Reklama

Spartak, Dundalk, Steaua. Pięć pamiętnych dwumeczów Legii o fazę grupową pucharów

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

19 sierpnia 2021, 13:46 • 13 min czytania 14 komentarzy

Legia Warszawa staje dziś przed szansą awansu do Ligi Europy. Owszem, ma już zapewniony udział w fazie grupowej Ligi Konferencji, jednak nie oznacza to, że nie może powalczyć o więcej. Może, a nawet musi, mimo że rywal zdecydowanie się przed nią nie położy. Zanim mistrzowie Polski zagrają ze Slavią Praga, postanowiliśmy przypomnieć, jak w ostatnich latach bili się o wejście do grupy. Legendarna wyprawa do Moskwy na Spartak, złudna nadzieja po remisie w Bukareszcie czy awans wstydu z Dundalk. Jak wyglądała ostatnia runda eliminacji w wykonaniu Legii?

Spartak, Dundalk, Steaua. Pięć pamiętnych dwumeczów Legii o fazę grupową pucharów

2011: Legia Warszawa – Spartak Moskwa 2:2; 3:2

Podobno Janusz Gol nadal słyszy „allez, allez, allez”, gdy przypadkiem spotka gdzieś grupkę kibiców Legii. Tamta wygrana była fundamentem tego, co działo się przez kolejne lata. Dała podwaliny pod ranking UEFA, dzięki któremu warszawski klub miał lepszą pozycję startową. Przed meczem z Dinamem Zagrzeb mówiono, że Chorwaci dopiero co grali w ćwierćfinale Ligi Europy? Ze Spartakiem było tak samo. Wcześniejszy sezon zakończyli porażką w 1/4 finału z FC Porto, przed meczem z Legią zainwestowali w transfery chyba większe pieniądze niż te, którymi w trakcie roku obracała polska drużyna. Tyle że to zgubiło moskiewską drużynę, która była zbyt pewna awansu. W pierwszym spotkaniu dostała gonga już w 3. minucie gry.

„Legioniści wiedzieli, że tylko maksymalnym zaangażowaniem, walką często na pograniczu faulu, mogą przeciwstawić się rywalowi. Nim zawodnicy Walerija Karpina się obejrzeli, musieli odrabiać straty. Legia kapitalnie ustawiła sobie to spotkanie – po trzech minutach mogła już grać z kontrataku. Tyle, że wcale tego nie robiła. Z żelazną konsekwencją grała swoje – pressingiem, blisko przeciwnika. Manu z Maciejem Rybusem często przechwytywali piłkę i od razu robiło się gorąco pod bramką Andrija Dykania. Pierwsze 20 minut było kapitalne w wykonaniu zawodników Macieja Skorży. Goście byli w szoku, nie potrafili wyprowadzić piłki z własnej połowy, a ze strony gospodarzy sunął atak za atakiem” – pisał po pierwszym starciu „Przegląd Sportowy”.

W ataku Legii bawił się wtedy duet Miroslav Radović-Daniel Ljuboja. Asysta piętą tego drugiego – coś pięknego. Ale i na koniec na tablicy wyników widniało niezbyt korzystne dla warszawiaków 2:2. – Niestety, zabrakło nam doświadczenia, cwaniactwa – ubolewał Maciej Skorża.

Reklama

Rewanż miał być formalnością dla Spartaka. Legia pojechała do Moskwy bez Radovicia, Manu oraz Marcina Komorowskiego, którzy musieli pauzować za kartki. Rosjanie też byli osłabieni, ale na własne życzenie. Walerij Karpin stwierdził, że derby z CSKA są ważniejsze od rewanżu i największe gwiazdy rywala Legii zaczęły mecz na ławce rezerwowych. Warszawiacy problemy mieli od samego początku.

„Drużyna wylądowała w Moskwie dzień przed meczem. Szybko przekonała się, że warszawskie korki to nic w porównaniu z tamtejszymi. Z lotniska do hotelu Ritz-Carlton było 29 km. Podróż trwała… 2,5 godziny, i to z eskortą policyjną. Hotel mieścił się w ścisłym centrum miasta, nieopodal Kremla, tuż przy wejściu na pl. Czerwony. Mówiono, że jest najdroższy w Europie, oferował apartamenty kosztujące 15 tys. dolarów za dobę, z… kuloodpornymi szybami, a jego budowa pochłonęła 350 mln dolarów” – pisze „Sport.pl” cytując księgę wydaną na stulecie Legii. Fragment dalej pojawia się wzmianka o tym, że kibice z Polski nie mogli pojawić się na meczu, bo przetrzymano ich na granicy. Tylko garstka zdążyła dotrzeć na Łużniki.

cashback na start fuksiarz

W tekście „Sportu” Jacek Magiera wspomina, że do późnej nocy trwała debata o tym, czy w bramce powinien stanąć Wojciech Skaba, czy może jednak Dusan Kuciak. Padło na tego drugiego i w 27. minucie gry Słowak wyciągał piłkę z siatki po raz drugi. Wyglądało to kiepsko, ale nadzieja wciąż się tliła.

Karpin był pewny awansu. Ostentacyjnie, z uśmiechem na ustach, przechadzał się wyluzowany wzdłuż linii bocznej – wspomina Magiera. – Różne myśli chodziły wtedy po głowie, ale na szczęście nikt z nas nie zwątpił. Bardzo pomogła nam natychmiastowa bramka Kucharczyka. Dzięki niej złapaliśmy niezbędny kontakt – dodaje Wawrzyniak” – to znów „Sport.pl”.

Reklama

Kucharczyk pozwolił złapać kontakt, a potem zaczęły się cuda.

  • Maciej Rybus zdobył bramkę z dystansu prawą, czyli słabszą nogą
  • Moshe Ohayon, spora wtopa transferowa, na coś się przydał, napędzając atak zakończony bramką Gola
  • No i w końcu Gol. Głową, z trudnej pozycji – coś takiego zdarza się raz w karierze

Legia wyszarpała awans zszokowanym Rosjanom. „I wsio” to hasło, które kojarzy każdy, kto oglądał tamten mecz. Trener przygotowania fizycznego Paolo Terziotti stracił włosy – taki był zakład. Nie był to jedyny wesoły akcent świętowania awansu. „Super Express” przyłapał później czwórkę młodych zawodników z Warszawy w agencji towarzyskiej na Wilanowie. Powstał z tego cały artykuł, do którego dołączony był cennik usług. Ze wspomnieniem, że po zapoznaniu klientów, ceny można negocjować. Po latach Paweł Zarzeczny wspominał tamten wyskok w „One Man Show”:

„Pamiętam, jak pytałem Rybusa o słynny wypad na Wiertniczą: „Jak tam Rybka, fajne te laski?”, a on na to „Nie, szósta rano. Sam szrot”. Rybusa lubię, normalny facet, nie udaje kogoś, kim nie jest”.

Adam Dawidziuk opowiadał nam o innej sytuacji– Ruscy rzucali w nas butelkami. I to po wódce. Trener Skorża był mega szczęśliwy, ale nic nie mówił. W autokarze mikrofon przejął Michał Żewłakow i stwierdził: „Panowie, bardzo was proszę o rozwagę. Na lotnisku w Warszawie czeka na nas dwa tysiące ludzi. Wylądujemy tam nad ranem. Nie możemy się skompromitować. Proszę nie przedawkować napojów wyskokowych. A tak w ogóle… Jak byśmy mieli jaja, to byśmy jutro Maćkowi z treningu spierdolili!”. Treningu nie było, ale jak potem Legia przegrała z Podbeskidziem, to od razu Skorża zaordynował 50 tysięcy kary.

Maciej Skorża w rozmowie z nami wspominał, że niektórzy członkowie sztabu świętowali awans tak, że nie mogli wsiąść do samolotu. Nie ma co się dziwić, bo i dla samego Skorży jest to jeden z największych wyczynów w karierze. Wejście może nie na Mount Everest, ale na nieco niższą górę – jak najbardziej.

2016: Legia Warszawa – Dundalk 2:0; 1:1

Awans, który budzi mieszane uczucia. Z jednej strony: historyczna sprawa, po latach dobijania się do bram Ligi Mistrzów, w końcu udało się do niej wejść. Z drugiej: Besnik Hasi na ławce i trudna przeprawa z Irlandczykami. To już chluby nie przynosi. Ale Polacy nie trafili na Dundalk dlatego, że tak chciał ślepy los. Zadziałało to, o czym wspomnieliśmy przy wygranej ze Spartakiem – mozolne budowanie pozycji w rankingu UEFA. Mistrzowie Polski mieli naprawdę korzystną ścieżkę do przejścia:

  • Zrinjski Mostar
  • AS Trencin
  • Dundalk FC

Dzisiaj za coś takiego każdy polski klub dałby się pokroić. Pisaliśmy wtedy tak: „Nie oszukujmy się – Dundalk w tej fazie to kompletna abstrakcja. Dundalk był mokrym snem prezesów wszystkich rozstawionych drużyn. Dundalk to drużyna z kategorii tych, które chce się wylosować już w drugiej rundzie, aby mieć bezproblemowy awans. Pochodzą z półamatorskich rozgrywek, z których ostatnio do kadry powołano kogokolwiek w 1979”.

I nie była to szydera przesadzona. Dlatego gdy Legia w pierwszym meczu wymęczyła 2:0, pomagając sobie golem z rzutu karnego po zagraniu ręką, uczucia były mieszane. „Przegląd Sportowy” pisał o nudzie i przypominał, że irlandzki klub po raz pierwszy w historii był na tym etapie rozgrywek. Potem wynik meczu ustalił Aleksandar Prijović i był to ważny gol w kontekście dwumeczu. Nie zmieniał jednak obrazu tego „widowiska” – centrostrzały Dundalk zagrażające bramce mistrza Polski. Ponury żart.

Jeszcze mniej pozytywów przyniósł natomiast rewanż. Dundalk przez zdecydowaną część meczu prowadził 1:0, Legię osłabił kier Adama Hlouska. Tylko wspomniane wcześniej trafienie Prijovicia gwarantowało względny spokój, choć gdy przypomnimy sobie, jak to wyglądało, ciężko mówić o spokoju. Nazwaliśmy to spotkanie „dnem dna” i „awansem wstydu”.

„Dno dna. Besnik Hasi jeśli ma honor, powinien po ostatnim gwizdku wejść na środek boiska i popełnić honorowe samobójstwo, a jakąś smętną oprawę muzyczną mógłby do tego dorobić Steeven Langil. Ale pozostając w sferze tego, co się faktycznie zdarzyć by mogło – mogłaby się zdarzyć dymisja trenera, za którą cała Warszawa trzyma kciuki. Człowieku, idź sprawdź, czy cię nie ma w Albanii.

Ustalmy fakty.

Pierwszy fakt: Dundalk nie umie grać w piłkę.
Drugi fakt: Dundalk umie grać w piłkę podobnie do Legii.

Różnica jest taka, że legionistom się wydaje, że są panami piłkarzami, a chłopaki z Dundalk jutro będą tłumaczyć, dlaczego ich dziś nie było w pracy. Nie będziemy o tym meczu pisać, bo musielibyśmy przeklinać”.

Ale co „Kuchy King” zatańczył, to jego.

Dundalk i tak nie mógł narzekać, bo po porażce trafił do grupy Ligi Europy. Od tamtej pory ich europejska kariera trochę się rozhuśtała.

  • postraszyli Rosenborg, potrafili zremisować z Karabachem
  • zagrali w grupie LE w sezonie 2020/2021

Ale sorry, na myśl o tamtej potyczce wciąż nachodzą nas ciarki żenady.

EARLY PAYOUT W EUROPEJSKICH PUCHARACH – TYLKO W FUKSIARZ.PL!

2015: Legia Warszawa – Zoria Ługańsk 3:2; 1:0

Zupełnie inaczej jest w przypadku starcia z Zorią Ługańsk, czyli dwumeczu, który odbył się rok przed heroiczną bitwą z Irlandczykami. Legia już wtedy korzystała z rozstawienia, bo wcześniej odpaliła rumuńskie Botosami i albańskie Kukesi (słynny walkower za mecz wyjazdowy). Niemniej Zoria nie była ekipą leszczy. Jej ówczesny trener, Jurij Wernydub, właśnie jest o krok od Ligi Mistrzów, bo ograł Dinamo Zagrzeb 3:0. My z tym Dinamem dostaliśmy w łeb, tak gwoli przypomnienia. W każdym razie w składzie rywala z tamtego meczu znajdziemy:

  • Rusłana Malinowskiego, dziś gwiazdę Atalanty
  • Oleksandra Karawaewa, podstawowego piłkarza ukraińskiej kadry na EURO 2020
  • Michaiła Siwakowa, swego czasu nieźle radzącego sobie w Ekstraklasie

Czyli coś tam w piłkę kopali. Zresztą Malinowski już wtedy pokazywał, co potrafi, ładując Legii bezpośrednio z rzutu wolnego. Mecz w Warszawie to chyba jedyne starcie z udziałem polskiego klubu w europejskich rozgrywkach, w których w ciągu 90 minut zobaczyliśmy trzy trafienia z wolnych. W dodatku jedno z nich należało do Tomasza Brzyskiego.

To był już rewanż, bo w pierwszym spotkaniu Legia pokonała zespół z Ukrainy 1:0. – Kiedy arbiter techniczny podniósł tablicę świetlną oznajmiając, że doliczone będą 4 minuty, wiadome było, iż to będzie najdłuższe 240 sekund piłkarzy Legii w tym sezonie. Wszystko mogło się zdarzyć, zdeterminowana Zoria szaleńczo atakowała, legioniści starali się wybić ją z rytmu. Po jednym z przypadkowych strzałów, piłka przeleciała tuż obok słupka bramki Dušana Kuciaka. Jeszcze bliżej strzelenia gola był Aleksandar Prijović, który minimalnie chybił. W końcu Ondrej Duda został sfaulowany w polu karnym, uderzył pewnie, rozstrzygając losy tej rywalizacji – pisał „Przegląd Sportowy”.

Bramka Dudy sprawiła, że warszawska drużyna mogła pochwalić się nietypowym jak na polski klub osiągnięciem. W drodze do fazy grupowej wygrała wszystkie sześć spotkań. Opiekunem tej ekipy był Henning Berg. – Jestem bardzo szczęśliwy, szkoda że sami sobie utrudniliśmy drogę do awansu. Straciliśmy dwie bramki, co zwykle nam się w pucharach nie zdarza. Na szczęście strzeliliśmy trzy, choć zawodnicy wszystkich formacji nie spisywali się na najwyższym poziomie. Od początku chcieliśmy wygrać, ale graliśmy przeciwko dobrej, europejskiej drużynie. W zeszłym sezonie wygrali dwa mecze ligowe z Dnipro, w poprzedniej rundzie LE wyeliminowali Charleroi, rok temu do ostatniej sekundy walczyli z Feyenoordem w fazie play off. Ale gramy dalej – mówił po sukcesie.

Można było trochę narzekać na styl, można było mówić o problemach, ale było to nic w porównaniu z mękami z Dundalk.

2013: Legia Warszawa – Steaua Bukareszt 1:1; 2:2

Pamiętacie jeszcze zasadę bramek na wyjeździe? Jeśli tak, to starcie Legii Warszawa ze Steauą Bukareszt także musi migać w waszej pamięci. To wtedy przekonaliśmy się, że nie każdy remis na terenie rywala trzeba traktować jako sukces. Ekipa Jana Urbana zafundowała nam rollercoaster w Rumunii. Zaczęła słabo, dała się zepchnąć rywalowi, a w dodatku Dusan Kuciak został pokonany sprytnym lobem. Wyglądało to jak kolejna odsłona serialu pt. „Z czym do Ligi Mistrzów?”. Ale z czasem Legia się otrząsnęła, a akcja dająca wyrównanie była całkiem imponująca.

  • Łukasz Broź napędził kontrę, zagrał do Michała Kucharczyka
  • „Kuchy” posłał płaskie dośrodkowanie w pole karne
  • Marek Saganowski przytomnie przepuścił piłkę, a Jakub Kosecki wpakował ją do siatki.

Młody „Kosa” świętował później przed ścianą kibiców klubu z Bukaresztu, wspinając się na bandy reklamowe. – Jest dobrze! Mistrz Polski nie zawiódł w Bukareszcie i przywozi bramkowy remis, który stawia go w dobrej sytuacji przed rewanżem. Nerwów i błędów było dużo, ale nie o wrażenie artystyczne chodziło, a o wynik. Legia wydarła, wyszarpała Steaule ten wynik – zachwycał się „Przegląd Sportowy”. „Rzeczpospolita” pisała wręcz o zwycięskim remisie.

Ale cóż, nic z tych rzeczy. Do rewanżowego spotkania wracamy dziś wtedy, gdy chcemy nawiązać do jakiegoś szybkiego wyrwania mokrą ścierą w ryj. Na przykład gdy Śląsk Wrocław dostał w papę od Hapoelu, od razu w myślach pojawił się tamten mecz z Warszawy. Dziewiąta minuta na zegarze, a obok wynik 0:2 na tablicy. Łatwość, z jaką padały gole dla gości, zwiastowała najgorszy możliwy scenariusz. Legioniści byli ogrywani w polu karnym jak dzieci, tracili piłki tak, jakby byli amatorami z orlika (Ivica Vrdoljak!). Fakt, że później momenty były.

  • Michał Kucharczyk trafił do siatki – według sędziego ze spalonego, ale spalonego tam nie było
  • Miroslav Radović dał kontakt
  • Ciprian Tatarusanu kapitalnie wyjął strzał Dominika Furmana
  • Rzutem na taśmę wyrównał Jakub Rzeźniczak

Ale tak naprawdę ciężko mówić, żeby Legia była bliżej awansu niż Steaua. – Legijnym plusem meczu na boisku został wybrany Kosecki, ale to nie jemu należały się największe brawa. Kibice. Urządzili kapitalną oprawę i efektowne racowisko. Znowu mogliśmy napisać, że tylko kibice trzymali europejski poziom, a piłkarze na awans do europejskiej elity muszą poczekać jeszcze przynajmniej rok. Ale wtedy uda się na pewno – pisaliśmy po tamtym meczu.

Jan Urban mówił, że awansował lepszy, bo Steua ma większy potencjał. Może i miał rację, bo w jej składzie byli reprezentanci kraju i młode talenty, które potem trochę osiągnęły. Rumuńskie media, które cytował „Onet”, pisały, że z przewagi Legii po przerwie wiele nie wynikało. Rumuni popisali się także żenującym nawiązaniem do Niemców i drugiej wojny światowej. – Laurentiu Reghecampf podbił Polskę szybciej, niż zrobił to Hitler w 1939 roku. Dwa gole strzelone w pierwszych dziewięciu minutach i było już niemal pewne, że mistrzowie Rumunii awansują do Ligi Mistrzów. Od inwazji Niemców na Polskę minęły 74 lata, a we wtorkowy wieczór Warszawa jeszcze raz przekonała się, co oznacza termin blitzkrieg. Jak na ironię, dokonał tego trener o niemiecko brzmiącym nazwisku.

Ciekawostka jest taka, że dziś na drodze Legii stanie gość, którego poznacie na powyższych filmikach. Nicolae Stanciu, autor jednej z bramek, jest obecnie gwiazdą Slavii Praga.

2012: Legia Warszawa – Rosenborg Trondheim 1:1; 1:2

Tak blisko, a jednak tak daleko. Legia dwukrotnie w dwumeczu prowadziła z Rosenborgiem i dwa razy wypuszczała przewagę z rąk. Co więcej – dwukrotnie na samym finiszu, kiedy można było powoli myśleć o końcowym gwizdku. Raz Norwegowie wyrównali w 80. minucie gry, a później zdobyli gola na wagę awansu na trzy minuty przed końcem podstawowego czasu spotkania. Znów dominowała narracja o tym, że Polacy po prostu trafili na silnego rywala. No a gdy się trafia na silnego rywala to wiadomo – nie ma co liczyć na zbyt wiele. Jan Urban mówił, że polski futbol potrzebuje doinwestowania. Że ok, Legia i Rosenborg sprzedają piłkarzy za podobne pieniądze, tyle że Rosenborg zgarnia potem Tarika Elyounoussiego za milion i jest w domu. Rzeczywiście, Norweg w dwumeczu miał swój udział – asystował przy trafieniu Boreka Dockala (inny milionowy transfer) na wagę remisu przy Łazienkowskiej.

Mimo to po remisie w pierwszym spotkaniu tliła się jeszcze nadzieja. – Stać nas na awans, jesteśmy w stanie przywieźć korzystny rezultat i musimy w to wszyscy mocno wierzyć. Kibice zasłużyli na ten awans i zrobimy wszystko aby za tydzień o tej porze mogli się cieszyć. Musimy być tylko bardziej skoncentrowani i agresywni niż dzisiaj, nie mogą się nam też zdarzać proste błędy i straty jakie dziś miały miejsce, jakie zdarzały się np. mnie – mówił Miroslav Radović cytowany przez portal „Legia.net”.

Ale w rewanżu… – W czwartej doliczonej minucie świetną okazje zmarnował Żyro, który dopadł do wybitej przed pole karne piłki. Zamiast w bramkę trafił w leżącego na murawie rywala. Legionistom do ponownej gry w Lidze Europy zabrakło 20 minut – pisała „Legia.net”. Cóż, nie można myśleć o awansie, gdy założeniem jest defensywka. A tak właśnie było w przypadku drużyny Jana Urbana. – Wszyscy legioniści przed meczem zgodnie powtarzali, że awans jest w ich zasięgu. Stawka meczu w początkowych minutach usztywniła jednak graczy Legii. Podopieczni Jana Urbana koncentrowali się głównie na defensywie, a na „desancie” musiał sobie radzić osamotniony Danijel Ljuboja – relacjonował „Przegląd Sportowy”.

SZYMON JANCZYK

fot. FotoPyK

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

Polska – Austria, czyli historia o początku końca Jerzego Brzęczka

Kamil Warzocha
0
Polska – Austria, czyli historia o początku końca Jerzego Brzęczka
Inne kraje

Przegrał z Polską i stracił pracę. Walia zwolniła selekcjonera

Patryk Stec
1
Przegrał z Polską i stracił pracę. Walia zwolniła selekcjonera

Liga Europy

EURO 2024

Polska – Austria, czyli historia o początku końca Jerzego Brzęczka

Kamil Warzocha
0
Polska – Austria, czyli historia o początku końca Jerzego Brzęczka
Inne kraje

Przegrał z Polską i stracił pracę. Walia zwolniła selekcjonera

Patryk Stec
1
Przegrał z Polską i stracił pracę. Walia zwolniła selekcjonera

Komentarze

14 komentarzy

Loading...