Reklama

10 rozczarowań początku sezonu LaLiga

Paweł Ożóg

Autor:Paweł Ożóg

21 września 2022, 15:46 • 12 min czytania 7 komentarzy

Za nami już sześć kolejek ligi hiszpańskiej, sześćdziesiąt spotkań, więc można pokusić się o małe podsumowanie pierwszego etapu tych rozgrywek. Przez ten czas trochę tematów zdążyło się nagromadzić, a przerwę na kadrę można wykorzystać do uporządkowania wiedzy. Później będzie można zweryfikować, kto wyciąga wnioski, a kto niekoniecznie.

10 rozczarowań początku sezonu LaLiga

Czołówka zaczyna powoli się kreować, podobnie jak peleton i ogon stawki. Jest już kogo pochwalić, ale i zganić. Tym razem wzięliśmy na tapet właśnie rozczarowania, które wrzuciliśmy na dziesięciopunktową listę. Ponarzekaliśmy na piłkarzy, trenerów, kluby i groteskowe sytuacje, których nie brakowało. Szopka związana z późnym wpuszczaniem Antoine’a Griezmanna. Dezercja Raula de Tomasa do Rayo. Nieporadna Sevilla, błędy sędziowskie i kolejny konflikt w Celcie Vigo. Zapraszamy do lektury.

Rozczarowania początku sezonu w Primera Division

Ucieczka Raula de Tomasa

W tej sprawie nie ma wygranych. Sęk w tym, że nie ma też sensu kogokolwiek rozgrzeszać. Bez wątpienia Raul de Tomas był gwiazdą Espanyolu, ale na ten moment sposób jego odejścia do Rayo Vallecano przynosi same szkody. Jest szkodliwy dla niego, klubu i obie strony nie są bez winy.

Reklama

Wszystko zaczęło się od zatrudnienia w Espanyolu Diego Martineza, który nie lubi mocnych charakterów, a taki ma RDT. Istniały uzasadnione obawy, że mogą pojawiać się tarcia pomiędzy napastnikiem i trenerem. I co tu dużo mówić – nie polubili się i mieliśmy starcie samców alfa. Przy okazji trener chciał pokazać Hiszpanowi miejsce w szeregu i sprowadził Joselu, który jest teraz jego pierwszym wyborem. Skończyło się na tym, że RDT już po zakończeniu okienka odszedł do Rayo za niewielkie pieniądze (ok. 8 milionów euro). Espanyolowi wpadną jakieś drobne, ale transakcja doszła do skutku po zakończeniu okienka transferowego, więc Raul de Tomas będzie mógł grać dopiero od stycznia.

Sprawa została fatalnie rozegrana. Ciężko było liczyć na to, że ktoś wpłaci klauzulę w wysokości 70 milionów euro, ale przy odrobinie zapobiegliwości, można było próbować wypchnąć De Tomasa za przyzwoite pieniądze, zanim zrobiło się naprawdę nieciekawie. Wystarczyło wysłać sygnał, że można go wyciągnąć za 20-25 milionów euro i pewnie ktoś by się skusił. Zamiast tego Espanyol tanio oddał dobrego piłkarza, a RDT stracił szansę wyjazdu na mistrzostwa świata. Musi to jednak wziąć na klatę.

Swoją drogą, Espanyol kiepsko rozpoczął sezon i jest jednym z większych rozczarowań. Dziurawa defensywa, problem z bramkarzami (Benjamin Lecomte wpuszczał babole – teraz gra Alvaro Fernandez i spisuje się nieco lepiej), siedemnasta lokata, tylko cztery punkty i na ten moment jęk zawodu.

Na pocieszenie fanów Los Pericos warto dodać, że nie jest to zespół tak słaby personalnie, jak wskazuje obecnie tabela. Drużyna Diego Martineza ma choćby większy potencjał w ofensywie niż większość drużyn drugiej części stawki, więc pozostaje to udowodnić i uporządkować grę w tyłach. Nie będzie łatwo, ale jest to do zrobienia.

Szopka z Antoinem Griezmannem

Nie ulega wątpliwości, że Francuz jest dobrym piłkarzem, choć nie zawsze potrafił to sprzedać. W życiu już sporo wygrał, miał momenty słodkie i gorzkie, ale zapewne zakładał, że będzie uczestniczył w cyrku. O co chodzi? Ponad rok temu trafił do Atletico na dwuletnie wypożyczenie z obowiązkiem wykupu w przypadku spełnienia określonych warunków. Klub z Madrytu doszedł jednak do wniosku, że nie zamierza płacić za Francuza i teraz wykorzystuje zapisy znajdujące się w umowie, by uniknąć konieczności płacenia. Atletico po prostu nie stać na zapłacenie takich pieniędzy.

Atletico będzie musiało przelać FC Barcelonie 40 milionów euro w przypadku rozegrania przez Griezmanna minimum 45 minut w połowie zaplanowanych oficjalnych spotkań w ciągu całego okresu wypożyczenia.

Reklama

Ten urzędniczy bełkot wywołał szopkę i w sześciu spośród ośmiu meczów tego sezonu (wliczamy LM) Griezmann był wpuszczany na boisko po 60. minucie. Było to czynione z premedytacją, by nie wkopać się w konieczność wykupu mistrza świata. Stawia to w niezręcznej sytuacji Simeone i Griezmanna, ale niestety muszą to zaakceptować.

Na takim manewrze cierpi głównie zawodnik, choć to też ogranicza możliwości Diego Simeone. Przy okazji dla klubu jest to wizerunkowy strzał w kolano. Osoby będące na górze, które sugerują ograniczanie czasu gry Griezmanna wpływają na zbudowanie toksycznego wizerunku klubu. I ok, Francuz nie jest już tak dobrym piłkarzem. Mało tego, raczej Atletico powinno skupić się na budowaniu składu w oparciu o innych zawodników, ale to nie zmienia faktu, że sprawa “Grizou” nie powinna mieć miejsca.

Atletico również na boisku nie wypada najlepiej

Skoro już zaczepiamy o temat drużyny Diego Simeone, to warto też coś powiedzieć o jej grze. I znów nie mamy powodów do pochwał. Ba, nic się nie zmienia od rundy rewanżowej sezonu mistrzowskiego, gdy coś zaczęło się psuć. Atletico stało się nijakie i może frustrować stylem i brakiem postępu. Wszechobecny jakośtobędzizm przekłada się na kiepską dyspozycję wszystkich zawodników. Od jakiegoś czasu obserwujemy równanie wszystkich w dół, co tylko pogrąża Los Colchoneros.

Wygląda to trochę tak, jakby Atletico cofnęło się do czasów sprzed Simeone i rzucają się w oczy problemy z wykorzystaniem potencjału. Na kilku pozycjach są braki, ale ta drużyna jest totalnie roztrojona i pozbawiona balansu – to jest główny problem. Gdyby potrafili tak szarpać jak w pierwszym kwadransie meczu z Realem, to nie byłoby tylu powodów do psioczenia na Rojiblancos. Brakuje wywierania nacisku, zdominowania rywali. Wszystko opiera się na przebłyskach wynikających z umiejętności poszczególnych graczy, ale ciężko doszukać się rozwiązań systemowych.

Wraca też temat Joao Felixa. Portugalczyk na początku sezonu zaliczył trzy asysty w meczu z Getafe, ale później obniżył loty i zazwyczaj był zmieniany pod koniec spotkań. Sprawa Griezmanna też do pewnego stopnia warunkuje reakcje Simeone podczas meczów. W dodatku obrona przecieka (i brakuje tam ludzi, na co wcześniej uczulaliśmy w zapowiedzi przedsezonowej), a druga linia nie przekonuje. Atletico miało w pewnym momencie stać się zespołem premium, ale do tego brakuje liter p, r, e, m, i, u i m. Szkoda.

Sędziowanie

Znów nic odkrywczego na ten temat nie powiemy, ale rażą błędy popełniane przez hiszpańskich arbitrów. Miało w tym sezonie nie być gwizdania miękkich karnych, ale na zapowiedziach się skończyło. Już w pierwszym meczu taki został przyznany Osasunie, która dzięki temu wygrała z Sevillą. Takie „penaltiti” – jak mawiają Hiszpanie – tylko zachęca do podejmowania kolejnych prób.

Inna sytuacja, która mogła zapaść w pamięci, to gol Realu Sociedad w meczu z Atletico. Umar Sadiq ewidentnie zagrał ręką, ale sędziemu gwizdek służył tylko do wskazania na środek boiska. Ostatnio w derbach Madrytu aribiter nie dostrzegł łokcia Reinildo na Viniciusie, za co piłkarz Atletico powinien wylecieć z boiska. Gdzie tu ochrona piłkarzy? I ok, Vinicius zdecydował, że doda coś od siebie, by sędzia dostrzegł przewinienie rywala, za co został skrytykowany. Tylko zastanówmy, z czego wynikało to zachowanie. Z bezsilności wobec błędów panów z gwizdkami.

I ewidentnych błędów sędziów możemy doszukać się zdecydowanie więcej. Co nam sie nie podoba – kolejka bez kontrowersji sędziowskich, to kolejka stracona…

Słaba Sevilla

Piętnasta pozycja w lidze i zaledwie pięć punktów – tak wygląda sytuacja Sevilli w momencie pierwszej przerwy na kadrę. Ostatnie dwa mecze nieco poprawiły sytuację – wygrana z Espanyolem i remis z Villarrealem. Ale jest to jedynie lekkie obniżenie fali na niespokojnym morzu. Porażki z Osasuną i Almerią chluby nie przynoszą. Przegrana z Barceloną jest do zaakceptowania, ale takiego stylu już nie można w żaden sposób zaakceptować. Remis z Realem Valladolid też należy uznać za kiepski wynik, bo zespół Pachety wymienia się w gronie potencjalnych spadkowiczów. I tak właśnie Sevilla się chwieje na krajowym podwórku. Lekko zawieje i drużyna Lopeteguiego leci na glebę.

W przeszłości bywało tak, że gorszą formę Sevilli w lidze potrafiły przykryć europejskie puchary (był sezon, w którym nie wygrali ligowego meczu u siebie), ale w fazie grupowej Ligi Mistrzów 22/23 Los Nervionenses dostali ciężkie lanie od Manchesteru City i zremisowali bezbramkowo z Kopenhagą. Sytuacja w grupie jest jeszcze do odratowania, ale najbliższe dwa mecze z Borussią Dortmund dadzą odpowiedź, co dalej. Wyjście z grupy? Spadek do Ligi Europy? A może koniec przygody z pucharami? W obecnej sytuacji ekonomicznej już opcja druga oznaczałaby pogłębienie kłopotów, a trzecia wręcz katastrofę, bo finanse Sevilli już teraz się nie spinają.

PARTNEREM PUBLIKACJI O LIDZE MISTRZÓW JEST KFC. SPRAWDŹ OFERTĘ TUTAJ

Nie jest kolorowo. Czy Sevilla może się szybko podnieść? Samo wstanie z kolan nie jest trudne, ale nie chodzi tylko o to, by ta drużyna utrzymywała się na nogach. Sevilla powinna być drapieżnikiem, a jest łatwym celem, nawet ofiarą. Brakuje pazura i intensywności, z której ten zespół był znany, co wynika w dużej mierze ze źle skonstruowanej kadry pierwszego zespołu.

Groteskowo wygląda środek obrony. Monchi w miejsce Diego Carlosa i Julesa Kounde sprowadził duet Marcao i Tanguy Nianzou. Pierwszy nie gra, bo jest szklany. Drugi ostatnio gra mniej, bo popełnia błędy i nie przepracował z zespołem okresu przygotowawczego. Pewniejszym punktem wydaje się Kike Salas wyciągnięty z rezerw, który tworzy parę z defensywnym pomocnikiem Nemanją Gudeljem. Ekskluzywnie to nie wygląda, ale nie odbierajmy im szansy. Może jakoś się rozkręci. Może. Gorzej, że na innych pozycjach też nie jest ekskluzywnie, a w każdym meczu średnia pierwszej jedenastki kręci się wokół trzydziestu lat.

Pod koniec okna rozpaczliwie rzucono się na kilku piłkarzy, którzy pozostawali bez umów lub mogli przyjść na wypożyczenie. Isco już zdążył pokazać kilka ciekawych zagrań, ale jest piłkarzem chimerycznym i ciężko przewidzieć, jak spisze się na dłuższą metę. Za Dolbergiem fatalna runda w Nicei, a Januzaj musi udowodnić, że nie będzie nowym Munirem (przeciętniakiem, który przepoczwarza się w zapchajdziurę).

Celem Lopeteguiego na najbliższe tygodnie jest szybka poprawa, bo od dawna panuje gęsta atmosfera. Do tego stopnia, że były prezes Sevilli, Jose Maria del Nido (swoje odsiedział za korupcję), wykrzykiwał po meczu z Manchesterem City, że domaga się dymisji Pepe Castro.

Cadiz przeszedł do historii

W poprzednim sezonie po przyjściu Sergio zyskał nowe życie i zaczął wyglądać jak zespół przystający do Primera Division. Było więcej gry piłką, mniej lagi do przodu i żerowania na kontrach. Teraz jednak obserwujemy powrót do stanu sprzed zmiany trenera. Dużo grania na chaos i mało piłki w piłce. W pierwszych pięciu kolejkach zero punktów i dopiero w ostatniej komplet na otarcie łez z Realem Valladolid po golu 37-letniego Alvaro Negredo.

Jasne, terminarz Żółtej Łodzi Podwodnej nie należał do łatwych. Zawsze groźna Osasuna, niewygodny Athletic, solidny Real Sociedad, stuningowana Barcelona, mająca przebłyski Celta, ale i tak należy wymagać więcej od drużyny, która już trzeci sezon z rzędu rozgrywa na poziomie Primera Division. Na tym etapie rozgrywek sprawia wrażenie beniaminka, który awansowałby z drugiej ligi z dwudziestym budżetem i głównie za sprawą słabości rywali.

Co więcej, hiszpańscy statystycy poinformowali, że drużyna z Estadio Nuevo Mirandilla przeszła do historii. O ile już kilka razy bywało, że po pięciu kolejkach były zespoły bez punktów, o tyle żadna z tych drużyn nie miała tak złego bilansu (0:14). Nie ma się czym chwalić i nie ma też za co chwalić. Do roboty!

Dziwne relacje w Celcie Vigo

Przyjście Luisa Camposa do Celty Vigo w roli „doradcy z tylnego siedzenia” – formalnie pracuje tylko dla PSG – miało rozwiązać wiele problemów tego klubu. Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta, bo relacje Chacho Coudeta z Portugalczykiem nie układają się najlepiej. Argentyńczyk jest dobrym trenerem, ale lubi mieć pełny wpływ na sprowadzanie piłkarzy, co w tym wypadku nie pomaga i pojawiają się tarcia.

O klasie Camposa nie trzeba wspominać. To on uczestniczył w budowie projektów mistrzowskich w AS Monaco i Lille. Teraz jest dyrektorem sportowym PSG, gdzie sprząta z powodzeniem po poprzednikach. Takiemu człowiekowi wypada po prostu zaufać, a Coudet stara się pomijać piłkarzy z zaciągu Camposa. Mija się to z celem, działa na szkodę jego i klubu. Co więcej, za moment może już dojść tak dużych tarć, że ktoś będzie musiał odejść. Mimo wszystko łatwiej będzie powiedzieć „Adios” solidnemu trenerowi, niż uznanemu dyrektorowi sportowemu.

Celestes po prostu nie stać na to, by trzymać na ławce przykładowo Willota Swedberga i Luki de la Torre, za których łącznie przyszło im zapłacić siedem milionów euro.

Zjazd Elche

W tym momencie ciężko coś dobrego powiedzieć o drużynie Francisco Rodrigueza. W minionych rozgrywkach bywała bardzo niewygodna dla rywali z wyższej półki, o czym przekonał się choćby Real Madryt. Przy tym potrafiła sklecić błyskawiczne akcje, które należało docenić. W tym jest już jednak zdecydowanie gorzej. Choć faktycznie, terminarz na początku obecnych rozgrywek dostała naprawdę trudny. Real Betis, Real Sociedad, Villarreal, Athletic i tylko Almeria była rywalem o zbliżonym potencjale. Na koniec liczą się punkty, a w tym przypadku tylko jeden.

Jedynym światełkiem w tunelu jest klasa rywali, bo Elche naprawdę nie przekonuje. Przede wszystkim przeciętniaki, które zostały wyciągnięte przez trenera za uszy – choćby Pere Milla – zaliczyły mocny zjazd. W poprzednim sezonie sporo nastrzelał Lucas Boye, ale pod koniec sezonu odniósł kontuzję, która zdaniem części lekarzy wymagała operacji. Argentyńczyk zdecydował się na leczenie zachowawcze, by nie pozbawiać się możliwości gry na mistrzostwach świata. Praktyka jednak pokazuje, że jest bez formy i choć kupił sobie czas, to niewiele na tym zyskał.

Warto nasłuchiwać meldunków z Estadio Manuel Martinez Valero. Cierpliwość właściciela Elche bywa zawodna.

Jordi Alba staje się trzecim wyborem

Poprzedni sezon był w jego wykonaniu całkiem udany. Ba, najlepszy od wielu lat i okazało się, że jest jeszcze w stanie utrzymywać solidny poziom. W tym spisuje się zdecydowanie gorzej, więc został zdegradowany do roli zmiennika Alejandro Balde. To już jest spory cios dla 33-latka, a dodatkowo Barca ściągnęła Marcosa Alonso. Z tego względu zaczyna brakować dla Alby już nie tyle miejsca w jedenastce, ile za moment może braknąć na ławce. A nie brakuje w reprezentacji Hiszpanii!

Jak to zwykle bywa w przypadku piłkarzy, których Barcelona próbuje się pozbyć, wychodzą na światło dzienne zakulisowe smaczki. Wczoraj pojawiły się doniesienia sugerujące, że Alba narzekał na rozgrywanie meczu w Australii. Na to Xavi miał odpowiedzieć, że z czegoś przecież trzeba płacić te wysokie pensje. Wiadomo, że taka historia nie przekreśla Alby, ale uderza w tony, z których jest znany ten piłkarz – marudzenia – a marudę można wypychać bez żalu i jeszcze zyskać aprobatę gawiedzi.

Marco Asensio na bocznym torze

Sytuacja Hiszpana nie należy do łatwych. Dostaje niewiele szans, przegrywa rywalizację i niewiele wskazuje na to, by jego losy uległy diametralnej zmianie. A przecież Marco Asensio kończył rozgrywki 21/22 z dwucyfrową liczbą bramek w samej lidze. Był to jego rekord, ale w futbolu nie ma czasu na przestoje.

Teraz cierpi na tym, że Real Madryt nie ma zamiaru zatrzymywać się na określonym pułapie, Los Blancos są głodni postępów. Asensio ma wybór. Albo dorówna poziomem kolegom, albo przyjmie już na stałe pozycję siedzącą, bo nikt już nie będzie go na siłę holował. Warto obserwować jego sytuację, bo po tym sezonie kończy mu się kontrakt i prawdopodobnie opuści szeregi madryckiej drużyny. Już nawet pojawiły się absurdalne doniesienia, jakoby miał trafić do Barcelony. Do takich przenosin raczej nie dojdzie. Jednak kluby z pierwszej szóstki Serie A i środka stawki Premier League zapewne będą monitorować rozwój wypadków.

Już wiemy, że obecnie Marco Asensio ma kłopoty z regularną grą w klubie, ale paradoks polega na tym, że dostał powołanie do reprezentacji Hiszpanii. Ciężko uzasadnić decyzję Luisa Enrique, ale nie raz pokazał, że na myśleniu nieszablonowym potrafi wiele zyskać. Taki już jest. Kto wie, może sprawi, że nagle jego rodak przejdzie błyskawiczną przemianę? Brzmi naiwnie i takie w istocie jest, ale warto dodać sytuację Asensio do zakładki z napisem “do obserwacji”.

CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIM FUTBOLU:

Fot. Newspix.pl

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
2
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Hiszpania

Komentarze

7 komentarzy

Loading...