Reklama

Mają po 20 lat, a przed sobą wielkie transfery. Wielkie młode talenty Premier League

Jan Piekutowski

Autor:Jan Piekutowski

14 stycznia 2021, 13:53 • 10 min czytania 9 komentarzy

Najlepsze młode gwiazdy w Premier League? Trent Alexander-Arnold, Mason Mount, Marcus Rashford, Phil Foden i tak dalej, i tak dalej. Grają w czołowych drużynach swojej ligi, a gdyby ktoś chciał ich wyciągnąć, musiałoby pęknąć sto milionów. Słyszał o nich każdy – trochę przez wzgląd na zespoły, których barwy reprezentują. Ale co z nieco mniej nośnymi ekipami?

Mają po 20 lat, a przed sobą wielkie transfery. Wielkie młode talenty Premier League

Premier League to oczywiście nie tylko sześć wielkich klubów, ale też cała reszta stawki. Nie mniej trudno spierać się z tym, że to na te największe kluby skoncentrowane jest światło reflektorów, przez co komuś mogą umknąć ci, którzy wyróżniają się w ekipach, które nie walczą o mistrzostwo angielskiej ekstraklasy.

W związku z tym przychodzimy z małym zestawieniem tych, którzy w tym sezonie zdążyli na nas zrobić ogromne wrażenie, i których kariera raczej nie zakończy się na grze w Crystal Palace czy West Hamie United. Wyselekcjonowaliśmy sześć nieoczywistych talentów z sześciu różnych klubów. Sześciu gości, o których z pewnością jeszcze usłyszymy. Sześciu gości, za których płacić będzie się grube miliony. A jeśli nie, to jeden z nas wejdzie pod stolik i odszczeka swoje tezy. Obiecujemy.

Warunkiem sine qua non był też konkretny wiek – żaden z wymienionych tutaj zawodników nie ma więcej niż 21 lat. Nie załapał się na przykład Declan Rice, któremu dzisiaj wybijają dwie dwójki.

Tyrick Mitchell (Crystal Palace)

Zaczynamy od gościa, który może być kolejnym Aaronem Wan-Bissaką. Podobieństw jest całkiem dużo – Anglik, boczny obrońca i występy z konieczności (początkowo). Mitchell – tak jak Kuba Wawrzyniak – był zmiennikiem piłkarza, który nie istniał. Musiał grać na lewej stronie defensywy Crystal Palace, głównie dlatego, że niedyspozycyjny był Patrick van Aanholt, będący pierwszym wyborem Roya Hodgsona w naturalnych warunkach. 21-latkowi udało się zmienić hierarchię.

Reklama

CRYSTAL PALACE POKONA ARSENAL? KURS 5.7 W SUPERBET

Jego występy na początku sezonu sprawiały, że ręce same składały się do oklasków. Anglik ma całkiem imponującą średnią 3.8 odbiorów, 4.7 wygranych pojedynków i celność podań na poziomie 72%. Niby nie jest to dużo, ale i tak lepiej od Holendra, który został zdegradowany do roli zmiennika. Nie ma się czemu dziwić – Orły w sześciu meczach zdobyły dziesięć punktów i chociaż w niemal każdym z tych spotkań traciły co najmniej jednego gola, to nikt na defensywę specjalnie nie narzekał. A już na pewno nie na Mitchella, który stał się pewniakiem w wyjściowej jedenastce.

Podczas rządów van Aanholta, Crystal Palace punktowało znacznie gorzej i gdy tylko 21-latek podniósł się po kontuzji barku, Hodgson przywrócił go do składu. I dobrze, bo nie wiadomo jak długo kibice londyńskiego zespołu będą mogli obserwować grę wychowanego na Selhurst Park obrońcy.

Ethan Ampadu (Sheffield United/Chelsea)

Przypadek o tyle ciekawy, że Walijczyk już jest w wielkim klubie, który jedynie wypożyczył go słabiutkiego Sheffield United. Uznaliśmy jednak, że skoro gość gra w ekipie będącej czerwoną latarnią Premier League, a i tak zrobił na nas wrażenie, to warto go tutaj umieścić. 20-latek to chłopak, który ma sufit bardzo wysoko i warto czekać na to aż w końcu osiągnie maksimum swoich możliwości. Nadal nie jest doświadczonym graczem, musi zbierać szlify, mimo tego, że karierę w dorosłej piłce zaczynał pięć lat temu.

Ampadu jest wychowankiem Exeter City, gdzie zapisał się w historii prawdopodobnie na zawsze. Na St James Park spędził tylko jeden sezon, lecz był on wyjątkowy – Walijczyk miał zaledwie 15 lat, gdy debiutował w pierwszym zespole, ustanawiając tym samym klubowy rekord. Zawodnicy The Grecians szybko przekonali się o klasie obrońcy, którego doceniano nie mniej niż Olliego Watkinsa. Jego talent nie mógł zatem ujść uwadze największych klubów i ostatecznie trafił Stamford Bridge, gdzie przeniósł się już w 2017. Jak do tej pory nie zdołał przebić się w Chelsea, grając dla The Blues tylko dziesięć minut w lidze.

Reklama

Karierze Walijczyka raczej nie pomogło wypożyczenie do RB Lipsk, gdzie Julian Nagelsmann dał mu szansę w siedmiu meczach. Niewiele, więc stołeczny klub ponownie puścił swojego piłkarza. Wierzono w jego rozwój, a jednocześnie zdawano sobie sprawę, że jest póki co zbyt słaby na Stamford Bridge. W związku z tym trafił do Sheffield United, gdzie po pewnym czasie zyskał status piłkarza pierwszej jedenastki.

Chris Wilder powoli wprowadzał Ampadu do składu, rotując przy tym jego pozycją, przez co 20-latek grał nieregularnie i… słabo. Aż do połowy grudnia nie zaliczył serii trzech meczów z rzędu. Zmienił to wyjazd do Southampton, gdzie The Blades dostali w czapkę aż 0:3. Nie była to jednak jakakolwiek nowość, a sam Walijczyk zagrał na tyle dobrze, że szkoleniowiec postanowił zaufać mu na dłuższą metę. Od dwunastej kolejki zawsze wybiega w pierwszym składzie, zbierając przy tym coraz bardziej pozytywne recenzje. Wymowny jest fakt, że to właśnie Ampadu został wybrany najlepszym zawodnikiem Sheffield w jedynym jak dotąd wygranym przez nich spotkaniu. Przeciwko Newcastle 20-latek zaliczył aż 17 udanych pojedynków, dwa kluczowe podania i trzy odbiory.

Drużyna z Bramall Lane na 99% spadnie z Premier League, ale wydaje się, że Walijczyk powinien spokojnie znaleźć zatrudnienie w ekipie z angielskiej ekstraklasy. Natomiast w nieco dalszej przyszłości Amapadu z pewnością postara się powalczyć o miejsce w Chelsea. Potencjał na pewno ma wystarczający.

Illan Meslier (Leeds United)

Ale jak to, gość, który wpuścił w tym sezonie 33 bramki (więcej tylko Sam Johnstone z WBA) i w wielu meczach wygląda jak gimnazjalista? No… tak. Kariera Francuza w Premier League przypomina póki co sinusoidę – albo jest świetnie, albo jest fatalnie. 20-latek dał sobie wrzucić między słupki cały wór z golami, ale też jakimś sposobem zanotował sześć czystych kont. To dobry wynik, tym bardziej, jeśli uwzględnimy ogólne wrażenie, jakie pozostawia po sobie defensywa Leeds. Krótko mówiąc – nie jest ono najlepsze.

A jednak ten niepozorny Meslier daje radę, często będąc właściwie jedynym powodem, dla którego drużyna Bielsy nie musi wyciągać piłki z siatki. Koronnym przykładem jest starcie z Sheffield United, które Pawie wygrały ledwo-ledwo, a francuski golkiper obronił strzał Johna Lundstrama w sytuacji sam na sam.

Meslier z całą pewnością ma solidną bazę ku temu, by stać się w przyszłości europejską czołówką bramkarzy. Musi poprawić pewność siebie oraz tężyznę fizyczną, bo część pojedynków przegrywa nie tyle brakiem umiejętności, co głową i bicepsem. To jednak kwestia prostsza do wypracowania niż ogarnięcie kogoś pod względem technicznym, gdzie Francuz – na swoje szczęście – jest po prostu dobry. W większości przypadków potrafi zachować spokój z piłką przy nodze, dzięki czemu Leeds łatwiej budować koronkowe akcje lub szybko przechodzić do kontrataków. Jego długie podania często otwierają korytarze, które pozwalają podopiecznym argentyńskiego szkoleniowca na zaskakiwanie rywala. Poza tym 20-latek jest utalentowany w samej materii stricto bramkarskiej – nie tylko zachował sześć czystych kont, które – chcąc nie chcąc – są nagrodą dla całej drużyny, ale też zanotował 67 interwencji. To drugi wynik w lidze. Lepszy jest tylko… Johnstone. Ten sam, który jako jedyny więcej razy wyciągał piłkę z siatki.

Tariq Lamptey (Brighton)

Jeśli ktokolwiek z Brighton zasłużył na to, by go w tym sezonie wyróżnić, to jest to Yves Bissouma oraz Tariq Lamptey właśnie. Defensywny pomocnik nie znalazł się w tym zestawieniu tylko dlatego, że jest „stary”, bo gra tak, że zaczynają pytać o niego nie tylko największe marki w kraju, ale i poza Anglią. Problemów nie ma natomiast w kwestii prawego defensora, o którego starać miał się sam Bayern Monachium. No bo skoro udało się oszlifować Daviesa, to dlaczego miałoby to nie wyjść z graczem Mew?

Lamptey to obrońca w ultranowoczesnym stylu. Skupiony przede wszystkim na ofensywie, pełni właściwie rolę skrzydłowego, niż kogoś, kto przez 90 minut pracuje na tyłach swojego zespołu. Nie ma się czemu dziwić, gdyż Anglik jest obdarzony takim zestawem cech, które predestynują go przede wszystkim do gry do przodu. Jest niski, wątły, nieco naiwny w odbiorze, ale dysponuje świetnym dryblingiem, przyspieszeniem oraz podaniem. Mimo tego nikt nie dał realizować mu się jako pomocnik, ustawiając 20-latka cały czas w bloku obronnym. W niczym jednak wydaje mi się to nie przeszkadzać. Lamptey po prostu kroczy drogą Trenta Alexandra-Arnolda, który również posiada pewne mankamenty w obronie, ale nadrabia to zagrożeniem stwarzanym pod bramką przeciwnika.

Ponadto wydaje się, że jego minusy również można z czasem wyeliminować. Gra w Brighton sprawia, że wszelakie błędy są po stokroć bardziej widoczne. Jeśli prawy obrońca trafi do lepszej drużyny – co wydaje się być tylko kwestią czasu – powinien wyglądać jeszcze lepiej. W ekipach, które nie tylko chcą, ale i mogą nastawić się na atak, wychowanek Chelsea powinien wejść na kolejny poziom, a przecież już teraz jest naprawdę dobrze. Wystarczy powiedzieć, że nawet w przeciętnej ekipie z The Amex Stadium miał bezpośredni udział w czterech trafieniach.

BRIGHTON SPADNIE Z PREMIER LEAGUE? KURS 4.4 W SUPERBET

Pewnie byłoby więcej, gdyby nie problemy Anglika ze zdrowiem. Lamptey to po prostu szklanka i to nie taka wykonana z argaroku. W aż dziewięciu spotkaniach tego sezonu albo nie mógł grać w ogóle, albo musiał opuścić boisko przed 60. minutą. Jeśli jednak 20-latkowi uda się ustabilizować kwestie zdrowotne, powinniśmy obserwować kolejnego kozackiego bocznego obrońcę.

Pedro Neto (Wolverhampton)

Patrząc na to, jak prezentuje się Portugalczyk, naprawdę trudno uwierzyć w to, że ma dopiero 20 lat. Pod nieobecność Raula Jimeneza to właśnie on odpowiada za siłę ofensywną Wolverhampton. Jasne, grę organizuje Raul Neves, ale to właśnie Pedro Neto oddziela chłopców od mężczyzn. Zazwyczaj skrzydłowemu udaje się ograć kogoś z dziecinną radością. Ten kto mu podoła, musi naprawdę mieć dobry dzień. A przecież jego początki wcale tego nie zwiastowały.

Neto nie udało się przebić do pierwszego składu Bragi, skąd został wypożyczony do Lazio. Tam też rewelacji nie było – pięć meczów, zero bramek, kilka pozytywnych momentów, w których Portugalczyk wrzucał na luz i bawił się z przeciwnikiem. Wydawało się jednak, że będzie musiało upłynąć dużo czasu, zanim zawodnik wyjedzie z Serie A. A jednak z jakiegoś powodu Wilki zdecydowały się zapłacić za nastolatka niemal 19 milionów euro i z perspektywy czasu był do doskonały biznes.

Już w swoim pierwszym sezonie 20-latek przebił swój rekord bramkowy. Szczególnie dobrze grał w środku sezonu, gdzie Nuno Espirito Santo dawał mu więcej szans. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę, że w poprzedniej kampanii Portugalczyk pełnił rolę zmiennika, gdyż w doskonałej formie znajdował się między innymi Adama Traore. Neto zdołał jednak zrobić na tyle dobre wrażenie, że w bieżących rozgrywkach po prostu musiano na nastolatka postawić. Nagle stał się zbyt dobry, by kisić się na ławce.

Pełni rolę kluczową, jeśli chodzi o grę Wolverhampton. Nie ma Jimeneza, Traore miał kilka miesięcy bez strzelenia gola, Silva jest jeszcze zbyt niedoświadczony i słaby, by sprostać wymaganiom Premier League. W związku z tym niemal wszystko spoczęło na barkach Daniela Podence’a i Pedro Neto właśnie. Były zawodnik Lazio dokłada się do trafień w kluczowych momentach – miał udział w bramkach przeciwko sześciu klubom, a tylko jeden z tych meczów Wilki wygrały więcej niż jedną bramką.

Jednak Portugalczyk to nie tylko trafienia i asysty, ale też legendarna radość z gry. Na niego się po prostu patrzy, jest graczem, co do którego nikt nie ma wątpliwości. Można go już teraz obwiązać wstążeczką i wystawić za kilkadziesiąt milionów, ale po co, skoro może rozwinąć się jeszcze mocniej, a jego cena poszybuje w górę. Łatwość mijania rywali i spokój przy piłce Neto przełożyły się na 63 dryblingi – to szósty wynik w całej Premier League.

Wesley Fofana (Leicester City)

Chłop przychodził z Ligue1 mając łatkę wielkiego talentu, ale i tak dziwiła kwota. 35 milionów euro za środkowego obrońcę, który na dobrą sprawę zagrał pół sezonu w dorosłej piłce? Duża odwaga ze strony Leicester City, ale i dobry wybór, bo Fofana zdołał sprawić, że nikt już nie płacze po Caglarze Soyuncu.

Turek imponował w poprzednim sezonie, szczególnie w pierwszej jego części, gdzie stawiano go obok Virgila Van Dijka. Pokazywało to tylko skalę zjawiska z jakim mieliśmy do czynienia, bo wcześniej na defensora mało kto zwracał uwagę. Później jednak Soyuncu zgasł, grał coraz słabiej, a koniec końców walnie przyczynił się do tego, że Lisy wypadły z miejsca gwarantującego Ligę Mistrzów. Brendan Rodgers miał zatem problem, bo jedynym środkowym obrońcą, który nadawał się do gry był Jonny Evans. W związku z tym zaryzykowano i rozbito bank na piłkarza Saint-Etienne. Wydaje się, że był to rozsądny ruch.

Fofana to progres w stosunku do nie tylko tureckiego zawodnika, ale też północnoirlandzkiego. Francuz nie boi się wziąć na siebie ciężaru rozegrania, regularnie zapuszczając się z piłką na połowę przeciwnika. Dominuje w powietrzu, co pozwala mu na wejścia w pole karne z głębi boiska. Średnio notuje 80 kontaktów z piłkę na mecz i ma blisko 20 podań progresywnych. W tym sezonie przebijają go tylko John Stones i Kurt Zouma.

Francuz jest przy tym zabójczo szybki i silny, co czyni z niego idealnego wręcz obrońcę. Jedynym, czego 20-latek potrzebuje, jest po prostu czas i trochę szczęścia. Jeśli będą omijały go kontuzje, a jego rozwój będzie przebiegał stopniowo, istnieją wielkie szanse na to, że za kilka lat będziemy mówić o jednym z najlepszych środkowych obrońców Europy.

Fot. Newspix.pl

Angielski łącznik

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Anglia

Oficjalnie: Jakub Moder ma nowego trenera. To 31-latek

Bartosz Lodko
2
Oficjalnie: Jakub Moder ma nowego trenera. To 31-latek

Komentarze

9 komentarzy

Loading...