to już tylko dodatek do rozwoju jako trener. Kluczowym czynnikiem było tu powstanie grupy Deductor, którą założył razem z braćmi Tomaszem i Łukaszem Włodarkami oraz Łukaszem Targielem. Oferuje ona wielorakie szkolenia trenerów oraz analizy i treningi indywidualne dla zawodników. Dzięki tej współpracy olbrzymie postępy w Danii poczynił Kamil Wilczek, a dziś na analizach Deductora wiele zyskuje m.in. Oskar Zawada, rozgrywający sezon życia w Australii.

Grupa Deductor

Z pomocy Deductora Daniel Tanżyna korzystał w okresie występów dla GKS-u Tychy.

 – Poprzez ten projekt nasz kontakt po latach znów się zacieśnił. Razem z Dawidem Abramowiczem 2-3 razy w tygodniu jeździliśmy do Dawida i Tomka Włodarka na treningi indywidualne. Grupa Deductor jeszcze nie była znana, ale od początku widziałem, że te zajęcia mi pomagają. Zwracano w nich olbrzymią uwagę na detale, na małe rzeczy, które cię rozwijały jako zawodnika i sprawiały, że patrzyłeś na futbol szerzej. Szczególnie ciekawe były szkolenia z rozumienia gry, żebyś wiedział, co, jak i dlaczego powinno wyglądać, gdzie i kiedy powinieneś pobiec i tak dalej. Poczyniłem duże postępy jeśli chodzi o rozgrywanie piłki i poruszanie się po boisku. Na wiele rzeczy otworzono mi oczy, mimo że nie należałem już do młodych zawodników. Nauczyłem się skanować przestrzeń jeszcze przed otrzymaniem piłki i wykonaniem podania. Zawczasu wiedziałem, jak zagram, ale to trzeba było wyćwiczyć – mówi obrońca GKS-u Katowice.

I dodaje: – W tamtym czasie było to innowacyjne podejście, zupełnie inne od tego, z którym wcześniej się spotykałem. Niektórzy krzywo na nich patrzyli, że wydziwiają. Ci wszyscy młodzi trenerzy są samoukami. Na własną rękę szukali wiedzy w internecie, szukali stażów i tak się rozwijali. Robili wszystkie potrzebne kursy, ale do tego wykonywali wiele dodatkowych rzeczy, również z takich dziedzin jak psychologia czy zarządzania grupą. Dawida cechuje otwarta głowa na wiedzę i inne spojrzenie na futbol. Wie, jak rozmawiać z zawodnikami, potrafi do nich podejść indywidualnie i budować relacje. Daje cenne rady, które przydają się w meczu. Widziałeś po sobie, że faktycznie grasz lepiej.

Patryk Procek: – Jego spojrzenie na piłkę – a trochę przegadaliśmy – było świeże i niestandardowe, mimo że nie miał jeszcze doświadczenia trenerskiego. Wręcz było to dla mnie coś dziwnego. Nie było żadnego gadania ogólnikami i pustosłowia, które często spotyka się w języku piłkarskim.

Rozumienie gry kluczem

A jaka jest filozofia futbolu Dawida Szwargi i grupy Deductor? W rozmowie z Szymonem Janczykiem w skrócie opisywał ją tak: – Generalnie nasza metodologia bazuje na rozumieniu gry i nieodseparowywaniu danej części — że ktoś jest dobry taktycznie, technicznie albo motorycznie — od piłki. Chodzi o bazowanie na tym, że ktoś dobrze rozumie, interpretuje grę. Wie, jak się zachować bez piłki, kiedy obniżyć, kiedy wbiec w przestrzeń. Jego rozumienie gry jest dla nas najważniejsze. Od tego wychodzimy, analizując indywidualnie zawodnika czy grę zespołu. Motoryka w tym wszystkim jest bardzo istotna, ale pierwsza zawsze jest decyzja. Jak już ktoś podejmie decyzję o wbiegnięciu w przestrzeń i jest dobry pod względem motorycznym, to wbiegnie w nią szybciej, ale są i tacy, którzy tam nie wbiegną, bo nie rozumieją, że tam mają wbiec oraz tacy, którzy wbiegają wolniej, ale rozumieją, w którym momencie mają zrobić ruch i zrobią go w odpowiednim timingu. Wolę takiego zawodnika niż tego, który nie interpretuje dobrze momentów, które istnieją w futbolu. Rozumienie gry to dla nas najważniejszy element treningu, mikrocyklu, rozmowy z zawodnikiem.

Dawid Szwarga: Mówili, że oglądam za dużo Ligi+ Extra. Dziś czuję dumę, przeszkoliliśmy 5000 trenerów [WYWIAD]

Trenerską karierę Szwargi przyspieszył Jakub Dziółka, który w 2018 roku wciągnął byłego kolegę z boiska i byłego podopiecznego do sztabu szkoleniowego GKS-u Katowice. Szwarga szkolił wtedy młodzież w Dąbrowie Górniczej. – Zawsze jakiś przypadek sprawia, że ktoś znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie. Ze sztabu odchodził Mateusz Łajczak i szukaliśmy kogoś nowego. Z Dawidem mieliśmy w miarę regularny kontakt, wiedziałem, że piłka seniorska też go interesuje i gdy pojawił się u nas wakat, od razu pomyślałem o nim. Zawsze się dobrze rozumieliśmy, więc zaiskrzyło – wspomina Dziółka.

Szwarga był w sztabie Jacka Paszulewicza, Dariusza Dudka i Rafała Góraka, a jesienią 2018 w czterech meczach po zwolnieniu tego pierwszego on i Dziółka nawet „samodzielnie” prowadzili GieKSę. W I lidze wygrali ze Stomilem, przegrali z Termaliką i zremisowali z Puszczą, a w międzyczasie wyeliminowali Pogoń Szczecin z Pucharu Polski.

Szwarga początkowo miał ograniczony wpływ na grę drużyny, ale z czasem jego rola rosła i coraz więcej jego pomysłów było branych pod uwagę przez pierwszego trenera.

Dziółka po odejściu Dariusza Dudka pożegnał się z Katowicami, ale pozostał w kontakcie ze Szwargą i przyznaje, że szkoleniowo nadają na tych samych falach. Jego Skra w boiskowych założeniach to wręcz uboższa wersja Rakowa.

 – Kilka lat temu bardziej się różniliśmy. Dawid wywodził się z piłki młodzieżowej i był bardziej ukierunkowany na działania indywidualne. Mnie było bliżej do działań grupowych, zespołowych. Ja od razu po zakończeniu grania wszedłem w piłkę seniorską. Piłki młodzieżowej dotknąłem dopiero prowadząc drużynę Cracovii w Centralnej Lidze Juniorów. Każdy mógł od drugiego zabrać pewne rzeczy i wdrożyć je do swojej pracy. Dziś jest wiele punktów wspólnych w naszym spojrzeniu na futbol. Dużo rozmawiamy o intensywności i pressingu. Raków gra tak już od lat, Skra zaczęła niedawno. Dopiero teraz ma takie możliwości treningowe, żeby móc to przełożyć na mecze ligowe. Raków gra strefą w obronie, Skra też. Oczywiście to różne ligi i umiejętności piłkarzy, detalami się różnimy, ale wyjściowe założenia są takie same – nie ukrywa.

Imprezy nie, odpoczynek tak

Dawid Szwarga z boku sprawia wrażenie osoby stonowanej, dość chłodnej, rzadko okazującej emocje, skupionej wyłącznie na pracy i dążeniu do celu, która typową rozrywkę może postrzegać jako stratę czasu. I chyba jest w tym trochę prawdy.

Patryk Procek: – Na imprezie nigdy nie byliśmy, ale z tego, co pamiętam, miał zbalansowane życie prywatne i zawodowe. Zdarzało się, że wyskakiwaliśmy na obiad czy pochodzić gdzieś w okolicach Częstochowy. Pracował bardzo efektywnie, bardzo konkretnie, dzięki czemu znajdował w planie dnia trochę czasu na odpoczynek i nie był całkowicie odcięty od świata. Jak komuś robota się rozłazi i nie potrafi się skoncentrować, to wydaje się, że pracuje więcej, a tak naprawdę ciągle nadrabia.

Jakub Dziółka: – Też nie przypominam sobie jakiejś imprezy, ale inne rzeczy normalnie były – bardziej w kierunku ucieczki w jakiś trening, książkę czy wakacje. Myślę, że Dawid umie się odciąć od pracy, choć nie wiem, czy na pewno podczas urlopu nie było żadnego kontaktu między nim a trenerem Papszunem (śmiech).

„Jest gotowy”

Właściciel klubu Michał Świerczewski podczas konferencji prasowej opowiadał, że Szwargę poznał już siedem lat temu, gdy on i bracia Włodarkowie aplikowali do pracy w akademii. Ostatecznie zatrudnienie na tym polu otrzymał Marek Śledź, ale ziarno zostało zasiane, a Raków później dwukrotnie bez skutku próbował ściągnąć Szwargę. Udało się dopiero w czerwcu 2021 – dwa miesiące później w sztabie „Medalików” znalazł się także współtworzący Deductora Łukasz Włodarek – i zaczął się ostatni etap prowadzący go do zastąpienia Marka Papszuna.

 – W Katowicach robił mega robotę. W rozmowach między nami-zawodnikami byliśmy zgodni, że już jest bardzo dobry, a jak w Rakowie podpatrzy najlepszego polskiego trenera, to jeszcze mocniej się rozwinie. I tak się stało – mówi Daniel Tanżyna.

Nasi rozmówcy nie spodziewają się rewolucji w grze Rakowa. – Większych zmian raczej nie będzie. Jeśli dojdzie do jakichś modyfikacji, zapewne będą rozsądnie wprowadzane. Dużo może zależeć od tego, jak kadra Rakowa zmieni się latem i jacy zawodnicy przyjdą – komentuje Dziółka.

Przed 32-latkiem z Jastrzębia Zdroju przygoda życia. Jest wiele przesłanek ku temu, że sobie poradzi, aczkolwiek staje przed gigantycznym wyzwaniem. Do tej pory pozostawał człowiekiem z cienia, kimś głównie od zagadnień merytorycznych, a teraz zacznie żyć na świeczniku, będzie musiał utrzymać autorytet w szatni, pogodzić walkę o najwyższe cele w Polsce z grą w europejskich pucharach oraz żyć z presją mediów i kibiców. Niesamowity przeskok pod względem odpowiedzialności.

Jakub Dziółka: – Skoro właściciel Rakowa powierzył mu tę rolę, a Marek Papszun pozytywnie go zaopiniował, to znaczy, że Dawid jest gotowy.

CZYTAJ WIĘCEJ O DAWIDZIE SZWARDZE:

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Paweł Paczul
0
EURO GRILL #2 – ŁUKASZ GIKIEWICZ NASZYM GOŚCIEM W STUDIU

Ekstraklasa

Komentarze

33 komentarzy

Loading...