Iga wreszcie miała wyzwanie. Ale poradziła sobie z Raducanu

Kacper Marciniak

22 kwietnia 2022, 21:44 • 4 min czytania

Iga wreszcie miała wyzwanie. Ale poradziła sobie z Raducanu

Emma Raducanu błyskawicznie wyrosła na jedną z najbardziej medialnych sportsmenek na świecie. Triumf w ubiegłorocznym US Open doprowadził ją do podpisania umów z wielkimi markami, jak Porsche, Nike, Dior, British Airways czy Vodafone. Ale jeśli chodzi już o stronę sportową – Brytyjka w ostatnich miesiącach przegrywała więcej meczów niż wygrywała. Zaskoczyło nas zatem, jak dobrze spisała się w dzisiejszym pojedynku w Stuttgarcie z Igą Świątek. Niezła postawa na Polkę jednak nie wystarczyła.

Reklama

Nasza tenisistka triumfowała 6:4, 6:4. I zapewniła sobie awans do półfinału zawodów rangi WTA. Zanim to jednak nastąpiło, nie przesadzimy jeśli powiemy, że dzisiejszym meczem żyła Wielka Brytania. Po raz z pierwszy w karierze tenisistka namaszczona na złote dziecko brytyjskiego sportu miała bowiem zmierzyć się z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu (owszem, mimo wygrania US Open dotychczas grała tylko z niżej notowanymi rywalkami). I to od razu jedynką.

Tymczasem Iga mierzyła w dwudzieste pierwsze zwycięstwo z rzędu.

Reklama

Trochę widowiska, ale niekoniecznie emocji

Szybko się okazało, że Polka po serii niezwykle łatwych meczów wreszcie trafiła na godną rywalkę. Iga co prawda sprawnie „ułożyła” sobie rywalizację z Raducanu, wygrywając dwa pierwsze gemy, ale potem bywała zaskakiwana przez nieźle dysponowaną Brytyjkę. Emma potrafiła posyłać precyzyjne uderzenia przy linii, potrafiła nawet wygrywać dłuższe wymiany z naszą tenisistką – co ostatnio jest nie lada sztuką. A jej serwis? To też naprawdę mocna broń.

Chwalimy Raducanu, bo jednak mierzyła się z dominatorką, która ostatnio po prostu nie przegrywa. Mimo tego nie przestraszyła się wyzwania. Choć oczywiście – dość daleko było jej do nawiązania równej walki. Polka pokazywała więcej tenisowej jakości (co odzwierciedlała liczba winnerów). I swobodnie doprowadziła pierwszego seta do końca, wygrywając go 6:4.

W drugiej partii, podobnie zresztą jak w pierwszej, Raducanu świetnie wypadała w polu serwisowym. I faktycznie była w stanie wdać się z Polką w wymianę ognia. Ale koniec końców zazwyczaj ją przegrywała. No i mieliśmy powtórkę z rozrywki – nasza tenisistka szybko przełamała Brytyjkę i miała sytuację pod kontrolą. Raducanu jednak nie dawała za wygraną.

Pierwszy moment, w którym polscy kibice mogli zadrżeć o losy meczu, miał miejsce przy stanie 4:3 w gemach dla Polki. Emma wówczas doprowadziła do równowagi. Iga potrzebowała trochę czasu, żeby sobie z nią poradzić i wyjść na prowadzenie 5:3. Ale w końcu to zrobiła.

A drugi? Kiedy Polce brakowało już tylko jednego gema do wygrania całego meczu (5:4), zepsuła parę uderzeń. I znalazła się w sytuacji, w której Brytyjka miała dwa break pointy. Wyszła jednak z niej obronną ręką (przy pewnej pomocy Raducanu, która starała się grać szczególnie agresywnie, przez co popełniała błędy). I mogła zapisać na swoim koncie dwudzieste pierwsze zwycięstwo w tourze z rzędu.

– Granie na mączce nigdy nie jest dla mnie rutyną, bo wciąż przyzwyczajam się do tej nawierzchni – mówiła Iga w wywiadzie pomeczowym – Cieszę się zatem, że dzisiejszy mecz był dłuższy, bo pozwoli mi zyskać wiele doświadczenia. Chcę grać bardzo agresywnie, pozwala mi to zyskiwać przewagę. Jaka jest różnica między byciem jedynką a dwójką w światowym rankingu? Nie czuję jej. Byłam zaskoczona, że tak się stało. Ale nic się w moim życiu nie zmieniło. Co jest ciekawe, bo wszyscy chcemy być najlepszymi, dążymy do osiągania naszych celów, ale na końcu zawsze jesteśmy tymi samymi ludźmi.

Kolejny dzień w robocie

Na pewno takie mecze, jak dzisiejszy, są dla Igi Świątek cenne – aby pokonać 19-latkę, musiała wejść na naprawdę wysoki poziom, nie mogła pozwolić sobie na większą liczbę błędów. Z kim natomiast zmierzy się w półfinale turnieju w Stuttgarcie? Z Ludmiłą Samsonową. Na temat tej zawodniczki Polka również wypowiedziała się w wywiadzie po meczu z Raducanu: – Znam ją z czasów juniorskich, grałyśmy w tych samych turniejach. Obserwowałam też jej progres – ten sezon jest dla mnie świetny. Muszę się oczywiście taktycznie przygotować, ale jeśli będę skupiona na mojej pracy, powinno być okej.

Jesteśmy podobnego zdania. Nasza tenisistka znajduje się w takim gazie, że naprawdę trudno wyobrazić sobie ją schodzącą z kortu pokonaną. Szczególnie w przypadku starcia ze znacznie niżej notowaną rywalką.

Fot. Newspix.pl

Kacper Marciniak

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Tekst czytelnika: 48 godzin na igrzyskach. Reportaż kibicowski

redakcja
8
Tekst czytelnika: 48 godzin na igrzyskach. Reportaż kibicowski
Inne sporty

Olimpijczycy spod samiuśkich Tater? Niekoniecznie!

AbsurDB
8
Olimpijczycy spod samiuśkich Tater? Niekoniecznie!
Reklama
Reklama