Australian Open. Zmienne szczęście polskich juniorów

Sebastian Warzecha

26 stycznia 2023, 06:06 • 6 min czytania

Australian Open. Zmienne szczęście polskich juniorów

Weronika Ewald na ćwierćfinale zakończyła rywalizację w juniorskim Australian Open. Do półfinału awansował za to Tomasz Berkieta (na zdjęciu głównym), który po raz kolejny zaimponował niesamowitym wręcz opanowaniem. I pokazał, że w kluczowych momentach gra swój najlepszy tenis.

Reklama

Krok po kroku

I Ewald, i Berkieta grali dziś z rywalami rozstawionymi. Ale to dla nich nie nowość. Weronika na drodze do ćwierćfinału pokonała już turniejową „5” i „11”. We wszystkich trzech wcześniej rozegranych meczach imponowała inteligencją w doborze uderzeń i szerokim repertuarem zagrań. Inna sprawa, że to nie mogło dziwić, bo od dawna jest ukierunkowana na tenis, a do tego niezwykle pewna siebie i swoich możliwości.

Reklama

 – W przyszłości chciałabym być na czele rankingu WTA – mówiła w wywiadzie dla sport.trojmiasto.pl, gdy miała 13 lat (20 lutego tego roku skończy 17). – W tym momencie zaangażowanie mamy i taty ma ogromne znacznie. To nie tylko wożenie na treningi, ale również jeżdżenie i dopingowanie na turniejach, kupowanie niezbędnego sprzętu, obuwia, dbanie o zbalansowaną dietę czy koordynowanie pracy trenerów i pilnowanie procesu edukacji – mówiła. Sami oceńcie, jaka postać wyłania się z tego fragmentu. I pamiętajcie, że mówiła to trzynastolatka. Gdybyśmy mieli wspomnieć, co sami robiliśmy w wieku 13 lat…

No, może lepiej nie.

Na pewno jednak będąc tuż przed siedemnastką nie imponowaliśmy grą w Australian Open. A Ewald we wcześniejszych rundach to zrobiła. Zresztą w juniorskim turnieju wielkoszlemowym zadebiutowała już w zeszłym roku, gdy przeszła przez kwalifikacje Wimbledonu i doszła do II rundy. Potem wystąpiła też w US Open i tam zagrała w III rundzie. W Australii z kolei osiągnęła ćwierćfinał. Idąc więc tym tropem, na Roland Garros powinna zaliczyć półfinał, potem finał Wimbledonu, a do Nowego Jorku polecieć po końcowy triumf. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu.

Tak jak nie mamy nic przeciwko temu, by pokazywała się też w rankingu WTA, bo w tym zestawieniu już widnieje jej nazwisko – na razie na 1155. miejscu, ale pewnie w tym roku, jeśli tylko zaprezentuje się z dobrej strony w turniejach rangi ITF, podskoczy o kilka(set) pozycji. Potencjał na to na pewno ma, choć jeśli ktoś włączył jej dzisiejszy mecz, mógł się poczuć rozczarowany.

Bo Ranah Akua Stoiber – rozstawiona z „13” – z Wielkiej Brytanii okazała się dużo lepsza. Widać było jednak, że starsza zawodniczka góruje nad Polką warunkami fizycznymi i potrafi od samego początku przejąć inicjatywę w wymianach. Inna sprawa, że suchy wynik (6:3, 6:3) nie w pełni oddaje to, jak Ewald walczyła. Kilkukrotnie zdołała przełamać rywalkę, problemy miała za to przy swoim podaniu (rzecz na pewno do poprawy) i w wymianach, jeśli te trwały dłużej. Natomiast potrafiła przy tym zaskoczyć Stoiber ciekawymi kombinacjami. I to niejednokrotnie. Widać było, podobnie jak w poprzednich meczach, że ma smykałkę do różnorodnej, interesującej i miłej dla oka gry.

Potencjał więc w Weronice jest spory. I choć dziś przegrała, to z pewnością jeszcze wiele razy go pokaże. Pamiętajmy bowiem o tym, że to dziewczyna, której do osiemnastych urodzin został ponad rok, a która już pokazuje się ze znakomitej strony również w starciach po drugiej stronie świata.

Chłodna głowa

Arthur Gea ma już 18 lat, urodziny obchodził początkiem stycznia. Do tego zadebiutował w rankingu ATP (jest 1311.), a w Australian Open grał jako rozstawiony z „4”. Tomasz Berkieta z kolei rozstawienia nie ma. Nie świętował też nawet jeszcze 17. urodzin. Prywatnie lubi pływać – trenował nawet ten sport – i kocha ocean, więc gdy pytano go, jaki szlem chciałby w przyszłości wygrać, odpowiadał, że Australian Open. Na razie, choć w wersji juniorskiej, jest o dwa mecze od osiągnięcia tego celu.

Choć bowiem momentami pod koniec ćwierćfinałowego spotkania z Geą wyglądał, jakby miał już wszystkiego dość, to jednak ostatecznie rozstrzygnął je na swoją korzyść.

Styl, w jakim to zrobił, musi imponować. Tym bardziej, że nie po raz pierwszy w tym turnieju świetnie wytrzymywał końcówki setów. W drugiej rundzie – z turniejową „5”, Mihaim Alexandru Comanem – wygrał pierwszego seta po tie-breaku, a w drugim rozbił rywala. W kolejnym meczu – z Rosjaninem Ruslanem Tiukaevem – znów był lepszy w tie-breaku pierwszego seta. W obu przypadkach nie wybijały go z rytmu czy to stracone szanse, czy przegrane własne podanie. Robił swoje, straty odrabiał, a potem wygrywał partie i mecze.

Serwis jest zresztą jego wielką bronią. Już teraz rozpoczynając wymianę, potrafi posłać piłkę z prędkością grubo ponad 200 kilometrów na godzinę. Martwić może tylko, że jego tenis jest nieco jednowymiarowy. Owszem, świetnie potrafi rozrzucić rywala po korcie, ale mało w urozmaicenia, prób zmiany tempa czy długości zagrań. Polak raczej niezmiennie posyła mocne, płaskie piłki, starając się w ten sposób wygrać wymiany (choć dziś chodził też nieco do siatki, zwłaszcza pod koniec). W juniorskich rozgrywkach to działa, w seniorskich niekoniecznie będzie musiało.

Ale baza u Tomka jest znakomita do rozwoju i dodawania kolejnych elementów do jego gry, to trzeba przyznać już teraz. A przecież czasu na doskonalenie swojego tenisowego warsztatu ma jeszcze mnóstwo.

W dodatku rozwijać zdecydowanie się chce. Sam przyznawał, że musi poprawić pracę nóg (o czym niekoniecznie lubi mówić), bo ta bywa jego problemem. I na tegorocznym Australian Open już wygląda w tej kwestii całkiem dobrze. Świetnie jest też przygotowany fizycznie – dzisiejsze spotkanie trwało długo i rozegrało się na pełnym dystansie, kończąc super tie-breakiem w trzeciej partii (10:8 dla Polaka). Owszem, pomiędzy punktami Tomek zdawał się oddychać rękawami, ale gdy przychodziło do grania, to dawał z siebie wszystko i nie było dla niego straconych piłek, dopóki tylko miał szansę do nich dobiec. Co opłaciło się przy piłce meczowej. Tomek obronił się resztkami sił, a Gea fatalnie spudłował łatwego smecza, który powinien dać mu wyrównanie w tie-breaku. I Polak awansował dalej.

Przy tym wszystkim świetne było też jego nastawienie – to gość, który lubi krzyknąć po wygranym punkcie, więc robił to. Niosło to… kibiców, bo tych trochę przy korcie było. A ci z kolei nieśli jego. I tak to się kręciło, aż do wygranej.

Podobnie powinno być w półfinale, w którym zmierzy się z innym nierozstawionym zawodnikiem – Learnerem Tienem z USA. Paradoksalnie może to być jednak dużo groźniejszy przeciwnik, bo Amerykanin ogrywa się od jakiegoś czasu w turniejach zawodowych i choć w grudniu skończył 17 lat, to już jest na 770. miejscu w rankingu ATP. W zeszłym roku – za sprawą dzikiej karty – zadebiutował nawet w drabince głównej US Open i urwał seta 36. na świecie Miomirowi Kecmanoviciowi.

Potencjał ma więc spory, a dla Tomka będzie sporym wyzwaniem. Ale patrząc na to, jak Polak podchodzi do meczów, to pewnie tylko dodatkowo go zmobilizuje.

Wyniki:

Weronika Ewald – Ranah Akua Stoiber 3:6, 3:6

Tomasz Berkieta – Arthur Gea 3:6, 6:2, 7:6(8)

Fot. 400mm/Piotr Kucza

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Mirosław kończy karierę. To nie powinno tak bardzo dziwić [KOMENTARZ]

Jakub Radomski
26
Mirosław kończy karierę. To nie powinno tak bardzo dziwić [KOMENTARZ]
Igrzyska

Prezydent do olimpijczyków: Rok temu nikt nie wierzył, że wygram

Jakub Radomski
45
Prezydent do olimpijczyków: Rok temu nikt nie wierzył, że wygram
Reklama
Reklama