Reklama

LOTTO SuperLIGA. Kto grał najlepiej w sezonie zasadniczym?

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

12 listopada 2022, 13:01 • 9 min czytania 0 komentarzy

Już niecały miesiąc dzieli nas od finałów pierwszego sezonu tenisowej LOTTO SuperLIGI. Udział wezmą w nich cztery najlepsze ekipy sezonu zasadniczego, które wcześniej rozegrały siedem kolejek ligowych. Postanowiliśmy sprawdzić, jacy zawodnicy zaprezentowali się najlepiej w tym czasie. I tak wybraliśmy trójkę z najlepszym bilansem meczów. W dwóch przypadkach – bezbłędnym.

LOTTO SuperLIGA. Kto grał najlepiej w sezonie zasadniczym?

Uzupełnić trzeba tu wszystko jeszcze jedną informacją – że składy ekip zmieniały się właściwie co kolejkę, bo wielu spośród zawodników czy zawodniczek wyjeżdżało na zawodowe turnieje. Stąd niespecjalną niespodzianką jest zwycięzca tej klasyfikacji, który wiele po świecie w tym czasie nie jeździł i zagrał w każdej możliwej kolejce LOTTO SuperLIGI. Ale już na przykład druga w zestawieniu osoba rozgrywała normalny sezon.

A i tak dała radę zagrać sześć meczów i wygrać wszystkie. Połowę w singlu, a połowę w deblu – bo te liczymy jako równie ważne. W końcu każdy z nich liczony jest za jeden punkt dla zespołu, a to przecież na jego konto w LOTTO SuperLIDZE się gra. Całe zestawienie zaczniemy jednak od nazwiska, którego raczej byśmy się tu nie spodziewali.

Natalia Siedliska (KT KUBALA Ustroń)

Bilans: 6-1 (3-1 singiel, 3-0 debel)

Reklama

Nie jest to tenisistka znana szerszemu gronu. Dość napisać, że najwyżej w rankingu WTA była w 2019 roku, gdy zajmowała w nim… 543. miejsce. W deblu też przesadnie dobrze sobie nie radziła – u szczytu dotychczasowej kariery (a ta trochę już trwa, w grudniu Natalia skończy bowiem 27 lat) była nieco poniżej 400. lokaty. W tym sezonie jeździła głównie po najmniejszych rangą turniejach ITF. Owszem, radziła sobie w nich nieźle (niemal 65% zwycięstw – przy bilansie meczów 22-12 – to najlepszy wynik w jej karierze), ale trudno mówić tu o kimkolwiek, kto mógłby przyciągnąć na trybuny kibiców.

A jednak, jak się okazuje, dla ekipy z Ustronia – która w sezonie zasadniczym zajęła trzecie miejsce i zagra w Final Four – była bardzo ważną zawodniczką. Wystąpiła w końcu aż w czterech z siedmiu meczów swojej drużyny, zawsze zdobywając choć jeden punkt. Przegrała wyłącznie z Urszulą Radwańską, a to – mimo obecnej pozycji Uli w światowym tenisie – wstydu wcale nie przynosi.

Owszem, poza młodszą z sióstr Radwańskich nie grała może z najwyżej notowanymi rywalkami, ale to nie ma tu większego znaczenia – ona miała swoje zadanie do wykonania i udało jej się to znakomicie. Gdyby zamienić jej zwycięstwa na porażki, ustrońska ekipa miałaby o co najmniej dwa, a może nawet cztery punkty mniej. Efekt byłby taki, że mogłaby mieć problemy nawet z zakwalifikowaniem się do Final Four. A tak weszła tam spokojnie.

Cele? Oczywiście zagrać w turniejach wielkoszlemowych i innych dużych imprezach. Stać w rankingu tak, aby być „ustawionym”. Awans do drugiej, czy pierwszej setki to jest zupełnie inna bajka. Z porównaniem do tego co teraz, to jest po prostu kosmos. To jest inne życie, inny status – mówiła Natalia kilka lat temu, gdy przepytywał ją portal Tenisklub. Tego osiągnąć jeszcze jej się nie udało i na razie nie zapowiada się, by miało się to zmienić.

Zmieniło się jednak coś innego – w tej samej rozmowie Natalia napomykała też o tym, że gra w lidze w Niemczech (z którymi zresztą jest związana, bo mieszka tam od 12. roku życia, w niektórych zestawieniach figuruje nawet z niemiecką flagą przy nazwisku), teraz rywalizuje za to w ojczyźnie. I w grudniu powalczy – wraz z ekipą z Ustronia – o triumf w całych rozgrywkach.

Reklama

Rozegrane mecze:

  • Natalia Siedliska – Wiktoria Rutkowska (AZS TENIS Poznań) 2:0 (6:3, 6:2);
  • Siedliska/Leśniak – Rutkowska/Zagórska (AZS TENIS Poznań) 2:1 (3:6, 6:3, 10:6);
  • Natalia Siedliska – Urszula Radwańska (WKT MERA Warszawa) 0:2 (3:6, 2:6);
  • Siedliska/Leśniak – U. Radwańska/Koralnik (WKT MERA Warszawa) 2:0 (6:2, 6:4);
  • Natalia Siedliska – Julie Belgraver (PARK TENISOWY OLIMPIA Poznań) 2:1 (3:6, 6:3, 13:11);
  • Natalia Siedliska – Karolina Bartusek (OSAVI TENNIS TEAM Kalisz) 2:0 (6:0, 6:0);
  • Siedliska/Zawadzka – Bartusek/Sebestova (OSAVI TENNIS TEAM Kalisz) 2:0 (6:0, 6:4).

Katarzyna Kawa (BKT ADVANTAGE Bielsko-Biała)

Bilans: 6-0 (3-0 singiel, 3-0 debel)

Z pewnością nie była najbardziej zapracowaną osobą w LOTTO SuperLIDZE i to mimo tego, że rozegrała aż sześć spotkań – a to, jak na standardy ligi, całkiem sporo. Wygrała wszystkie, nie straciła przy tym ani jednego seta. Ba, w pierwszych czterech spotkaniach (dwóch singlowych i dwóch deblowych), łącznie oddała rywalkom osiem gemów – po dwa na każdy mecz. Dopiero w pojedynku z warszawską MERĄ musiała się nieco bardziej natrudzić – Uli Radwańskiej w singlu pozwoliła na zdobycie sześciu gemów, a gdy do tej dołączyła Agnieszka, siostry ugrały siedem małych partii.

Takie wyniki nie mogą jednak dziwić. W rankingu WTA wyżej notowanych od Kasi jest co prawda nieco zawodniczek zgłoszonych do rozgrywek ligowych, ale traf chciał, że akurat z żadną z nich nie zagrała. Choć na przykład Rebecca Sramkova historycznie patrząc jest minimalnie od Polki lepsza – jej najwyższe miejsce w rankingu to 111. pozycja, a Kawa była najwyżej… 112. Gdy rozgrywały swój mecz znajdowały się odpowiednio na 176. i 131. miejscu (zresztą obie przyjechały wówczas do Ustronia wprost z… kortów imienia Rolanda Garrosa w Paryżu).

Z Polek Kawa pozostaje trzecią najwyżej notowaną w rankingu WTA zawodniczką, która jest zgłoszona do rozgrywek i drugą – po Mai Chwalińskiej, swojej klubowej koleżance – która zagrała mecz w LOTTO SuperLIDZE. Wyżej jest tylko Magda Linette (obecnie 49. na świecie), ale ona w fazie zasadniczej nie wystąpiła. Oczywiście, w przeszłości na znacznie lepszych pozycjach były też Agnieszka (2.) i Urszula (29.) Radwańskie. Piszemy jednak o obecnej sytuacji.

Kasia więc do rozgrywek przystępowała jako jedna z liderek ekipy z Bielska i jedna z większych polskich postaci w lidze w ogóle. Z obu tych ról wywiązała się znakomicie. Podobnie jak jej zespół z roli faworyta rozgrywek – bielszczanie przegrali tylko z Grodziskiem (o którym zresztą za chwilę) i zajęli drugie miejsce w tabeli fazy zasadniczej, dzięki czemu będą rozstawieni w rozgrywkach Final Four. A sama Kawa zagrała w starciach z innymi ekipami, które dostały się do finałów – KT KUBALA Ustroń i WKT MERA Warszawa – nabijając w nich cztery punkty.

Super, że mogę zagrać w Polsce. Wiem, że mojemu klubowi bardzo zależy na awansie do finałów. Staram się jak mogę, bo uważam, że mam fantastyczny klub. Często przyjeżdżam do Bielska-Białej trenować, mimo że na co dzień mieszkam w Poznaniu. Mogę liczyć na trenerów, prezesa, często trenuję razem z Mają Chwalińską. – mówiła nam sama Kasia, gdy rozmawialiśmy z nią przy okazji meczu otwarcia LOTTO SuperLIGI w Ustroniu. I dodawała: – Sama o tej porze roku zwykle grałam w lidze w Niemczech. W tym roku musiałam z tego zrezygnować ze względu na LOTTO SuperLIGĘ. Pod względem oprawy zresztą już na pewno się z tymi Niemcami równamy. Owszem, są tam kluby, które mają duże obiekty, ale z taką fajną oprawą spotkałam się tylko w kilku.

Teraz Kasia może szykować się do grudniowego Final Four, gdzie od jej dyspozycji może zależeć jeszcze więcej. Maja Chwalińska, inna liderka ekipy z Bielska-Białej, przechodzi bowiem przez proces rehabilitacji. I na korty do grudnia raczej nie wróci. Kawa powalczy więc i o utrzymanie perfekcyjnego bilansu, i o triumf dla swojego klubu.

Rozegrane mecze:

  • Katarzyna Kawa – Rebecca Sramkova (KT KUBALA Ustroń) 2:0 (6:2, 6:0);
  • Kawa/Chwalińska – Sramkova/Oczachowska (KT KUBALA Ustroń) 2:0 (6:1, 6:1);
  • Katarzyna Kawa – Marta Burak (PARK TENISOWY OLIMPIA Poznań) 2:0 (6:1, 6:1);
  • Kawa/Noskova – Kotliar/Burak (PARK TENISOWY OLIMPIA Poznań) 2:0 (6:1, 6:1);
  • Katarzyna Kawa – Urszula Radwańska (WKT MERA Warszawa) 2:0 (6:4, 6:2);
  • Kawa/Kuzmova – A. Radwańska/U. Radwańska (WKT MERA Warszawa) 2:0 (7:5, 6:2).

Jerzy Janowicz (CKT Grodzisk Mazowiecki)

Bilans: 8-0 (7-0 singiel, 1-0 debel)

Podobnie jak Kasia Kawa, tak i Jerzy Janowicz bilans ma bezbłędny również, gdy idzie o sety. W rozgrywkach LOTTO SuperLIGI nie stracił jeszcze ani jednego, a zagrał singlowe spotkania w każdej możliwej kolejce, do tego raz wystąpił w deblu – zresztą w parze z Łukaszem Kubotem, z którym przecież niespełna dekadę temu rywalizował o półfinał Wimbledonu na londyńskich kortach.

Janowicz to jeden z ambasadorów LOTTO SuperLIGI i widać, że tę rolę wziął sobie do serca. W tym sezonie występował też bowiem w niektórych turniejach rangi Challenger, ale skupił się w dużej mierze właśnie na rozgrywkach ligowych, gdzie jego klub pozostaje głównym faworytem do końcowego triumfu (choć sporo zmienić może jeszcze okienko transferowe w dniach 15-25 listopada) i w fazie zasadniczej, z Jerzym w roli lidera, pokazał, że status ten ma nie bez podstaw – grodziszczanie wygrali wszystkie swoje mecze.

Janowicz z kolei roznosił kolejnych rywali po kątach. Czy to tych z Polski, liczących pewnie, że uda im się pokonać jednego z najlepszych tenisistów w historii naszego kraju, czy też tych, którzy przyjechali zagrać w LOTTO SuperLIDZE ze swoich ojczyzn. Uległ mu więc na przykład David Poljak, zawodnik balansujący pomiędzy czwartą a piątą setką rankingu ATP (Janowicz jest obecnie 620.), a w ostatniej kolejce gorszy okazał się Luca Vanni, jeszcze kilka lat temu gość bijący się o miejsce w TOP 100.

Janowicz zresztą został raz – w drugiej serii gier – wybrany MVP Kolejki, bo i faktycznie, jego postawa na korcie nie budziła żadnych zastrzeżeń. Ba, wyglądał wręcz znakomicie, a momentami potwierdzał to i w innych rozgrywkach, choć jego powrót na korty raczej nie wypadł przesadnie okazale, gdy mowa o turniejach ITF czy Challengerach. Inna sprawa, że sam Janowicz niedawno – w podcaście Łukasza Kadziewicza – mówił, że tenisowo nadal znajduje się na świetnym poziomie.

– Prawdopodobnie najlepsze lata mam za sobą, ale nie mogę tego powiedzieć jednoznacznie. Nie zdecydowałem bowiem oficjalnie o zakończeniu kariery. Na pewno jestem już bliżej niż dalej zakończenia. W tym roku nie byłem notowany, zagrałem raptem parę turniejów, i jestem w okolicach 600. miejsca w rankingu ATP. Ale to dla mnie dalej żaden wynik, musiałbym być w granicach 50. miejsca, by się tym w ogóle fascynować. Tym niemniej sam fakt, że paroma występami przebiłem się w miejsce, w którym jestem stanowi dla mnie sygnał że warto dalej próbować. Na ten moment nie mam pojęcia czy będę w stanie powtórzyć moje sukcesy sprzed lat. Tym niemniej czysto tenisowo nie widzę z tym problemu. Gorzej jak chodzi o moją dyspozycję fizyczną. Moje ciało przez te wszystkie lata nacierpiało się dużo, i nie wiem czy będzie w stanie to udźwignąć – opowiadał.

Powrotu do pierwszej setki nie ma więc co najpewniej się spodziewać. Ale na kortach LOTTO SuperLIGI byłego półfinalistę Wimbledonu powinniśmy oglądać całkiem często, między innymi w Final Four, na początku grudnia. Całkiem możliwe, że tam Janowicz po raz kolejny pokaże, że może i owszem, jest już coraz bliżej tenisowej emerytury, ale wciąż potrafi zagrać na naprawdę wysokim poziomie. A że rywale też powinni się tam pojawić ci z wysokiej półki, to możliwe, że mecze „Jerzyka” będą świetnym widowiskiem.

A że zrobi wszystko, by je wygrać, udowodnił już w siedmiu kolejkach sezonu zasadniczego. Kto jak kto, ale on w LOTTO SuperLIDZE zdecydowanie nie gra na pół gwizdka.

Rozegrane mecze:

  • Jerzy Janowicz – Przemysław Michocki (AZS TENIS Poznań) 2:0 (6:2, 7:6);
  • Jerzy Janowicz – David Poljak (BKT ADVANTAGE Bielsko-Biała) 2:0 (6:3, 7:6);
  • Janowicz/Kubot – Kolar/Poljak (BKT ADVANTAGE Bielsko-Biała) 2:0 (6:1, 6:3);
  • Jerzy Janowicz – Radosław Jandy (CKT Grodzisk Mazowiecki) 2:0 (6:0, 6:0);
  • Jerzy Janowicz – Piotr Gryńkowski (OSAVI TENNIS TEAM Kalisz) 2:0 (7:5, 6:4);
  • Jerzy Janowicz – Kamil Gajewski (KT KUBALA Ustroń) 2:0 (6:2, 6:4);
  • Jerzy Janowicz – Maciej Ziomber (KS GÓRNIK Bytom) 2:0 (6:0, 6:1);
  • Jerzy Janowicz – Luca Vanni (WKT MERA Warszawa) 2:0 (6:3, 6:2).

Fot. Piotr Kucza/400mm.pl

Czytaj więcej o LOTTO SuperLIDZE:

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Inne sporty

Tenis

Iga Świątek awansowała do 1/2 turnieju w Stuttgarcie. Nie było łatwo

Kacper Marciniak
0
Iga Świątek awansowała do 1/2 turnieju w Stuttgarcie. Nie było łatwo

Komentarze

0 komentarzy

Loading...