Przepis na wywołanie burzy w niebieskiej części Londynu jest banalnie prosty i sprowadza się do zadania precyzyjnych pytań odpowiednim osobom. Krok pierwszy – zapytaj Todda Boehly’ego, ile wydał na transfery. Krok drugi – zwróć się do Grahama Pottera z pytaniem, ile spotkań w 2023 roku wygrał jego zespół. To naprawdę wystarczy. I po dzisiejszym meczu z Tottenhamem nastroje w Chelsea są jeszcze podlejsze. Koguty sprawiły, że jeszcze łatwiej The Blues nadepnąć na odcisk.
Chelsea w ostatnich tygodniach znajduje się na świeczniku całego futbolowego świata. Wydane krocie na nowych zawodników nie mają przełożenia na poprawę wyników, więc The Blues są szczypani z każdej strony i wiele osób z radosnym sadyzmem sypie sól na rany sympatyków Chelsea. Zespół ze Stamford Bridge potrzebuje zwycięstw jak ryba wody. Jak ogień tlenu. I można tak rzucać bardziej lub mniej kwiecistym porównaniami w nieskończoność.
Męczy nas Chelsea
Chelsea w dalszym ciągu jest słabiutka. Obecnie to zlepek umiejących grać w piłkę gości, ale niekoniecznie ze sobą. Znów tylko fragmentami potrafili cokolwiek zdziałać. Drobne przebłyski Joao Felixa, Raheema Sterlinga i Enzo Fernandeza nie przynosiły jednak realnych korzyści. Akcjom gości brakowało przede wszystkim płynności. Wszystko było takie pchane, na chaos i bez większej wiary, że można przełamać dobrze broniący Tottenham.
Nie był to najlepszy mecz dla postronnego widza. Na boisku panował chaos podkręcany przez sędziego Stuarta Attwella, który swoje decyzje prawdopodobnie losował i wyprowadziłby z równowagi nawet człowieka opitego melisą. Wisienką na torcie występu pana z gwizdkiem był cyrk pod koniec pierwszej połowy. Wstrzymał grę na siedem minut, gdy zaczęło się kotłować w pobliżu koła środkowego, by najpierw pogadać sobie z asystentem, potem chwilę pospacerować, rozdać kilka kartek – w tym czerwoną dla Ziyecha – znów wyrobić normę dziennych kroków i dopiero na koniec sprawdzić przepychanki na monitorze. Efekt wideo analizy był taki, że anulował czerwoną kartkę Ziyechowi i poprzestał na żółtym kartoniku. A w sumie mógł nawet zostawić to czerwo i wyświadczyć biernemu Potterowi przysługę, bo Marokańczyk dziś tylko sabotował jego zespół.
To może trener miał czuja i później wpuścił ludzi, którzy rozruszali zagubione towarzystwo?
Zakarie, Mounty, Mudryki, Aubameyangi, łosie, jelenie, sarny, dziki, lisy, borsuki, kuny, jenoty, wilki i rysie niczego znaczącego jednak nie wniosły do gry swojego zespołu, o czym świadczy fakt, że w końcówce za mózg Chelsea robił Wesley Fofana…
To musiało skończyć się porażką. I faktycznie Chelsea dała się dwa razy zaskoczyć Tottenhamowi.
Wyrachowany Tottenham
Czy gospodarze zagrali wybitny mecz? Raczej nie będzie to występ Tottenhamu, który będziecie pamiętać za dwadzieścia lat, ale Koguty zdecydowanie wiedzą, co mają grać i potrafią swój plan egzekwować. Na początku drugiej połowy szybko zabrali się do rozstrzygnięcia spotkania na swoją korzyść. Ruszyli wściekle na gości, wjechali w pole karne i o ile w pierwszym tempie akcja nie dała gola, o tyle za moment Oliver Skipp – po złym wybiciu Fernandeza – wygrał pojedynek z Joao Felixem i bez zastanowienia posłał potężną bombę. Kepa próbował interweniować, ale i tak futbolówka zatrzepotała w siatce. I takich goli chcielibyśmy widzieć więcej.
Wyjście na prowadzenie nie wpłynęło szczególnie na postawę gospodarzy. W dalszym ciągu byli skupieni na realizacji swojego planu. W takim układzie błyszczał najlepszy zawodnik tej drużyny. Od początku można było chwalić Harry’ego Kane’a, który brał się rozgrywanie piłki. Jego zespół rzadziej miał futbolówkę niż rywale, ale Anglik każdym zagraniem wystawiał świadectwo jakości. Czuł dobrze, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć. Kiedy zagrać piłkę prostopadłą, kiedy wszerz, a kiedy wejść w drybling.
I choć przez większość meczu nie miał sytuacji, to ostatecznie spuentował swój występ golem. W końcówce rzut wolny na krótki słupek wykonał Son Heung-Min, Dier przedłużył zagranie, a szuflę dołożył właśnie Kane. I brawo. Oto chodzi w grze napadziora. Zachować chłodną głowę, wykorzystać okazję i zapewnić swojej drużynie zwycięstwo.
A więc – jak widzicie – w drugiej połowie Tottenham podbił Chelsea najpierw jedno oko, potem drugie i potwierdził, że The Blues są w głębokim kryzysie. A więc Tottenhamie – znów pokazałeś, że potrafisz skutecznie punktować, jeśli tylko się zepniesz. Z kolei piłkarzom Chelsea i trenerowi należy się kilka rózg. Nie tworzycie zespołu, a futbol to gra zespołowa. To nie przypadek, że trzeba zjechać w głąb tabeli, żeby was odszukać. Tak nie gra kandydat do miejsca na podium na koniec sezonu. Do roboty!
Tottenham – Chelsea 2:0 (0:0)
O. Skipp 46′, H. Kane 82′
Czytaj więcej o Premier League:
- Drogi Liverpoolu, czas spojrzeć prawdzie w oczy
- Bednarek symbolem katastrofy. Dlaczego spadek Świętych jest już przesądzony?
- Rudzki: Pep Guardiola – lojalność czy brak wyobraźni?
- Manchester City kontra Premier League. Mecz, który może odmienić angielski futbol
Fot. Newspix