Reklama

Defensywa Pogoni. Stabilizacja też może odbić się czkawką 

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

02 lutego 2023, 16:08 • 13 min czytania 7 komentarzy

Czy można zdawać sobie sprawę, że twoją największą bolączką jest obrona, pracować całą zimę nad jej wzmocnieniem, a po powrocie na ligowe boiska stracić punkty przez to, że… twoją największą bolączką wciąż jest obrona? Ano można. „Portowcy” dobrze zdiagnozowali swój problem. Linia defensywy potrzebuje gruntownej przebudowy. I choć w Szczecinie wykonują konkretne ruchy, jeszcze nikt związany z Pogonią nie może posłużyć się sloganem „nowy rok, nowa ja”.

Defensywa Pogoni. Stabilizacja też może odbić się czkawką 

Liga już ruszyła, a jeden z najpoważniejszych kandydatów do podium dopiero konstruuje swoją linię obrony. To nie oznacza, że Pogoń działa w chaosie. Szczecinianie są dowodem na to, że nawet z rozsądkiem można przesadzić, że nawet rozsądek może okazać się zgubny.

Widzew – Pogoń. Defensywa zawaliła mecz?

Starcie Widzewa z Pogonią. Meczazo, hitazo i te wszystkie inne określenia, których można użyć w odniesieniu do spektakli tak wielkiego kalibru. Głośny doping pełnego jak zwykle stadionu przy Piłsudskiego. Jedni, w odniesieniu do jesieni, praktycznie bez zmian. Drudzy po lekkim liftingu. „Portowcy” chcą zdeklasować sąsiada z tabeli i przebojem powrócić na podium.

Pogoń trzy razy wychodzi na prowadzenie, trzy razy traci przewagę. – Święta za nami, a my dalej rozdajemy prezenty – komentuje po meczu rozgoryczony Kamil Grosicki. Trudno mu się dziwić. Wcześniej „Portowcy” tylko w trzech meczach tego sezonu zdobywali trzy gole. Wszystkie te mecze wygrywali.

Pierwszy gol Widzewa? Zaczyna się od złego, zbyt lekkiego wybicia przed pole karne. Terpiłowski ma dużo miejsca, by przygotować się wrzutki. Pawłowski z kolei nic sobie nie robi z asysty trzech piłkarzy Pogoni, którzy niby stoją obok niego i… No właśnie, stoją i biernie czekają na to, że „jakoś się uda”. Piłkarz mierzący 1,80m spokojnie wbija futbolówkę do siatki mimo „asysty” Kostasa, Zecha i Kowalczyka.

Reklama

Drugi gol? Odbiór RTS-u na połowie rywala, siedem podań na jeden-dwa kontakty, wbicie piłki do pustaka, podczas gdy defensywa „Portowców” biernie obserwuje, nie wiedząc, co się dzieje.

Trzeci? Absurdalna ręka Zecha w polu karnym. Austriak oczywiście protestuje, że najpierw dostaje w twarz, a potem w kończynę (wtedy nie byłoby przewinienia), ale nawet gdyby doszło do takiej sekwencji wydarzeń, to i tak nie usprawiedliwiałaby ona takiego ułożenia rąk we własnej jedenastce, bo to proszenie się o kłopoty. Sędzia Stefański podejmuje dobrą decyzję (karny), mimo to podbiega do monitora, co – tak na marginesie – trudno zrozumieć, bo to robienie cyrku z technologii, która ma dyskretnie pomagać. Arbiter ewidentnie jest pewny swego. Gdy już jest przy ekranie, ogląda tę sytuację ledwie RAZ i zdania nie zmienia.

Adam Lyczmański zdradzał w C+, że sędziowie dbają w takich sytuacjach o wizerunek rozgrywek. Doliczony czas gry, mecz na styku, starcie fifty-fifty, cokolwiek zrobi arbiter, kibice jednej z ekip będą rozwścieczeni. Podbiegnięcie do monitora ma wytworzyć przekonanie, że sędzia zrobił wszystko, by podjąć sprawiedliwy werdykt. To korzystanie z technologii na pokaz. Bardziej przemawia do nas postawia Szymona Marciniaka z finału mistrzostw świata, który podejmował decyzje w mgnieniu oka, mając co do nich stuprocentowe przekonanie. Na trybuny reakcja Stefańskiego być może działa, na piłkarzy – niekoniecznie. Chwilę po zakończeniu spotkania Kostas Triantafyllopoulos pokazuje sędziemu gest Kozakiewicza. Najpierw ogląda czerwoną kartkę (już po ostatnim gwizdku), a później Komisja Ligi zawiesza go na dwie kolejki.

Benedikt Zech i Kostas Triantafyllopoulos. Duet, o którym się mówiło

Słowo „rewolucja” nie na dobrej sławy w polskiej piłce. O wiele lepiej sprzedają się kawałki o rozsądku i stabilizacji. Rewolucja oznacza chaos. Stabilizacja to dobre wybory i przemyślane działanie. Pogoń bez dwóch zdań stawia na drugi scenariusz. Gdy już znalazła duet stoperów gwarantujący jakość, uzupełniający się profilami, tworzący jedną z najlepszych defensyw w lidze, po prostu się go trzymała w myśl zasady, że lepsze wrogim dobrego.

Przez pierwszy sezon.

Reklama

Przez drugi sezon.

Przez trzeci sezon.

Przez czwarty sezon.

Ściągnięcie Benedikta Zecha stawiano za wzór tego, jak powinno się przeprowadzać transfery. „Portowcy” oglądali go z trybun osiem razy. Rozpoczęli rozmowy na pół roku przed sfinalizowaniem umowy. Kosta Runjaic osobiście telefonował do Austriaka opowiadając o swojej wizji. Obrońca został zaproszony do Szczecina na rekonesans. Prześwietlono jego charakter, odnajdując w nim cechy lidera. Zaprezentowano piłkarzowi skrupulatnie przygotowaną analizę wideo z jego zagraniami, wyjaśniając, dlaczego to właśnie on będzie pasującym elementem portowej układanki.

Ten transfer wymagał sporo pracy. Ale szybko się spłacił, bo Zech grał profesurę. Dzięki swojej szybkości przechwytywał piłki grane za plecy. „Portowcy” mogli dzięki temu atakować wyżej. Inteligentnie się ustawiał. Grał czysto (109 meczów i tylko sześć żółtych kartek). Przy przekonaniu Kostasa, postrzeganego raczej jako uzupełnienie Zecha, „Portowcy” również musieli zastosować trochę kompetencji negocjacyjnych. Grek także obejrzał analizę wideo. Oprócz pożądanych zagrań pokazano mu kompilację jego brutalnych fauli czy ostrych zagrań, upominając, że w Polsce taka gra nie przejdzie. Kostas wyhamował względem poprzednich klubów. Ale wciąż lubi przesadzić. Spóźnienia ratuje faulem. Lubuje się w grze na pograniczu przewinienia. Nie oszczędza swoich rywali.

Albo pokazuje gest Kozakiewicza.

Bezgraniczne zaufanie

Pogoń zaufała tej dwójce bezgranicznie. Do tego stopnia, że nieszczególnie dbała o ewentualne zastępstwo. Za takie służył Mariusz Malec, piłkarz solidny, do którego trudno mieć pretensje. Może nigdy nie rzucił rękawicy Kostasowi czy Zechowi, ale też wielce nie zawodził, gdy już pojawiał się na boisku.

Poza Malcem… nie było nikogo. Igor Łasicki doznał groźnego urazu po koronawirusowej przerwie. Pogoń poczekała aż wróci do zdrowia, pozwoliła mu wrócić na boisko, a później podziękowała za współpracę. Zdarzało się, że z konieczności na stoperze grali Maciej Żurawski (środkowy pomocnik) czy Jakub Bartkowski (prawy obrońca). Alternatywę stanowił teoretycznie Bartłomiej Mruk z rocznika 2001, który cieszył się w Pogoni taką wielką renomą, że rozegrał jak dotąd na ligowych boiskach tylko minutę. To nie tak, że nagle zabrakło stopera numer cztery. „Portowcy” nie mają go od lat. Zawodników na tę pozycję nie dostarcza także akademia. W Szczecinie wychowują się zdolni napastnicy, środkowi pomocnicy czy skrzydłowi. Stoperzy – niekoniecznie. Najlepszym produktem szczecińskiej akademii jest Kryspin Szcześniak, obecnie wypożyczony do Górnika, który raczej nie wskoczy na poziom drużyny aspirującej do gry o tytuł. To pewien kamyczek do ogródka akademii, która całościowo funkcjonuje bardzo dobrze.

Przez te 3,5 roku para stoperów żyła w przekonaniu, że w najgorszym przypadku tylko jeden z nich straci miejsce w składzie. Zech miewał okresy, gdy kandydował do jedenastki sezonu, ale miewał też niewytłumaczalne spadki dyspozycji. Już przed wybuchem pandemii, czyli całkiem dawno, zwracaliśmy uwagę na to, że zjechał z formą. Zdarzyło mu się spowodować głupiego karnego. Zdarzyło mu się stracić koncentrację, gdy rywal sunął z atakiem. Zdarzyło mu się trafić do własnej siatki albo zapomnieć o pilnowaniu rywala. Wciąż grał, bo nie miał realnej alternatywy. Ogarnął się. Aż do wiosny sezonu 21/22, od której notuje regularny zjazd. To on, ustawiony na prawej obronie, zawalił mecz z Rakowem, nie potrafiąc upilnować Iviego Lopeza. To on wyleciał z boiska w starciu z Legią, gdy najpierw stracił piłkę na własnej połowie, a później „ratował” sytuację podcięciem Wszołka, który wychodził na czystą pozycję.

Ale wciąż grał – bo kto inny miał za niego wskoczyć? Podobnie jak Kostas, którego wszelkie odpały przechodziły na sucho. Nie spadał w hierarchii obrońców, bo zwyczajnie nie miał za kogo spaść. Grekowi należy oddać, że w zeszłym sezonie po raz pierwszy to on był jaśniejszym punktem duetu szczecińskich defensorów, co jest kolejnym dowodem na to, w jakiej formie znalazł się Zech. Austriak w obecnym sezonie gra przeciętnie, co widać po naszych ocenach. Średnia not z tego sezonu? 4,38. Tak niskiej jeszcze nie miał. Wcześniej ocenialiśmy go na 5,09 (21/22), 5,26 (20/21) i 4,67 (19/20).

– Dobrze grali w okresie przygotowawczym – mówił o Kostasie i Zechu Dariusz Adamczuk, którego zaprosiliśmy do „Weszłopolskich”. – Straciliśmy trzy bramki, jedną Dante wrzucił sobie praktycznie sam. Były podstawy, by myśleć, że przyjdzie poprawa. Zmieniliśmy styl gry. Gramy dużo bardziej ofensywnie niż za trenera Kosty, u którego stoperom grało się znacznie łatwiej – przekonywał nas dyrektor pionu sportowego Pogoni. Może i przygotowania wyglądały obiecująco, ale liga już w pierwszym meczu obnażyła braki szczecińskiej linii defensywnej. Nową alternatywę dla podstawowych stoperów może stanowić Linus Wahlqvist. Szwed jest przewidziany do gry na prawej obronie, ale w poprzednim sezonie często występował na środku defensywy. 

Ruch na bokach obrony

Przez cztery lata Pogoń dokonywała ledwie symbolicznych korekt w linii defensywy. Miejsce na prawej stronie ugruntował sobie Jakub Bartkowski, którego sprzedano zimą do Lechii. Gdy on oraz David Stec nie do końca spełniali oczekiwania, nie potrafiąc wzbić się ponad solidność, do Szczecina trafił Paweł Stolarski, co wytworzyło presję na obu zawodnikach, którzy dostali pół roku na udowodnienie swojej wartości. Miał zostać ten, który wygra rywalizację. Bartkowski wskoczył na takie obroty, że nie tylko nie dał pograć Stecowi, lecz także Stolarskiemu, który do dziś pełni rolę zmiennika. Już po czasie i kilkudziesięciu solidnych meczach Bartkowskiego, Pogoń uznała, że nie chce zadowalać się zawodnikiem, który rzetelnie wykonuje swoją robotę w tyłach, ale ma pewne braki w grze ofensywnej i pewnego poziomu już nie przeskoczy. Także i jego odpaliła. Wraz z Linusem Wahlqvistem chce wejść na wyższy poziom.

Najwięcej zmian odbywało się na lewej stronie. Ricardo Nunes, filar przez lata, skończył karierę. Choć jego zastępca, Hubert Matynia, ocierał się nawet o reprezentację Polski (absurdalne powołanie Jerzego Brzęczka), to nie gwarantował jakości na dłużej. Pogoń poszukiwała. Wzięła Luisa Matę z rezerw Porto, ale ten przespał pierwsze pół roku. Gdy się zaaklimatyzował, potrafił być jednym z ciekawszych lewych obrońców w lidze. Głównie w poprzednim sezonie, bo w tym wyglądał kiepsko. „Portowcy” ściągnęli więc latem Leo Borgesa, który wygryzł Matę ze składu. Ale i on nie wywalczył sobie niepodważalnej pozycji. Zimą zyskał konkurenta w postaci Leonardo Kourtisa. A Mata, o którym nie można powiedzieć jednoznacznie, że jest wpadką/niewypałem/patałachem, ma zostać oddany bez większego żalu do Zagłębia Lubin. Wcześniej przeniesiono go do rezerw i nie zabrano na obóz przygotowawczy (choć także ze względu na to, że rodziło mu się dziecko).

Jakże inaczej wyglądają te pozycje w porównaniu do środka obrony. Na bokach stymulowanie podstawowych graczy, poszukiwanie, podnoszenie poprzeczki transferami, rywalizacja, żegnanie się z niezłymi piłkarzami, by postawić na jeszcze lepszych.

A na środku? 

Zech.

Kostas.

Ewentualnie Malec.

Pozytywny ferment

Na bokach obrony Pogoń zrobiła więc to, czego zabrakło jej przy obsadzie środka defensywy. Stale poszukiwała, podnosiła sobie poprzeczkę, a przynajmniej aktywizowała piłkarzy do lepszej gry. Czy Bartkowski wskoczyłby na wysokie obroty, gdyby nie Stolarski, który pojawił się w klubie chwilę przed tym, jak wygasał jego kontrakt? Pewnie niekoniecznie. Piłkarz widział, że walczy o chleb i zanotował najlepszy okres w karierze.

Takim Bartkowskim mógł być Zech. Takim Matą mógł być Kostas. Wśród stoperów trwała jednak stagnacja, aż w końcu Pogoń doszła do tego, że w jednym momencie trzeba przeprowadzić rewolucję w całej linii defensywnej. Boki zostały już wymienione, do końca okna transferowego ma dojść jeszcze jeden środkowy obrońca. „Portowcy” zaatakują więc podium z defensywą zmienioną o 75 procent. To spore ryzyko. Zwłaszcza jak na drużynę, która stawiała na chorobliwą wręcz stabilizację i wzbraniała się od jakichkolwiek zmian na środku obrony.

Pewnie byłoby szczecinianom łatwiej, gdyby zmiany na środku obrony zaplanowali z wyprzedzeniem. Można zrozumieć, że to w innych sektorach boiska diagnozowali większy problem. Kostas i Zech to przecież ligowa czołówka. Nie można jednak zrozumieć faktu, że przez sześć okien transferowych do Szczecina nie zawitał żaden stoper. Ktoś, kto mógłby rzucić rękawicę Kostasowi, naciskać na popełniającego błędy Zecha albo przynajmniej sprawić, że już nikt nie pomyśli o wystawieniu piłkarza o charakterystyce Macieja Żurawskiego na środku obrony. Ściągnięcie stopera nie oznaczałoby wotum nieufności dla Zecha i Kostasa. Oznaczałoby zdrową rywalizację i dbałość o odpowiednią głębię składu.

W Lechu w sezonie 19/20 występowali na środku obrony Satka i Rogne, w odwodzie byli Crnomarković i Dejewski. Od tego czasu do klubu trafili Salamon, Milić i Dagerstal.

W Rakowie w sezonie 19/20 występowali na środku obrony Petrasek, Jach i Piątkowski, w odwodzie byli Azemović, Szymonowicz, Niewulis, Kościelny i Mikołajewski. Od tego czasu do klubu trafili Arsenić, Wilusz, Rundić, Wydra, Racovitan, Gryszkiewicz i Svarnas.

W Pogoni Szczecin w sezonie 19/20 występowali na środku obrony Zech i Kostas. Od tego czasu do klubu nie trafił nikt.

Kogo znajdzie Pogoń?

– Wysypało nam się pięć ciężkich tematów, takich bardzo optymistycznych. Mieliście dobre informacje. Nie udało nam się ich pozyskać. Nie mam paniki w oczach, chociaż kara Kostasa (dwa mecze zawieszenia – red.) może nam trochę skomplikować sytuację. Wciąż szukamy. W lepszych ligach okna są już pozamykane, więc może coś się pojawi. Nie chcemy ściągać stopera do rywalizacji, a takiego, który podniesie jakość. Nie jest to łatwe, bo jesteśmy drużyną z czuba tabeli i tacy zawodnicy trochę kosztują – opowiada odpowiadający za transfery Dariusz Adamczuk.

Złośliwy powiedziałby, że przy obecnej formie Zecha i Kostasa wcale nie jest trudno o ściągnięcie stopera, który podniesie jakość. Pogoń rozmawiała na pewno z Edgarem Ie i Andre Duarte. Pierwszy miał nawet epizod w reprezentacji Portugalii, grał w Lille, Nantes, Feyenoordzie czy Trabzonsporze. Gdzie był haczyk? Ano w tym, że przez ostatni rok nie miał klubu, bo leczył kontuzję. Obrońca traktował Pogoń jako opcję rezerwową, by na końcu wybrać ofertę tureckiego Basaksehir.

Rozmawialiśmy z nim długo, jakieś 2,5 miesiąca. Chciał wrócić do Turcji, ale nie miał żadnej propozycji. Byliśmy blisko. Miał przyjechać do Szczecina na badania. Jednak dostał propozycję i to z dobrej drużyny z czołówki tabeli. Spełnił swoje marzenie. Jeśli chodzi o finanse, nie możemy się równać z ofertą topowego tureckiego klubu – opowiada o kulisach negocjacji dyrektor pionu sportowego „Portowców”.

Sagę z Andre Duarte, stoperem FC U Craiova, jednym z najlepszych w swojej lidze, można zamknąć w haśle „typowa Rumunia”. Klub obrońcy uważa, że jego kontrakt trwa do lata 2024 roku. Piłkarz i menedżer (swoją drogą to Bernardo Vasconselos – pamiętacie postać?) twierdzą, że umowa wygasa już po sezonie. – Jako klub sprawdziliśmy kryteria przed podpisaniem umowy z piłkarzem. Mamy pewność, że kontrakt jest ważny do 2024 roku – mówił na naszych łamach Adrian Mititelu, właściciel FC U Craiova. Obóz piłkarza nie daje za wygraną i przekonuje, że w lipcu Duarte jest wolnym zawodnikiem.

Sam stoper miał nawet grozić, że zakończy karierę, jeśli jego obecny klub nie wypuści go do Ekstraklasy. – Oferta, którą otrzymaliśmy, jest niepoważna – twierdził na naszych łamach właściciel dwunastego zespołu ligi rumuńskiej. Pogoń wysłała skromną ofertę, co jest normalną praktyką w przypadku piłkarzy, którym za kilka miesięcy wygasa kontrakt. – Wysłałem propozycję tak, jakby zawodnikowi latem kończyła się umowa. Teoretycznie wtedy mógł podpisać z nami kontrakt za darmo i dołączyć do nas w czerwcu. Nie wiem, co dla Rumunów jest poważną ofertą. Ja wysłałem propozycję adekwatną do stanu prawnego, o jakim wiedziałem – tłumaczy Adamczuk. Pogoń wolała odciąć się od tych przepychanek. – Nie chcieliśmy w to wnikać, zamknęliśmy temat – puentuje dyrektor.

Temat Ie upadł, temat Duarte upadł, podobnie jak tematy trzech innych stoperów. A walka o medale już się toczy. Ułatwieniem dla Pogoni jest fakt, że okno transferowe w Polsce trwa wyjątkowo długo – aż do końca lutego. Dzięki temu polskie kluby mogą łapać okazje i pozyskiwać piłkarzy, którym nie wypalił plan A, B i C.

Przedawkowanie stabilizacji

To wszystko niesie za sobą jednak spore ryzyko. Pogoń przystąpi do kluczowej fazy sezonu z kompletnie przebudowaną linią obrony. Linią, która najbardziej ze wszystkich potrzebuje zgrania, automatyzmów, wzajemnego zrozumienia. W ataku improwizacja jest wręcz pożądana. Obronę cechują raczej sztywne ramy taktyczne i dyscyplina. Kurczowe trzymanie się stabilizacji przez lata doprowadziło do momentu, w którym wszystko trzeba nagle wywrócić do góry nogami. Czyli do sytuacji przeciwnej do tej, do której Pogoń dążyła w kwestii defensywy.

Rozsądek, bezgraniczne zaufanie, wiara w ludzi, których się ściągnęło. Te hasła brzmią pięknie. Ale jeśli coś funkcjonuje teraz, niekoniecznie musi funkcjonować też za cztery lata. Nie w piłce. Czasem nawet stabilizację można przedawkować. Pogoń to zrobiła. Nawet najlepszą szatnię należy regularnie wietrzyć, a ferment podawany w rozsądnych dawkach może przynieść wiele dobrego. Klub budujący defensywę tak spokojnie, jak tylko się da, zapędził się w kozi róg i prezentuje zimą największy chaos w całej stawce.

WIĘCEJ O POGONI SZCZECIN: 

Fot. FotoPyK

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Sukcesy traktowane jak porażki, normalność jako nuda. Gareth Southgate – osąd bohatera

Przemysław Rudzki
1
Sukcesy traktowane jak porażki, normalność jako nuda. Gareth Southgate – osąd bohatera

Ekstraklasa

Komentarze

7 komentarzy

Loading...