Paździerz paździerzem, ale gole pierwsza klasa

redakcja

Autor:redakcja

22 sierpnia 2021, 17:59 • 3 min czytania

Reklama
Paździerz paździerzem, ale gole pierwsza klasa

W ostatnich trzech meczach na stadionie w Gliwicach padło 17 goli. Wspaniały był to punkt na piłkarskiej mapie Polski, stolica wesołego, przepełnionego emocjami futbolu. I przepraszamy bardzo – komu to, do cholery, przeszkadzało? Zasiadając do spotkania Piasta ze Śląskiem, mieliśmy spore oczekiwania, braliśmy pod uwagę, że średnia bramek nie spadnie – tym bardziej, że goście z Wrocławia, abstrahując od ostatniej kolejki, też przecież lubią strzelaniny. Niestety dostaliśmy paździerz, który uratowało to, że padły w nim piękne gole. 

Z boiska wiało nudą w zasadzie przez całą pierwszą połowę. Gdyby nie było tak, że skrót z najciekawszymi sytuacjami musi trochę potrwać, w przerwie ponownie zobaczylibyśmy tylko jedną akcję. W 37. minucie kapitalną centrą popisał się Holubek, o jakieś pół głowy niższy Alves miał czyściutką pozycję między Gollą a Verdaską, ale jego strzał z bańki pozostawiał sporo do życzenia. Wystarczyło trafić w bramkę, ale przerosła ta sztuka Portugalczyka.

45 minut latania za piłką, by zobaczyć jedną fajną sytuację, w dodatku niezakończoną bramką – panowie, po co było ludzi fatygować? W przerwie za kolegów próbował się tłumaczyć Jakub Szmatuła, więc rzucił, że: „obie drużyny na początku meczu boją się otworzyć” (czy coś takiego). Długi ten początek. O przynajmniej pół godziny za długi.

Jaramy się powrotami do tej ligi, wczoraj dostaliśmy kolejny powód, ale trzeba przyznać, że na przykład dość dyskretne wejście do ligi w barwach Piasta Gliwice ma Damian Kądzior, którym jaraliśmy się wcześniej. Jeszcze nie ufa mu na tyle Waldemar Fornalik, by wystawić w pierwszym składzie i trudno się dziwić, bowiem wchodząc z ławki na kilkanaście minut, wiele impulsów były gracz Dinama Zagrzeb nie dawał. Ostatnio wcisnął z bliska Wiśle Płock, ale wcześniej był spalony. No ale może właśnie byliśmy świadkami przełomu.

Reklama

W drugiej, na szczęście nieco lepszej połowie Kądzior trochę rozkręcił Piasta. Wszedł na boisko przed upływem godziny. Zaraz potem Piast mógł przegrywać, ale w kapitalny sposób Schwarza zatrzymał Plach, a później do głosu doszli gospodarze. Kądzior wymienił futbolówkę z Sokołowskim, bardzo przytomnie piłkę przepuścił Konczkowski, a następnie Vidzie pozostało już tylko zapakować ją do bramki, w której rozpaczliwie interweniowało kilku wrocławian. Na nic. Poklepane, rekompensata za wcześniejsze męki.

A niespodziewanie przyszła druga. Nie było tak, że gliwiczanie chcieli za wszelką cenę podwyższyć, by mieć trochę spokoju, Śląsk też nie gonił na złamanie karku, ale jak królik z kapelusza wyskoczył Fabian Piasecki. Po niepozornym dośrodkowaniu Golli przyjął piłkę na klatkę piersiową…

…złożył się do strzału…

Reklama

…i nie zrobił sobie krzywdy.

Krzywdę zrobił Piastowi Gliwice, który już witał się z kompletem punktów, a został z jednym. Sieknąć takiego gola w ostatniej minucie – marzenie każdego chłopaka na każdym podwórku. I fajnie, że do jego realizacji Piasecki konsekwentnie dążył, bo w meczu z Araratem też w samej końcówce chciał przechylić szansę na korzyść Śląska w podobny sposób, ale wtedy wyciągnął mu to bramkarz. Teraz Plach był bezradny.

I w sumie dobrze, bo nasze popołudnie byłoby uboższe bez tej bramki. Rozczarowanie i tak jest, ale zdecydowanie mniejsze.

Reklama

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Weszło