Adam Topolski to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego futbolu na samym początku XXI wieku. Jego opowieści i anegdotki są wręcz legendarne. Piłkarze mówią o nim: potrafiłby sprzedać piasek na pustyni. Podkreślają to, że potrafi zbudować atmosferę w szatni, jadąc na picu. Niespełna 70-letni szkoleniowiec niedawno podjął się ostatniego wyzwania w swojej długiej przygodzie z ławką trenerską – chce utrzymać Błękitnych Stargard w 2. lidze. Opowiedział nam o tym, dlaczego zdecydował się na tę misję. Czy uważa, że doświadczeni szkoleniowcy są gorzej traktowani? W jakim celu organizował zgrupowania przedmeczowe? Jakie ma sposoby na zmotywowanie rezerwowych zawodników? Czy z premedytacją ściemnia piłkarzom? Co łączy go z Waynem Gretzkim? Czy rzeczywiście  udzielił pożyczki  Michaelowi Jordanowi? Co zszokowało go w USA? Zapraszamy!

Adam Topolski: Dla atmosfery można było wyolbrzymiać opowieści
W marcu wrócił pan na ławkę trenerską Błękitnych Stargard. Nie boi się pan, że wieloletnia przygoda zakończy się spadkiem?

Obojętnie jaki zespół przejmowałem, niezależnie od okoliczności, nie myślałem o takim scenariuszu. Na dobrą sprawę, to nikogo nie spuściłem. Z drugiej strony, w tym przypadku ponownie podjąłem się tej pracy po naprawdę głębszej refleksji. Z całą pewnością wcześniej Błękitni nie byli aż tak zagrożeni spadkiem z 2. ligi. W czerwcu definitywnie kończę swoją karierę trenerską. Tak, mam już dość pracy, ale obiecałem utrzymać klub. Myślę, że uda mi się to.

To co pana skłoniło do tego, by podjąć rękawicę?

W Stargardzie spędziłem poprzednie dwa sezony. Dobrze mi się współpracowało z całym sztabem szkoleniowym. W klubie panuje rodzinna atmosfera, tak więc chcę pomóc tym ludziom. Jednak tydzień po powrocie złapałem koronawirusa. Ciężko przeszedłem tę chorobę, ale jakoś się wykaraskałem. Szczerze? Myślałem przez moment, żeby względu na zły stan zdrowia odpuścić sobie. Natomiast podszedłem też do tego ambicjonalnie – nie chciałem być wyśmiany, że podjąłem się czegoś, a po dwóch tygodniach uciekam z pokładu. Cóż, takim jestem człowiekiem.

Od niedawna nie jest pan już najstarszym trenerem na poziomie centralnym. Włodzimierz Gąsior pozbawił pana tego tytułu. Teraz kluby już rzadko decydują się na zatrudnianie rutynowanych szkoleniowców. Uważa pan, że to jest sztuczny podział: na starą szkołę trenerską i młodą?

Powiem panu tak: młodzi dostali wszystko na talerzu. Jest w Ekstraklasie ze trzech/czterech takich szkoleniowców. Ich sztaby są strasznie rozbudowane. Gdy ja prowadziłem drużynę, to miałem raptem asystenta, trenera bramkarzy i masażystę. Dziś? Wokół pierwszego zespołu jest ponad dziesięć osób i łatwiej pełnić funkcję pierwszego trenera. Dawniej głównodowodzący musiał mieć szerokie pojęcie o futbolu, o psychologii, o przygotowaniu motorycznym piłkarzy. Wie pan, to był ciężki kawałek chleba – trzeba było znać się na fachu. Aktualnie można prowadzić zespół na podstawie podręcznika.

Moim zdaniem to nic złego, że następuje profesjonalizacja i coraz więcej specjalistów pracuje w sztabach trenerskich. Pod warunkiem, że naprawdę mają duże pojęcie na temat wąskiej dziedziny, która się zajmują.

Tylko problem polega na tym, że wielu trenerów nie czuje tego zawodu, nie czuje szatni. Może dlatego poziom gry się obniża. Wracając do trenera Gąsiora, to jestem dla niego pełen podziwu. Ma dużą wiedzę, umie rozmawiać z zawodnikami. Nie będę też ukrywał – to mój dobry kolega. Kibicuję mu z całego serca. Stal pod jego wodzą pokazała sporo jakości pod kątem czysto piłkarskim. Widać, jak zespół gra ambitnie.

Niestety, u nas nie wykorzystuje się doświadczenia trenerów, którzy znajdują się w przedziale wiekowym 65-70 lat. Dziś jestem trenerem pełną gębą – mam właśnie to doświadczenie, spokojnie podchodzę do pracy. Jestem niezależny i w każdej chwili mogę odejść. Nikt mi karteczki z nazwiskami nie podłoży i nie dam sobie wejść na głowę.

Może wasze metody są już nieco archaiczne?

W trening trzeba wprowadzić taki element, jak rozwijanie umiejętności piłkarza. Potrafiłem rozwinąć zawodnika w wieku 20, 22 lub 23 lat, bo tak był trening skonstruowany. Piłkarzowi brakuje dobrego długiego podania, to trzeba go tego nauczyć. A teraz w tych akademiach? No, fajnie się pracuje z młodymi. Wszystko super – orientacja, wyjście na pozycję, są przywiązani do swojej funkcji na boisku. Tylko młody gracz nie może być tylko przypisany do danej pozycji. Piłkarz musi wnosić coś nieszablonowego w każdym meczu. „Wyprodukowałem” wielu chłopaków, kilku z nich zagrało potem w pierwszej reprezentacji. Piłkarza trzeba obserwować, zrobić mu dodatkowy trening, by wyeliminować złe nawyki.

Zawsze byłem zwolennikiem powiedzenia – bez biegania nie ma gry. Wyśmiewali moje „5 kilometrów”. Ale dawało mi to świetny podgląd w zawodnika. Wiedziałem po takim biegu, czy on jest wydolnościowcem, czy szybkościowcem, na jakiej pozycji może grać. Teraz też zaczyna się preferować ustawienie z trójką obrońców i wahadłowymi. Już kilkanaście lat temu próbowałem tak grać. Zresztą, zawsze byłem zwolennikiem ofensywnego futbolu. Po dziś dzień nie został w Lechu Poznań pobity mój rekord – dziewięciu ligowych wygranych z rzędu w sezonie 1999/20. I wcale nie miałem najlepszego składu.

Mimo wszystko udało się panu osiągnąć dobry wynik.

Pozwoliłem grać chłopakom radosny futbol. Przede wszystkim kluczem do tego była wymienność pozycji. Szkoda, że w wyniku problemów finansowych rozsprzedano ten zespół, bo to był materiał na mistrzostwo Polski.

OBSTAWIAJ EKSTRAKLASĘ W FUKSIARZ.PL I ZGARNIJ CASHBACK DO 500 PLN BEZ OBROTU!

Ten radosny futbol nie raz stanowił zarzutu w stosunku do pana. Choćby w poprzednim sezonie, kiedy Błękitnym brakowało tej pragmatyczności w kryzysowym momencie walki o utrzymanie w lidze.

Zawsze kierowałem się zasadą, że muszę tak szkolić zespół, by strzelił dwie bramki, bo nawet jak jedną straci, to wygramy. Prosta zasada, ale piłka nożna jest prostą grą. W futbolu też chodzi o to, by tworzyć widowisko. Lepszy wynik 2:2 niż nudne 0:0. Stąd też zazwyczaj wystawiałem trójkę ofensywnych zawodników z przodu.

Gorzej, jeśli nie przekłada się to na punkty. Wtedy efektowna gra nie przyciągnie publiczności na stadion.

W tych czasach trudno jest trafić obrońcę doświadczonego, mądrze grającego, bo jeśli któryś się wyróżnia, od razu idzie grać wyżej. Dlatego trzeba wykorzystywać w zespole atuty ofensywne.

Swego czasu krążyła opinia, że pracuje pan w Stargardzie „na słupa”. Byli zawodnicy klubu mówili, że próbowano istotnie zmarginalizować pana rolę, lecz zachował pan autonomiczność. Obecnie, jak to wygląda?

W Stargardzie wiedzieli, kogo ściągają do siebie. Jestem despotycznym charakterem. Lubię stawiać na swoim. Nie uważam, żeby ktoś mną rządził. Być może jest to tak odbierane, że miałem mało do powiedzenia, ale to nie jest prawda. Teraz sytuacja jest nieco inna – przez ponad pół roku nie przebywałem z obecnym zespołem, nie budowałem go. Po powrocie musiałem poznać tę drużynę. Na całe szczęście w sztabie szkoleniowym jest Jarosław Piskorz i muszę powiedzieć, że sprawdza się jako współpracownik, jako trener. Rzeczywiście starałem się mu oddać trochę władzy i byłem lekko w cieniu. Z tego względu, że mi już nie zależy na tym, by wyrabiać sobie nazwisko. Nie mam zamiaru już eksponować swoich sukcesów, a porażka – tak, wiem – zawsze pójdzie na moje konto. Niemniej decydujące zdanie należało i wciąż należy do mnie.

Piłkarze Zawiszy wspominają, że w 2011 roku zrobili awans na bazie atmosfery, którą pan wytworzył w szatni. Teraz też głównie stawia pan na ten aspekt?

Wyniosłem to z czasów, gdy byłem zawodnikiem Legii Warszawa. Tam na pierwszym miejscu była koleżeńskość. Wówczas można góry przenosić, nawet mając słabszych zawodników, co udowodnił trener Kazimierz Górski. W jego reprezentacji nie zawsze grali najlepsi, ale potrafił tak scementować zespół, że odnosił sukcesy. A co do Zawiszy – Maciej Murawski bardzo dobrze przygotował chłopaków, ale był odbierany jako „pan trener”. Ja nigdy nie chciałem tego robić. Zawsze dawałem podopiecznym sporo luzu, bo w pewnej swobodzie człowiek jest w stanie zaprezentować się jak z najlepszej strony. Ale samym humorem nie osiągnie się wyniku, trzeba ludzi przekonywać do pracy, wyznaczać cele do realizacji. Można powiedzieć, że wtedy panowała w szatni wręcz przyjacielska atmosfera. Dobre wyniki nakręcały zawodników i na 2. ligę to starczyło.

Ta przygoda skończyła się to dla mnie gorzko. Z Radosławem Osuchem nie było mi po drodze, ale wygrałem z nim sprawę w sądzie i musiał zapłacić mi 50 tysięcy złotych odszkodowania. Temat jest już dawno zamknięty.

Zawodnicy opowiadali mi o zgrupowaniach przed spotkaniami domowymi. Podkreślają, że miały one duży wpływ na dobrą postawę zespołu.

Już tłumaczę panu, jaki był ich cel. Otóż w drużynie są różni zawodnicy – żonaci i kawalerowie. W każdej chwili jest pokusa. Albo kolega wyciągnie gdzieś piłkarza, albo jakaś tam dziewczyna mu się podoba, albo to, tamto, siamto. Mówi się teraz, że zawodnicy mają już inne podejście na poziomie profesjonalnym. Nie wierzę w to do końca, że tak się poprawili. Podczas tych zgrupowań miałem piłkarzy na oku, a w ówczesnej Zawiszy było kilku lekkoduchów. Generalnie nie ufam piłkarzom. Zawsze mam tę nutę podejrzliwości.

Czyli nie do końca ma pan takie luźne podejście do zawodników?

Zawsze przychodzę do szatni pół godziny wcześniej i rozmawiam z każdym. Wtedy od razu widzę, mówiąc kolokwialnie, co jest grane. Od razu poznam, że coś nie tak, że ktoś jest „wczorajszy”, bo zabalował. Jasne, lubię też pożartować, ale dyscyplina musi być mocna. Tylko staram się, by atmosfera była radosna, by piłkarze nie patrzyli na mnie spod byka. Nawet gdy nie ma wyników, to trzeba swoich graczy szanować.

Piłkarze mówią o panu: „potrafiłby sprzedać piasek na pustyni”. Te wszystkie anegdotki i historyjki o pobycie w USA – o pożyczce 100 dolarów dla Michaela Jordana, o Jacku Nicholsonie – to miała być forma żartu, budowania atmosfery? Czy potwierdza pan, że takie sytuacje miały miejsce?

Czekałem, aż w końcu padnie to pytanie. I dobrze, bo ja się nie obrażam, a dochodziły do mnie głosy, że krążyły w środowisku te historyjki. Tak więc teraz wytłumaczę kilka kwestii. W USA miałem szczęście grać w takich klubach, gdzie poznałem – może nie na zasadzie koleżeńskości – Magica Johnsona, Kareema Abdul-Jabbara czy Mario Lemieux. Występowałem wówczas w Pittsburghu, a właścicielem zespołów z tego miasta był jeden człowiek, który przed sezonem organizował taki duży piknik dla wszystkich. No i na tych spotkaniach miałem okazję porozmawiać z gwiazdami hokeja czy futbolu amerykańskiego. Potem poszedłem grać do Los Angeles, też do zespołu halowego, a drużyną piłkarską zarządzał syn Jerry’ego Bussa. My – „Lazers” – graliśmy na tej samej hali co koszykarze „Lakers”. Gdy przychodziliśmy do biura, to mieliśmy styczność z nimi, podawaliśmy sobie rękę. Jerry Buss też robił takie spotkania integracyjne, a miał ogromną posiadłość w Hollywood, na którą zapraszał nas z rodzinami. Poznałem też  Wayne’a Gretzky’ego – występował wtedy w tamtejszym zespole hokejowym.

Po powrocie do Polski chwaliłem się tym, że mogłem z nimi rozmawiać. Następnie zostało to podłapane przez kogoś i tak się rozrosło. Przecież nie jestem szaleńcem, by chodzić i opowiadać, że od Nicholsona pożyczałem 20 dolarów.

To może trochę pan konfabulował w kwestii tych znajomości i przez to powstały te anegdotki?

Dla dobrej atmosfery kilka spraw można było wyolbrzymić. Nie raz opowiadałem różne historie z mojej kariery właśnie po to, by zbudować w szatni dobry klimat. Do dziś potrafię się z kogoś pośmiać, z siebie także. A co najlepsze, piłkarze chcą słuchać opowieści o mojej karierze piłkarskiej. Gdy wchodzę do szatni, to chłopcy już czekają, by móc sobie ze mną pogadać.

Pobyt w USA całkowicie zmienił pana podejście do życia? Wszak wyjechał pan z szarego i smutnego PRL-u w latach 80.

To był mój najlepszy okres w karierze. Nie musiałem wcale wyjeżdżać, bo w Legii mieliśmy stworzone całkiem niezłe warunki. Nawet chcieli mi dać stopień oficerski, bo Paweł Janas wyjechał po MŚ 1982 i miałem grać na stoperze. Z tym że podjąłem decyzje o wyjeździe do Ameryki, bo wiedziałem, że da to mi pewną niezależność. Przyczynił się do tego m.in. Stanisław Terlecki, który już wcześniej tam grał, a także trener Janusz Kowalski. Otrzymałem tam bardzo dobry kontrakt. Prowadziłem fajne życie, a przewinęło się w tej lidze wielu bardzo dobrych piłkarzy. Występowaliśmy na hali, ponieważ były one wypełnione przez 15/20 tysięcy ludzi, a mecze były bardziej widowiskowe. Tak naprawdę w USA poczułem się doceniony.

Co do zmiany mentalności, to wyjechałem tam jako człowiek zakompleksiony. Kiedyś po strzelonej bramce pochodzą do mnie chłopaki i mówią: Adam, ty musisz jakiś ekspresywny ruch wykonać, pobudzić publiczność, musisz pokazać, że się cieszysz. Ja z kolei, tak jak to wtedy w Polsce, to tylko rączka do góry, kogoś się tam poklepało po plecach i koniec. Nauczyłem się też śmiałego podejścia do ludzi, rozmowy, wystąpień. Potrafiłem po przyjeździe do Polski rozmawiać z telewizją. A wcześniej? Człowiek trząsł się jak galareta.

Nic dziwnego. Wtedy to był inny świat w porównaniu do krajów demokracji ludowej.

Zacząłem mieć radosne podejście do życia. Pamiętam, że jak jakiś Amerykanin wywalił nogi na stół, to mnie to mierziło, lecz potem nauczyłem się, że gdy jest na to czas, można sobie pozwolić na luz. Też zaskoczyła mnie ta koleżeńskość. Na przykład, gdy biegaliśmy i ktoś był z tyłu za grupą, to ten trzeci od końca nakręcał i mówił „ come on, come on”. Była ta pomoc. Ci piłkarze mieli naprawdę silną wolę. Niektórych z nich to przewyższałem nawet o trzy klasy. Często graliśmy sobie w siatkonogę na apartamentach, w których mieszkałem. Przychodził do mnie taki znany piłkarz, potem trener kadry USA w futsalu i prosił mnie ciągle: Adam, pograjmy w siatkonogę. Skubany przychodził codziennie rano i pukał do drzwi, a mi tam nie chciało się bawić z nim. To zacząłem go walić po 15:1, 15:0. Myślałem, że da sobie spokój. Nie dał. Potem, jak wyniki oscylowały w granicach 15:3, 15:4 na moją korzyść, to wiesz, jak on się cieszył? To jest śmieszne, ale zacząłem podziwiać ich za tytaniczną pracę.

Jeden z zawodników opowiadał mi, jakie metody motywacyjne stosuje pan wobec tzw. fusów. Ponoć na gierce wewnętrznej – pierwszy skład kontra drugi – ma pan w zwyczaju podchodzić do zawodników rezerwowych i mówić im, iż prezentują się na tyle dobrze, że zaraz otrzymają szansę gry w wyjściowej jedenastce. Z kolei do podstawowych graczy, że nie mają czego się obawiać. Działało to?

Zawsze bardzo szanuję zawodnika, który słucha trenera i pokornie wykonuje dane zadania na boisku. Piłkarz musi wiedzieć, czego od niego oczekuje szkoleniowiec, nawet jeśli jest słabszy. Czasem trzeba wystawić zawodnika po to, by zrealizował konkretne zadanie. Ci zadaniowcy mają nie przeszkadzać w grze, ale sumiennie realizować założenia – odbierać piłkę, pokryć przeciwnika. Owszem, nie raz wmawiałem danemu zawodnikowi, że ma super umiejętności, że może iść grać wyżej, bo moją rolą było osiągnąć dobry wynik z zespołem. Nierzadko wystarczyło też piłkarzowi zmienić pozycję, tak jak w przypadku Macieja Żurawskiego w Lechu, którego przesunąłem z prawej pomocy na atak.

Praca w Lechu Poznań to bez wątpienia najlepszy czas w pana karierze trenerskiej. Jednak w późniejszych latach zniknął pan z karuzeli i przejmował zespoły w niższych ligach. Dlaczego tak się stało?

Zawsze byłem traktowany jako strażak. Jak coś się w danym klubie złego działo, to padało hasło: dawaj Topolskiego, on uratuje nas przed spadkiem. Niestety nie było dane mi objąć Legii Warszawa. Dwa razy miałem taką propozycję, ale byłem związany kontraktem w innym zespole. W pewnym momencie rzeczywiście byłem na topie, później przyhamowało to i trenowałem np. w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Przede wszystkim byłem niezależny, bo nie musiałem trenować, by mieć z czego żyć. Potem pracowałem w lokalnych zespołach z okolic Poznania, ale nigdy nie wstydziłem się tego, że mam robotę w 3. czy 4. lidze. Z przyjemnością pomagałem tym drużynom. Tak było w Słupcy, w Sokole Kleczew. Nie prowadziłem tych klubików, bo nie miałem z czego żyć. Po prostu lubiłem pogadać z ludźmi, lubiłem pomóc.

Natomiast uważam, że wypadłem z obiegu, bo byłem bezkompromisowy. Musiało być po mojemu, nie dałem się złamać. Generalnie rzadko mnie zwalniano, jak już to sam odchodziłem. Nie podpisywałem nigdy kontraktów gwarantowanych. Wolałem dostać kasę za trzy miesiące z góry, a gdy coś mi się nie podobało, to nie użerałem się, tylko najzwyczajniej pakowałem rzeczy i odchodziłem.

Gdyby mógł pan cofnąć czas, to nie byłby taki despotyczny i krnąbrny?

To był mój błąd. Trzeba było trochę zbastować, trochę posłuchać ludzi, a wychodziłem z założenia, że skoro tworzę tam zespół, to moje zdanie jest najbardziej istotne. Życie mnie nauczyło już, że mogę być taki hardy. Jestem teraz dla piłkarzy bardziej jak ojciec. Nie robię krzywdy nikomu, buduję atmosferę, staram się pomagać. Zawodnicy zawsze mogą liczyć na moją pomoc. Dawniej bardziej liczyła się opinia trenera niż działania menedżerskie, jednak obecnie też polecam do wyższych lig swoich piłkarzy. Druga sprawa – dalej „produkuję” piłkarzy. Kilku zawodników z Błękitnych otrzymało szansę gry 1. lidze, a nawet Ekstraklasie, jak np. Wojtek Błyszko, w którego wierzyłem i nie pozwoliłem odstawić na boczny tor, choć szatnia go na początku nie akceptowała.

Swego czasu w pana wypowiedziach medialnych było czuć trochę żalu, że świat o panu zapomniał. Przeszło już panu?

Nie, nie mam żadnego żalu czy coś. Zresztą, nigdy nie ukrywam tego, jak wiele Legii Warszawa zawdzięczam. Zapewniła mi rozwój sportowy i życiowy. Podkreślę to, że cały czas miałem i mam bardzo dobre relacje z włodarzami tego klubu. Po prostu raz przyjechali do mnie warszawscy kibice. Zapytali się, czy chciałbym kiedyś wrócić do Legii. Akurat miałem wtedy sporo wolnego czasu i powiedziałem, że mógłbym przejąć drugą drużynę, a potem zostało to odebrane, jakbym rościł sobie prawo do objęcia pierwszego zespołu.

Sam pan wspomniał, że lada moment rozstanie się definitywnie z pracą trenera. Nie boi się pan, że będzie doskwierać nuda?

Akurat o to się nie martwię. Przede wszystkim poświęcę czas wnukom. W końcu będę miał czas na to, by poświęcić im uwagę i zrobić wszystko, by zostali dobrymi piłkarzami. Ale nie będę na siłę próbował zrobić z nich profesjonalistów. Rodzina zawsze była dla mnie ważna. Żona cały czas mnie wspierała. Dom nas jednoczył, miałem w nim takie ognisko ciepła. Zawsze powtarzam chłopcom, by trafili na taką żonę jak ja. Rozwój piłkarski jest możliwy tylko wtedy, gdy wszystko w życiu prywatnym jest poukładane. A dziś życie jest takie, a nie inne – wiele rozwodów, rozstań. Też byłem w wielkim świecie, miałem wiele pokus, ale wiedziałem, jak ważny jest dom, bo to on dawał mi siłę i energię.

Rozmawiał Piotr Stolarczyk

fot. Newspix, FotoPyK

Suche Info
24.06.2022

Son łączony z Realem Madryt

Po nieudanej próbie pozyskania Kyliana Mbappe, Real Madryt ma nowy cel transferowy. To Heung-min Son. Rewelacje na temat planów transferowych „Królewskich” podały włoskie media, a konkretnie Rudy Galetti ze SportItalia. Zdaniem dziennikarza, Florentino Perez wciąż ma myśleć o konkretnych wzmocnieniach w ofensywie. Na celowniku Realu miał znaleźć się król strzelców Premier League. W minionym sezonie piłkarz Tottenhamu trafiał do siatki rywali 23 razy. Łącznie w barwach klubu z północnego […]
24.06.2022
Suche Info
24.06.2022

Tymoteusz Klupś odszedł z Lecha Poznań

22-latek nie przedłuży wygasającego wraz z końcem czerwca kontraktu. Nowym klubem Klupsia będzie Zagłębie Sosnowiec. Tymoteusz Klupś to wychowanek Akademii Lecha Poznań. Skrzydłowy przeszedł wszystkie szczeble juniorskiej kariery w Kolejorzu. W seniorskiej piłce zadebiutował w sezonie 2017/2018, gdy stał się podstawowym graczem drużyny rezerw, występującej w III lidze. Już w trakcie rundy jesiennej rozgrywek został jednak włączony do kadry pierwszej drużyny. Regularnie dostawał także powołania […]
24.06.2022
Suche Info
24.06.2022

Lenglet może trafić do Tottenhamu

Francuski obrońca chce odejść z Barcelony, aby regularnie grać. W swoich planach nie widzi go Xavi, w przeciwieństwie do Antonio Conte, który chciałby sprowadzić Lengleta do Londynu. 27-letni Lenglet nie należy do ulubieńców trenera Barcelony. Już w minionym sezonie nie był jego pierwszym wyborem, a teraz, gdy do klubu ma dołączyć Andreas Christensen, jego sytuacja może się jeszcze bardziej pogorszyć. Dlatego też otoczenie Francuza zaczęło rozglądać się za nowym pracodawcą. Lenglet chce […]
24.06.2022
Suche Info
24.06.2022

Legia przegrywa w pierwszym sparingu w Austrii

Piłkarze stołecznego klubu musieli uznać wyższość zespołu Sepsi Sfantu Gheorghe. Rumuni wygrali 1:0. Dla Legii był to drugi przedsezonowy sparing pod wodzą Kosty Runjaicia. Jeszcze przed wyjazdem na obóz pokonali beniaminka pierwszej ligi, Chojniczankę Chojnice 3:1. Podczas pierwszego meczu w Austrii tak dobrze już nie było. Lepsi od Legionistów okazali się piłkarze Sepsi Sfantu Gheorghe, siódmej drużyny rumuńskiej ekstraklasy i zdobywców pucharu Rumunii. W zespole […]
24.06.2022
Ekstraklasa
24.06.2022

Ciekawy transfer Miedzi Legnica. Sięgnie po Polaka z RB Lipsk

Kluby Red Bulla to światowa marka pod względem szkolenia i sprzedawania talentów. Tak się składa, że w akademii niemieckiego zespołu spod skrzydeł znanej marki napojów energetycznych, znajdziemy kilku Polaków. Na jednego z nich uwagę zwróciła ekstraklasowa Miedź Legnica. Beniaminek najwyższej ligi jest znany z poszukiwania młodych zawodników w nieoczywistych miejscach. W pierwszoligowej Miedzi mogliśmy oglądać 23-letniego Holendra czy dwóch 22-letnich Belgów. Teraz do Legnicy ma trafić Niemiec o polskobrzmiącym nazwisku. […]
24.06.2022
Suche Info
24.06.2022

Wayne Rooney niespodziewanie odchodzi z Derby County

36-letni szkoleniowiec w piątek przekazał działaczom, że chce zostać zwolniony ze skutkiem natychmiastowym. Odejście Rooneya jest dużą sensacją. Kilka tygodni temu odrzucił on bowiem ofertę Evertonu i wszystko wskazywało na to, że będzie chciał pracować w Derby na trzecim poziomie rozgrywkowym. Po spadku do League One menadżer zapewniał, że nie zostawi zawodników w trudnym momencie. Teraz nagle coś się zmieniło. – Szczerze mówiąc, działacze bardzo starali się zmienić moją […]
24.06.2022
Weszło Extra
18.06.2022

Nie liczy się cel, tylko droga

Piłka nożna nie jest wartością samą w sobie, ale może stać się jedyną radością w życiu. Tak w pewnym momencie było w przypadku Mariusza Musialskiego. Z pozoru miał wszystko. Był bogaty i poważany, obracał się w świecie show-biznesu. Pracował jako menadżer zespołu IRA, jest też autorem lub współautorem wielu przebojów tego zespołu. W swoim otoczeniu mógł być stawiany za przykład człowieka, któremu się udało. Świat alkoholu i narkotyków zaczął […]
18.06.2022
Weszło Extra
05.06.2022

Pan z restauracji i chłop z baru

Jak dogaduje się zięć z teściem, a jak pan z restauracji z chłopem z baru? Czy kopią się pod stołem? Czy nawet małpę da się nauczyć czytania z promptera? Dlaczego wcale nie chcą być bohaterami własnego programu? Dlaczego Rafał Wolski nie jest wybitnym komentatorem? Ile mogą powiedzieć o człowieku jego notatki? Skąd Wojciech Jagoda wytrzasnął swoją gadkę o wycieczkach do zoo i oglądaniu orangutanów? Czego nigdy nie zrobiliby podczas programu na żywo, […]
05.06.2022
Weszło Extra
24.05.2022

Paulina Zarzeczna: – Tata był w domu skromny i nieśmiały

Od śmierci Pawła Zarzecznego minęło już ponad pięć lat. Paulina Zaczeczna, jego córka, opowiada nam o nieznanej dotąd twarzy wybitnego dziennikarza. Poznajemy Pawła, który w domu nie mówi o sobie i potrafi zawstydzić się po zwykłym prezencie. Dlaczego Paulina dowiedziała się o zawodzie ojca w momencie, gdy ten napisał o wyjściu na dziwki? Jak Paweł podrywał zakonnicę? Czemu to Paulina jest jego największym sukcesem? Kiedy odczuła na własnej skórze, że prawda […]
24.05.2022
Weszło
07.05.2022

Trzy lata triumwiratu. Analiza zarządzania Wisłą Kraków

Minęły już grubo ponad trzy lata, odkąd Wisła Kraków znalazła się w rękach Jakuba Błaszczykowskiego, Tomasza Jażdżyńskiego i Jarosława Królewskiego. To oni rzucili się do ratowania klubu, który zmierzał do grania po wsiach i pastwiskach. Dali też nadzieję kibicom na to, że dla „Białej Gwiazdy” wychodzi słońce. Jak wygląda ta kadencja władz Wisły? Więcej jest plusów czy minusów? Skoro zapowiadało się tak dobrze, to dlaczego w Krakowie śmierdzi spadkiem?Jakub Błaszczykowski, […]
07.05.2022
Ekstraklasa
15.04.2022

Sąd nad przepisem o młodzieżowcu w Ekstraklasie. Co poprawił, a co zepsuł?

Jest niemalże przesądzone, że przed nami ostatnie tygodnie z przepisem o młodzieżowcu w Ekstraklasie. Od nowego sezonu ma on zostać zniesiony i zastąpiony bardziej zachęcającym systemem premiowania z Pro Junior System, o czym w ostatnim dniu marca pisaliśmy na Weszło. Można już zatem zacząć podsumowywać okres, w którym ten wymóg obowiązywał. Na ile zaszkodził, a na ile pomógł? Czy właściwie odczytaliśmy wyjściowe założenia? Czy na pewno wszystkie minusy mu przypisywane faktycznie miały miejsce? Czy przepis o wychowanku mógłby być […]
15.04.2022
Ekstraklasa
03.04.2022

„Czułem, że mogę coś udowodnić. Teraz widzę, że Ekstraklasa nie jest taka trudna i straszna”

Dorastanie w betonowej dżungli na Bródnie i marzenia o Legii Warszawa. Niepotrzebne komplementy Bogusława Leśnodorskiego i krytyka kibiców w Chorzowie, która siedziała w głowie podczas meczów. Najgorsza defensywa Ekstraklasy z beniaminkiem z Sosnowca i jedna z najlepszych z beniaminkiem z Radomia. Kwoty przyprawiające o zawrót głowy w szatni mistrza Polski i brak wypłat w szatni outsidera. Mateusz Cichocki opowiada nam o swojej karierze i o tym, jak przekonywał się, że polska liga to nic strasznego. Przed startem sezonu miałeś […]
03.04.2022
Liczba komentarzy: 13
Subscribe
Powiadom o
guest
13 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
SmyQ
SmyQ
1 rok temu

Całkiem fajna historia w Gorzowie, choć po latach zapamiętałem go głównie z tego, że wszędzie ściągał i wystawiał swojego syna Davida, którym piłkarzem był raczej takim se. No i świetny mecz z Wartą w Poznaniu.

CM711
CM711
1 rok temu

Pozdrowienia Panie Adamie! PS. Gadałem z Majkiem i powiedział, że tej 100 nie odda, bo nigdy nikomu nie oddał tego co pożyczył i przegrał.

Janek1988
Janek1988
1 rok temu

Pamietam trenera Topolskiego,kiedy prowadzil Lecha,ale ile mozna miec taka mentalnosc z lat 70-80 ze Ju Es Ej,tam sie zyje,ju noł. Nagle kazdy jezyka polskiego zapomnial. Ja bylem tam,znam tego,owakiego. A przepraszam uprzejmie…a w Krużewnikach byl?

tolep
tolep(@tolep)
1 rok temu

Zdjęcia wstawiane do artykułów należy podpisywać. Także zdjęcia w nagłówkach.

Karczef
Karczef
1 rok temu

Niezłego Milfa ma, poskakalbym na niej!!

Stargardzka zmora Stanowskiego powraca
Stargardzka zmora Stanowskiego powraca
1 rok temu
Reply to  Karczef

Trochę kultury chamie. Poskakać to sobie możesz po Olkiewiczu czy Stanowskim.

Matt Cabosca (Bukkakespor Kulübü)
Matt Cabosca (Bukkakespor Kulübü)
1 rok temu
Reply to  Karczef

Co najwyżej możesz poskakać po swojej skrzeczącej wypierdzianej wersalce z wystającymi sprężynami.

Krzychu
Krzychu
1 rok temu

W sezonie 1999/2000 to Lech spadał i nie mial w całym sezonie łącznie 6 zwycięstw. W sezonie 1998/1999 – zgoda.

Andrzej
Andrzej
1 rok temu

Będę dozgonnie darzył tego trenera sympatią za awans z Zawiszą. Wyprowadził klub z naprawdę patowej sytuacji 😉

Krzysztof
Krzysztof
1 rok temu

Dobija mnie formułowanie „niespełna” używane na lewo i prawo. Niepełna to może być trener młody. Np niepełna trzydziestoletni trener zdobył mistrzostwo. W przypadku Tego trenera powinno się mówić o p r a w i e siedemdziesięcioletnim trenerze. Przepraszam za tą wycieczkę wszystkich niezainteresowanych.

Popieram przygłupów
Popieram przygłupów
1 rok temu

Zawsze rozbrajała mnie jego stylówka spod Peweksu.

wieslaw
wieslaw
1 rok temu

Pamietam Adama z lat 70-ych zLegii.Mieszkalem wowczas w W-wie.Swietny boczny obronca nieustepliwy ambitny.Byl ulubiencem kibicow.Regularnie pierwszy sklad a pamietajmy ze byl to najlepszy czas w historii polskiej pilki klubowej i reprezentacyjnej.Kozak.

rroy
rroy
1 rok temu

Adam Topolski najlepszy obrońca Polski!!!