Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Latać na jednym skrzydle. Latem Lecha czeka rewolucja na bokach pomocy

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

13 kwietnia 2023, 13:36 • 8 min czytania 22 komentarzy

Dwóch piłkarzy z czołówki najdroższych transferów w historii klubu. Jeden z najciekawszych skrzydłowych młodego pokolenia, uczestnik ostatniego mundialu. I do tego piłkarz, który w poprzednim sezonie w innym klubie dał się poznać jako przebojowy drybler. Obsada skrzydeł Lecha Poznań na papierze wygląda znakomicie, ale w rzeczywistości wózek często musi ciągnąć sam Skóraś. Splot okoliczności sprawia też, że latem w klubie może zostać… tylko jeden z nich lub nawet żaden.

Latać na jednym skrzydle. Latem Lecha czeka rewolucja na bokach pomocy

Jedna z tez dotyczących rynku transferowego głosi, że transfery powinno oceniać się w momencie ich przeprowadzania. Dlaczego? Ano przez to, że później piłkarz może doznać kontuzji, może mieć problemy osobiste, furorę może zrobić jego konkurent zamiast kupowanego zawodnika. I z tego punktu widzenia transfery skrzydłowych do Kolejorza miały sens.

Adriel Ba Loua – zawodnik ograny na poziomie ligi czeskiej, z przyzwoitymi liczbami, czekała go przygoda w europejskich pucharach. Do tego piłkarz wpisujący się w profil, którego wówczas oczekiwał trener, czyli skrzydłowy dryblujący, próbujący tworzyć przewagę, wygrywający pojedynki.

Kristoffer Velde – najczęściej dryblujący zawodnik ligi norweskiej, pazerny na gole, a do tego ściągnięty pół roku przed pewnym odejściem Jakuba Kamińskiego do Wolfsburga. Czyli i zdradzał potencjał, i grał już na niezłym poziomie, i miał też czas na aklimatyzację.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Gio Citaiszwili – sezon wcześniej błysnął w Ekstraklasie i na tle zawodników Wisły Kraków wyglądał naprawdę przyzwoicie, a ponadto był ściągany już niejako “na doczepkę” do uzupełnienia kadry, więc jako ten “czwarty do grania” wydawał się bardzo sensowną opcją dla poznaniaków.

Do tego w kadrze był przecież Michał Skóraś, który już wiosną w sezonie mistrzowskim zdradzał symptomy tego, że może być realnym kandydatem do gry w pierwszym składzie. Strzelił ważnego gola ze Śląskiem (1:0), zaliczył kluczową asystę z Wisłą Płock (1:0) i odgrywał coraz istotniejsza rolę w wyjściowej jedenastce.

Wyglądało to tak, jakby John van den Brom miał absolutny komfort wyboru jeśli chodzi o obsadę boków pomocy. I jakość, i sporo opcji do wyboru, i perspektywa rozwoju (tylko Ba Loua jest z rocznika starszego niż 1999).

Ale czas zweryfikował ten misterny plan.

Lech leci na jednym skrzydle

Problem polega bowiem na tym, że jedynym skrzydłowym Kolejorza, który znajduje się w wysokiej formie, jest przewidywalny w swojej dyspozycji, robi progres, dostarcza liczb i nie notuje kuriozalnych występów jest Michał Skóraś. Nie ma wątpliwości co do tego, że wychowanek Lecha notuje naprawdę znakomity sezon i już przebił dorobkiem w klasyfikacji kanadyjskiej wspomnianego Jakuba Kamińskiego czy Kamila Jóźwiaka. Potrafił przechylać szalę zwycięstwa na korzyść lechitów w ważnych meczach, strzelił łącznie trzy gole i zaliczył asystę w starciu z Villarrealem, miał ogromny wpływ na dwumecz z Djurgarden, ciągnął Lecha w eliminacjach, regularnie punktuje w Ekstraklasie.

Ale co do reszty można mieć już zastrzeżenia. Velde jest chyba najciekawszym przypadkiem, bo gdy spojrzy się na suche liczby goli i asyst, to przecież jest lepiej niż przyzwoicie. Dziesięć goli, trzy asysty, z czego ponad połowa tego dorobku wypracowana w pucharach. Problem polega na tym, że Velde jest biegającą maszyną losującą. Nawet kibice zaczęli żartować: – Krzychu do przerwy beznadziejny, najgorszy na boisku, zero udanych podań. Zatem w drugiej połowie na pewno z golem i asystą.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Velde w Haugesund miał mnóstwo wolnych przestrzeni. Mógł się rozpędzić, bo drużyna grała głęboko i szukała kontr, on był głównym motorem napędowym tych kontrataków. Dlatego też lepiej wygląda teraz w Europie, gdy lechici nie dominują tak w posiadaniu piłki i rzadziej są w ataku pozycyjnym. On po prostu głupieje, gdy trzeba cierpliwie rozegrać akcję, wymusić ruchem podanie na wolne pole w gąszczu zawodników, pomyśleć nad formą rozegrania ataku. Paradoks Norwega polega też na tym, że jest nieobliczalny. Potrafi samym przyjęciem zgubić rywala i popisać się po chwili pięknym strzałem, by dosłownie w następnej akcji karykaturalnie stracić piłkę i narazić zespół na groźną kontrę.

Poza tym Velde nie jest – ujmijmy to delikatnie – typem intelektualisty, który przy tym łatwo nawiązuje kontakty. Z Lecha płynie taki przekaz, że trudno z nim pogadać o czymś więcej niż tylko piłka. Że bywa marudny, lekko wycofany. Dlatego też nie jest dobrze zasymilowany z całą grupą. Symptomatyczne był też obrazki z meczów, gdy Ishak czy Salamon – czyli jednak liderzy tej drużyny – wściekali się na to, jak Norweg pracuje i jak porusza się po boisku.

Ba Loua z kolei w Lechu jest już drugi sezon i nadal nie pokazał… no, właściwie nie pokazał nic. Pamiętamy jego początki, wyjazdowy mecz z Rakowem, gdy zakręcił dwoma rywalami i efektownym strzałem z dystansu prawie pokonał bramkarza rywali. Pomyśleliśmy sobie wtedy: oho, kozak na horyzoncie. Ale od tego czasu minęły już prawie dwa lata, a Iworyjczyk albo jest kontuzjowany, albo gra słabo, albo gra nieźle, lecz nie notuje konkretów pod bramką rywala.

Citaiszwili? Gra mało, a jak już gra, to tak jak we Wrocławiu, gdzie był dwunastym zawodnikiem Śląska. Kompletnie nieudane wypożyczenie zarówno z jego perspektywy (stracił rok), jak i z Lecha (stracił miejsca dla piłkarza zagranicznego na liście rejestracyjnej, a zyskał skrzydłowego, którego z hierarchii wypycha każdy ofensywny pomocnik).

Latem odejdą niemal wszyscy skrzydłowi?

W konsekwencji van den Brom podczas rozpisywania składów pewny może być formy właściwie tylko Skórasia, który gwarantuje pewien poziom, poniżej której nie schodzi. Słaba forma Ba Louy, beznadziejna Citaiszwilego i losowa dyspozycja Velde sprawia, że na boku pomocy często grał Filip Szymczak, wystawiany był tam też Filip Marchwiński, a i zdarzyło się, że w boczny sektor kierowany był Afonso Sousa.

Podpytaliśmy o to, jaka jest w ogóle przyszłość czterech skrzydłowych Kolejorza i tu sprawa robi się ciekawa. Otóż istnieje scenariusz, w którym od przyszłego sezonu w Lechu nie będzie żadnego z tych czterech piłkarzy.

Na Citaiszwilim postawiono już krzyżyk i jest to przypadek najbardziej oczywisty. Jest wypożyczony, nie spisał się i wraz z końcem sezonu pozostanie bez żalu odpalony. To jego ostatnie tygodnie w Poznaniu.

W kwestii Michała Skórasia – reprezentant Polski wzbudza naprawdę duże zainteresowanie. Do klubu co rusz spływają zapytania, a sam wychowanek Kolejorza jest oglądany właściwie w każdym meczu europejskich pucharów przez zagranicznych skautów. Od dłuższego czasu jest grany poważny temat z Bundesligi i to z klubu, w którym grali już Polacy. Pojawiają się zapytania z Serie A (aczkolwiek póki co takie, które nie satysfakcjonują Kolejorza finansowo), są też luźne rozmowy z klubami z Anglii.

Oczywiście węszą też kluby z Belgii i Holandii oraz z MLS, natomiast to są na ten moment kierunki najmniej prawdopodobne z prostej przyczyny. Lech chce solidnie zarobić na swoim wychowanku i ma dobrą pozycję negocjacyjną. Zarobił sporo na pucharach, zagra niemal na pewno w kolejnej edycji eliminacji do LKE, nie musi rzucać się na pierwszą lepszą ofertę. Z tego co słyszymy: Skóraś ma zgodę na odejście, bo Lech nie chce go blokować i docenia to, że dał tak dużo drużynie w tym sezonie. Kwota transferowa będzie się wahała między Bednarkiem a Kamińskim/Moderem. Lech spokojnie może zarobić na Skórasiu ponad siedem milionów euro.

Co ciekawe – zainteresowanie wzbudza też Velde. W Lechu cieszą się z takiej perspektywy, bo w pewnym momencie Norweg wyglądał na transferowy flop, a tutaj nie dość, że dorzucił całkiem przyzwoitą liczbę goli, to jeszcze prawdopodobnie uda się go sprzedać z przebitką. W jego sprawie klamka jeszcze nie zapadła, natomiast jeśli wpłynie do Kolejorza oferta rzędu 2,5-3 mln euro, to nikt przy Bułgarskiej nie będzie stawiał szlabanu przed wyjazdem z klubowego parkingu.

A Ba Loua? To raczej sytuacja podobna do chociażby Jana Sykory. Lech chciałby odzyskać zainwestowane w niego pieniądze i tyle. Jest rozczarowaniem, od dłuższego czasu nie daje nic drużynie, a ma kontrakt do 2025 roku. Jeśli odejdą Citaiszwili, Skóraś i Velde, to możliwe, że Kolejorz postanowi go jeszcze uchować w drużynie, natomiast na pewno nie będzie kreowany na pierwszoplanową postać.

Lech będzie miał kasę, więc szuka skrzydłowych

Skauci Lecha wysoko na liście priorytetów mają znalezienie w swoich dedykowanych ligach skrzydłowych, którzy wpasowywaliby się w styl gry poznaniaków. Mają szukać zawodników, którzy z miejsca mogą dać jakość wyjściowej jedenastce. Model gry bocznych pomocników jest znany – grają dość wąsko, często atakują wolną przestrzeń za plecami obrońców (zwłaszcza, gdy Ishak obniża pozycję), wchodząc w półprzestrzenie wpuszczają na boki skrajnych defensorów.

Lecha będzie stać latem na to, by sypnąć kasą na wzmocnienie tej pozycji. Z samych europejskich pucharów klub zarobił kilkadziesiąt milionów złotych (kasa od UEFA plus bilety), do tego dochodzą transze z Canal+, potencjalna dobra sprzedaż Skórasia czy Velde. Możemy się zatem spodziewać tego, że ponownie poznaniacy złamią granicę miliona euro wydanego na jednego gracza, choć brani są pod uwagę też gracze, którym latem wygasają kontrakty. Przypadki Gytkjaera i Ishaka pokazują, że choć takim zawodnikom trzeba srogo sypnąć za podpis (w obu przypadkach były to kwoty około miliona euro), to piłkarz z karta na ręku wcale nie musi być słabszy od tego sprowadzonego na zasadzie wykupu.

W ostatnim czasie głośniej zrobiło się o potencjalnym transferze Kajetana Szmyta z Warty Poznań do Lecha. Na dziś jest to jedyny skrzydłowy z Ekstraklasy, który jest w jakikolwiek sposób rozpatrywany przez Kolejorza. Po meczu z Wartą, w którym Szmyt pokazał się z naprawdę dobrej strony, van den Brom mówił tak: – To na pewno inteligentny i interesujący piłkarz. Dziś podejmował ryzyko, wchodził w dryblingi i nie bał się ewentualnych błędów. To lubię u piłkarzy. Oczywiście szukamy skrzydłowych, ale on obecnie nie znajduje się na naszej liście

Z tego co słyszymy jednak – nie jest tak, że Szmyt w ogóle nie jest brany pod uwagę przez Kolejorza. Po prostu priorytetem są inne opcje, a jeśli z tamtymi zawodnikami nie uda się dogadać, to temat Szmyta będzie poważniejszy.

A o jakich pieniądzach mowa w kontekście zawodnika “Zielonych”? Jak usłyszeliśmy – Warta nie zamyka się na transfer wewnątrz Ekstraklasy, aczkolwiek problemem mogą być właśnie pieniądze. Poznaniacy zaakceptowaliby ofertę rzędu miliona euro z procentem od następnej sprzedaży. Szmyta obserwuje Lech, ale też Raków oraz Legia. Dwa pierwsze kluby są w stanie spełnić oczekiwania warciarzy, ale pytanie, czy będą chciały płacić tyle właściwie póki co za potencjał. W kwestii Legii sprawa jest jasna – w obecnym położeniu finansowym nie będzie w stanie wyłożyć bańki euro na młodego Polaka.

CZYTAJ WIĘCEJ PRZED MECZEM LECH – FIORENTINA:

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Zmiany w radzie nadzorczej Korony. Czy to atak na prezesa Jabłońskiego?

Piotr Rzepecki
1
Zmiany w radzie nadzorczej Korony. Czy to atak na prezesa Jabłońskiego?

Komentarze

22 komentarzy

Loading...